We Francji panuje niezadowolenie i nie jest to wyłącznie problem przedmieść lub przemocy w miastach. Jeśli nie chcemy pozostać na poziomie zerowym wściekłości, ktoś musi wystąpić przed szereg.
Naród francuski jest niezadowolony. Wystarczy odrobinę go znać, aby to wiedzieć.
Od momentu wyboru Jacquesa Chiraca na prezydenta bezrobocie nieustannie wzrasta. Mamy dzisiaj zarejestrowanych 2 678 000 ludzi bez pracy. Inflacja wywołana wprowadzeniem euro nie została opanowana. Co gorsza, oficjalne dane na temat inflacji pokazują, że jest ona ponoć bardzo niewielka, co wywołuje wśród ludzi przekonanie, iż są oszukiwani. Jednocześnie płace od dawna znajdują się w stagnacji. We Francji narasta kryzys mieszkaniowy, jakiego Republika jeszcze nie znała. Czynsze i ceny nieruchomości wzrastają w zastraszającym tempie; wiele gospodarstw jest zadłużonych po uszy. Życie stało się we Francji trudne, ponieważ nasz kraj łączy wady systemu liberalnego i socjalistycznego.
W tym samym czasie nasza klasa polityczna nie robi nic. A dokładniej, poświęca większość czasu i wysiłku na prowadzenie spektakularnych walk o to, kto stanie do wyborów prezydenckich w 2007 roku. Tak jakby to, co dzieje się teraz, nie miało żadnego znaczenia. Tak jakby ich jedynym celem było przejęcie władzy, a nie jej sprawowanie w interesie wspólnego dobra. I oto nagle, z dnia na dzień, przedmieścia ogarnia rewolta. Okazało się, że są one bardziej niebezpieczną strefą zapalną niż ktokolwiek przypuszczał. Gdyby wierzyć oficjalnym deklaracjom władzy, wmawiającej powszechny dobrobyt, trzeba by to uznać za przypadek. Przedmieścia są dzisiaj awangardą społecznego niezadowolenia, błędem jednak byłoby sądzić, że do nich wyłącznie ogranicza się choroba. Nie mamy bynajmniej do czynienia z nieistotnym epifenomenem.
Co się teraz dzieje w tych strefach podmiejskich, gdzie wszyscy boją się wychodzić z domu? Buntują sie młodzi. Osoby poniżej 25 roku życia są szczególnie dotknięte problemem bezrobocia. Dotyczy on 25 procent młodych. Zbyt łatwe i zdecydowanie błędne jest nazywanie wszystkich buntujących się dzisiaj ludzi wandalami, chuliganami, “odmóżdżonymi raperami z przedmieść”. Ich protest to sygnał. Czują frustrację i “nienawiść” do systemu, nie wiedzą jednak, w czyją stronę zwrócić się o pomoc.
Nie mają też przywódcy świadomego celów i mechanizmów działania systemu. Gdyby dziś jakiś polityk, nawet niezbyt charyzmatyczny, lub strateg, nawet niezbyt przebiegły, miał odwagę wygłosić energiczne i sensowne przemówienie w epicentrum wstrząsów, na placu w Seine Saint-Denis, we Francji rozegrałby się być może po raz kolejny nasz ulubiony dramat narodowy – powstanie, powszechny zryw narodu francuskiego. Wydawało nam się, że jest on uśpiony i bierny, wygląda jednak na to, że drzemie w nim więcej potencjału niż można by sądzić.
Młodzi buntownicy wyładowują dzisiaj swoją złość na samochodach. Jest to dość głupie, a nawet niesprawiedliwe, ponieważ ich właścicielami nie są wcale klasowi wrogowie, ale prości i uczciwi robotnicy z sąsiedniego bloku. Nie należy jednak zapominać, że samochód to jeden z głównych symboli kapitalizmu. Na całej planecie toczą się dzisiaj ogromne starcia lub nawet wojny właśnie o to, abyśmy mogli nadal spokojnie napełniać zbiorniki naszych aut. Samochody mają również swój udział w degradacji środowiska naturalnego i zanieczyszczeniu miast. Zbyt duże uproszczenie? Być może, a jednak cywilizacja paliw płynnych jest odpowiedzialna za szereg krwawych konfliktów i gigantyczną dewastację planety.
Nienawiść, jaka opanowała przedmieścia, nie jest pozbawiona przyczyny. Wandalem nie zostaje się przez przypadek. Niszczenie dóbr materialnych jest sposobem na wyrażenie wściekłości. Jest działaniem tym bardziej tragicznym, że oznacza brak wizji przyszłości i wiary w nią. Prowadzi donikąd. Jest wybuchem czystej brutalności.
Wyobraźmy sobie jednak, że wszyscy niezadowoleni ze stanu rzeczy – bezrobotni, strajkujący związkowcy, alterglobaliści, pracujący na czarno lub bez osłon socjalnych, zadłużeni, ludzie przymusowo bezczynni, bezdomni, eksmitowani skłotersi – tworzą wspólny front i koncentrują sie na celach bardziej znaczących politycznie niż samochody. W tym mogłaby być pewna nadzieja. Powstałby ruch liczący kilka milionów ludzi. Wobec tak wielkiej siły istniejąca dzisiaj logika represji byłaby bezsilna.
Francja przeżywa bez wątpienia moment pobudzenia potencjalnie rewolucyjnego. Jest to być może szansa na poprawę sytuacji. Aby jednak ruch protestu odniósł pozytywny skutek, musi posiadać jakiś program. Jest to wyzwanie zarówno dla protestujących na ulicach, jak i dla ich lewicujących sympatyków oraz intelektualistów. Gdzie są dzisiejsi Cohn-Bendit, Sartre lub Bourdieu, którzy stanęliby na ulicznych barykadach?
Jeśli nie chcemy pozostać na poziomie zerowym wściekłości, ktoś musi wystąpić przed szereg.
[tłum. J.S.]
Alexandre Lacroix (ur.1976) jest francuskim powieściopisarzem, filozofem i eseistą. Ukończył Szkołę Nauk Politycznych w Paryżu, gdzie prowadzi zajęcia z literatury współczesnej. Wydał cztery powieści: Premierès volontés (1998), Etre sur terre, et ce que j'en retiens (2001), La Mire (2003) i Un Point dans le Ciel (2004) oraz esej Se noyer dans l'alcool? (2001). W Polsce drukował go “Ha!art” oraz “Krytyka Polityczna”.
Na podobny temat
1 Dodane przez bokanon , w dniu - 09.11.2005 23:50 Myślalem, że we Francji mamy europejski model socjalny i tolerancyjną republikę swiecką pelną gębą. Skąd więc te ruchawki? ”To, czego brakuje w ich ruchu to przywódca świadomy celów i mechaniki działania systemu” - czy Redaktor już na miejscu?
2 boże… Dodane przez Publius , w dniu - 10.11.2005 03:02 Przestałem to czytać kiedy zaczeło się o tym jak mimo iż niby niesprawiedliwe jest podpalać samochody, to jednak samochód jest symbolem kapitalizmu, wojny itp itd… Jednak z uwagi na otwartość intelektualną - dokończyłem. No cóż - chciałoby się przywołać obraz „inteligencji” z „Chmur” Arystofanesa by móc usprawiedliwić ich ocenzurowania i podpalania… Sugestia tego kretyńskiego autora iż samochody niektórych ludzi „klas rządzących” wolno nam podpalać, a innych (robotników) nie wolno - powinna skłonić go do namysłu na temat analogicznych przykładów: podpalić można niektórych książek? A może podpalić można niektórych ludzi? Jednak wystarczy że mamy jeden absurdalny tekst pod tym tematem… nie rozpiszę się na temat nadający się dla dzieci - mianowicie „Rzecz o Wzajemnym Poszanowaniu Osób i Mienia.” Ten absurdalny artykuł jest wszakże symbolem choroby która ogarnęła (dużą część?) Francuskiej inteligencji. I jeszcze woła o Tyrana by poprowadził bunt? Jest to czysta romantyzacja wandali. Co do wyborów w 2007 roku - skoro ówczesne przywódctwo Francji jest takie słabe i beznadziene, to może wcale nie jest rzeczą złą fakt iż już teraz trwają starcia z uwagą na te niezbyt odległe wybory? Moim faworytem jest ów Minister który miał odwagę nazwać buntowników ścierwem - a Francuzom życzę aby mieli Prezydenta i rządu który przywróci godność kraju który zdaje się trwa w żałosnym stanie radykalnej samokrytyki która już osiągneła wymiary takie, iż Francuski uczony zdolny jest - za przeproszeniem - pieprzyć o tym jak to samochód jest symbolem kapitalizmu kiedy wandale podpalają mu kraj! Ręcę opadają czytając ten tekst. Publius Zgroza. Publius
3 Boże uchowaj Dodane przez Rylew , w dniu - 10.11.2005 06:21 Francuzów przed rządem twardej ręki, racz dać im rząd mądry, patriotyczny i niezależny. Publiusie wydaje mi się, że strasznie upraszczasz. >Zbyt łatwe i zdecydowanie błędne jest nazywanie wszystkich buntujących się dzisiaj ludzi wandalami, chuliganami, “odmóżdżonymi raperami z przedmieść”. < Ja także byłem zbulwersowany jakby wezwaniem do rewolucji i zastanawiałem się w jakie konwencji został ten artykuł napisany. Jednak odbieram go całkiem inaczej - nie jako wezwanie do rewolucji lecz jako ostrzeżenie przed czymś podobnym. Sam od dawna ostrzegam głosem i „piórem” przed skutkami neoliberalnego kapitalizmu wprowadzanego od ponad ćwierćwiecza w krajach Europy. System ten powoduje polaryzację kapitału z jednej strony i pauperyzację dużej części społeczeństw. Poszerza się jednocześnie biegun prawie już genetycznej biedy, wyobcowania i beznadziejności. Szerzy się bezrobocie i przestępczość. W dużych miastach powstają dzielnice getta lub wręcz slumsy zamieszkałe przez współczesnych pariasów. Z drugiej strony neoliberalny system podsuwa im obraz świata w którym panuje kult konsumpcji i pieniądza. Ten układ musi budzić frustracje i bunt. Jak dotąd kapitalizm w tych krajach skutecznie pacyfikował ten spory już margines za pomocą zasiłków socjalnych i telewizji. Nadchodzi właśnie czas kiedy to już nie wystarczy. Strefy biedy w państwach i miastach są jak wyschłe lasy – wystarczy iskra, a pożar niełatwo ugasić. Silna ręka i represje nie wystarczą, a mogą spowodować eskalację. Nie wystarczą też kary za posiadanie lub handel bronią. Jak słusznie zauważyłeś człowieka można zabić zapałką. Piszę to bez żadnej satysfakcji w rodzaju „ a mówiłem”. Piszę to raczej z trwogą o los moich wstępnych gdyż oni właśnie będą cierpieć za to, na co my przyzwoliliśmy. Piszę z trwogą bowiem nie wierzę, że kapitalizm neoliberalny zmieni swoje oblicze na lepsze. To przed czym ostrzegałem właśnie się zaczyna.
4 a poza tym… Dodane przez jacek , w dniu - 10.11.2005 22:26 a poza tym uważam, że wyniki konkursu winny być ogłoszone
5 babelfish… Dodane przez Rafał , w dniu - 11.11.2005 04:21 Ja nie wiedziałem, że mamy już taki translator przekładający na polski. Ja sie męczę z francuskimi tekstami w necie, nie znam tego języka i przekładam je za pomocą tego czegos na angielski. A tu masz - jest! Bo przecież to musiała tłumaczyć jakaś maszyna. Człowiek zauważyłby, że to bełkot. Że autor ma kompletny mętlik w głowie, że wszystko mu się kojarzy ze wszystkim lub z niczym - wszystko jedno. Mętlik przelał na papier, czy nowocześniej na klawiaturę, kliknął send (po francusku to może być jakoś inaczej) i - i zaraz mamy objawienie! Toż to nazwyklejszy słowotok i nikt tego tłumacząc nie zauważylł Tak - we Francji mają poważny problem. Bardzo poważny! Ale o poważnych problemach trzeba pisać poważnie. Tu mamy trzydziestolatka, który zdążył napisać cztery powieści, nie wiem - dobre czy złe - i pewnie nie wie, o czym napisać nastepną - i tą swoją frustrację właśnie nam objawia, w bezpieczniejszy dla siebie (i innych) sposób niż na przedmieściach wielkich francuskich miast ale też jest to tylko frustracja i forma bezsensownego buntu. A sytuacja we Francji jest bardzo poważna. I obowiązkiem władz - właściwie obowiązkiem wszystkich - jest stać po stronie tych, którzy są ofiarami tamtych wypadków. Ludzi, którym spłoneły samochody. Nie - nie tylko samiochody. Rodziców dzieci którym spalono szkoły, do których posyłali swe dzieci. Ludzi, którzy musza żyć w zdewastowanych przez tamte bandy domach. Ludzi na których nawet jak to wszystko się skończy będzie się patrzyć i mysleć - to oni. Oni są stamtąd - może to oni też? Albo - oni wyglądają jak tamci. Wykluczenie które już dziś jest problemem stanie się problemem jeszcze większym. Pierwszą rzeczą jaką muszą i próbują zrobić władze to przywrócić na objetych zamieszkami przedmieściach spokój, bo ich mieszkańcy mają to samo prawo do bezpieczeństwa co mieszkańcy bogatych dzielnic. I przekonanie wszystkich (bo zapis w konstytucji a rzeczywistość to nie to samo), że są oni takimi samymi ludźmi jak pozostali. Maja te same prawa i obowiązki. Może w zakresie prawa to te prawa nawet i ciut większe, bo należy im się wieksza pomoc niż tym, którzy sobie jakoś radzą. Propozycje dośc banalne ale akurat banalne propozycje zwykle najtrudniej zrealizować. I oczekiwałbym powązniejszej na ten temat dyskusji - zamieszczanie takich tekstów jest tak naprawdę ucieczką od nich.
6 zdadzam sie z Rylewem Dodane przez amta , w dniu - 14.11.2005 09:18 ponizszy link dobitnie pokazuje, ze Europa zaczyna dostrzegac, ze liberalizm gospodarczy i globalizacja to jej smierc. Tylko praca uratuje Europe, co oznacza nalezy nalozyc wielkie cla zaporowe na import chinszczyzny i odtorzyc miejsca pracy w Europie takze dla robotnikow, nie tylko dla informatykow i urzednikow. http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/4434026.stm
7 Zgadzam się z Rafałem Dodane przez Publius , w dniu - 14.11.2005 17:26 Bardzo pięknie i prawdziwie napisane Rafale. Publius.
8 Dobrze jest się solidaryzować Dodane przez Rylew , w dniu - 15.11.2005 00:18 z ofiarami, „stać po stronie ofiar”. Należy to do politycznej i moralnej poprawności. Trudniej jest dociekać prawdziwych przyczyn takich wydarzeń jakie miały miejsce ostatnio we Francji lub ataków terrorystycznych. Trudniej jest zgodzić sie solidarnie na wyższe opodatkowanie, aby dzieci i młodzież nie były głodne i miały możliwości dać ujście swojej energii i aktywności w pożyteczny dla społeczeństwa sposób. Trudniej być solidarnym z ludźmi starszymi i niepełnosprawnymi pomagać im jako wolontariusz. Jeszcze trudniej jest zorganizować coś sensownego, aby przeciwdziałać podobnym zjawiskom u podstaw. Zorganizować jakąś akcję protestacyjną, wypożyczalnię książek, klub dyskusyjny w dzielnicy, drużynę piłkarską, modelarnię itd. To kosztuje sporo wysiłku i wyrzeczeń. Zresztą na to nie ma dzisiaj pieniędzy. Wygląda na to, że w tym dzisiejszym skomercjalizowanym świecie najtaniej wychodzi solidaryzować się z ofiarami. Łatwiej się solidaryzować niż być solidarnym. P.S. Myślę, że solidaryzowanie sie z ofiarami stoi poza wszelką dyskusją, zwłaszcza poza tą „poważną”.
9 Wszyscy nie mieszkają w jednym worku Dodane przez Publius , w dniu - 17.11.2005 01:14 Wydarzenia które miały miejsce we Francji były atakami terrorystycznymi - bo trudno o inną nazwę dla buntujących się aniżeli nazwać ich terrorystów. Co innego pokojowy protest, co innego rozwalania kraju, zabijania ludzi i niszczenia ich mienia. Nie należy zanadto zastanawiać się nad przyczynami terroryzmu - tylko należy terrorystów zabijać nim oni zabiją nas. Liczy się metodologia podejścia do terroru - czy taktyka wojenna - a nie analiza socjologiczna. A to dlatego że nie ma usprawiedliwienia moralnego na akty terroru - na zabijanie niewinnych ludzi, na stosowanie morderstwo jako wyraz dezaprobaty społecznej czy politycznej. Po drugie - co ma wyższe opodatkowanie do karmienie głodnych dzieci i pomaganiu młodzieży to ja nie wiem. Przecież jednym z problemów we Francji jest właśnie to że ich gospodarka jest nie zdolna do wytwarzania miejsc pracy dla owej młodzieży, a polityka podatkowa Francji zapewne nie pomaga w tym zakresie. Zresztą, wyższe podatki nie koniecznie oznaczają wzrost przychodów budżetowych - bo w pewnym momencie poziom opodatkowania może być na tyle wysoki że wpłynie na obniżenie realnych dochodów opodatkowanych podmiotów. Następnie - skąd u ciebie przesąd że ktoś kto akurat nie zgadza się do końca z twoimi poglądami o podatkach zarazem sprzeciwia się bądź nie bierze udziału bądź potępia i nigdy nie brał udziału w wolontariacie który miał na celu pomóc ludziom starszym, chorym itp? Można mieć różne poglądy na temat ekonomii, i żaden z tych poglądów raczej nie wyklucza (ani nie przypuszcza) że będzie się miało dobre serce dla ludzi. Rząd francuski, nota bene, łożły spore inwestycje na organizowanie form rozrywki dla młodzieży z owych dzielnic… Ale żaden młody mężczyzna nie chce, podejrzewam, ostatecznie być traktowany jako bezużyteczny niewolnik któremu trzeba niańkować. Ludziom nie potrzeba „akcji protestacyjnych” i „wypożyczalni książek” tylko PRACY. I póki rząd Francuski nie zreformuje gospodarkę tak aby nastawić ją na wzrost gospodarczy, tej pracy będzie brakować. Nie mniej nie daje to nikomu prawa do podpalania samochodów. co do „solidarności” - myślę że nawet trudniej jest pozbyć się nawyku „solidarowania się” ze wszystkim czy „bycia solidarnym ze wszystkimi” i po prostu brać się do konstruktywnej roboty nad naprawdą kraju i gospodarki. Publius
10 Terroryzm czy protest ? Dodane przez Rylew , w dniu - 17.11.2005 19:09 Publiusie, napisałeś: >Nie należy zanadto zastanawiać się nad przyczynami terroryzmu - tylko należy terrorystów zabijać nim oni zabiją nas.< To prosta recepta w sam raz dla prostaków, którzy lubią być manipulowani. Jak ktoś powiedział nieco łagodniej: „To ucieczka w proste schematy myślowe, których da się użyć bez większego wysiłku intelektualnego”. To diagnoza wreszcie podobna do medycznej, gdy chirurg decyduje: „raka trzeba wyciąć zanim będzie za późno”, „nie zastanawiając się zanadto” gdzie znajduje się prawdziwe źródło, miejsce powstania raka. Wkrótce po operacji pacjent dowie się, że operacja się udała, jednak rak zdołał utworzyć metastazy. (por. Irak) Widzenie w ostatnich wydarzeniach we Francji objawów terroryzmu światowego jest błędem. Na razie przynajmniej. O wiele bardziej są one objawami protestu wobec beznadziejności sytuacji w której znalazła się spora grupa ludzi. Sytuacja ta spowodowana jest przez dawne błędy polityki imigracyjnej jak i gospodarczej. Nie sposób wspomnieć o wadach systemu, który produkuje bezrobocie. Widzę u ciebie wiarę, że obniżenie podatków spowoduje wzrost zatrudnienia. Ten kanon neoliberalnej wiary odłożyć można między pobożne życzenia. Wyższe podatki to większy budżet, większe wydatki budżetowe, uruchomienie robót publicznych, ożywienie gospodarki, zmniejszenie bezrobocia, zmniejszenie głodu. Teorią Laffera posługują się głównie liberałowie związani z najbogatszymi organizacjami byznesu. Do przegięcia krzywej Laffera jest jeszcze bardzo daleko. Zmniejszenie podatków jak dotąd służy tylko polaryzacji kapitału, pogłębianiu różnic społecznych i poszerzaniu strefy nędzy. Twój inny błąd polega prawdopodobnie na przeświadczeniu, że ludzie nie chcą pracować tylko „mieć opiekę socjalną”. Tutaj bardzo sie mylisz. Ludzie chcą pracować i chcą normalnie żyć. Do nienormalnego życia zmuszają ich warunki jakie im stwarza system. Piszesz: >Ludziom nie potrzeba „akcji protestacyjnych” i „wypożyczalni książek” tylko PRACY.< To znów swego rodzaju przekręt myślowy. Akcje protestacyjne są właśnie potrzebne po to, aby żądać pracy. Zaś wypożyczalnie książek są po to, aby młodzież mogła czytać książki, zamiast zajmować sie produkcją i rozprowadzaniem narkotyków dla szmalu. Nie mam przesądów i nic nie sugeruję o działalności osób mi nie znanych. Wypowiadam sie ogólnie w kwestiach, które są mi, jak mi sie wydaje bliskie. Komentuję wypowiedzi, które mnie w jakiś sposób poruszyły. I ostatnia uwaga, „Branie sie do konstruktywnej roboty nad naprawą kraju i gospodarki” to na pewno elemeny bycia solidarnym wobec społeczeństwa w którym się żyje. I tu mamy zgodność. Jan Rylew
11 Zgoda i niezgoda Dodane przez Publius , w dniu - 18.11.2005 00:29 Drogi Rylew, będę pomijał kwestie w których się zgadzamy, aczkolwiek cieszę się że takie są… Zacznę od kwestii gospodarczych których podnosisz, i zakończę na temat terroryzmu. Co do podatków - piszesz o sobie: „nie mam przesądów” - ale zarazem piszesz że teorię Laffer’a biorą na poważnie wyłącznie ludzie powiązani z „najbogatszymi organizacjami biznesu….” Czyli jednak masz przesądy. Jest to argument ad hoc bowiem zamiast skrytykować teorię, atakujesz domniemanych zwolenników tej teorii. Co więcej, proszę nie przekręcać rzeczywistości - historia doskonale pokazuje że wielu z „najbogatszych środowisk biznesu” wspierały wzrost aktywności państwa w gospodarce bo tylko w taki sposób mogli utrwalić swoją pozycję na rynku. „Wielki Biznes,” jeżeli już, zawsze był jednym z największych wrogów liberalizmu i wolności, woląc korporatyzm, faszyzm, który by zabezpieczył ich zysków przed konkurencją rodzimą i zagraniczną. Ten sam wielki biznes zawsze wspierał wojnę i państwo opiekuńczo-wojenne bo poprzez wojny mogli pozyskać nowych rynków za pomocą sił zbrojnych zamiast o nie konkurować na podstawie poziomu dóbr i usług świadczonych. Zatem proszę cię- bądźmy realistami i zamiast popadać w tanie slogany dla prostych ludzi typu „Wielki Biznes to liberałowie” zauważmy proszę że w wielu wypadków Wielki Biznes to właśnie faszyzm, wojna, monopolizm państwowy i łamanie podstawowe prawa i wolności jednostki - czyli jak najdalej od liberalizmu jak można sobie wyobrazić. Śmiem równiesz zauważyć że najbogatszych posłów, wedle danych dostępnych powszechnie, mamy właśnie w Samoobronie - partia która najwięcej krzyku podnosi o ubogich. Jak do tej pory - nie słychać od nich żeby upominały się o Krzywę Laffera… Co do samej teorii Laffera, wydaje mi się ona rozsądna. Dla objaśnienia - powtórzę ją tutaj bo widzę że jest nie zrozumiała, a pierwszy krok do rozsądnej krytyki czegokolwiek to zrozumieć tego co się krytykuje. Zatem - Laffer zadaje dwie kluczowe pytania na początku: Pyt 1: Jakie były by wpływy do budżetu państwa przy 0% powszechnego opodatkowaniu (wszystkich/wszystkiego) ? Odpowiedź: 0% podatku dałoby nam 0% wpływów do budżetu Dlaczego - bo niczego nie pobierając - niczego nie dostajemy - to chyba proste. Pyt 2: Jakie byłyby wpływy do budżetu państwa przy 100% powszechnego podatku (wszystkich/wszystkiego)? Odpowiedź: RÓWNIESZ ZERO. Dlaczego - bo przy 100% podatku, państwo by w efekcie pozbawiło całą gospodarkę kapitału - a bez kapitału nie możliwy byłby jakikolwiek rozwój. Niemożliwe byłyby NAWET inwestycje państwowe. Dlaczego? Bowiem odbierając 100% pieniędzy z danego obszaru gospodarczego, państwo by pozbawiło owych pieniędzy jakiejkolwiek rzeczywistej wartości. Pieniądz, przecież, też jest towarem na rynku, którego cena (określana w dobra i usługi) jest dynamiczna. Wyssany z przestrzeni rynku – pieniądz straciłby na wartości. Tak więc przy 100% podatku, rynek by stał się niezdolny do wytwarzania a budżet państwa miałby na swoim koncie stos bezwartościowych kartek papieru. (Nota Bene samo-korekta rynkowa zapewne by wytworzyła alternatywne źródło wymiany by zastąpić pobrane przez 100% opodatkowanie pieniędzy). Jednak załóżmy że w teorii możliwe byłoby gdyby państwo przejęło też rolę jaką odgrywają pieniądze na rynku; czyli stało się mechanizmem wartościującym dobra i usługi, i tym samym gospodarowało wszystkimi zasobami. Tutaj wykraczamy (przez chwilę) poza teorią Laffera w sferę teorii Ludwiga Von Mises’a, który taką właśnie hipotezę rozważył w „Problemie Kalkulacji Ekonomicznej w Socjalizmie.” Mises zauważył że państwo, bez mechanizmu oddającego wartość danej rzeczy viz-a-viz innej rzeczy (pieniądza), byłoby niezdolne wykonywać jakiekolwiek czynności. Bowiem jeżeli nie ma pieniądza (jeżeli nie ma rynkowego mechanizmu wskazującego na wartość) to na jakiej podstawie (np.) państwo by wiedziało ile betonu potrzeba by wybudować jakąś drogę; czy używanie substancji X czy Y byłoby bardziej dochodowe – jakie były by optymalne parametry czy kryteria przygotowywania rachunków, budżetów? Te wszystkie czynności stałyby się nie możliwe. Tym samym – wracając już do Laffera – na podstawie teorii Laffera można wywnioskować że jest punkt pomiędzy 0% a 100% opodatkowania w którym podatki są na tyle wysokie iż negatywnie wpływają na rzeczywiste dochody budżetu państwa. Nie jestem ekonomistą, ani analitykiem finansowych wielce uczonym w tej akurat kwestii, zatem nie pamiętam już kto w Princeton robił empiryczne badania krzywej Laffera, z której wynikło że ów „punkt” po przekroczeniu którego dochody państwa spadają wynosi 60% (plus/minus), i nie wiem czy możliwe jest jakikolwiek wiarygodny ekonometryczny pomiar owej kwestii (rzeczy o ekonometrii możemy też na razie odstawić), ale na poziomej czystej logiki – teoria Laffera jest uzasadniona. Piszesz że do przegięcia tej krzywy jest bardzo daleko i że obniżenia podatków powodują „polaryzację kapitału” – jednak tu jest pewień błąd w mysleniu: 1) „Polaryzacja kapitału” nie jest wynikiem „niższych” podatków, bo przecież bogactwo firm na wolnym rynku jest wynikiem stopnia do którego służą swoim klientom. Nie zwrot podatków per se, lecz konsument, decyduje o tym która firm ma większe bądź niższe dochody. 2) O ile obniżenia podatków zniekształcają wyniki gospodarcze i wzbogacają jednych kosztem drugich, jest to wynik ulg podatkowych faworyzujących jednych nad innymi- jestem rzecz jasna przeciwnikiem takich ulg bo dyskryminują obywateli. 3) Nie wiem – szczerze – czy do przegięcia krzywej jest daleko czy też nie jest daleko – bo wydaje mi się że nie sposób tego obliczyć. Jednak sam fakt iż uznajesz że w teorii można przegiąć krzywej wyraźnie oznacza że ty też akceptujesz racjonalność teorii Laffera, uważasz że owa krzywa jest odzwierciedleniem rzeczywistości i że przeczysz swoim wcześniejszym przesądom że taką „wiarę” przejawiają wyłącznie ludzie „bogaci.” No cóż… bardzo mi się podoba że w jednej linijce piszesz że „Twój inny błąd polega prawdopodobnie na przeświadczeniu, że ludzie nie chcą pracować tylko „mieć opiekę socjalną” …A za chwilę, widząc iż ja wyraźnie pisze że ludzie CHCĄ pracy a nie opiekę, zmieniasz front i oskarżasz mnie o „przekręt myślowy.” Mam zatem rozumieć że samego siebie oskarżasz o przekręt myślowy, czy też widząc że jeden dogmatyczny przesąd o tym jakie argumenty powinien wystosować „liberał” okazał się nieprzydatny, przerzucasz się na drugi? Teraz co do terroryzmu. Twoje porównanie terroryzmu do raka jest, moim zdaniem, chybione. Nie ma tu analogii bowiem rak nie ma woli, świadomości, i rozumu a terrorysta ma. Terroryzm jest terroryzmem, a nie „chorobą” właśnie dlatego że ci którzy stosują terroryzm czynią to umyślnie. Nie ma publicznej dyskusji na temat domniemanych praw Genewskich dla operowanych komórek raka – bo rak nie jest człowiekiem; nie zabija i nie wyniszcza z premedytacją. Przydałoby się zastanowić nad analogiami zanim je piszesz bo porównanie terroryzmu do raka to…jak to ktoś napisał łagodnie „ucieczka w proste schematy myślowe, których da się użyć bez większego wysiłku intelektualnego,” czy też inaczej – prostactwo dla prostych ludzi którzy lubią być manipulowani. Wydaje mi się że bardziej stosowne jest mówić o politycznym podłożu terroryzmu, jeżeli już chcemy dyskutować o źródła ogólnego zjawiska, zamiast porównywać go do kataru, bólu brzucha czy raka. Owe polityczne podłoża to przede wszystkim smutny fakt iż wielu krajów Muzułmańskich nie rozwiązała zasadniczych problemów społeczno-gospodarczych w swoich granicach do stopnia na tyle satysfakcjonującego że rzeszy ludzi uwięzionych w biedzie i tyrani często nie widzą innego wyboru aniżeli sięgać po terroryzm jako wyraz dezaprobaty. Jednak musimy też pamiętać że terroryści to mniejszość fanatyczna. Większość ubogich ludzi raczej nie sięga po terroryzm, ale może wspierać ich duchem. Rozwiązanie tych problemów leży w interesie samych uciskanych, władców Arabskich, i właściwie całego świata. Rozwiązanie tych problemów a kwestia potraktowania terrorystów to dwie odmienne rzeczy. Uważać iż należy zabijać terrorystów nie jest równoznaczne z popieranie wojny w Iraku, która jest wojną konwencjonalną, „trzecio-generacyjną” (w żargonie militarnym) walczoną przeciwko wrogowie „czwarto-generacyjnemu” (terroryzm). Można zatem spierać się o metodologię zwalczania terroryzmu (który jest metodem, zjawiskiem), ale mam nadzieję iż nie sugerujesz że samych terrorystów (ludzi świadomie mordujących innych ludzi) należy traktować łagodnie, pozwalać im żyć i mordować, czy też nie wytropić zanim są w stanie wykonać swoje krwawe dzieło? Zastosowałem określenie „terroryści” wobec buntowników Francuskich bowiem co innego jest podpalania budynków i samochodów i zabijania przypadkowych ludzi którzy próbują ugasić owe pożary aniżeli…terroryzmem? Czy też uważasz że takie zjawiska nie wzbudzają terroru?
12 W kwestii formalnej Dodane przez Rylew , w dniu - 18.11.2005 03:49 Publiusie, Albo czytasz nieuważnie tekst, albo celowo przekręcasz moje słowa. Z takimi dyskutantami zwykle nie kontynuuję dyskusji. A wiesz dlaczego? Bo dyskusja to wymiana myśli, poglądów, koncepcji. Z dyskusji można się czegoś nauczyć, poznać mentalność przeciwnika jego silne i słabe strony, czasami zrewidować i zmienić swoje poglądy. Jeśli jednak adwersarz próbuje za wszelką cenę przeforsować swój punkt widzenia używając przekrętów, to nie mam w tym żadnej przyjemności i nie widzę sensu. Moja słaba strona jako dyskutanta polega podobno na tym, że jestem zbyt złośliwy, ale ja uważam, że pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu i nie mogę sie od tego powstrzymać. Staram się dlatego zrozumieć, że próbujesz się „odgryżć” stosując przekręty. Na przykład piszesz: >Co do podatków - piszesz o sobie: „nie mam przesądów” - ale zarazem piszesz że teorię Laffer’a biorą na poważnie wyłącznie ludzie powiązani z „najbogatszymi organizacjami biznesu….” Czyli jednak masz przesądy. Jest to argument ad hoc bowiem zamiast skrytykować teorię, atakujesz domniemanych zwolenników tej teorii. < A ja napisałem: „ Teorią Laffera posługują się głównie liberałowie związani z najbogatszymi organizacjami byznesu. Do przegięcia krzywej Laffera jest jeszcze bardzo daleko.” Twoje - „ biorą na poważnie” - zmienia całkowicie sens tego co napisałem. Po drugie, ja nie mam powodu krytykować tą teorię, a jeżeli krytykuję to ludzi, którzy ją w sposób nieuczciwy instrumentalizują, dla osiągnięcia korzyści materialnych swoich lub swoich mocodawców. Z tego wszystkiego wyraziłem się może trochę nieprecyzyjnie używając słowa liberałowie zamiast neoliberałowie. Jeśli wiesz jaka jest różnica pomiędzy liberalizmem a neoliberalizmem, to to wyjaśnienie powinno cię zadowolić. Moje słowa „do przegięcia krzywej Laffera jeszcze daleko” zrozumiesz czytając uważnie następujący tekst: http://www.tygodniksolidarnosc.com/2005/2/6d_kla.htm Jeśli tej strony już nie ma - służę tekstem z mojego archiwum. Co do terroryzmu to mam tylko następujące uwagi. Obecne wydarzenia we Francji to jeszcze nie terroryzm. Obawiam sie, że efektem dalszego rozwoju neoliberalizmu na świecie będzie powszechny terroryzm. Terroryzmu nie można zwalczyć abstrahując od jego przyczyn i uwarunkowań.
13 Rypost Dodane przez Publius , w dniu - 18.11.2005 18:02 Drogi Rylew, Przeczytałem uważnie artykuł Jana Kazimierza Kruka z Tygodnika Solidarność, i zrozumiałem wyłącznie to iż idea stosowania argumentacji ad hoc oraz przesądów zamiast odwołań do racjonalnych argumentów jest waszą cechą wspólną. 1. Pan Kruk jest nie poważny bowiem nie może oprzeć się określenia banków i korporacji jako „pazernych” itp. Zastanawiające jest czy dla Pana Kruka nie ma czegoś takiego jak Nauka Ekonomii w której nie wnikamy w to czy ktoś jest akurat „pazerny” lub nie, bo leży to w sferze subjektywnych wartosci, tylko szukamy związki przyczynowe czy też prakseologię ludzkiego zachowania? Nawet z punktu widzenia etyki, określenia całej grupy społecznej negatywnymi epatami to nic tylko posługiwanie się stereotypami i działanie które szerzy przesądy. Tym samym, o ile „pazerność” może być rzeczą nie-etyczną, zwalczanie pazzerności równie nie-etycznym sposobem jakim jest stosowanie stereotypów i określanie całej grupy społecznej jednym mianem nie jest najlepszym pomysłem. 2. Pan Kruk popełnia błąd historyczny pisząc o nastąpieniu recesji pod koniec lat 80-tych po prezydenturze Ronalda Reagana. Recesja o której Pan Kruk pisze rozpoczęła się w 1991 roku, i trwała za wyborów prezydenckich w 92 roku - była jedną z głównych przyczyn przegranej pierwszego Prezydenta Bush’a (który był wtedy Prezydentem) i wygranej Clintona. Powód recesji? Prezydent Bush, łamiąc obietnicę wyborczą, podwyższył podatki w skutek ugody z Demokratami w Kongresie mającą na cel zrównowarzenie budżetu. Zatem wprost przeciwnie do teorii Pana Kruka - recesja 91-92 w USA nie powstała na skutek cięć podatkowych za Prezydenta Reagana… Tylko tuż po podwyżkach w podatkach wprowadzonych przez Prezydenta Busha (I). Tym samym, Pan Kruk mógłby zauważyć (aczkolwiek nie służyłoby to jego teorii) iż kiedy Reagan został wybrany na Prezydenta (1980 rok) bezrobocie w USA było na poziomie blisko 10% a inflacja na poziomie 13% co, w skali tego kraju, jest bardzo złym wynikiem gospodarczym. Na skutek reform gospodarczych Reagana, między innymi obniżenia podatków - bezrobocie spadło o połowę a inflacja spadła do rozsądnych granicach 1-2% per anum. 3. Pan Kruk twierdzi iż Laffer uważa iż wpływy do budżetu maleją po przekroczeniu 50% progu. Doprawdy nigdy nie słyszałem żeby Laffer tak twierdził. Z krzywy Laffera można odnieśc takie wrażenie - ale należy pamiętac że punkt przecięcia jest hipotetyczny. Wszakże niemożliwe jest jego dokładne obliczenie bo każdy poziom opodatkowania zniekształca wskaźniki rynkowe. Mówiąc o negatywnych efektach wysokich podatków, zawsze mówiły - ostatecznie - o rzecz wyimaginowaną - mianowicie „co mogłoby być gdyby nie większe podatki” Więcej - Pan Kruk stara się łączyć kwestię podatku liniowego z teorią Laffera - jednak wydaje mi się że są to dwie zupełnie osobne kwestie. Podatek liniowy jest alternatywą wobec podatku progresywnego, oparty o ideę iż działania redystrybucyjne państwa oraz dzielenie podatników wedle dochodu są praktykami dysryminacyjnymi, a zarazem szkodliwe dla gospodarki. Można owszem spierać się o to, ale za bardzo nie widzę co dokładnie Pan Kruk ma do powiedzenia po za tym że wszędzie mamy doczynienie z „pazernością” korporacji i banków. Ale w jednym się z nim zgadzam: Zauważa że Leszek Balcerowicz się mylił mówiąc iż obniżono podatki dla przedsiębiorstwa rodzinne. Kruk słusznie zauważa że obniżka dotyczyła wyłącznie firm prawa handlowego a nie była ona powszechna… Co wiecej, Balcerowicz, broniąc wtedy Podatek Liniowy przykładowymi ulgami podatkowymi, wykazał się niezrozumieniem istoty podatku liniowego który przecież między innymi ma zastąpić ulgi. Jednak ogólnie rzecz biorąc, analiza pana Kruka jest nadmiernie przepełniona emocjami, wyzywaniem mglistych istot społecznych i błędami z zakresu historii ekonomicznej. Co do argumentu iż terroryzmu nie można zwalczać abstrahując od jego przyczyn i uwarunkowań… No cóż - brzmisz jak Bush w tej chwili - który twierdzi że aby zwalczyć Terroryzm, należy zwalczyć jego przyczyny i uwarunkowania i tym samym zamienić autokracje Arabskie na państwa otwarte i demokratyczne w którym obywatele by cieszyli się stale wzrastającą stopa życiową. Nie widzę co ma rozwój „neoliberalizmu” do terroryzmu. (to jest zatem pytanie i prośba o wyjaśnienie) I ostatnia uwaga- piszesz że „obecne wydarzenia we Francji to jeszcze nie terroryzm.” Domniemywam więc że uważasz iż jest jakiś stopień terroru czy też ilość ofiar śmiertelnych którego trzeba osiągnąć bądź przekroczyć by uznać ataki na osób i mienie za terror? Osobiście uważam ż wystarczy jedna ofiara śmiertelna, jeden podpalony samochód i jedna osoba gotowa do użycia groźby siły czy siły faktycznej byśmy mieli doczynienie z….terrorystą. Publius.
14 To nie przesądy lecz obserwacje. Dodane przez Rylew , w dniu - 19.11.2005 03:27 Publiusie, napisałeś: >Przeczytałem uważnie artykuł Jana Kazimierza Kruka z Tygodnika Solidarność, i zrozumiałem wyłącznie to iż idea stosowania argumentacji ad hoc oraz przesądów zamiast odwołań do racjonalnych argumentów jest waszą cechą wspólną.< Jeżeli tylko to zrozumiałeś z tego artykułu to sam dajesz wiarygodne świadectwo swojej indolencji. Piszesz także, że stosuję przesądy, chociaż tego nie udowodniłeś, bo posłużyłeś się „przękrętem” co wykazałem w poprzednim poście. Wynika z tego ponownie, że nie potrafisz czytać uważnie, albo masz kłopoty z pamięcią. Wyjaśnia to częściowo, że zamiast rzeczowymi argumentami posługujesz się pomówieniami, zaprzeczeniami lub półprawdami. Dlatego twoje zaprzeczenia odnośnie tekstu nie mogą być brane poważnie, tym bardziej, że nie powołujesz się na konkretne źródła i nie potrafisz ich logicznie uzasadnić. Jan Kazimierz Kruk w swoim artykule pod tytułem Kłamcy Ekonomiczni, pokazał bardzo wyraźnie, chociaż tylko częściowo, jak zakłamuje się i manipuluje ludźmi używając ekonomicznych przekrętów. Przy okazji poruszył problem neoliberalizmu. Jego słowa potwierdzają również i moje obserwacje i przemyślenia. Wybacz, ale na polemikę z tym co napisałeś o tym artykule szkoda mi czasu, powiem tylko jedno. Czepiasz się użytego tam słowa pazerność jakby to było najważniejsze w tym tekście. Zgoda, pazerność nie jest kategorią ekonomiczną, ale artykuł w tygodniku też nie jest podręcznikiem akademickim. Pazerność jest związana z naszym życiem, występuje w gospodarce i odgrywa na nią wielki wpływ. Jeżeli oderwiesz ekonomię od życia to do diabła z taką ekonomią. Co do przyczyn terroryzmu. Uważam, że należy przeanalizować problem terroryzmu, prześledzić jego rozwój od jego początków do stanu obecnego i rozpocząć dialog z krajami arabskimi oraz posłuchać ludzi znających problem terroryzmu i problemy arabskie. Trzeba znaleźć konsensus. Realizacja diagnozy Busha juniora jak na razie przyniosła setki tysięcy ofiar, olbrzymie zniszczenia materialne i wzrost terroryzmu. Ach! Byłbym zapomniał, ktoś na tym nieźle zarobił. Wojna kosztowała już kilkaset miliardów dolarów z kieszeni nas wszystkich - do innej kieszeni. Co do istoty terroryzmu. Ja definiuję terroryzm jako zorganizowane działanie w celu obalenia lub poważnego osłabienia określonego systemu społ.- polit. Co do zależności neoliberalizm – terroryzm. Kapitalizm neoliberalny poszerza strefę ubóstwa i nędzy. Kolosalne różnice w poziomie życia powodują napięcia. Ludzie nie mogący poprawić swego losu przy wykorzystaniu narzędzi tak zwanej demokracji chwycą za broń taką jaka im będzie dostępna. Zorganizowanie rewolucji jest mało prawdopodobne, klasa robotnicza w zaniku. Zacznie się od protestów i tak zwanych wydarzeń, podobnie jak we Francji.
15 calkowicie sie zgadzam z Rylewem Dodane przez amta , w dniu - 20.11.2005 03:29 „walka ze swiatowym terroryzmem” jest nowa forma biznesu dla amerykanskich korporacji militarnych i zwiazanych z nimi politykow. Nie istnieje zadne swiatowe zagrozenie terroryzmnem. terroryzm jest produktem amerykanskiej i brytyjskiej polityki na bliskim wschodzie, ktorej celem jest jak zawsze kasa i ropa.
16 A Izrael? Dodane przez Publius , w dniu - 20.11.2005 19:21 Zostawiam polemike z Rylewem z tego powodu ze i on i ja zdaje sie rozpisalismy to co sądzimy na powyższe tematy, i czytelnicy mogą sami wyciągać wnioski. Co do ideii iż terroryzm jest „produktem Amerykańskiej i Brytyjskiej polityki na bliskim wschodzie, której celem jest jak zawsze kasa i ropa”… To mam pytanie: Co z Izraelem? Izrael jest krajem na bliskim wschodzie, i chyba że zupełnie źle zrozumiałem historię ostatnich 60 lat, to współczesny konflikt na bliskim wschodzie ma podłoże religijne - o ile znaczna cześć społeczeństw Arabskich nie akceptuje prawo Izraela do istnienia. Ujmując źródło terroryzmu jako wynik polityki USA czy Anglii i zupełnie pomijając skomplikowaną kwestię relacji między Izraelem a światem Arabskim, robisz - moim zdaniem - błąd. Takie uproszczenia nie przybliżają nikogo do rozwiązania tego konfliktu. Publius
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły. Zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team