NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sutowski: Lepiej późno niż później Drukuj
Michał Sutowski   
22.07.2011
Przywódcy pańsfot. apαs CC (by) flickr.comtw strefy euro dopiero po kilku miesiącach zrozumieli, że kontynuacja dotychczasowej polityki wobec Grecji odwleka tylko katastrofę – bankructwo kraju, a być może i załamanie się całej unii walutowej, gdyby wystąpił osławiony „efekt domina”. Apokalipsa pod samym Akropolem nie wystarczała – wydaje się, że dopiero niedawne zadłużeniowe perypetie Włoch skłoniły liderów Europy do przemyślenia sprawy na poważnie i przezwyciężenia narodowych populizmów. Dotychczasowe kunktatorstwo miało bowiem przyczyny polityczne, a nie ekonomiczne – prasa najzamożniejszych krajów Unii (i zarazem beneficjentów euro) systematycznie kładła czytelnikom (czyt. wyborcom) do głowy, że oto znów rządy chcą ich pieniądze wydać na pomoc greckim nierobom i zadymiarzom.

Wczorajsza decyzja o udziale banków-wierzycieli w pomocy dla zadłużonej Grecji (wydłużenie okresu spłaty długu, obniżka jego oprocentowania), a także zwiększeniu (i poszerzeniu kompetencji) funduszu stabilizacyjnego dla dłużników daje nadzieję na tymczasowe przynajmniej złagodzenie kryzysu. Wygląda na to, że udało się na jakiś czas zatrzymać zjazd strefy euro po równi pochyłej.

Brukselskie negocjacje ujawniły jednak wiele paradoksów i sprzeczności systemowych. Bez ich rozwiązania trudno myśleć nie tylko o trwałym rozwoju, ale nawet o względnej stabilności Unii (nie tylko walutowej). Dla Europejskiego Banku Centralnego priorytetem okazała się nie stabilność strefy, ale neoliberalna doktryna (wszelkie „restrukturyzacje” długu zaburzają prawa rynku i demoralizują dłużników) oraz krótkowzrocznie postrzegany interes prywatnych wierzycieli. Fundusz stabilizacyjny rozrósł się dzięki politycznej interwencji dwóch wiodących państw, na drodze de facto międzyrządowej, choć rola, jaką pełni, sugerowałaby konieczność powołania trwałych instytucji, niezależnych od przygodnych decyzji poszczególnych krajów. Możliwość udzielania nisko oprocentowanych pożyczek ewentualnym dłużnikom i obrona słabszych krajów przed atakami spekulacyjnymi wymaga wzmocnienia unii walutowej i przekształcenia jej w unię fiskalnej, ale dziś „rząd gospodarczy” ogranicza się niemal wyłącznie do wymuszania budżetowych cięć.

Doraźnie udało się stworzyć perspektywę wyjścia Grecji ze spirali zadłużenia – w ciągu kilkunastu lat. Wciąż jednak brakuje wizji reform Eurolandu, które mogłyby zinstytucjonalizować zasadę finansowej solidarności. Choć systemy gospodarcze są ze sobą ściśle powiązane, a kompetencje EBC ograniczyły radykalnie suwerenność gospodarczą państw, nadal obowiązuje zasada indywidualnej (tzn. narodowej) odpowiedzialności za długi. Pomimo kryzysu roku 2008 wciąż więcej uwagi poświęca się dyscyplinie fiskalnej niż ekscesom rynków finansowych; kompromitacja agencji ratingowych okazała się pozorna, bo to one wciąż decydują o tym, czy państwo od razu zbankrutuje, czy raczej najpierw pozbędzie się swojego sektora publicznego – a potem zbankrutuje. I wreszcie: cięcia budżetowe (Włosi właśnie zredukowali wydatki na ochronę zdrowia i szkoły) zagrażają perspektywom długofalowego, zrównoważonego rozwoju. Walczymy więc z zadłużeniem za pomocą polityki sprzyjającej recesji.

Ekonomiczne rozwiązania są znane: już same euroobligacje i zasada zbiorowej solidarności za długi, przy rozsądnej kontroli budżetów, znacznie zmniejszyłyby asymetrię sił między krajami strefy euro a coraz bardziej abstrakcyjną i dotkliwą jednocześnie logiką rynków finansowych. Problem w tym, że do tego potrzeba decyzji politycznej, o którą w dzisiejszej atmosferze („ciąć i wziąć się do roboty!”) będzie niesłychanie trudno. Pogłoski o śmierci neoliberalizmu w Europie wydają się bowiem mocno przesadzone.
Komentarze
Dodaj nowy
austriak   |22.07.2011 21:35:56
Zasada zbiorowej solidarności za długi państw strefy euro jest tak samo
"rozsądna" jak zasada zbiorowej solidarności za długi wszystkich
Polaków. A EBC nie prowadzi polityki w oparciu o doktrynę neoliberalną, bo
liberalizm nie przewiduje właśnie ratowania bankrutów za pomocą pożyczek,
których ów bankrut na wolnym rynku by już nie dostał. No i jestem ciekaw, kto
będzie kupował te euroobligacje po ostatnich wyczynach unijnych polityków i
ukazaniu słabości strefy euro.
dr   |22.07.2011 23:37:30
"Pogłoski o śmierci neoliberalizmu w Europie wydają się bowiem mocno
przesadzone." A gdzie Pan widzi ten neoliberalizm? W pomocy finansowej dla
Grecji? W regularnym utrzymywaniu jednej branży przez inne? W innych dotacjach?
W wysokich podatkach? W rozbuchanej do granic możliwości biurokracji? W opiece
socjalnej, której kiepskie prowadzenie tworzy nieraz absurdalne sytuacje? Proszę
nie popadać w śmieszność cechującą ludzi narzekających na kapitalizm, którzy
prawdziwego kapitalizmu (niestety) na oczy nie widzieli.
anarchista ze Stambulu  - Solidarnosc z bankami, nie - ze spoleczenstwami   |23.07.2011 08:13:15
To koniec, koniec, koniec… wolnosci
jesli francuskie cds-y pojda w gore -
a pojda, bo we francji nie dzieje sie dobrze, o czym slysze
od znajomych francuzow - to obciazenie Niemiec z tytulu ogloszonego
pakietu pomocowego wyniesie 54% ich produktu krajowego brutto. To za wiele
nawet dla nich. To nierealne.

Europa to teraz 500 mln kredyciarzy.
Nie obywateli, lecz poddanych bankow.
A wszystko to z powodu systemu bankowosci opartego na systemie
rezerwy frakcyjnej, tworzenia pieniedzy praktycznie z niczego (no, z circa
5% obowiazkowych rezerw).
Jedynym wyjsciem jest wyjscie islandzkie:
dewaluacja waluty i odrzucenie przez spoleczenstwa czesci dlugow
zaciagnietych przez rzadzacych jako sprzecznych ze
spolecznym interesem (jest na to nawet teoria prawna, "wstretnego
dlugu"). Dzis to nie politycy sa zakladnikami wyborcow, lecz wyborcy zakladnikami
politykow.
Powstancie ludy Europy przeciw Swietemu Przymierzu z Brukseli!
MLB   |23.07.2011 11:57:21
@"śmieszność cechującą ludzi narzekających na kapitalizm, którzy
prawdziwego kapitalizmu (niestety) na oczy nie widzieli"

Jestem dość stary,
żeby pamiętać ciskających gromy na tych, co narzekali na socjalizm. Kiedy
socjalizm w ZSRR okazał się nieprawdziwy, w Chinach - nieprawdziwy, w Albanii -
nieprawdziwy, na Kubie - nieprawdziwy, w Kampuczy - nieprawdziwy, niestety
niestety, apologeci cały czas gromili krytykantów tym samym argumentem, co
zacytowany powyżej. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, Prawdziwy Kapitalizm
napotkamy w królestwie niebieskim, nie prędzej.
austriak   |23.07.2011 16:42:29
Socjalizm jako bazujący na redystrybucji i interwencji państwa posiada taką
cechę, że wobec podjętego jednego konkretnego działania władz istnieje zawsze
jakaś alternatywa. Państwo może interweniować w sposób A, albo w sposób B.
Jeżeli sposób A zawiedzie, to można się wytłumaczyć, że właściwym byłby sposób
B, C czy też D, a przy okazji powiedzieć, że socjalizm uległ wypaczeniom, do
władzy dorwali się nieodpowiedni ludzie i to właściwie nie był socjalizm.
Kapitalizm mówi natomiast o niemieszaniu się państwa w gospodarkę. Stąd jeżeli
państwo działa w sposób A, to prawdą jest w tym przypadku, że kapitalizmu nie
ma. Bo w kapitalizmie ta interwencja nigdy by nie nastąpiła. To taka krótka
rzecz o "prawdziwym socjalizmie" i "prawdziwym kapitalizmie".
MLB   |23.07.2011 17:22:37
@austriak

No więc właśnie o to mi szło. Dla wszystkich państw P prawdą
jest, że państwo działa w sposób A (redystrybucja, interwencja) i Prawdziwego
Kapitalizmu nie ma. I błogosławieni ci, "którzy prawdziwego kapitalizmu
(niestety) na oczy nie widzieli", a uwierzyli. Albo zabawni. Do wyboru.
kot   |23.07.2011 18:15:16
Uwaga, to jakaś austriacka przypadłość, jak francuska choroba.
kuba.libre   |25.07.2011 15:33:01
Swieci Marksie i Engelsie, kto atakowal spekulacyjnie Grecje? Fakt ze nikt nie
chce pozyczyc pieniedzy rzadowi, ktory jest nieywplacalny - to jest istotnie
"dotkliwa" logika rynku. Ten demoniczny rynek to glownie banki (trzymaja
depozyty klientow detalicznych), fundusze emerytalne (maja wyplacac emerytury) i
firmy ubezpieczeniowe (maja wyplacac odszkodowania). Przypominam ze zgodnie z
zasadami unii walutowej, rzad Grecji byl i jest zobowiazany do utrzymywania w
ryzach dlugu publicznego. Zamiast tego wysylal do Eurostatu statystyki poddane
kreatywnej obrobce. Grecja nie powinna byla znalezc sie w strefie Euro, byla to
kolejna swiatla decyzja polityczna. Nie za wszystkie grzechy swiata odpowiadaja
liberalowie.
Pozdrawiam z Londynu
K.
Znikający punkt  - Ach ci brzydcy liberałowie   |25.07.2011 16:53:15
Ciągle przypominają, że istnieje tzw. obiektywna rzeczywistość, a tu niektórzy
już cieszyli się, że "rzeczywistość" to tylko konstrukt społeczny, więc
można sobie nawet z 5 klocków lego skonstruować Pałac Kultury.
KrzysztofMazur   |31.07.2011 23:49:41
http://mises.pl/blog/2011/07/14/machaj-choroba-eur opejskich-oczu/
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97063 Seconds