Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Lacroix: Gdzie są nasi nieustraszeni rewolucjoniści? Drukuj
Alexandre Lacroix   
09.11.2005
We Francji panuje niezadowolenie i nie jest to wyłącznie problem przedmieść lub przemocy w miastach. Jeśli nie chcemy pozostać na poziomie zerowym wściekłości, ktoś musi wystąpić przed szereg.

Naród francuski jest niezadowolony. Wystarczy odrobinę go znać, aby to wiedzieć.
Od momentu wyboru Jacquesa Chiraca na prezydenta bezrobocie nieustannie wzrasta. Mamy dzisiaj zarejestrowanych 2 678 000 ludzi bez pracy. Inflacja wywołana wprowadzeniem euro nie została opanowana. Co gorsza, oficjalne dane na temat inflacji pokazują, że jest ona ponoć bardzo niewielka, co wywołuje wśród ludzi przekonanie, iż są oszukiwani. Jednocześnie płace od dawna znajdują się w stagnacji. We Francji narasta kryzys mieszkaniowy, jakiego Republika jeszcze nie znała. Czynsze i ceny nieruchomości wzrastają w zastraszającym tempie; wiele gospodarstw jest zadłużonych po uszy. Życie stało się we Francji trudne, ponieważ nasz kraj łączy wady systemu liberalnego i socjalistycznego.
W tym samym czasie nasza klasa polityczna nie robi nic. A dokładniej, poświęca większość czasu i wysiłku na prowadzenie spektakularnych walk o to, kto stanie do wyborów prezydenckich w 2007 roku. Tak jakby to, co dzieje się teraz, nie miało żadnego znaczenia. Tak jakby ich jedynym celem było przejęcie władzy, a nie jej sprawowanie w interesie wspólnego dobra. I oto nagle, z dnia na dzień, przedmieścia ogarnia rewolta. Okazało się, że są one bardziej niebezpieczną strefą zapalną niż ktokolwiek przypuszczał. Gdyby wierzyć oficjalnym deklaracjom władzy, wmawiającej powszechny dobrobyt, trzeba by to uznać za przypadek. Przedmieścia są dzisiaj awangardą społecznego niezadowolenia, błędem jednak byłoby sądzić, że do nich wyłącznie ogranicza się choroba. Nie mamy bynajmniej do czynienia z nieistotnym epifenomenem.
Co się teraz dzieje w tych strefach podmiejskich, gdzie wszyscy boją się wychodzić z domu? Buntują sie młodzi. Osoby poniżej 25 roku życia są szczególnie dotknięte problemem bezrobocia. Dotyczy on 25 procent młodych. Zbyt łatwe i zdecydowanie błędne jest nazywanie wszystkich buntujących się dzisiaj ludzi wandalami, chuliganami, “odmóżdżonymi raperami z przedmieść”. Ich protest to sygnał. Czują frustrację i “nienawiść” do systemu, nie wiedzą jednak, w czyją stronę zwrócić się o pomoc.
Nie mają też przywódcy świadomego celów i mechanizmów działania systemu. Gdyby dziś jakiś polityk, nawet niezbyt charyzmatyczny, lub strateg, nawet niezbyt przebiegły, miał odwagę wygłosić energiczne i sensowne przemówienie w epicentrum wstrząsów, na placu w Seine Saint-Denis, we Francji rozegrałby się być może po raz kolejny nasz ulubiony dramat narodowy – powstanie, powszechny zryw narodu francuskiego. Wydawało nam się, że jest on uśpiony i bierny, wygląda jednak na to, że drzemie w nim więcej potencjału niż można by sądzić.
Młodzi buntownicy wyładowują dzisiaj swoją złość na samochodach. Jest to dość głupie, a nawet niesprawiedliwe, ponieważ ich właścicielami nie są wcale klasowi wrogowie, ale prości i uczciwi robotnicy z sąsiedniego bloku. Nie należy jednak zapominać, że samochód to jeden z głównych symboli kapitalizmu. Na całej planecie toczą się dzisiaj ogromne starcia lub nawet wojny właśnie o to, abyśmy mogli nadal spokojnie napełniać zbiorniki naszych aut. Samochody mają również swój udział w degradacji środowiska naturalnego i zanieczyszczeniu miast. Zbyt duże uproszczenie? Być może, a jednak cywilizacja paliw płynnych jest odpowiedzialna za szereg krwawych konfliktów i gigantyczną dewastację planety.
Nienawiść, jaka opanowała przedmieścia, nie jest pozbawiona przyczyny. Wandalem nie zostaje się przez przypadek. Niszczenie dóbr materialnych jest sposobem na wyrażenie wściekłości. Jest działaniem tym bardziej tragicznym, że oznacza brak wizji przyszłości i wiary w nią. Prowadzi donikąd. Jest wybuchem czystej brutalności.
Wyobraźmy sobie jednak, że wszyscy niezadowoleni ze stanu rzeczy – bezrobotni, strajkujący związkowcy, alterglobaliści, pracujący na czarno lub bez osłon socjalnych, zadłużeni, ludzie przymusowo bezczynni, bezdomni, eksmitowani skłotersi – tworzą wspólny front i koncentrują sie na celach bardziej znaczących politycznie niż samochody. W tym mogłaby być pewna nadzieja. Powstałby ruch liczący kilka milionów ludzi. Wobec tak wielkiej siły istniejąca dzisiaj logika represji byłaby bezsilna.
Francja przeżywa bez wątpienia moment pobudzenia potencjalnie rewolucyjnego. Jest to być może szansa na poprawę sytuacji. Aby jednak ruch protestu odniósł pozytywny skutek, musi posiadać jakiś program. Jest to wyzwanie zarówno dla protestujących na ulicach, jak i dla ich lewicujących sympatyków oraz intelektualistów. Gdzie są dzisiejsi Cohn-Bendit, Sartre lub Bourdieu, którzy stanęliby na ulicznych barykadach?
Jeśli nie chcemy pozostać na poziomie zerowym wściekłości, ktoś musi wystąpić przed szereg.

[tłum. J.S.]

Alexandre Lacroix (ur.1976) jest francuskim powieściopisarzem, filozofem i eseistą. Ukończył Szkołę Nauk Politycznych w Paryżu, gdzie prowadzi zajęcia z literatury współczesnej. Wydał cztery powieści: Premierès volontés (1998),  Etre sur terre, et ce que j'en retiens (2001), La Mire (2003) i Un Point dans le Ciel (2004) oraz esej Se noyer dans l'alcool? (2001). W Polsce drukował go “Ha!art” oraz “Krytyka Polityczna”.

Komentarze
bokanon   |09.11.2005 15:50:07
Myślalem, że we Francji mamy europejski model socjalny i tolerancyjną republikę
swiecką pelną gębą. Skąd więc te ruchawki?

”To, czego brakuje w ich ruchu
to przywódca świadomy celów i mechaniki działania systemu” - czy Redaktor już
na miejscu?
Publius  - boże…   |09.11.2005 19:02:47
Przestałem to czytać kiedy zaczeło się o tym jak mimo iż niby niesprawiedliwe
jest podpalać samochody, to jednak samochód jest symbolem kapitalizmu, wojny itp
itd… Jednak z uwagi na otwartość intelektualną - dokończyłem.

No cóż -
chciałoby się przywołać obraz "inteligencji" z "Chmur"
Arystofanesa by móc usprawiedliwić ich ocenzurowania i podpalania…

Sugestia
tego kretyńskiego autora iż samochody niektórych ludzi "klas rządzących"
wolno nam podpalać, a innych (robotników) nie wolno - powinna skłonić go do
namysłu na temat analogicznych przykładów: podpalić można niektórych książek?


A może podpalić można niektórych ludzi?

Jednak wystarczy że mamy jeden
absurdalny tekst pod tym tematem… nie rozpiszę się na temat nadający się dla
dzieci - mianowicie "Rzecz o Wzajemnym Poszanowaniu Osób i
Mienia."

Ten absurdalny artykuł jest wszakże symbolem choroby która
ogarnęła (dużą część?) Francuskiej inteligencji.

I jeszcze woła o Tyrana by
poprowadził bunt? Jest to czysta romantyzacja wandali.

Co do wyborów w 2007
roku - skoro ówczesne przywódctwo Francji jest takie słabe i beznadziene, to
może wcale nie jest rzeczą złą fakt iż już teraz trwają starcia z uwagą na te
niezbyt odległe wybory?

Moim faworytem jest ów Minister który miał odwagę
nazwać buntowników ścierwem - a Francuzom życzę aby mieli Prezydenta i rządu
który przywróci godność kraju który zdaje się trwa w żałosnym stanie radykalnej
samokrytyki która już osiągneła wymiary takie, iż Francuski uczony zdolny jest -
za przeproszeniem - pieprzyć o tym jak to samochód jest symbolem kapitalizmu
kiedy wandale podpalają mu kraj!

Ręcę opadają czytając ten
tekst.

Publius

Zgroza.

Publius
Rylew  - Boże uchowaj   |09.11.2005 22:21:01
Francuzów przed rządem twardej ręki, racz dać im rząd mądry, patriotyczny i
niezależny.

Publiusie wydaje mi się, że strasznie upraszczasz.
>Zbyt łatwe
i zdecydowanie błędne jest nazywanie wszystkich buntujących się dzisiaj ludzi
wandalami, chuliganami, “odmóżdżonymi raperami z
przedmieść”. <

Ja także byłem zbulwersowany jakby wezwaniem do rewolucji i zastanawiałem się
w jakie konwencji został ten artykuł napisany.
Jednak odbieram go całkiem
inaczej - nie jako wezwanie do rewolucji lecz jako ostrzeżenie przed czymś
podobnym.
Sam od dawna ostrzegam głosem i „piórem” przed skutkami
neoliberalnego kapitalizmu wprowadzanego od ponad ćwierćwiecza w krajach
Europy.
System ten powoduje polaryzację kapitału z jednej strony i
pauperyzację dużej części społeczeństw. Poszerza się jednocześnie biegun prawie
już genetycznej biedy, wyobcowania i beznadziejności. Szerzy się bezrobocie i
przestępczość.
W dużych miastach powstają dzielnice getta lub wręcz slumsy
zamieszkałe przez współczesnych pariasów.
Z drugiej strony neoliberalny system
podsuwa im obraz świata w którym panuje kult konsumpcji i pieniądza. Ten układ
musi budzić frustracje i bunt.
Jak dotąd kapitalizm w tych krajach skutecznie
pacyfikował ten spory już margines za pomocą zasiłków socjalnych i telewizji.
Nadchodzi właśnie czas kiedy to już nie wystarczy. Strefy biedy w państwach i
miastach są jak wyschłe lasy – wystarczy iskra, a pożar niełatwo ugasić.


Silna ręka i represje nie wystarczą, a mogą spowodować eskalację. Nie
wystarczą też kary za posiadanie lub handel bronią. Jak słusznie zauważyłeś
człowieka można zabić zapałką.

Piszę to bez żadnej satysfakcji w rodzaju
„ a mówiłem”. Piszę to raczej z trwogą o los moich wstępnych gdyż
oni właśnie będą cierpieć za to, na co my przyzwoliliśmy.
Piszę z trwogą
bowiem nie wierzę, że kapitalizm neoliberalny zmieni swoje oblicze na lepsze.

To przed czym ostrzegałem właśnie się zaczyna.
jacek  - a poza tym…   |10.11.2005 14:26:39
a poza tym uważam, że wyniki konkursu winny być ogłoszone
Rafał  - babelfish…   |10.11.2005 20:21:07
Ja nie wiedziałem, że mamy już taki translator przekładający na polski. Ja sie
męczę z francuskimi tekstami w necie, nie znam tego języka i przekładam je za
pomocą tego czegos na angielski. A tu masz - jest! Bo przecież to musiała
tłumaczyć jakaś maszyna. Człowiek zauważyłby, że to bełkot. Że autor ma
kompletny mętlik w głowie, że wszystko mu się kojarzy ze wszystkim lub z niczym
- wszystko jedno. Mętlik przelał na papier, czy nowocześniej na klawiaturę,
kliknął send (po francusku to może być jakoś inaczej) i - i zaraz mamy
objawienie! Toż to nazwyklejszy słowotok i nikt tego tłumacząc nie zauważylł


Tak - we Francji mają poważny problem. Bardzo poważny! Ale o poważnych
problemach trzeba pisać poważnie. Tu mamy trzydziestolatka, który zdążył napisać
cztery powieści, nie wiem - dobre czy złe - i pewnie nie wie, o czym napisać
nastepną - i tą swoją frustrację właśnie nam objawia, w bezpieczniejszy dla
siebie (i innych) sposób niż na przedmieściach wielkich francuskich miast ale
też jest to tylko frustracja i forma bezsensownego buntu. A sytuacja we Francji
jest bardzo poważna. I obowiązkiem władz - właściwie obowiązkiem wszystkich -
jest stać po stronie tych, którzy są ofiarami tamtych wypadków. Ludzi, którym
spłoneły samochody. Nie - nie tylko samiochody. Rodziców dzieci którym spalono
szkoły, do których posyłali swe dzieci. Ludzi, którzy musza żyć w zdewastowanych
przez tamte bandy domach. Ludzi na których nawet jak to wszystko się skończy
będzie się patrzyć i mysleć - to oni. Oni są stamtąd - może to oni też? Albo -
oni wyglądają jak tamci. Wykluczenie które już dziś jest problemem stanie się
problemem jeszcze większym.

Pierwszą rzeczą jaką muszą i próbują zrobić
władze to przywrócić na objetych zamieszkami przedmieściach spokój, bo ich
mieszkańcy mają to samo prawo do bezpieczeństwa co mieszkańcy bogatych dzielnic.
I przekonanie wszystkich (bo zapis w konstytucji a rzeczywistość to nie to
samo), że są oni takimi samymi ludźmi jak pozostali. Maja te same prawa i
obowiązki. Może w zakresie prawa to te prawa nawet i ciut większe, bo należy im
się wieksza pomoc niż tym, którzy sobie jakoś radzą. Propozycje dośc banalne ale
akurat banalne propozycje zwykle najtrudniej zrealizować.

I oczekiwałbym
powązniejszej na ten temat dyskusji - zamieszczanie takich tekstów jest tak
naprawdę ucieczką od nich.
amta  - zdadzam sie z Rylewem   |14.11.2005 01:18:45
ponizszy link dobitnie pokazuje, ze Europa zaczyna dostrzegac, ze liberalizm
gospodarczy i globalizacja to jej smierc. Tylko praca uratuje Europe, co
oznacza nalezy nalozyc wielkie cla zaporowe na import chinszczyzny i odtorzyc
miejsca pracy w Europie takze dla robotnikow, nie tylko dla informatykow i
urzednikow.

http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/4434026.stm
Publius  - Zgadzam się z Rafałem   |14.11.2005 09:26:04
Bardzo pięknie i prawdziwie napisane Rafale.

Publius.
Rylew  - Dobrze jest się solidaryzować   |14.11.2005 16:18:17
z ofiarami, „stać po stronie ofiar”. Należy to do politycznej i
moralnej poprawności. Trudniej jest dociekać prawdziwych przyczyn takich
wydarzeń jakie miały miejsce ostatnio we Francji lub ataków terrorystycznych.

Trudniej jest zgodzić sie solidarnie na wyższe opodatkowanie, aby dzieci i
młodzież nie były głodne i miały możliwości dać ujście swojej energii i
aktywności w pożyteczny dla społeczeństwa sposób.
Trudniej być solidarnym z
ludźmi starszymi i niepełnosprawnymi pomagać im jako wolontariusz.
Jeszcze
trudniej jest zorganizować coś sensownego, aby przeciwdziałać podobnym zjawiskom
u podstaw. Zorganizować jakąś akcję protestacyjną, wypożyczalnię książek, klub
dyskusyjny w dzielnicy, drużynę piłkarską, modelarnię itd. To kosztuje sporo
wysiłku i wyrzeczeń. Zresztą na to nie ma dzisiaj pieniędzy.
Wygląda na to, że
w tym dzisiejszym skomercjalizowanym świecie najtaniej wychodzi solidaryzować
się z ofiarami.
Łatwiej się solidaryzować niż być solidarnym.

P.S. Myślę,
że solidaryzowanie sie z ofiarami stoi poza wszelką dyskusją, zwłaszcza poza tą
„poważną”.
Publius  - Wszyscy nie mieszkają w jednym worku   |16.11.2005 17:14:36
Wydarzenia które miały miejsce we Francji były atakami terrorystycznymi - bo
trudno o inną nazwę dla buntujących się aniżeli nazwać ich terrorystów.

Co
innego pokojowy protest, co innego rozwalania kraju, zabijania ludzi i
niszczenia ich mienia.

Nie należy zanadto zastanawiać się nad przyczynami
terroryzmu - tylko należy terrorystów zabijać nim oni zabiją nas.

Liczy się
metodologia podejścia do terroru - czy taktyka wojenna - a nie analiza
socjologiczna.

A to dlatego że nie ma usprawiedliwienia moralnego na akty
terroru - na zabijanie niewinnych ludzi, na stosowanie morderstwo jako wyraz
dezaprobaty społecznej czy politycznej.

Po drugie - co ma wyższe
opodatkowanie do karmienie głodnych dzieci i pomaganiu młodzieży to ja nie
wiem.

Przecież jednym z problemów we Francji jest właśnie to że ich
gospodarka jest nie zdolna do wytwarzania miejsc pracy dla owej młodzieży, a
polityka podatkowa Francji zapewne nie pomaga w tym zakresie.

Zresztą, wyższe
podatki nie koniecznie oznaczają wzrost przychodów budżetowych - bo w pewnym
momencie poziom opodatkowania może być na tyle wysoki że wpłynie na obniżenie
realnych dochodów opodatkowanych podmiotów.

Następnie - skąd u ciebie przesąd
że ktoś kto akurat nie zgadza się do końca z twoimi poglądami o podatkach
zarazem sprzeciwia się bądź nie bierze udziału bądź potępia i nigdy nie brał
udziału w wolontariacie który miał na celu pomóc ludziom starszym, chorym
itp?

Można mieć różne poglądy na temat ekonomii, i żaden z tych poglądów
raczej nie wyklucza (ani nie przypuszcza) że będzie się miało dobre serce dla
ludzi.

Rząd francuski, nota bene, łożły spore inwestycje na organizowanie
form rozrywki dla młodzieży z owych dzielnic…

Ale żaden młody mężczyzna nie
chce, podejrzewam, ostatecznie być traktowany jako bezużyteczny niewolnik
któremu trzeba niańkować.

Ludziom nie potrzeba "akcji
protestacyjnych" i "wypożyczalni książek" tylko PRACY.

I póki
rząd Francuski nie zreformuje gospodarkę tak aby nastawić ją na wzrost
gospodarczy, tej pracy będzie brakować.

Nie mniej nie daje to nikomu prawa do
podpalania samochodów.

co do "solidarności" - myślę że nawet trudniej
jest pozbyć się nawyku "solidarowania się" ze wszystkim czy "bycia
solidarnym ze wszystkimi" i po prostu brać się do konstruktywnej roboty nad
naprawdą kraju i gospodarki.

Publius
Rylew  - Terroryzm czy protest ?   |17.11.2005 11:09:52
Publiusie,
napisałeś:
>Nie należy zanadto zastanawiać się nad przyczynami
terroryzmu - tylko należy terrorystów zabijać nim oni zabiją nas.<
To prosta
recepta w sam raz dla prostaków, którzy lubią być manipulowani.
Jak ktoś
powiedział nieco łagodniej:
„To ucieczka w proste schematy myślowe,
których da się użyć bez większego wysiłku intelektualnego".
To diagnoza
wreszcie podobna do medycznej, gdy chirurg decyduje: „raka trzeba wyciąć
zanim będzie za późno”, „nie zastanawiając się zanadto” gdzie
znajduje się prawdziwe źródło, miejsce powstania raka.
Wkrótce po operacji
pacjent dowie się, że operacja się udała, jednak rak zdołał utworzyć metastazy.
(por. Irak)
Widzenie w ostatnich wydarzeniach we Francji objawów terroryzmu
światowego jest błędem. Na razie przynajmniej. O wiele bardziej są one objawami
protestu wobec beznadziejności sytuacji w której znalazła się spora grupa ludzi.
Sytuacja ta spowodowana jest przez dawne błędy polityki imigracyjnej jak i
gospodarczej. Nie sposób wspomnieć o wadach systemu, który produkuje bezrobocie.


Widzę u ciebie wiarę, że obniżenie podatków spowoduje wzrost zatrudnienia.

Ten kanon neoliberalnej wiary odłożyć można między pobożne życzenia.
Wyższe
podatki to większy budżet, większe wydatki budżetowe, uruchomienie robót
publicznych, ożywienie gospodarki, zmniejszenie bezrobocia, zmniejszenie głodu.
Teorią Laffera posługują się głównie liberałowie związani z najbogatszymi
organizacjami byznesu. Do przegięcia krzywej Laffera jest jeszcze bardzo
daleko.
Zmniejszenie podatków jak dotąd służy tylko polaryzacji kapitału,
pogłębianiu różnic społecznych i poszerzaniu strefy nędzy.
Twój inny błąd
polega prawdopodobnie na przeświadczeniu, że ludzie nie chcą pracować tylko
„mieć opiekę socjalną”. Tutaj bardzo sie mylisz. Ludzie chcą
pracować i chcą normalnie żyć. Do nienormalnego życia zmuszają ich warunki jakie
im stwarza system.
Piszesz:
>Ludziom nie potrzeba "akcji
protestacyjnych" i "wypożyczalni książek" tylko PRACY.<
To znów
swego rodzaju przekręt myślowy.
Akcje protestacyjne są właśnie potrzebne po
to, aby żądać pracy.
Zaś wypożyczalnie książek są po to, aby młodzież mogła
czytać książki, zamiast zajmować sie produkcją i rozprowadzaniem narkotyków dla
szmalu.

Nie mam przesądów i nic nie sugeruję o działalności osób mi nie
znanych. Wypowiadam sie ogólnie w kwestiach, które są mi, jak mi sie wydaje
bliskie.
Komentuję wypowiedzi, które mnie w jakiś sposób poruszyły.

I
ostatnia uwaga,
„Branie sie do konstruktywnej roboty nad naprawą kraju i
gospodarki” to
na pewno elemeny bycia solidarnym wobec społeczeństwa w
którym się żyje.
I tu mamy zgodność.

Jan Rylew
Publius  - Zgoda i niezgoda   |17.11.2005 16:29:39
Drogi Rylew,

będę pomijał kwestie w których się zgadzamy, aczkolwiek cieszę
się że takie są…

Zacznę od kwestii gospodarczych których podnosisz, i
zakończę na temat terroryzmu.

Co do podatków - piszesz o sobie: "nie mam
przesądów" - ale zarazem piszesz że teorię Laffer’a biorą na poważnie
wyłącznie ludzie powiązani z "najbogatszymi organizacjami biznesu…."
Czyli jednak masz przesądy.

Jest to argument ad hoc bowiem zamiast
skrytykować teorię, atakujesz domniemanych zwolenników tej teorii.

Co więcej,
proszę nie przekręcać rzeczywistości - historia doskonale pokazuje że wielu z
"najbogatszych środowisk biznesu" wspierały wzrost aktywności państwa w
gospodarce bo tylko w taki sposób mogli utrwalić swoją pozycję na
rynku.

"Wielki Biznes," jeżeli już, zawsze był jednym z największych
wrogów liberalizmu i wolności, woląc korporatyzm, faszyzm, który by zabezpieczył
ich zysków przed konkurencją rodzimą i zagraniczną.

Ten sam wielki biznes
zawsze wspierał wojnę i państwo opiekuńczo-wojenne bo poprzez wojny mogli
pozyskać nowych rynków za pomocą sił zbrojnych zamiast o nie konkurować na
podstawie poziomu dóbr i usług świadczonych.

Zatem proszę cię- bądźmy
realistami i zamiast popadać w tanie slogany dla prostych ludzi typu "Wielki
Biznes to liberałowie" zauważmy proszę że w wielu wypadków Wielki Biznes to
właśnie faszyzm, wojna, monopolizm państwowy i łamanie podstawowe prawa i
wolności jednostki - czyli jak najdalej od liberalizmu jak można sobie
wyobrazić.

Śmiem równiesz zauważyć że najbogatszych posłów, wedle danych
dostępnych powszechnie, mamy właśnie w Samoobronie - partia która najwięcej
krzyku podnosi o ubogich. Jak do tej pory - nie słychać od nich żeby upominały
się o Krzywę Laffera…

Co do samej teorii Laffera, wydaje mi się ona
rozsądna.

Dla objaśnienia - powtórzę ją tutaj bo widzę że jest nie
zrozumiała, a pierwszy krok do rozsądnej krytyki czegokolwiek to zrozumieć tego
co się krytykuje.

Zatem - Laffer zadaje dwie kluczowe pytania na
początku:

Pyt 1: Jakie były by wpływy do budżetu państwa przy 0% powszechnego
opodatkowaniu (wszystkich/wszystkiego) ?

Odpowiedź: 0% podatku dałoby nam 0%
wpływów do budżetu

Dlaczego - bo niczego nie pobierając - niczego nie
dostajemy - to chyba proste.

Pyt 2: Jakie byłyby wpływy do budżetu państwa
przy 100% powszechnego podatku (wszystkich/wszystkiego)?

Odpowiedź: RÓWNIESZ
ZERO.

Dlaczego - bo przy 100% podatku, państwo by w efekcie pozbawiło całą
gospodarkę kapitału - a bez kapitału nie możliwy byłby jakikolwiek
rozwój.

Niemożliwe byłyby NAWET inwestycje państwowe.

Dlaczego?

Bowiem
odbierając 100% pieniędzy z danego obszaru gospodarczego, państwo by pozbawiło
owych pieniędzy jakiejkolwiek rzeczywistej wartości. Pieniądz, przecież, też
jest towarem na rynku, którego cena (określana w dobra i usługi) jest
dynamiczna. Wyssany z przestrzeni rynku – pieniądz straciłby na wartości.
Tak więc przy 100% podatku, rynek by stał się niezdolny do wytwarzania a budżet
państwa miałby na swoim koncie stos bezwartościowych kartek papieru. (Nota Bene
samo-korekta rynkowa zapewne by wytworzyła alternatywne źródło wymiany by
zastąpić pobrane przez 100% opodatkowanie pieniędzy).

Jednak załóżmy że w
teorii możliwe byłoby gdyby państwo przejęło też rolę jaką odgrywają pieniądze
na rynku; czyli stało się mechanizmem wartościującym dobra i usługi, i tym samym
gospodarowało wszystkimi zasobami.

Tutaj wykraczamy (przez chwilę) poza
teorią Laffera w sferę teorii Ludwiga Von Mises’a, który taką właśnie
hipotezę rozważył w „Problemie Kalkulacji Ekonomicznej w
Socjalizmie.” Mises zauważył że państwo, bez mechanizmu oddającego wartość
danej rzeczy viz-a-viz innej rzeczy (pieniądza), byłoby niezdolne wykonywać
jakiekolwiek czynności.

Bowiem jeżeli nie ma pieniądza (jeżeli nie ma
rynkowego mechanizmu wskazującego na wartość) to na jakiej podstawie (np.)
państwo by wiedziało ile betonu potrzeba by wybudować jakąś drogę; czy używanie
substancji X czy Y byłoby bardziej dochodowe – jakie były by optymalne
parametry czy kryteria przygotowywania rachunków, budżetów? Te wszystkie
czynności stałyby się nie możliwe.

Tym samym – wracając już do Laffera
 – na podstawie teorii Laffera można wywnioskować że jest punkt pomiędzy 0%
a 100% opodatkowania w którym podatki są na tyle wysokie iż negatywnie wpływają
na rzeczywiste dochody budżetu państwa.

Nie jestem ekonomistą, ani
analitykiem finansowych wielce uczonym w tej akurat kwestii, zatem nie pamiętam
już kto w Princeton robił empiryczne badania krzywej Laffera, z której wynikło
że ów „punkt” po przekroczeniu którego dochody państwa spadają
wynosi 60% (plus/minus), i nie wiem czy możliwe jest jakikolwiek wiarygodny
ekonometryczny pomiar owej kwestii (rzeczy o ekonometrii możemy też na razie
odstawić), ale na poziomej czystej logiki – teoria Laffera jest
uzasadniona.

Piszesz że do przegięcia tej krzywy jest bardzo daleko i że
obniżenia podatków powodują „polaryzację kapitału” – jednak tu
jest pewień błąd w mysleniu:

1) „Polaryzacja kapitału” nie jest
wynikiem „niższych” podatków, bo przecież bogactwo firm na wolnym
rynku jest wynikiem stopnia do którego służą swoim klientom. Nie zwrot podatków
per se, lecz konsument, decyduje o tym która firm ma większe bądź niższe
dochody.
2) O ile obniżenia podatków zniekształcają wyniki gospodarcze i
wzbogacają jednych kosztem drugich, jest to wynik ulg podatkowych faworyzujących
jednych nad innymi- jestem rzecz jasna przeciwnikiem takich ulg bo dyskryminują
obywateli.
3) Nie wiem – szczerze – czy do przegięcia krzywej jest
daleko czy też nie jest daleko – bo wydaje mi się że nie sposób tego
obliczyć. Jednak sam fakt iż uznajesz że w teorii można przegiąć krzywej
wyraźnie oznacza że ty też akceptujesz racjonalność teorii Laffera, uważasz że
owa krzywa jest odzwierciedleniem rzeczywistości i że przeczysz swoim
wcześniejszym przesądom że taką „wiarę” przejawiają wyłącznie ludzie
„bogaci.”


No cóż… bardzo mi się podoba że w jednej linijce
piszesz że „Twój inny błąd polega prawdopodobnie na przeświadczeniu, że
ludzie nie chcą pracować tylko „mieć opiekę socjalną” …A za
chwilę, widząc iż ja wyraźnie pisze że ludzie CHCĄ pracy a nie opiekę, zmieniasz
front i oskarżasz mnie o „przekręt myślowy.”

Mam zatem rozumieć
że samego siebie oskarżasz o przekręt myślowy, czy też widząc że jeden
dogmatyczny przesąd o tym jakie argumenty powinien wystosować
„liberał” okazał się nieprzydatny, przerzucasz się na
drugi?

Teraz co do terroryzmu.

Twoje porównanie terroryzmu do raka jest,
moim zdaniem, chybione. Nie ma tu analogii bowiem rak nie ma woli, świadomości,
i rozumu a terrorysta ma. Terroryzm jest terroryzmem, a nie
„chorobą” właśnie dlatego że ci którzy stosują terroryzm czynią to
umyślnie.

Nie ma publicznej dyskusji na temat domniemanych praw Genewskich
dla operowanych komórek raka – bo rak nie jest człowiekiem; nie zabija i
nie wyniszcza z premedytacją.

Przydałoby się zastanowić nad analogiami zanim
je piszesz bo porównanie terroryzmu do raka to…jak to ktoś napisał łagodnie
„ucieczka w proste schematy myślowe, których da się użyć bez większego
wysiłku intelektualnego,” czy też inaczej – prostactwo dla prostych
ludzi którzy lubią być manipulowani.

Wydaje mi się że bardziej stosowne jest
mówić o politycznym podłożu terroryzmu, jeżeli już chcemy dyskutować o źródła
ogólnego zjawiska, zamiast porównywać go do kataru, bólu brzucha czy
raka.

Owe polityczne podłoża to przede wszystkim smutny fakt iż wielu krajów
Muzułmańskich nie rozwiązała zasadniczych problemów społeczno-gospodarczych w
swoich granicach do stopnia na tyle satysfakcjonującego że rzeszy ludzi
uwięzionych w biedzie i tyrani często nie widzą innego wyboru aniżeli sięgać po
terroryzm jako wyraz dezaprobaty.

Jednak musimy też pamiętać że terroryści to
mniejszość fanatyczna. Większość ubogich ludzi raczej nie sięga po terroryzm,
ale może wspierać ich duchem.

Rozwiązanie tych problemów leży w interesie
samych uciskanych, władców Arabskich, i właściwie całego świata.

Rozwiązanie
tych problemów a kwestia potraktowania terrorystów to dwie odmienne
rzeczy.

Uważać iż należy zabijać terrorystów nie jest równoznaczne z
popieranie wojny w Iraku, która jest wojną konwencjonalną,
„trzecio-generacyjną” (w żargonie militarnym) walczoną przeciwko
wrogowie „czwarto-generacyjnemu” (terroryzm).

Można zatem spierać
się o metodologię zwalczania terroryzmu (który jest metodem, zjawiskiem), ale
mam nadzieję iż nie sugerujesz że samych terrorystów (ludzi świadomie
mordujących innych ludzi) należy traktować łagodnie, pozwalać im żyć i mordować,
czy też nie wytropić zanim są w stanie wykonać swoje krwawe
dzieło?

Zastosowałem określenie „terroryści” wobec buntowników
Francuskich bowiem co innego jest podpalania budynków i samochodów i zabijania
przypadkowych ludzi którzy próbują ugasić owe pożary
aniżeli…terroryzmem?

Czy też uważasz że takie zjawiska nie wzbudzają
terroru?
Rylew  - W kwestii formalnej   |17.11.2005 19:49:53
Publiusie,
Albo czytasz nieuważnie tekst, albo celowo przekręcasz moje słowa. Z
takimi
dyskutantami zwykle nie kontynuuję dyskusji. A wiesz dlaczego?
Bo
dyskusja to wymiana myśli, poglądów, koncepcji. Z dyskusji można się czegoś
nauczyć, poznać mentalność przeciwnika jego silne i słabe strony, czasami
zrewidować i zmienić swoje poglądy.
Jeśli jednak adwersarz próbuje za wszelką
cenę przeforsować swój punkt widzenia używając przekrętów, to nie mam w tym
żadnej przyjemności i nie widzę sensu.
Moja słaba strona jako dyskutanta
polega podobno na tym, że jestem zbyt złośliwy, ale ja uważam, że pewne rzeczy
trzeba nazywać po imieniu i nie mogę sie od tego powstrzymać.
Staram się
dlatego zrozumieć, że próbujesz się „odgryżć” stosując
przekręty.
Na przykład piszesz:
>Co do podatków - piszesz o sobie: "nie
mam przesądów" - ale zarazem piszesz że teorię Laffer’a biorą na poważnie
wyłącznie ludzie powiązani z "najbogatszymi organizacjami biznesu…."
Czyli jednak masz przesądy.
Jest to argument ad hoc bowiem zamiast
skrytykować teorię, atakujesz domniemanych zwolenników tej teorii. <
A ja
napisałem:
„ Teorią Laffera posługują się głównie liberałowie związani z
najbogatszymi organizacjami byznesu. Do przegięcia krzywej Laffera jest jeszcze
bardzo daleko.”
Twoje - „ biorą na poważnie” - zmienia
całkowicie sens tego co napisałem.
Po drugie, ja nie mam powodu krytykować tą
teorię, a jeżeli krytykuję to ludzi, którzy ją w sposób nieuczciwy
instrumentalizują, dla osiągnięcia korzyści materialnych swoich lub swoich
mocodawców.
Z tego wszystkiego wyraziłem się może trochę nieprecyzyjnie
używając słowa liberałowie zamiast neoliberałowie.
Jeśli wiesz jaka jest
różnica pomiędzy liberalizmem a neoliberalizmem, to to wyjaśnienie powinno cię
zadowolić.
Moje słowa „do przegięcia krzywej Laffera jeszcze
daleko” zrozumiesz czytając uważnie następujący tekst:

http://www.tygodniksolidarnosc.com/2005/2/6d_kla.h tm
Jeśli tej strony już nie
ma - służę tekstem z mojego archiwum.

Co do terroryzmu to mam tylko
następujące uwagi.
Obecne wydarzenia we Francji to jeszcze nie
terroryzm.
Obawiam sie, że efektem dalszego rozwoju neoliberalizmu na świecie
będzie powszechny terroryzm.
Terroryzmu nie można zwalczyć abstrahując od jego
przyczyn i uwarunkowań.
Publius  - Rypost   |18.11.2005 10:02:20
Drogi Rylew,

Przeczytałem uważnie artykuł Jana Kazimierza Kruka z Tygodnika
Solidarność, i zrozumiałem wyłącznie to iż idea stosowania argumentacji ad hoc
oraz przesądów zamiast odwołań do racjonalnych argumentów jest waszą cechą
wspólną.

1. Pan Kruk jest nie poważny bowiem nie może oprzeć się określenia
banków i korporacji jako "pazernych" itp.

Zastanawiające jest czy
dla Pana Kruka nie ma czegoś takiego jak Nauka Ekonomii w której nie wnikamy w
to czy ktoś jest akurat "pazerny" lub nie, bo leży to w sferze
subjektywnych wartosci, tylko szukamy związki przyczynowe czy też prakseologię
ludzkiego zachowania?

Nawet z punktu widzenia etyki, określenia całej grupy
społecznej negatywnymi epatami to nic tylko posługiwanie się stereotypami i
działanie które szerzy przesądy. Tym samym, o ile "pazerność" może być
rzeczą nie-etyczną, zwalczanie pazzerności równie nie-etycznym sposobem jakim
jest stosowanie stereotypów i określanie całej grupy społecznej jednym mianem
nie jest najlepszym pomysłem.

2. Pan Kruk popełnia błąd historyczny pisząc o
nastąpieniu recesji pod koniec lat 80-tych po prezydenturze Ronalda
Reagana.

Recesja o której Pan Kruk pisze rozpoczęła się w 1991 roku, i trwała
za wyborów prezydenckich w 92 roku - była jedną z głównych przyczyn przegranej
pierwszego Prezydenta Bush’a (który był wtedy Prezydentem) i wygranej
Clintona.

Powód recesji? Prezydent Bush, łamiąc obietnicę wyborczą,
podwyższył podatki w skutek ugody z Demokratami w Kongresie mającą na cel
zrównowarzenie budżetu.

Zatem wprost przeciwnie do teorii Pana Kruka -
recesja 91-92 w USA nie powstała na skutek cięć podatkowych za Prezydenta
Reagana… Tylko tuż po podwyżkach w podatkach wprowadzonych przez Prezydenta
Busha (I).

Tym samym, Pan Kruk mógłby zauważyć (aczkolwiek nie służyłoby to
jego teorii) iż kiedy Reagan został wybrany na Prezydenta (1980 rok) bezrobocie
w USA było na poziomie blisko 10% a inflacja na poziomie 13% co, w skali tego
kraju, jest bardzo złym wynikiem gospodarczym.

Na skutek reform gospodarczych
Reagana, między innymi obniżenia podatków - bezrobocie spadło o połowę a
inflacja spadła do rozsądnych granicach 1-2% per anum.

3. Pan Kruk twierdzi
iż Laffer uważa iż wpływy do budżetu maleją po przekroczeniu 50%
progu.

Doprawdy nigdy nie słyszałem żeby Laffer tak twierdził. Z krzywy
Laffera można odnieśc takie wrażenie - ale należy pamiętac że punkt przecięcia
jest hipotetyczny. Wszakże niemożliwe jest jego dokładne obliczenie bo każdy
poziom opodatkowania zniekształca wskaźniki rynkowe.

Mówiąc o negatywnych
efektach wysokich podatków, zawsze mówiły - ostatecznie - o rzecz wyimaginowaną
- mianowicie "co mogłoby być gdyby nie większe podatki"

Więcej - Pan
Kruk stara się łączyć kwestię podatku liniowego z teorią Laffera - jednak wydaje
mi się że są to dwie zupełnie osobne kwestie.

Podatek liniowy jest
alternatywą wobec podatku progresywnego, oparty o ideę iż działania
redystrybucyjne państwa oraz dzielenie podatników wedle dochodu są praktykami
dysryminacyjnymi, a zarazem szkodliwe dla gospodarki.

Można owszem spierać
się o to, ale za bardzo nie widzę co dokładnie Pan Kruk ma do powiedzenia po za
tym że wszędzie mamy doczynienie z "pazernością" korporacji i
banków.

Ale w jednym się z nim zgadzam:

Zauważa że Leszek Balcerowicz się
mylił mówiąc iż obniżono podatki dla przedsiębiorstwa rodzinne. Kruk słusznie
zauważa że obniżka dotyczyła wyłącznie firm prawa handlowego a nie była ona
powszechna…

Co wiecej, Balcerowicz, broniąc wtedy Podatek Liniowy
przykładowymi ulgami podatkowymi, wykazał się niezrozumieniem istoty podatku
liniowego który przecież między innymi ma zastąpić ulgi.

Jednak ogólnie rzecz
biorąc, analiza pana Kruka jest nadmiernie przepełniona emocjami, wyzywaniem
mglistych istot społecznych i błędami z zakresu historii ekonomicznej.

Co do
argumentu iż terroryzmu nie można zwalczać abstrahując od jego przyczyn i
uwarunkowań…

No cóż - brzmisz jak Bush w tej chwili - który twierdzi że aby
zwalczyć Terroryzm, należy zwalczyć jego przyczyny i uwarunkowania i tym samym
zamienić autokracje Arabskie na państwa otwarte i demokratyczne w którym
obywatele by cieszyli się stale wzrastającą stopa życiową.

Nie widzę co ma
rozwój "neoliberalizmu" do terroryzmu. (to jest zatem pytanie i prośba o
wyjaśnienie)

I ostatnia uwaga- piszesz że "obecne wydarzenia we Francji
to jeszcze nie terroryzm."

Domniemywam więc że uważasz iż jest jakiś
stopień terroru czy też ilość ofiar śmiertelnych którego trzeba osiągnąć bądź
przekroczyć by uznać ataki na osób i mienie za terror?

Osobiście uważam ż
wystarczy jedna ofiara śmiertelna, jeden podpalony samochód i jedna osoba gotowa
do użycia groźby siły czy siły faktycznej byśmy mieli doczynienie
z….terrorystą.

Publius.
Rylew  - To nie przesądy lecz obserwacje.   |18.11.2005 19:27:44
Publiusie,
napisałeś:
>Przeczytałem uważnie artykuł Jana Kazimierza Kruka z
Tygodnika Solidarność, i zrozumiałem wyłącznie to iż idea stosowania
argumentacji ad hoc oraz przesądów zamiast odwołań do racjonalnych argumentów
jest waszą cechą wspólną.<
Jeżeli tylko to zrozumiałeś z tego artykułu to sam
dajesz wiarygodne świadectwo swojej indolencji.
Piszesz także, że stosuję
przesądy, chociaż tego nie udowodniłeś, bo posłużyłeś się
„przękrętem” co wykazałem w poprzednim poście. Wynika z tego
ponownie, że nie potrafisz czytać uważnie, albo masz kłopoty z pamięcią.

Wyjaśnia to częściowo, że zamiast rzeczowymi argumentami posługujesz się
pomówieniami, zaprzeczeniami lub półprawdami.
Dlatego twoje zaprzeczenia
odnośnie tekstu nie mogą być brane poważnie, tym bardziej, że nie powołujesz się
na konkretne źródła i nie potrafisz ich logicznie uzasadnić.
Jan Kazimierz Kruk
w swoim artykule pod tytułem Kłamcy Ekonomiczni, pokazał bardzo wyraźnie,
chociaż tylko częściowo, jak zakłamuje się i manipuluje ludźmi używając
ekonomicznych przekrętów.
Przy okazji poruszył problem neoliberalizmu. Jego
słowa potwierdzają również i moje obserwacje i przemyślenia.
Wybacz, ale na
polemikę z tym co napisałeś o tym artykule szkoda mi czasu, powiem tylko jedno.
Czepiasz się użytego tam słowa pazerność jakby to było najważniejsze w tym
tekście. Zgoda, pazerność nie jest kategorią ekonomiczną, ale artykuł w
tygodniku też nie jest podręcznikiem akademickim. Pazerność jest związana z
naszym życiem, występuje w gospodarce i odgrywa na nią wielki wpływ. Jeżeli
oderwiesz ekonomię od życia to do diabła z taką ekonomią.

Co do przyczyn
terroryzmu.
Uważam, że należy przeanalizować problem terroryzmu, prześledzić
jego rozwój od jego początków do stanu obecnego i rozpocząć dialog z krajami
arabskimi oraz posłuchać ludzi znających problem terroryzmu i problemy arabskie.
Trzeba znaleźć konsensus.
Realizacja diagnozy Busha juniora jak na razie
przyniosła setki tysięcy ofiar, olbrzymie zniszczenia materialne i wzrost
terroryzmu.
Ach! Byłbym zapomniał, ktoś na tym nieźle zarobił. Wojna
kosztowała już kilkaset miliardów dolarów z kieszeni nas wszystkich - do innej
kieszeni.

Co do istoty terroryzmu.
Ja definiuję terroryzm jako zorganizowane
działanie w celu obalenia lub poważnego osłabienia określonego systemu społ.-
polit.

Co do zależności neoliberalizm – terroryzm.
Kapitalizm
neoliberalny poszerza strefę ubóstwa i nędzy. Kolosalne różnice w poziomie życia
powodują napięcia. Ludzie nie mogący poprawić swego losu przy wykorzystaniu
narzędzi tak zwanej demokracji chwycą za broń taką jaka im będzie dostępna.
Zorganizowanie rewolucji jest mało prawdopodobne, klasa robotnicza w
zaniku.
Zacznie się od protestów i tak zwanych wydarzeń, podobnie jak we
Francji.
amta  - calkowicie sie zgadzam z Rylewem   |19.11.2005 19:29:43
"walka ze swiatowym terroryzmem" jest nowa forma biznesu dla
amerykanskich korporacji militarnych i zwiazanych z nimi politykow. Nie istnieje
zadne swiatowe zagrozenie terroryzmnem. terroryzm jest produktem amerykanskiej i
brytyjskiej polityki na bliskim wschodzie, ktorej celem jest jak zawsze kasa i
ropa.
Publius  - A Izrael?   |20.11.2005 11:21:43
Zostawiam polemike z Rylewem z tego powodu ze i on i ja zdaje sie rozpisalismy
to co sądzimy na powyższe tematy, i czytelnicy mogą sami wyciągać wnioski.

Co
do ideii iż terroryzm jest "produktem Amerykańskiej i Brytyjskiej polityki
na bliskim wschodzie, której celem jest jak zawsze kasa i ropa"…

To mam
pytanie:

Co z Izraelem?

Izrael jest krajem na bliskim wschodzie, i chyba
że zupełnie źle zrozumiałem historię ostatnich 60 lat, to współczesny konflikt
na bliskim wschodzie ma podłoże religijne - o ile znaczna cześć społeczeństw
Arabskich nie akceptuje prawo Izraela do istnienia.

Ujmując źródło terroryzmu
jako wynik polityki USA czy Anglii i zupełnie pomijając skomplikowaną kwestię
relacji między Izraelem a światem Arabskim, robisz - moim zdaniem -
błąd.

Takie uproszczenia nie przybliżają nikogo do rozwiązania tego
konfliktu.

Publius
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »