|
- Ciało kobiety jest arcydziełem, które kryje w sobie tyle zakamarków i tajemnic. Fantastyczne jest to, że są niby identyczne, ale zupełnie się od siebie różnią. Uwielbiam te delikatne dłonie potrafiące zdziałać cuda – mówi Weronika, lat dwadzieścia trzy, i nic sobie z tego nie robi, tylko zaciąga się papierosem na rynku w Bieruniu. Ma na sobie białą sukienkę. Siedzimy na ławce, spacerują ludzie.
Boga kocham i Bóg kocha mnie
Weronika podejrzliwa nie jest. Ona ludzi się nie boi, chociaż – mówi – w Bieruniu są homoseksualiści przestraszeni. – Bieruń nie jest tolerancyjny i nie może być tolerancyjny. Tutaj nie ma miejsca na cokolwiek na lewo od krzyża – twierdzi, uśmiecha się ironicznie.
- Co czytam? „Super Express” czytam, w każdym razie co to pana interesuje? – denerwuje się osiemdziesięcioletni Krzysztof. Lubi poczytać na rynku, bo pamięta rynek z czasów świetności, a teraz te słupki nastawiali, w cieniu nie można się schować. – Dobra, ale do rzeczy. Pytaj pan – upomina mnie, bo chciał posiedzieć w samotności. Pytam o homoseksualistów. Czy ma coś przeciwko? – Paskudztwo – odpowiada. – Oni Boga się nie boją.
W domu Weroniki było jak w prawdziwym śląskim domu. Wychowanie, mówi, odebrała tradycyjne. Katolickie i patriotyczne. – No wiesz, pielgrzymki, oaza, te sprawy. Człowieku, ja Boga kocham, rozumiesz? I nie wierzę, że Bóg nie kocha mnie, skoro taką mnie stworzył. A może kocha mnie jakiś inny Bóg, nie ten surowy i karzący? – zastanawia się. – Czasem wychodzę na balkon i odmawiam coś do gwiazd. To mi pomaga.
- Wiesz co jest najbardziej chore w tym kraju? – pyta mnie, wygląda zza dużych, ciemnych okularów. Takich, co to teraz modne na Krakowskim Przedmieściu. – Że jak nie jesteś katolikiem, to już nie masz prawa być patriotą. Że jeżeli wierzysz inaczej, kochasz inaczej, to już nie jesteś prawdziwym Polakiem. Że jesteś zagrożeniem dla czystości rasy – ubolewa. Tymczasem Weronika patriotką się czuje i, zaznacza, to nie jest patriotyzm sezonowy. Taki sezonowy to uprawiają kibice, którzy przebrani za flagę krzyczą: „Polska biało-czerwoni”, a potem wyrzucają puszki po polskim piwie na polski chodnik.
Jedzenie, a nie bomby
Weronika czerpie z tradycji pozytywistycznych i pracuje z krakowskimi dziećmi z trudnych rodzin. – Te dzieciaki pochodzą z piekła i to jedyny pomysł, jaki przychodzi mi do głowy, żeby nazwać ich rodzinne domy – mówi, chociaż rodzinne domy to za dużo powiedziane. Zdarza się, że ich mieszkania to skromne M2 w jakiejś odrapanej kamienicy, gdzie mieszkają z czworgiem rodzeństwa. Ojciec alkoholik, a matka tyra, albo na odwrót. Matka alkoholiczka i ojciec alkoholik, ale tyra. Tak czy inaczej, piekło.
Ostatnio wystawili sztukę o tolerancji. Wypożyczyli od teatru offowego scenę, na której dzieci zagrały mieszkańców różnych krajów, jak ze sobą tańczą i się poznają. Zamiast do siebie strzelać dzielili się produktami charakterystycznymi dla poszczególnych krajów. Zamiast karabinów, granatów i bomb – afrykańska sztuka ludowa, polski chleb i pałeczki do ryżu.
Podwójnego życia nie będzie
- Świetnie czuję się w pracy z dziećmi, dlatego też studiuję pedagogikę – mówi Weronika. – Oczywiście, że chcę mieć też swoje dzieci. Chcę je urodzić – stwierdza z satysfakcją. Ma nadzieję, że w Polsce zmieni się wszystko i nikogo nie będzie dziwić widok lesbijskiej pary z dzieckiem. Bo dzisiaj, przyznaje, takie dziecko miałoby ciężko w szkole. Dzieci potrafią być dla siebie okrutne, szczególnie kiedy wynoszą pewne prawdy z domu. Na przykład te o „pedałach”.
Osiemnastoletni Łukasz gejów nienawidzi i nie chce ich oglądać na swojej drodze, bo nie odpowiada za siebie. Najbardziej go denerwuje, że chcą mieć dzieci, które będą tym zarażać, bo to chodząca zaraza. Pasjonat piłki nożnej w koszulce Ruchu Chorzów.
Weronika bardzo chce pracować w szkole. Nie wie jeszcze, czy kiedyś zdobędzie się na taki coming out jak Marta Konarzewska, nauczycielka z Łodzi, która na łamach „Gazety Wyborczej” ujawniła, że jest lesbijką. – Na pewno nie zamierzam prowadzić podwójnego życia i wstydzić się przed rodziną albo znajomymi samej siebie – obiecuje. – Tym bardziej, że takie zachowanie uderzyłoby w moją partnerkę, którą kocham.
Z Magdą poznały się przez Internet na jednym z forów. Bardzo jej się spodobała, okazało się, że nadają na tych samych falach. Weronika wsiadła w pociąg i pojechała do Opola, właściwie miała tam zostać tylko przez parę godzin. W restauracji przy dworcu ich oczy się spotkały. Weronika lekko się zarumieniła. Wspomina, że jej serce zaczęło szybciej bić. Pomyślała, że to może być to.
Po paru godzinach Weronika czekała już w pociągu na odjazd. Przyklejona do szyby obserwowała, jak Magda zbiera się do wyjścia z peronu. – Nagle ogarnęło mnie przerażenie. Naprawdę pokochałam tę małą, właściwie już zaczynałam tęsknić. Dobijała mnie świadomość, że za pięć minut nawet nie będę jej już widzieć – wspomina. A potem było jak na filmach. Wybiegła z pociągu, żeby obdarzyć Magdę namiętnym pocałunkiem, a obserwująca ich pani w moherowym berecie biła brawo. Do Bierunia wróciła po trzech dniach.
W Bieruniu tylko heteroseksualizm
- To jest choroba, którą należy leczyć – mówi z przekonaniem Józef, górnik.
Weronika przyznaje, że dopiero raczkuje. W branży raczkować znaczy tyle, co być początkującym. – To nie jest tak, że obudziłam się rano i stwierdziłam: jestem lesbijką. Kobiety zachwycały mnie już zdecydowanie wcześniej, ale w Bieruniu myśl, że można nie być heterykiem, nie przechodzi przez głowę – mówi. – Wszystko się zmieniło, gdy wyjechałam do Krakowa. W tym podobno konserwatywnym mieście zrozumiałam, że można inaczej i nie ma się czego wstydzić.
Mówi Weronika, że z homoseksualizmem to jest tak, że się go w sobie odkrywa. Niektórzy już jako dzieci zauważają, że są inni niż koledzy i koleżanki z klasy. Zdarza się, że to wychodzi podczas eksperymentowania z własną seksualnością, zresztą spójrz na facebooka. Szczególnie nastolatki lubią deklarować biseksualizm, to się stało ostatnio modne. Nieprzypadkowo. Bo najgorzej to jest, kiedy facet zostawia żonę dla drugiego faceta. Kiedy przez połowę życia wyrabia normę i tłamsi w sobie prawdziwe uczucia. Mają dziecko, budują dom i nagle pojawia się ktoś, kto wywraca to wszystko do góry nogami.
- Jest jeszcze kategoria osób skrzywdzonych – twierdzi moja rozmówczyni. – To było w liceum. Jechałam na rowerze boczną drogą przy lesie, gdy zaczął przejeżdżać obok mnie motocyklista – wspomina. – W końcu chyba upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu i zaczął mnie gonić. Zrzucił mnie z roweru i zgwałcił. Przez cały czas, gdy błagałam go, żeby przestał, miał na sobie kask z ciemną szybką. Potem odjechał, a ja zgłosiłam sprawę na policję. Okazało się, że to nie pierwsze takie zgłoszenie. Ale kogo mieli szukać? Motocyklisty z ciemną szybką? – rozkłada bezradnie ręce, chociaż – przyznaje – podobno w końcu go złapali. Ale w to nie wierzy. – Nie zrozum mnie źle. To zdarzenie mogło wpłynąć na moją seksualność, ale na pewno jej nie zdeterminowało.
Sympatyczny
Wciąż siedzimy na rynku, wzbiera przyjemny wiatr. Na zegarze południe. Weronika jest urodzoną optymistką. Na ludziach się zna i wie, że wszyscy krzywdy nie zrobią. – Widzisz tamtego pana w kapeluszu? – Widzę. – Podejdź do niego. Zobaczysz, że sympatyczny.
- Nie, ja gejem nie jestem – śmieje się starszy pan, prosi, żeby mówić po imieniu. Zdzisław. Głosował na Napieralskiego. Katolik. - A gdyby moje dziecko było homoseksualne? Toby było. Taki się rodzisz, taki już jesteś, a krzyż… Krzyż powinien łączyć, a nie dzielić.
(Imiona autorów i niektóre okoliczności zostały zmienione na prośbę bohaterki)
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...