NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kuroń: Gdzie się podziało społeczeństwo niezależne? Drukuj
Danuta Kuroń   
08.12.2011

Refleksję nad polskim doświadczeniem w budowie społeczeństwa obywatelskiego zacznę od postawienia tezy: pojęcie społeczeństwo obywatelskie przyszło do Polski w okresie transformacji ustrojowej razem z gospodarką rynkową jako projekt polityczny. Projekt ten realizowany ogromnym nakładem sił i środków przez organizacje pozarządowe, mimo wsparcia ze strony niektórych polityków i niektórych mediów, napotkał na poważne trudności adaptacyjne. Dlaczego?

occupy-zizek120.jpgZanim zajmiemy się projektem społeczeństwo obywatelskie, poświęćmy chwilę idei społeczeństwa obywatelskiego. Jej początki znajdujemy w Arystotelesowskiej koncepcji społeczeństwa, jako przedsięwzięcia etycznego, realizującego się we wspólnocie politycznej (Skąpska G., 2005). Integralną częścią tej koncepcji jest agora – instytucja przestrzeni wspólnej, na której realizuje się podmiotowość i suwerenność zbiorowości, składającej się z wolnych i równych sobie obywateli. 

Na przestrzeni epok idea społeczeństwa suwerennego, odpowiedzialnego za dobro wspólne materializowała się w niejednoznaczne byty – instytucje, organizacje czy doktryny. W późnym średniowieczu były to uniwersytety, wolne miasta, cechy rzemieślnicze, także niektóre zakony czy kościoły. W czasach nowożytnych domeną społeczeństwa obywatelskiego stały się przede wszystkim dwie sfery – gospodarka rynkowa i przestrzeń komunikacji – prasa, kluby, zgromadzenia. Próby realizowania idei w praktyce prowadziły od, realizowanej na greckiej agorze, idei społeczeństwa jako zbiorowości będącej władzą, do społeczeństwa dążącego do autonomii wobec władzy, czy społeczeństwa podporządkowującego sobie aparat władzy. Bywało, że Arystotelesowska idea społeczeństwa jako przedsięwzięcia etycznego gdzieś się gubiła, a instytucje obywatelskie wykorzystywane były przez obywateli silniejszych bądź bardziej równych do realizacji własnych interesów. Wspólna dla wszystkich nowożytnych doktryn jest natomiast refleksja nad historycznie zmiennym ideałem społeczeństwa wolnego, nad zagadnieniami władzy i społecznego w niej udziału.

Jest znacząca różnica pomiędzy relacją obywatele a władza państwa suwerennego i relacją pomiędzy ludźmi a władzą zaborców, władzą okupacyjną, władzą narzuconą. Ta druga sytuacja była udziałem Polaków na przestrzeni blisko 200 lat, z dwudziestoletnią przerwą, przy czym okres zaborów to czas, gdy państwo polskie w ogóle nie istniało, a okres po II wojnie światowej to czas, gdy państwo polskie istniało, ale jako niesuwerenne. Dlatego w czasie, gdy obywatele państw Europy Zachodniej i Ameryki tworzyli teorie społeczeństwa obywatelskiego oraz instytucje służące jego ochronie, Polacy zajmowali się budową społeczeństwa niezależnego.

  

Inteligentny proletariat

  

Polskie społeczeństwo niezależne to temat na kilkudniową konferencję. Ale dla zrozumienia tego, co się stało i tego, co się nie stało w ostatnim, odbytym już w wolnej Polsce, dwudziestoleciu, najważniejszy wątek muszę tu poruszyć. Chodzi o lata 1890-1914 w zaborze rosyjskim, decydujące zarówno dla generacji, która odbudowała państwowość polską po I wojnie światowej, jak i dla generacji, która doprowadziła do okrągłego stołu w 1989. Otóż był to czas, gdy dorosłe życie rozpoczynała młodzież urodzona po klęsce Powstania Styczniowego, wychowana w popowstaniowej  biedzie, często bez rodziców uwięzionych na Syberii i pozbawionych majątków. Ludzi tych określano terminem „inteligentny proletariat”. Kończyli szkoły, utrzymując się z korepetycji, w obcym i wrogim państwie rosyjskiego cara, bez stałych środków do życia, tworzyli siłami społecznymi polskie niezależne instytucje, przede wszystkim instytucje kultury.

  

Powstał w tym czasie, utrzymujący się z prenumeraty, potężny, generujący publiczną dyskusję ruch wydawniczy wydający czasopisma społeczno-kulturalne i naukowe, działający w prywatnych mieszkaniach i utrzymujący się ze składek społecznych Uniwersytet Latający oraz Towarzystwo Kursów Naukowych prowadzące środkami społecznymi poważny ruch naukowy, ze składek społecznych zbudowano Filharmonię. Powstał ruch samokształceniowy młodzieży szkolnej, ruch społeczno-oświatowy prowadzący szkółki elementarne dla dzieci robotniczych i chłopskich oraz czytelnie ludowe, ruch stowarzyszeniowy. To w tym czasie powstała idea szklanych domów Żeromskiego, która się zmaterializowała w międzywojniu na Żoliborzu w postaci Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i idea Rzeczpospolitej samorządnej, podjęta później przez związek zawodowy „Solidarność”.

Ruch ten miał swoją kontynuację w dwudziestoleciu międzywojennym i w niezwykły sposób objawił się w czasie II wojny światowej, gdy powstało, nie mające odpowiednika w innych krajach okupowanej Europy, Polskie Państwo Podziemne, które stworzyło nie tylko struktury polityczne i armię, ale także system oświaty na wszystkich poziomach od szkół powszechnych po uniwersytety, życie kulturalne, potężny ruch wydawniczy, system pomocy społecznej.

  

Do tej tradycji niezależnego społeczeństwa nawiązało środowisko opozycji demokratycznej, które stworzyło w 1976 roku Komitet Obrony Robotników, następnie Komitet Samoobrony Społecznej, potężny drugoobiegowy ruch wydawniczy i niezależną informację, zgrupowało najwybitniejszych intelektualistów w Towarzystwie Kursów Naukowych i Uniwersytecie Latającym. Z tego ruchu wyszli późniejsi przywódcy i doradcy robotniczej „Solidarności”, którzy sprawdzili się w podziemiu i współtworzyli kolejny ruch społeczny, prowadzący nas do okrągłego stołu, wyborów w 1989 roku i odzyskanej niepodległości.

  

Rywalizacja o grant

  

Środowisko zaangażowanej inteligencji, a także związek zawodowy „Solidarność” i ruch podziemnej „Solidarności” nie posługiwały się pojęciem społeczeństwo obywatelskie. Tak naprawdę termin obywatel po raz pierwszy dowartościowany został, gdy w grudniu 1988 roku, wobec katastrofalnego stanu gospodarki kraju i korzystnej sytuacji politycznej na świecie, podziemna „Solidarność”, przygotowując się do negocjacji z władzą, powołała do życia Komitet Obywatelski. W opublikowanych protokołach z obrad, na 150 stronach, termin społeczeństwo obywatelskie pojawia się tylko raz, ale po okrągłym  stole, który zebrał się w kilka miesięcy później, Komitety Obywatelskie jako forma społecznego działania pokryją całą Polskę i przygotują nas do wygranych wyborów czerwcowych. To był wysyp aktywności społecznej. Ci, którzy kandydowali do parlamentu, po wygranych wyborach utworzyli Obywatelski Klub Parlamentarny, pozostali rozwijali ruch we wszystkich możliwych sferach życia publicznego, ruch porównywalny z tym, co się działo w Polsce po podpisaniu w 1980 roku Porozumień Sierpniowych.

Niedługo potem, po powstaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego, rozpoczęliśmy budowę nowego ładu politycznego i gospodarczego, tworząc akty prawne i uruchamiając proces budowy infrastruktury rynkowej. Ponieważ włączaliśmy gospodarkę polską w system światowy posłużyliśmy się doświadczeniem krajów rozwiniętych. Było to możliwe również dlatego, że w Polsce istniała cała formacja stypendystów uniwersytetów amerykańskich, przygotowanych merytorycznie do tej pracy i potrafiących się ze sobą porozumieć. Na przełomie 1989 i 1990 roku, w ciągu dwóch tygodni parlament przyjął 36 ustaw rynkowych, które zmieniły wszystko również w  budowie infrastruktury społecznej. 

W dyskursie publicznym zaczęto opisywać nową rzeczywistość w podziale na trzy sektory: sektor administracji, sektor biznesu i trzeci sektor zwany pozarządowym lub obywatelskim. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać organizacje, które w nowym kontekście gospodarki rynkowej przyjęły spójny z nią model organizacji pozarządowych i wspólny z nią język – język biznesu. Idea społeczeństwa obywatelskiego zaczęła być promowana przez organizacje pozarządowe jako projekt realizowany w trybie rywalizacji o grant, a świat medialny, który zaczął stopniowo zastępować świat realny, to zjawisko nagłaśniał. Równocześnie rewolucja technologiczna sprawiła, że gospodarka potrzebuje coraz mniej osób do pracy, więc trzeci sektor, dla wchodzącego w dorosłe życie pokolenia, stał się pożądanym rynkiem pracy. To pociąga za sobą z jednej strony uzawodowienie organizacji pozarządowych, gdzie manager III sektora czy animator to zawody wykonywane, z drugiej zaś powoduje, że sektor trzeci, który miał być sektorem obywatelskim, stał się zależny od instytucji dotacyjnych. 

  

Formacja ngo.pl

Transformacja ustrojowa to długi proces, który można analizować w każdym z jego aspektów. Ja powrócę do postawionej na początku tezy, że pojęcie społeczeństwa obywatelskiego, które przyszło do Polski w okresie transformacji razem z gospodarką rynkową, wprowadzone zostało do nowej polskiej Konstytucji jako zasada ustrojowa, realizowana następnie siłami administracji i instytucji dotacyjnych. W tym wszystkim zgubiła się idea społeczeństwa suwerennego, która tak naprawdę nigdy się nie pojawiła, bo nie używane wcześniej pojęcie społeczeństwo obywatelskie wprowadzone zostało do świadomości działaczy społecznych jako słowo-klucz we wnioskach grantowych. 

Myślę, że można powiedzieć, że formacja stypendystów, spotkała się z formacją niezależnego społeczeństwa przy realizacji budowy nowego ładu gospodarki rynkowej i obie formacje nie potrafiły się porozumieć, ponieważ miały inny kod kulturowy. Wchodzące w życie w wolnej Polsce nowe pokolenia przyjęły modernizacyjny, biznesowy język, sposób myślenia i działania formacji stypendystów, powstała formacja ngo.pl. Przerwany został międzypokoleniowy łańcuch kulturowy. Społeczeństwo niezależne było dziełem radykalnej inteligencji z jej bezinteresownością, wspólnotowością, poszukiwaniem i podejmowaniem społecznych wyzwań, twórczym wkładem w kulturę i autotelicznie pojmowanym wykształceniem. Projekt społeczeństwa obywatelskiego jest tworem klasy średniej z jej sprofesjonalizowanym stosunkiem do rzeczywistości, w której centralne miejsce zajmuje rozwój zawodowy i finansowy. Ta zasadnicza rozbieżność leżąca u podstaw obu praktyk, powoduje, że idea społeczeństwa obywatelskiego jako przedsięwzięcia etycznego, realizującego się we wspólnocie politycznej napotyka w naszym kraju na poważne trudności, a wiele wysiłków podejmowanych w dobrej wierze przynosi efekty, które nie dają odpowiedzi na wyzwania stawiane przez rzeczywistość.

Ludzie, aby działać racjonalnie muszą umieć objaśnić sobie świat, w którym żyją, a na pytanie jak żyć? znaleźć kulturową odpowiedź. Zmiany cywilizacyjne i zmiany w kulturze, nastąpiły gwałtownie jak nigdy dotąd i objęły wszystkie sfery życia na całym świecie. Stoimy wobec konieczności budowy nowego ładu, zarówno w naszych krajach, jak i ładu globalnego. Warto abyśmy w tej sprawie umieli się porozumiewać, człowiek z człowiekiem, społeczności miedzy sobą. Żeby to było możliwe musimy się odnieść do czegoś, co pozwoli nam wzajemnie się zrozumieć. Może warto przywołać Arystotelesowską koncepcję suwerennego społeczeństwa, składającego się z wolnych, równych, odpowiedzialnych obywateli i odwołać do wspólnie przeżytych doświadczeń, co w warunkach polskich znaczyłoby przypomnienie tradycji społecznikowskiej, realizowanej w skrajnie trudnych warunkach przez kilka pokoleń niezależnego, zaangażowanego „inteligentnego proletariatu”.

Na koniec podsumuję sformułowane powyżej polskie doświadczenie, tak jak ja je widzę: idea społeczeństwa obywatelskiego, jeśli ma się stać projektem politycznym uwewnętrznionym przez społeczeństwo danego kraju, winna być realizowana w kontekście kulturowym, w ścisłym związku z historycznym i społecznym doświadczeniem, szanując to, co ludzie uważają za swoje sacrum. 

 — 
Bibliografia

Jacek Kuroń, Działanie, Wydawnictwo Dolnośląskie, Warszawa 2002.

Andrzej Mencwel, Etos lewicy, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010.

Grażyna Skąpska, Społeczeństwo obywatelskie [w:] Encyklopedia socjologii, Suplement, pod red. Zbigniew Bokszański i inni, PWN, Warszawa 2005.

Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechu Wałęsie, Stenogramy z posiedzeń 1987-1989. Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2006.

 — 

Tekst wystąpienia na konferencji „Unia Europejska i Państwa Południowego Sąsiedztwa – nowe perspektywy wzajemnej współpracy w zmieniającym się otoczeniu” zorganizowanej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Komisję Europejską, 1 grudnia 2011

 — 

Danuta Kuroń –  historyczka, animatorka oświaty, prezeska zarządu Fundacji Edukacyjnej Jacka Kuronia

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Twórzmy idee, nie CO2   |09.12.2011 23:53:42
Bardzo ciekawy, syntetyczny tekst.
Stanisia   |10.12.2011 17:11:27
To rzeczywiście bardzo ciekawa próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego
bezinteresowna, społeczna działalność na rzecz innych należy obecnie do
rzadkości. Wokół nas jest mnóstwo konkretnych spraw do zrobienia, które nie mają
nic wspólnego z wielką polityką, mogłyby więc połączyć ludzi zainteresowanych
rozwiązaniem problemu, bez względu na ich poglądy. Chodziłoby przecież o
usprawnienie codziennego życia albo przeciwdziałanie problemom, które dotykają
(lub mogą dotknąć) nas wszystkich, niezależnie od płci, wyznania, stanu
majątkowego, wieku itp. Tymczasem ludzie wolą narzekać albo oglądać się na
innych. Bo to się na pewno nie uda. W rzeczywistości wystarczy czasem tylko
spróbować, żeby uwierzyć we własną siłę sprawczą.
Jest jeszcze jeden powód
takiej postawy, o którym p. Danuta Kuroń nie wspomina: demoralizujący wpływ
PRL-u, w którym nastąpiła dewaluacja działalności społecznej: te wszystkie
przymusowe i często bezsensowne prace społeczne albo utożsamianie działacza
społecznego z partyjnym karierowiczem. Społecznik w tamtych czasach był
zaprzeczeniem bezinteresowności. Dlatego mało kto dziś wierzy w ludzką potrzebę
działania altruistycznego. Działalność społeczna ma teraz najczęściej związek z
karierą polityczną albo zawodową (ngo.pl), a nie ze wspólnym bezinteresownym
działaniem.
jankowski  - deja vu   |10.12.2011 20:58:48
odpowiedź jest bardzo prosta. nadal istnieje podział na my i oni. zacytuje
"Było to możliwe również dlatego, że w Polsce istniała cała formacja
stypendystów uniwersytetów amerykańskich, przygotowanych merytorycznie do tej
pracy i potrafiących się ze sobą porozumieć." rozwój Polski po przełomie 89
r. oparto na obcych importowanych wzorach, ludzi mających inne zdanie traktowano
jako komuchów albo łagodniej jako oszołomów. to nigdy nie zdaje egzaminu kończy
się tak jak się skonczyło. rządzą nami oni, wdeptując nas w biedę i beznadzieję,
co często okazywało się prawdą. na a dzisiaj ta kasta nowatorów, epigonów obcych
wzorów ma już tylko jeden pomysł na Polskę. złóżmy pokłony lenne innym,
mocniejszym, niech oni zarządzają i decydują. w tej sytuacji podział na my i oni
jest nie do przełamania.
Komandos CHrab   |11.12.2011 09:31:26
Jak dla mnie to się po prostu nazywa "odczarowanie świata". Stanisia
pisze o demoralizującym wpływie Prl-u. Jest dokładnie odwrotnie. Wszystkie te
mrzonki podnoszone przez szlachetną opozycję były możliwe tylko w Prl-u, nawet
jeśli były przeciwko Prl-owi. Realną zmianą były reformy rynkowe i zwycięstwo
racjonalności technicznej nad "wspólnotami etycznymi"
Komandos CHrab   |11.12.2011 09:59:32
To jest chęć stania w rozkroku między "Solidarnością" a wolnym rynkiem
co musi skończyć się rozkrokiem wraz z rozpływaniem się lądów. To jak ogień
łączyć z wodą. Albo wolny rynek i tłum jednostek, albo Solidarność. Pytanie
brzmi co się stało, że ruch związkowy był tak wspaniały, a po przemianach
związkowiec jest określany jako populista, demagog, i coś strasznie mało seksi.
To już nie ta Solidanośc mówią. Tamta była piękna. Ta sama, tylko czasy są
dokładnie przeciwne.
Stanisia   |12.12.2011 09:02:32
Problem polega chyba na tym, że zarówno KOR, Solidarność, jak i działania
"inteligentnego proletariatu" podczas zaborów, o których pisze p. Danuta
Kuroń, zakładały podział na "my i oni". "My" to było
społeczeństwo niezależne, za którym tęskni autorka, a "oni" - wiadomo:
wrogi, obcy rząd i ludzie, którzy go popierają. Ten podział nadal istnieje, co
uświadomiły mi powyższe komentarze, zwłaszcza Jankowskiego. I dlatego powstanie
społeczeństwa obywatelskiego ma u nas tak nikłe szanse: żeby mogło zaistnieć
musielibyśmy ten podział pokonać, zacząć działać wspólnie, w sprawach, które
dotyczą nas wszystkich, abstrahując od poglądów politycznych, o czym pisałam
powyżej. Ale w takim działaniu nie pomaga nam nasze historyczne doświadczenie,
wbrew temu, co pisze p. Kuroń. Musimy je właśnie przezwyciężyć, co wcale nie
oznacza rezygnacji z bezinteresowności i pójścia w kierunku
"sprofesjonalizowanego stosunku do rzeczywistości".
Komandos CHrab   |11.12.2011 20:06:07
Problem polega na tym, ze mesjanisci z prawa i prometeisci z lewa sierocą po
komunie.
bass   |12.12.2011 09:29:30
"Należy spowodować…", "Trzeba żeby", "Musimy…" i
inne tego typu teksty to czyste chciejstwo, bez żadnego pokrycia w realiach -
socjalizmu - za czasów PRL i kapitalizmu - w czasach obecnych. A ciekaw jestem,
jak długo jeszcze ogólna niemożność i brak kompetencji będą tłumaczone
"destrukcyjnymi wpływami komuny z czasów PRL".
Spokojny   |12.12.2011 10:43:53
> złóżmy pokłony lenne innym,
mocniejszym, niech oni zarządzają i
decydują.

początek takiego myślenia mieści się w samym micie
założycielskim Polski. Dopóki tożsamość jest z tym mitem powiązana,
zawsze będzie też związana z ambiwalentnym stosunkiem do własnego państwa
i własnej sprawczości. Jeśli podstawowym warunkiem powstania państwa
jest przywiezienie czegoś z zewnątrz od mądrzejszych a pierwsze ruchy w
jego tworzeniu polegają na eliminowaniu wszystkiego co lokalne wedle
światłych wskazówek oświeconych nauczycieli to wynik może być tylko jeden
- podejrzliwy stosunek do własnego państwa i bierność.

http://spokojny-blog.blogspot.com/
Komandos CHrab   |12.12.2011 10:45:57
W tym tekście brakuję najistotniejszej sprawy. Internet! Tu jest miejsce na
społeczeństwo niezależne. Tu jest agora, tu się ludzie jednoczą wokół
interesujących ich spraw, tu są portale społecznościowe. W tym kraju nie są
potrzebne opowieści o wspólnotach, bo z tych moralistyk czy z lewa czy z prawa
nic nie wynika, poza ewentualnymi ograniczeniami i uzasadnianiem władzy
człowieka nad człowiekiem w imię frontu narodowego, tylko rewolucja liberalna.
mariner  - re:   |12.12.2011 22:00:10
Komandos CHrab napisa?:
Jak dla mnie to się po prostu nazywa "odczarowanie świata".
Stanisia pisze o demoralizującym wpływie Prl-u. Jest
dokładnie odwrotnie. Wszystkie te mrzonki podnoszone przez szlachetną
opozycję były możliwe tylko w Prl-u, nawet jeśli były przeciwko Prl-owi.
Realną zmianą były reformy rynkowe i zwycięstwo
racjonalności technicznej nad "wspólnotami etycznymi"


Sami sobie zgotowalismy taki los na jaki zasluzylismy poprzez
ogolnonarodowy brak roztropnosci.
Importowalismy smoka ktory
nas pozera a my patrzymy zahipnotyzowani i zastanawiamy sie co sie
atalo?gdzie spoleczenstwo obywatelskie o ktorym sie tak pieknie
mowilo?
Ano prawda jest taka ze kapitalizm ma sie do spoleczenstwa
obywatelskiego jak piesc do nosa.! 
Polecam lektore A.Tofflera ktory juz
40 lat temu zdemaskowal to zjawisko.Szkoda ze
masi pajace-parlamentarzysci nie maj "Szoku przyszlosci" jako
obowiazkowej lektury.Moze bysmy wowczas zaczeli sie orientowac
na spoleczenstwo obywatelskie.
A prawda jest taka ze wspolczesny
kapitalizm wytwarza takie napiecia spoleczne ze niszczeja cale olbrzymie
obszary kultury i obyczajowosci a nic na to miejsce ,poza kultura
szybkiej i taniej produkcji nie powstaje.To powszechny konsumcyny styl
zycia wypiera piekny ideal spoleczenstwa obywatelskiego.POra abysmy
sobie to uswiadomili i zaczeli przeciwstawiac sie.
mariner  - rozwiniecie   |13.12.2011 11:13:01
Nawiazujac do mego poprzedniego tekstu polecam zainteresowanym lektore Alvina
Tofflera "Szok przyszlosci" .To byly doradca Regana do spraw
spolecznych.Ksiazka ma dwa nurty.Jeden relacjomuje badania Tofflera nad
spoleczenstwem amerykanskim a drugi -futurystyczny z propozycjami jak
przeciwstawic sie zabijajacym spoleczna aktywnosc i pozerajacym nas
kapitalizmowi.
O ile ta druga jest raczej "miedzy bajki wlozyc" to ta
pierwsza jest znakomitym dokumentem tego jak kapitalizm niszczy ducha
demokracji i wolnosci w USA .Z tymi samymi zjawislami i my od razu zetknelismy
sie gdyz importowalismy gotowy produkt made in USA.Rozbicie
rodziny,narkotyki,uprzedmiotowiemie czlowieka,zanik spolecznikowstwa w ludziach
itd.Oto kilka zjawisk jakie on opisuje.Podaje konkretne cyfry ,opisuje
fakty.
Spoleczenstwo obywatelskie nigdy nie powstanie w warunkach ostrej
konkurencji,walki i zbyt , zyski itd.Jest ono w sprzecznosci z duchem
wspolczesnego kapitalizmu,gdzie liczy sie zysk jako miernik wartosci
czlowieka.
Mozemy sobie tylko marzyc o spoleczenstwie obywatelskim , to tak jak
komusnisci marzyli o komunizmie gdzie nie ma ucisku klasowego i wszyscy sa
rowni.To taki sam ideal, a szara rzeczywistosc po prostu robi swoje
.
POpatrzcie co Tuskowe chlopaki wyprawiaja.Tacy byli liberalni ! a co teraz
robia ?Ida na maksymalne kompromisy aby utrzymac sie u wladzy! i gotowi
przechrzcic sie na socjalizm byle tylko mogli ciagnac zyski z budzetu,ktory w
ich oryginalnej koncepocji mial zanikanc na korzysc wolnej konkurencji podmiotow
gospodarczych :)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.12.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 7.00944 Seconds