NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kwoty 35 proc. - sukces czy porażka? Drukuj
red   
03.12.2010
Parytety, fot. akeg (cc), FlickrObywatelski projekt ustawy o parytetach płci na listach wyborczych upadł. Dziś rano Sejm przegłosował kwoty 35 proc. Czy to porażka, czy mimo wszystko sukces? Na to pytanie odpowiadają: Barbara Labuda, Magdalena Mosiewicz, Roman Kurkiewicz i Dariusz Szwed.

  

  

Barbara Labuda: Koniunktura na parytet

Sukces! Ja się cieszę z każdego procenta, jaki dostają kobiety. Uważam, że nie powinniśmy wybrzydzać. Swego czasu, a było to 15 czy 20 lat temu, zaproponowałam pięćdziesięcioprocentowy udział kobiet na listach wyborczych. Było to jednak zbyt rewolucyjne, nie do przyjęcia. Uskromniłam swoje wymagania, zminimalizowałam je, więc trzydziestopięcioprocentowe kwoty jak najbardziej mnie zadowalają. Być może już za 3-4 lata kwoty te wzrosną do 40, 45, a nawet do 50 proc. Czas pokaże jak będzie to wyglądać w praktyce. Przyjęcie ustawy nie sprawi, że nagle w Sejmie kobiety będą stanowić 35 lub więcej procent. Główne założenie jest takie, żeby kobiety były we władzach decyzyjnych różnych szczebli i różnych instytucji życia publicznego, nie tylko w parlamencie. Na szczęście można zaobserwować, że ten proces postępuje obecnie bardzo szybko.
Oczywiście wiem, że żadna partia nie wprowadza kwot z powodów idealistycznych, ale koniunkturalnych. Wolałabym, żeby politycy podejmowali kroki na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn z powodów idealistycznych, takich, które nami kierowały – moimi koleżankami i mną, walczącymi o to od 20 lat. Ale nawet jeśli za tymi zmianami kryją się jedynie powody koniunkturalne to znaczy, że ta koniunktura zmienia się, na korzyść. I z tego też się cieszę.

Not. Sylwia Goławska

  

  

Magdalena Mosiewicz: Kompromis kwoty jak kompromis aborcyjny

Dla mnie to jest porażka. Przegłosowanie ustawy w tym kształcie spowoduje ten sam efekt, jak tak zwany kompromis aborcyjny; zostanie z nami na kolejne 10-20 lat. To jest dramat. Natomiast sukcesem jest to, że więcej mówi się o udziale kobiet w polityce, partie zaczęły zwracać na to uwagę przy układaniu list. Zauważmy, że w ostatnich wyborach samorządowych zostało wybranych więcej kobiet, jednak nieznacznie więcej. To jest miękki efekt, nie o to chodziło. Potrzebna jest twarda reguła, która będzie obowiązywać zwłaszcza wtedy, kiedy przestanie to być hot topic i partie oraz media przestaną się tym tematem interesować.
Moim zdaniem projekt trzydziestopięcioprocentowe kwot na listach wyborczych to zwykły pijar PO, a nie żadna dobra wola partii, żeby coś zmienić. Odpowiednio opakowane da się to sprzedać jako gest na rzecz równouprawnienia, ale równouprawnienia dzięki temu nie będzie.

Not. Sylwia Goławska

  


Dariusz Szwed: Parytety są poprawne politycznie

Porażka zaczęła się od niesławnej wypowiedzi ówczesnego Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, który podczas konferencji w Sejmie wypowiadał się o trzydziestopięcioprocentowym parytecie, a media zaczęły to powtarzać. Nie istnieje parytet 35 proc., parytet to jest 50 proc. Traktuję to jako lapsus, ale wiedząc, jak niska jest świadomość polityczna Polek i Polaków, to mam wrażenie, że mogło to utwierdzić ich w przekonaniu, że jednak jakiś parytet mamy. To nie jest żaden parytet!
Prawa kobiet, także prawa polityczne, stały się okiem cyklonu w debacie prezydenckiej, a potem w debacie przed wyborami samorządowymi. Partie zaczęły się wręcz tłumaczyć, dlaczego mają na listach tak mało kobiet. Pojawiła się swoista poprawność polityczna. Nie wierzę, że mainstreamowe partie zrozumiały, dlaczego udział kobiet w polityce jest tak ważny. Nadal uważam, że w Polsce panuje męski punkt widzenia na politykę – dopraszanie kobiet do swojego świata.
Dyskusja na temat kwot, a szerzej parytetu, pojawiła się w momencie, kiedy polityka ma już mniejsze znaczenie w sferze publicznej. Znacznie większe znaczenie ma świat biznesu. Czas rozpocząć debatę na temat parytetów w biznesie, bo to pokaże na ile my, faceci, jesteśmy w stanie oddać pola, które mają ogromne znaczenie. Tego typu zmiany mają również ekonomiczny sens. Nie jestem zwolennikiem podkreślania jedynie ekonomicznych aspektów tej kwestii, co na przykład czynił Przewodniczący Parlamentu Europejskiego wskazując, że nie możemy połowy społeczeństwa nie wykorzystywać do rozwijania gospodarki Unii Europejskiej. To jest podejście bardzo rynkowe – kobiety siedzą w domu i nie ma z tego wzrostu PKB. A moim zdaniem jest to kwestia polityczna i społeczna, oczywiście ona ma też wymiar gospodarczy, ale przede wszystkim demokratyczny. Po prostu kobiety mają te same prawa i dlatego potrzebujemy parytetów.

Not. Sylwia Goławska


Roman Kurkiewicz: Pytania o nieobecność kobiet

Sukces, ponieważ pojęcie parytetu weszło do politycznego instrumentarium.
Sukces, bo stawia fundamentalnie ważne pytanie o obecność, a raczej nieobecność kobiet, w polskiej polityce, sferze publicznej, wśród klasy rządzącej.
Sukces, bo widać, że głos polityczny kobiet potrafi odegrać rolę sprawczą.
Sukces, bo zapowiada zmianę polityczną, której jednym ze zwiastunów jest realne uczestniczenie reprezentatywnej grupy kobiet w stanowieniu prawa, sprawowaniu władzy.
Jest to porażka tych, którzy woleliby kobiet w polityce w ogóle nie widzieć.
Sukces, bo można z nadzieją wyczekiwać czasu, w którym mężczyźni będą się natężać, aby to oni mieli trzydziestopięcioprocentowy udział na listach wyborczych. I wtedy kobiety nie powinny się na to zgodzić. He, he.

Komentarze
Dodaj nowy
viking   |03.12.2010 14:55:57
To porażka wszystkich tych, którzy wierzą, iż wolność jednostki i umożliwienie
jej realizowania własnych ambicji są istotniejsze niż inżynieria społeczna.

Porażka tych, którym nie odpowiada marksistowskie porównywanie jednych grup
społecznych z drugimi i automatyczne zakładanie, że jedynym powodem inaczej
rozkładających się między nimi procentów są nadrzędne społeczne struktury (z
zupełnym pominięciem takich czynników jak choćby inne zainteresowania i
priorytety).
Porażka tych, którzy uważają, że dyskryminacja to dyskryminacja i,
że nigdy nie można jej nazwać ,,pozytywną".

Tak w ogóle najlepsza jest
wypowiedź Dariusza Szweda:
,,Czas rozpocząć debatę na temat parytetów w
biznesie, bo to pokaże na ile my, faceci, jesteśmy w stanie oddać pola, które
mają ogromne znaczenie."

Co to za bzdury ? Ludzie, którzy coś osiągają w
biznesie, osiągają to albo przekrętami albo ciężką pracą. Ten pierwszy sposób to
sprawa na inną dyskusję. Ale co do drugiego: dlaczegóż to mężczyźni, którym
udało się coś osiągnąć mają ,,oddawać pola" kobietom ?
Czy jeśli będę chciał
zrobić karierę w damskiej branży (np. kosmetyki, moda) to kobiety będą mi
również miały ,,oddać pola", czy tylko ja mam być tak szlachetny ?
trzeciak   |03.12.2010 15:43:49
Smutne prawicowe pieprzenie.
Dla mnie sprawa jest prosta - jeżeli przez 20 lat
nie udało się tego załatwić tak jak trzeba (normalnie, po ludzku się dogadać,
naturalnie postępujący proces równouprawnienia, łorewa), to nie ma innego
wyjścia, tylko odgórnie zmusić.
Strojenie się w piórka ‘obrońców demokracji’
przez korwinistów i pinoczetystów to już wogóle śmiech na sali i dodatkowo
przykład na to, że tę część mózgu, która odpowiada za zrozumienie demokracji
mają gładkie.
Agnieszka G.   |03.12.2010 16:21:27
> trzeciak
Wybacz, ale kompromitujesz lewicę. Możesz się nie zgadzać z
vikingiem, ale on przynajmniej próbuje argumentować, a Ty ograniczyłeś się do
obelg i pokrzykiwań, że ma być tak, bo tak, a jak nie, to się ludzi zmusi
"odgórnie".

Jako kobieta uważam, że parytet jest pomysłem kretyńskim,
wyrazem magicznego myślenia, że równouprawnienie powstać może przez
zadekretowanie cyferek i "odgórne zmuszanie" kogo się da, by te czyjeś z
kapelusza wyciągnięte cyferki respektował. Nie rozumiem, dlaczego mamy dążyć do
tego, by sfera polityczna odtwarzała w miniaturze stuktutrę społeczną. Przecież
nie na tym polega demokracja, że społeczeństwo złożone z 50% mężczyzn i 50%
kobiet, ale także z 10% niepełnosprawnych, 5% homoseksualistów, 30% ludzi
starych itp. itd. reprezentować ma parlament złożony w tych samych proporcjach z
mężczyzn, kobiet, niepełnosprawnych, starców, gejów itp. itd.

Rozumiem, że
Radio Maryja mówi, że Polska musi być katolicka i mieć katolickich posłów, bo
90% Polaków jest formalnie katolikami. Ale dlaczego na tę głupotę odpowiadać
głupotą, że Polska powinna dążyć do odtwarzania w parlamencie takich proporcji
płci, jakie występują "w naturze"?
chatte botte   |03.12.2010 16:40:39
Panie Trzeciak, a ‘odgórnie’ tzn. jak?
Bo może się wydawać, że sam Pan robi to,
co co posądza innych. Co znaczy - pańskim zdaniem - ‘odgórnie zmusić’? Jak wyjść
poza górę i bardziej odgórnie zmusić?
Jak Pan to widzi?

Myślę, że się Pan
myli i to poważnie, bo skoro ‘góra’ robi to co robi, to może się Pan
przejęzyczył i powinien napisać: ‘oddlonie zmusić’?
Miałoby to większy sens, a
poza tym na pewno nie wiązało się z ‘prawicowym pieprzeniem’.
viking   |03.12.2010 17:12:05
@ trzeciak

To się chłopie pomyliłeś. Ja nie mam nic wspólnego ani z
Korwinem-Mikke ani z Pinochetem.
W kwestiach ekonomicznych jestem
socjalliberałem a w kwestiach obyczajowych liberałem, co w warunkach
europejskich (nie polskich) oznacza zarówno ,,antykonserwatyzm" jak i
,,antymarksizm".

To, że jesteś zwolennikiem interwencjonizmu państwa jest
oczywiście Twoim prawem, ale nazywanie każdego poglądu niesocjalistycznego czy
liberalnego ,,korwinizmem" lub nie daj Boże ,,pinochetyzmem" jest
żenujące. Spektrum teorii politycznych oraz ich stosunku do pomysłu parytetów
jest na świecie trochę szersze niż ,,Korwin vs. Środa", ,,KP vs. PiS".
ubik   |03.12.2010 21:25:09
Oczywiście, że @trzeciak ma rację, na co wskazuje cała historia ludzkości.
Mnóstwo pożytecznych rzeczy wprowadzano na różnych etapach rozwoju odgórnie i
taka implementacja często się udaje. Wspomnę chociażby znany do dzisiaj
"obowiązek szkolny". Poprzedzała go epoka masowego analfabetyzmu. Wielu
ludzi trzeba było kijem zagonić do posyłania dzieci do szkoły, chociaż z drugiej
strony szkolnictwo rozwijało się też w odpowiedzi na potrzeby zmieniającej się
cywilizacji. Bez wspierającego bodźca ze strony państwa ten rozwój mógłby jednak
trwać dużo dłużej. W Polsce po 1989 r. rozpanoszyła się neoliberalna i
idiotyczna niechęć do państwa, co jest oczywiście dziedzictwem doświadczeń z
PRL-em, ale świat się nie kończy na doświadczeniu z PRL-em, a rola
modernizacyjna państwa bywała często doniosła. Więc jestem jak najbardziej za
wychowywaniem społeczeństwa w zakresie równouprawnienia. Polacy bardzo tego
potrzebują!
szaman   |04.12.2010 06:52:16
Uzgodnienie równych 35 proc. kwot dla obu płci jest słuszne i zgadzam się z p.
Labudą, iż można mówić o sukcesie. Pytanie tylko, czy w praktyce to coś zmieni.
Pewnie tak, ale to wciąż kwestia czasu.
thorgal17  - Czekamy na 35% w wyborach prezydenckich   |04.12.2010 13:19:35
Szkoda, że głosujący (i pomysłodawcy) zapomnieli o wyborach prezydenckich
oraz na stanowiska prezydentów i burmistrzów miast, a także
rywalach Andrzeja Gołoty (35% kobiet).

Czekam teraz na walkę
feministek o parytety (i kwoty) dla kobiet w kopalniach, mundialowych
drużynach piłkarskich i dla mężczyzn w kwiaciarniach.
Jak "równość" to na całego. Nie ma mniej lub bardziej równych
dziedzin. Dlaczego tylko polityka ma być "ubłogosławiona"
tym kretynizmem?

Niestety ostatnio w naszym kraju normą się wydaje
być, że im głupszy pomysł tym większa szansa jego przegłosowania. Tylko
kobiet żal bo wszystkie zostaną potraktowane
jak niepełnosprawne.

Partia Kobiet, która popierała niniejszą
inicjatywę (dążąc do dyskryminujących wobec mężczyzn przynajmniej 50% dla kobiet) mam nadzieję, że wkrótce ogłosi własne samorozwiązanie. Ustawa
bowiem oznacza, że musi przyjąć do swoich list wyborczych
 przynajmniej 35% mężczyzn. Tylko czy to nadal będzie "Partia Kobiet"?
thorgal17  - Kryterium płci - OK czy nie OK?   |04.12.2010 13:25:51
Zastanawiająca jest intelektualna schizofrenia feministycznej ideologii.
Feministki uważają, że każda różnica w traktowaniu (np. przy zatrudnianiu, na
listach wyborczych itd.) z powodu płci jest nie do zaakceptowania. Jednocześnie
używają podobnej retoryki do stwierdzenia, że zatrudnienie musi odbywać się
według kategorii płci (np. parytety). To co wg nich powinno być zakazane, w
rzeczywistości staje się obowiązkowe.

Myślę, że trafnie wyraził to Ronald
Reagan. Podczas swojej kampanii w 1980 r. powiedział: "Nie możemy pozwolić,
aby ta szlachetna idea równouprawnienia była zniekształcana w rządowych
wytycznych czy quotas, które wymagają, by raczej rasa, narodowość czy płeć była
głównym czynnikiem branym pod uwagę przy zatrudnianiu czy w edukacji, niż
zdolności i kwalifikacje. Zwiększanie dyskryminacji wobec pewnych ludzi aby ją
zredukować w przypadku innych, nie kończy dyskryminacji" - Ronald Reagan
(Phylis Schlafly, Feministyczne fantazje, Wyd. Wektory, 2006, s.145.)
Spokojny   |06.12.2010 22:49:23
W partiach politycznych w Polsce uczestniczy od 17 do 20% kobiet. Na listach
wyborczych kobiety mają bez żadnej ustawowej preferencji od 20 do 30% miejsc.
Czyli ewidetnie to znaczy, że bez żadnej ustawowej preferencji kobiety są w
polskich partiach politycznych promowane. Żądanie 50% udziału na listach
wyborczych dla grupy, która w partiach ma nie liczy nawet jednej czwartej to
paranoja.
Anonimowy   |07.12.2010 20:59:13
To uwłacza inteligencji kobiet! Dlaczego o tym czy zasiądą w ławach sejmowych ma
decydować parytet a nie ich inteligencja i siłą przebicia?
Barbara B.   |08.12.2010 22:01:09
Uważam się za feministkę ale zgadzam się 100% z Agnieszką G.


viking
napisał,
Cytat:

Czy jeśli będę chciał zrobić karierę w damskiej branży (np. kosmetyki,
moda) to kobiety będą mi również miały ,,oddać pola", czy tylko ja
mam być tak szlachetny ?




To jest bardzo seksistowska wypowiedź.  Nie ma damskiej branży czy
męskiej branży. Nie słyszałeś nigdy o mężczyznach projektantach mody?
 Zobacz: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Projektanci _mody

Zobacz też na YouTubie lekcje aplikacji makijażu. Wielu instruktorów to
właśnie mężczyźni.


Dariusz Szwed napisał, [quote]Nadal uważam,
że w Polsce panuje męski punkt widzenia na politykę
viking   |09.12.2010 00:10:23
Barbaro B.,

być może właśnie dlatego, że, jak piszesz, jesteś feministką
przykładasz swój ,,filtr ideologiczny" do zupełnie oczywistych skrótów
myślowych.
Nie miałem na myśli, iż mężczyzna nie może być projektantem
mody.
Chodzi o to, że D. Szwed twierdzi, iż w zdominowanych liczebnie przez
mężczyzn sektorach gospodarki, powinni oni zrobić ,,krok w tył" na rzecz
kobiet. Pytam, więc czy to działa także wtedy jeśli jakaś firma jest zdominowana
liczebnie przez kobiety.
Jako, że jestem okrutnym seksistowskim samcem, wydawało
mi się, że firmy takie łatwiej znaleźć w branży kosmetycznej niż np. w branży
samochodowej. Tak czy inaczej był to tylko przykład.
Barbara B.   |10.12.2010 03:44:26
@ viking

Przeważnie zdominowane przez mężczyzn sektory gospodarki to
lepsze sektory gospodarki. Mężczyźni nie powinni robić kroków w tył tylko dać
kobietom równe szanse. Kobiety są często dyskryminowane ponieważ potencjalny
pracodawca sobie myśli że kobieta zaraz będzie w ciążę zachodzić i urlop
macierzyński brać. W takim razie lepiej opłaca się przyjąć do pracy mężczyznę.

Jest to niesprawiedliwe dla kobiet które nie mają zamiaru w ciążę zachodzić
tylko pracować tak jak mężczyźni.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 12.96124 Seconds