NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Łaciak: Wycieczka do Bierunia Drukuj
Dominik Łaciak   
24.04.2010
Zapraszam na wycieczkę. Małe miejscowości to często polityczne prowincje, pisała Ania Cieplak z Klubu KP w Cieszynie. Rozmawiamy często o rzeczach o wadze najcięższej i skali największej. Piszemy o parytetach, ociepleniu klimatu, prawie narkotykowym, parlamentaryzmie. Tymczasem na prowincji toczy się życie. Bez nas. Choć powoli próbujemy to zmieniać.

Zapraszam więc na spacer po gminie, w której kapituła uzasadnia przyznanie tytułu Zasłużonego dla miasta słowami: Dla kolegów, znajomych, ale również mieszkańców miasta jest pozytywnym przykładem stałości poglądów politycznych i postaw politycznych. Zawsze zwolennik prawicy chrześcijańskiej i narodowej. Po gminie, w której gdyby nie interwencja proboszcza na sesji rady miasta, oczekiwany przez młodzież skatepark mógłby nie powstać.

Cztery bloki dostawione do kopalni, jedno osiedle domków jednorodzinnych, cztery pasy garaży, jeden zajazd, gdzie bawił Charles de Gaulle i niezliczona ilość parkingów. Tam, gdzie jeszcze ostała się zieleń, zalegają psie kupy. Pośród nich styrani górnicy po wódce. Polska – co prawda – A, jednak też trochę B. Polska B i trzy czwarte. Bieruń Nowy.

Hanysy nas nie lubią. Nazywają  nas gorolami z klimczoka (bloku) i porównują do królików. My nie lubimy hanysów. W piwnicy naszej klatki, gdzie spędzamy czas, jedną ze ścian pokrywa majestatyczny fresk. Dwa dumne lwy obejmują herb naszego ukochanego klubu Unii Oświęcim. Na meczach chętnie śpiewamy: „Polska, Polska bez Śląska”. Wtórują nam kibice zwaśnionego klubu z Tych. Ze Śląska.

Jest jeszcze Bieruń Stary, chociaż modnie nie mówić „jeszcze”. Jest po prostu jeden Bieruń  –  wierzą optymiści z urzędu w Bieruniu Starym. Ale oni się wyalienowali od ludzi. Zamknęli się  w świeżo wyremontowanym gmachu, którego zazdroszczą nam miasta partnerskie (a przynajmniej tak obiekt zachwalają władze) i się wyalienowali. Kiedyś tak napisałem w gazecie, to jedyny partyjny radny, z PiS-u, zarzucił mi leninowską retorykę, i po dyskusji.

A dyskusji potrzeba. Dzielnice łączy co prawda ścieżka rowerowa, ale marne to pocieszenie zimą. Nie każdy ma też rower. Nic to wobec optymistycznego mitu o jednym Bieruniu. W imię jedności w Starej części są dwa domy kultury, a w Nowym jeden, na obrzeżach, z dala od największego skupiska ludzi. Pani zawiadująca kulturą oburza się: – Przecież jeżeli ktoś będzie chciał wziąć udział w zajęciach w Starej części, to przyjedzie. Sześciolatki przyjadą? – pytam. W imię jedności mogłyby, przecież, przyjechać. Choćby po to, żeby wziąć udział w feriach organizowanych przez gminę, prawie w całości organizowanych w Bieruniu Starym (aby nie pozostawać złudzeń: Bieruń Nowy jest znacznie bardziej ludny od Starego).

Różnice są i jest ich wiele. Przede wszystkim, dzielnice oddalone są od siebie o siedem kilometrów. Bieruń Nowy jest górniczy, Stary – tradycyjny. Nowy zamieszkuje głównie ludność napływowa, rodziny górników przybyłych z całej Polski do pracy, Stary – Ślązacy. W Nowym jest technikum i zawodówka przyuczająca do zawodu górnika, w Starym – renomowane liceum ogólnokształcące. W Nowym nie ma zabytków, chyba że za takie uznać wyeksploatowany młyn i jeszcze działającą stację kolejową, w Starym wszystko jest zabytkiem. Nawet nowo powstały pomnik św. Walentego zwrócony w kierunku drewnianego kościoła św. Walentego nim jest (jego budowę umotywowano rozwojem turystyki, której nie ma).

Oficjalnie problem biedy nie istnieje. Burmistrz rokrocznie przytacza huraoptymistyczne statystyki dotyczące bezrobocia, które kształtuje się w okolicach pięciu procent. A w tych pięć procent to on nie wierzy, bo to na pewno bezrobocie ukryte, szara strefa. Jest super, ale idę na wszelki wypadek do gimnazjum. Pedagog szkolna twierdzi, że przed dziesięcioma laty uczyło się w nim blisko sześciuset uczniów i tylko (!) pięćdziesięciu z nich szkoła musiała kupować obiady. Obecnie zaś, jak mówi, w szkole uczy się trzysta osób i szkoła kupuje sześćdziesiąt obiadów. Co piąte dziecko nie ma w domu obiadu. No, ale przynajmniej nie ma też bezrobocia.

Nikt tu tematu biedy nie lubi. Lepszym udaje się opuścić blokowisko i gdzieś wybudować, reszta zostaje. Młodzi też uciekają – jeżeli mają dokąd. W Bieruniu Starym są tylko dwa blokowiska. Jedno przyzakładowe i drugie odzyskane. Odzyskane znaczy wydzielone spod administracji Tych, jest osiedlem głównie socjalnym. Jest najlepszą lokalizacją dla życiowych nieudaczników – położone peryferyjnie, w bezpiecznej odległości od zabytkowego rynku. Tutejsze mieszkania są zadłużone i gmina musi dokładać. Jeden z radnych miał sen: za karę żadnych remontów. Żadnego oświetlenia.

Osiedle nosi nazwę „Homera”. Mówi się: „na Homera nikt nie umiera. Wszyscy giną”.

Dziadek był górnikiem i ojciec też. Na Granitowej niewiele jest rodzin, w których nie ma tradycji górniczych. Zresztą najpierw była kopalnia, a dopiero potem bloki (wtedy hotele robotnicze). Do osiemdziesiątego dziewiątego krajobraz uzupełniały domy działkowe, stołówka pracownicza, dworzec autobusowy i zakładowy dom kultury. Dzisiaj uzupełniają go dogorywające sklepiki z żywnością, nie mające szans z wyrastającymi jak grzyby po deszczu supermarketami. Upadł też dom kultury, w którym spędziłem dzieciństwo.

Poza tym nic nowego. Co stare –  zniszczało. Gdy był w moim wieku, tata grał w piłkę ręczną na tym samym boisku, na którym ja obecnie. Dwadzieścia lat temu rzucał w te same bramki. Niedawno bramki ściągnęli, bo „powodują zagrożenie”, a dzieci ze szkół podstawowych zbierają podpisy pod petycją o budowę boiska. Tam, gdzie kiedyś latała piłka, dzisiaj jest popękany plac z betonu. Obok z tego samego powodu ściągnęli kosze.

Gmina tłumaczy, że to teren kopalni i nic nie może. Co prawda spotyka się z przedstawicielami kopalni, ale ci nie oddadzą terenu za darmo. – Przecież  gmina nie zapłaci za tereny, które będzie trzeba remontować – mówi przewodniczący rady. Na pewno nie kopalni, której nikt nie lubi. Gdy ostatnio znów zatrzęsło ziemią, zrozpaczona mieszkanka skłamała w radiu: – Tu się żyć nie da, takie wstrząsy to są kilka razy dziennie. Nieprawda. Jeżeli się nie da to z innych powodów.

Na przykład dlatego, że młodzież nie ma się czym zająć. Gdyby jednak kogoś rozpierała energia – powstała niedawno nowoczesna komenda policji robi wrażenie.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09864 Seconds