|
Jeśli miałbym znaleźć jakiś argument za tym, że życie jest lepsze niż nieżycie, to chyba wybrałbym nieprzewidywalność własnego myślenia. Oczywiście to zakłada, że sam proces myślenia występuje albo że się dba o to, żeby pojawiał się aż do końca. Czy tęsknię za tym, żeby teksty drukowane w czasopismach, książki, broszury, teksty spektakli, sztuk, scenariusze filmów, teksty plakatów, tytuły akcji społecznych były poddawane cenzurze prewencyjnej (czyli – dla tych, którzy nie pamiętają, bo ja pamiętam – zapobiegawczej, poprzedzającej publikację)? NIE! [ — — ] Czy tęsknię za tym, żeby istniała lista osób, których „się nie drukuje”? NIE! [ — — ] Czy tęsknię za tym, żeby istniała lista wydarzeń, których się nie opisuje? NIE! [ — — ] Czy tęsknię za tym, żeby istniał wykaz tekstów i autorów, z którymi się nie polemizuje? Nazwisk, które się odrzuca, tematów, których się nie zauważa, i tych, które się zauważa? NIE! [ — — ] To dlaczego się żołądkuję, dlaczego blednę i czerwienieję z wściekłości? Dlaczego dostaję palpitacji, nerwoskurczów i najzwyklejszego wkurwienia? Bo nie pomyślałem, że o tym będę myślał, że będę musiał jeszcze raz odrabiać tę lekcję, że będę musiał jeszcze raz odrabiać odrobione zadania, że trzeba będzie powiedzieć głośno, nawet jeśli jest to tylko felieton czytany z niechęcią przez… (tu krótka lista nazwisk, ale jeszcze nie dzisiaj)? Bo to wszystko się dzieje. Bo teksty drukowane w czasopismach, książki, broszury, teksty spektakli, sztuk, scenariusze filmów, teksty plakatów, tytuły akcji społecznych są poddawane cenzurze prewencyjnej. Bo istnieje lista osób, których się nie drukuje, których się nie zauważa, których się nie traktuje z należną uwagą. Bo istnieją takie wydarzenia, które są „nieinteresujące”, „nieważne”, „przebrzmiałe”, „zbędne”, „spóźnione”, „nieadekwatne”, „nietrafione”.
Czy chciałbym przywrócenia Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk? Nie… Zbliża się rocznica Porozumień Sierpniowych z 1980 roku. To, co wówczas w wyniku strajków udało się wywalczyć, to bynajmniej nie zniesienie Cenzury. Udało się zauważyć jej istnienie. I to ustawowo. Cenzura musiała zaznaczać swoje ingerencje. Był ślad. Widoczny. Że pojawia się coś, czego władza nie lubi, czego sobie nie życzy, czego się de facto boi. Dzisiaj po tych wszystkich zabiegach nie zostaje ślad. Oprócz śladu w naszych głowach, w naszych mózgach, w naszych sercach, w naszych duszach. Oprócz rany na naszych marzeniach, planach, oczekiwaniach, przypuszczeniach. Dzisiaj ingerencja w przekaz medialny pozostaje niewidoczna, pozostaje nienazwana, pozostaje niezauważalna, pozostaje poza światem zapisanym. Marzę, żeby ślad tego gwałtu był widoczny. Myślę, że gwałt na myśleniu jest też przemocą, na którą nie chcę się zgodzić. Tęsknię za Tobą [ — — ]! Tekst ukazał się w „Przekroju”.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...