Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Edward Stachura, Piosenka dla robotnika rannej zmiany
Advertisement
Leszczyński: Ekonomia. Pożegnanie z dogmatem Drukuj
Adam Leszczyński   
29.04.2009

Przełomowe wydarzenia historyczne mają to do siebie, że, paradoksalnie, często trudno je współczesnym zauważyć. Ludzie nierzadko dostrzegają rewolucje dopiero wtedy, kiedy zapukają do ich drzwi. Nie ma w tym nic nowego: kiedy germański król usunął z tronu ostatniego rzymskiego cesarza - wydarzenie, które dziś uznajemy za przypieczętowanie wielkiego historycznego przełomu - współcześni to odnotowali, ale nie uznali za zbyt ważne, bo świat, w którym żyli, nie zmienił się z dnia na dzień. Żeby nie sięgać do tak odległych przykładów - w 1931 r., kiedy od krachu na giełdzie upłynęły niecałe dwa lata (czyli tyle, ile od początku obecnego kryzysu), świat kapitalistyczny mógł myśleć, że najgorszą fazę zapaści ma już za sobą, bo sytuacja gospodarcza wydawała się powoli stabilizować. Dziś wiemy, że rok 1931 był dopiero początkiem kłopotów, a jego polityczne konsekwencje pojawiały się właśnie na horyzoncie.

Rewolucje przysparzają dodatkowych trudności. Jak pisał w klasycznym dziele o Francji de Tocqueville - poprzedza je długi czas społecznych przygotowań, które zachodzą bardzo powoli i często pod progiem zbiorowej świadomości. Na długo przed rewolucją we Francji ustrój był głęboko zdelegitymizowany - powszechnie postrzegany jako niewydolny, nieracjonalny i niesprawiedliwy, czyli niezasłużenie rozdzielający przywileje i nagrody (wypisz, wymaluj - kapitalizm ostatnich lat). Była w tym spora zasługa krytycznych intelektualistów, ale też wielki wkład elit starego ustroju, które arogancją, bezmyślnością i samozadowoleniem przez długie lata pracowały na swój upadek. Kiedy nadeszła rewolucja, pisze Tocqueville, zmiotła tylko zmurszałą fasadę monarchii, bo tylko tyle z niej zostało - tyle że w sposób widowiskowy i okrutny, gilotynując i wieszając na latarniach.

Ostracyzm przy grillu

Nie mówię, że wkrótce na latarniach zawisną bankierzy. Przeciwnie: świat zachodni wszedł w epokę bardziej humanitarną i - jeśli wierzyć doniesieniom z Ameryki - grozi im głównie ostracyzm podczas domowych imprez przy grillu (niektórym też bezrobocie lub obcięcie premii). Te cierpienia rzadko budzą współczucie. „New York Times” opisał niedawno, jak dyrektorzy AIG - największej na świecie firmy ubezpieczeniowej, której amerykańscy podatnicy dopłacili właśnie 180 mld dolarów - dostają telefony z pogróżkami, a sąsiedzi przestali mówić im „dzień dobry”. Jednemu z szefów AIG ktoś podrzucił kupę na podjazd do garażu. To niemiłe objawy ludowego gniewu, ale do wieszania na latarniach bardzo im daleko - i dobrze.

Nie próbuję też wróżyć, czy rewolucja - z wieszaniem lub bez - nadejdzie. Sądzę jednak, że Gadomski - pisząc: „przecież większość żyjących na świecie ludzi ma przed sobą perspektywę kilkudziesięciu lat i obecny kryzys będzie dla nich tylko epizodem, być może ważnym, ale nie przesądzającym” - nie dostrzega, że dzisiejszy kryzys gospodarczy jest także kryzysem legitymacji kapitalizmu: kompromitacją zbyt głęboką i zbyt samorzutną, by po poprawie stanu gospodarki można po prostu wrócić do tego, co było. Delegitymizacja to utrata zaufania. Jak każdy z nas wie, zaufania nie sposób odzyskać bez skruchy i głębokiej zmiany. Powtarzanie „było świetnie, tylko źli ludzie zawiedli” do tego nie prowadzi.

Konieczność ewolucji liberalnego kapitalizmu doskonale dostrzegał Friedrich Hayek, którego Gadomski cytuje. Pisał, że system - jeśli ma przetrwać kryzys lat 30. i wyzwania ze strony ówczesnych totalitaryzmów - wymaga gruntownych zmian. W „Drodze do niewoli” proponował np., aby w czasach niepewności i zmian każdy miał zagwarantowane „podstawowe minimum” życiowe (pogląd, który dziś chyba zaliczałby Hayeka do socjaldemokracji). „Jedyna rzecz, której nie zniesie nowoczesna demokracja - pisał Hayek - to znaczące obniżenie poziomu życia w czasie pokoju albo nawet dłuższa stagnacja warunków ekonomicznych”.

Upadek pewnej idei

W cieniu afery Madoffa i gigantycznych dotacji dla AIG łatwo mogą umknąć bardziej subtelne, a być może ważniejsze przemiany zbiorowej świadomości. Pisze Witold Gadomski: „Ekonomiści, którzy przez ostatnie dziesięciolecia powtarzali, że stabilny pieniądz i zdrowe finanse publiczne są warunkiem gospodarczego rozwoju, domagają się, by rządy porzuciły rozsądną politykę fiskalną, a banki centralne gasiły kryzys, lejąc strumienie pustych pieniędzy”.

Ta zmiana - której symbolem jest Nagroda Nobla dla Paula Krugmana, krytykującego dziś administrację Obamy za to, że wydaje zbyt mało pieniędzy na rozruszanie gospodarki - nie zaszła jednak tak niespodziewanie. Sam Krugman, którego Gadomski lekceważąco nazywa „jednym z najmodniejszych w obecnym sezonie ekonomistów”, nie zyskał sławy bez powodu. Bardzo dużo z tego, co pisał - zarówno o administracji Busha, której był jednym z pierwszych zagorzałych krytyków, jak i o spekulacyjnej bańce na rynku nieruchomości - sprawdziło się co do joty. Może warto wysłuchać, co ma do powiedzenia dziś?

Symptomów podważania rozmaitych liberalnych dogmatów w ekonomii pojawia się więcej - i proces ten zaczął się już dobrze przed kryzysem. Oto garść przykładów.

Czy np. otwarcie rynków finansowych na międzynarodowy kapitał pomaga biednym krajom w rozwoju? Niekoniecznie - przekonuje Maurice Obstfeld, profesor University of California w Berkeley („International Finance and Growth in Developing Countries: What Have we Learned?”, National Bureau of Economic Research Working Paper 14691), Maurice Obstfeld, International Finance and Growth in Developing Countries: What Have we Learned?, National Bureau of Economic Research Working Paper 14691 . Na podstawie analizy badań statystycznych prowadzonych przez ostatnie 20 lat Obstfeld doszedł do wniosku, że istnieje „uderzająco niewiele” świadectw pozytywnego wpływu otwarcia rynków finansowych na tempo rozwoju gospodarczego. Za to - pisze Obstfeld - otwarcie rynków „zwiększa częstotliwość i głębokość kryzysów ekonomicznych”.

Inny fundament liberalnej wiary: że motorem przedsiębiorczości jest klasa średnia. Być może, ale to nie wynika z badań - przekonują w prestiżowym piśmie „Journal of Economic Perspectives” Abhijit Banerjee i Esther Duflo (oboje z MIT). Ich analiza zaświadcza, że klasa średnia nie stymuluje wzrostu gospodarczego przez to, że chętniej się zajmuje biznesem - tylko dlatego, że z reguły ma stabilną, dobrze płatną pracę, która pozwala jej inwestować w siebie i dzieci. Kolejny dogmat: że to globalizacja spowodowała wzrost gospodarczy na świecie w ostatnich dwóch dekadach. To nieprawda - uważa Dani Rodrik, ekonomista z Harwardu. Po 1990 r. „przeciętny wzrost gospodarczy na świecie był nieco niższy niż w okresie bezpośrednio powojennym” - pisze Rodrik. „Chiński cud gospodarczy wyróżnia się nieco mniej niż japoński cud wzrostu z wcześniejszej ery”. Co miały - według Rodrika - wspólnego kraje, które rozwijały się najszybciej w latach 90. i po 2000. r.? Były „produktywistyczne”. „Przyznawały priorytet zmianie strukturalnej - przesuwaniu zasobów z tradycyjnych do nowoczesnych rodzajów aktywności ekonomicznej - ponad wszystko inne. Używały nie tylko »ortodoksyjnych « instrumentów (takich jak inwestycje w infrastrukturę i kapitał ludzki), ale także subsydiowały nowe gałęzie przemysłu, zaniżały kurs waluty, żeby promować produkcję dóbr na eksport i ograniczały sektor finansowy, kiedy stał im na drodze”. Rodrik - razem z innym ekonomistą Arvindem Subramanianem z Center for Global Development - napisał w marcu 2008 r. artykuł pod wymownym tytułem „Dlaczego finansowa globalizacja rozczarowała?” Uwaga - tego nie piszą ludzie, których można wepchnąć do szufladki z etykietą: „lewacy, wariaci i Marsjanie”. To zawodowi ekonomiści, profesorowie Princeton, Harwardu i MIT. Może mają trochę racji?

Ludziom po prostu opadły szczęki

Mało kto wie lepiej niż Polacy, jak kosztowna i niedoskonała potrafi być kuratela państwa nad gospodarką. Dziś jednak liberalny kapitalizm podatnicy trzymają przy życiu na kroplówce, która kosztowała biliony dolarów. Dlatego dyskusja toczy się o zakres i formy kontroli państwa nad rynkiem - bo ona jest faktem - a nie o to, czy ma ona sens. Największe amerykańskie banki już są w znacznym stopniu kontrolowane przez państwo. Obama odwołał też niedawno prezesa jednej z największych korporacji - General Motors, korzystając z tego, że firma siedzi po uszy w kieszeni podatnika.

W połowie kwietnia „Washington Post” opisał przebieg spotkania pełnomocnika Obamy ds. ratowania przemysłu motoryzacyjnego z przedstawicielami czterech wielkich banków. Przedstawiciel prezydenta zażądał, aby bankierzy zgodzili się umorzyć Chryslerowi 7 mld dol. długów w zamian za rekompensatę równą rynkowej cenie długu firmy (15 centów za dolara długu). Bankierzy liczyli, że rząd uratuje Chryslera, a wtedy odzyskają więcej pieniędzy. Rząd jednak miał możliwość nacisku: cztery banki dostały od niego w ostatnich miesiącach łącznie 90 mld dol. pomocy.

Na pytanie bankowców, co dostaniemy w zamian za zgodę na układ z Chryslerem, urzędnik odpowiedział: „nic”. „Ludziom po prostu opadły szczęki” - żalił się anonimowy bankier reporterowi.

Czy za czasów Reagana, Bushów albo Clintona taka sytuacja była w ogóle do pomyślenia? „Z działań antykryzysowych podejmowanych obecnie przez wiele rządów nie rodzi się żaden nowy ład gospodarczy” - pisze Witold Gadomski. Doprawdy? A może właśnie się rodzi - tylko nie chcemy go dostrzec, dopóki nie zapuka do naszych drzwi?

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej”.

  

Komentarze
Zdzisiek  - Wykluczenie to ograniczanie gospodarki   |04.05.2009 11:06:56
Wykluczenie części obywateli wspólnoty z gospodarki, z rynku powoduje
ograniczanie gospodarki, ubożenie rynku. W państwach z mało rozwiniętymi
gospodarkami bezrobocie i wykluczenie jest marnowaniem potencjału ludzkiej
pracy. W państwach o rozwiniętych, wydajnych gospodarkach, w których środki
produkcji w coraz większym stopniu zastępują pracę ludzi rozwijane są różnego
rodzaju usługi, w których znajdują zatrudnienie ich obywatele. Gdy jednak i
sfera usług zostanie już nasycona część obywateli pozostaje bez pracy. Gdy
jednak obywatelom tym państwo zapewnia dochody umożliwiające uczestniczenie w
rynku, w gospodarce, gdy mogą oni zaspokajać swe potrzeby wtedy popyt wewnętrzny
na produkty i usługi nie jest ograniczany i nie ograniczana jest gospodarka.
Gdyby zostali z niej wykluczeni to zmniejszenie popytu wymusiło by ograniczenie
produkcji i usług i kolejni obywatele zostali by wykluczeni. Postępujący proces
wykluczenia powodowałby coraz większe ograniczenia gospodarki i coraz większą
redukcję liczby zatrudnionych i korzystających z gospodarki. Oczywiście
powodowało by to humanitarną katastrofę. Wykluczeni obywatele albo zostaliby
unicestwieni fizycznie albo utworzyli by funkcjonującą osobno gospodarkę
alternatywną, zaczynając wytwórczość od najprostszych, prymitywnych
środków.
Tak więc w interesie całego społeczeństwa jest to, by wszyscy jego
członkowie korzystali ze wspólnego rynku i gospodarki.

Postęp, wzrost
wydajności pracy, rozwój technologii, technik produkcji, organizacji pracy i
życia publicznego nie powinien przyczyniać się do wykluczenia części obywateli z
rynku, ze społeczeństwa, z korzystania z tego postępu. A paradoksalnie w
niektórych społeczeństwach tak się dzieje.

Optymalnym rozwojem jest rozwój
społecznie i gospodarczo zrównoważony, taki za jakim optują socjaldemokraci.
Wolny rynek i gospodarka kapitałowa wyzwalające ludzka przedsiębiorczość i
dbałość państwa o wszystkich obywateli, zapewnienie im godnego bytowania i
uczestniczenie w konsumpcji, to wymogi humanitarne ale też warunki potrzebne do
wyzwalania ludzkiego optymizmu i aktywności i do efektywnego funkcjonowania
gospodarki.

http://zdizek.blog.onet.pl
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache