|
Nagroda miesięcznika „Press”, tytuł Dziennikarza Roku 2010 dla Artura Domosławskiego za ksiażkę Kapuściński non-fiction, cieszy i mnie, i jak sądzę, sporą część środowiska „nowej lewicy” z wielu powodów. Wymienię tylko te dwadzieścia jeden podstawowych, które nasuwają się same.
Cieszy, że szerokie gremium nagradzających wyróżniło autora świetnej dziennikarskiej i politycznej ksiażki, która jak rzadko u nas wywoła imponujacą dyskusję.
Cieszy, że nagrodzono autora spoza „wyznaniowego” (liberalno-konserwatywno-oświeconego-modernistycznego-narodowego dominujacego dyskursu) mainstreamu, bo choć autor pracuje w „Gazecie Wyborczej”, to jest tam dzisiaj ideowo samotną wyspą.
Cieszy, że „Gazeta Wyborcza” nie znalazła miejsca na swojej pierwszej stronie na informację, że jej dziennikarz został Dziennikarzem Roku.
Cieszy, że doceniono kompetencje, rozmach, odwagę i bezkompromisowość.
Cieszy, że lewicowość nabrała po tej lekturze nowych rumieńców.
Cieszy, że Kapuściński został tą książką zwrócony lewicy bez konieczności powoływania wspólnej komisji majątkowej rządu, Kościoła, SLD i „Gazety Wyborczej”.
Cieszy, że udało się Arturowi napisać książkę pasjonującą i i że nie przygniotły go oczekiwania formuł hagiograficznych.
Cieszy, że mimo braku niemal jakiegokolwiek wsparcia ze strony macierzystej redakcji ksiażka odniosła niewiarygodnie spektakularny czytelniczy sukces.
Cieszą świetne recenzje w Hiszpanii, gdzie ukazało się pierwsze tłumaczenie książki. Szczególnie cieszy postawa „El Pais” (dlaczego, Koteczku?).
Cieszy, że można tak pisać o PRL-u, jak o rzeczywistym miejscu na ziemii, a nie apokaliptycznym imperium zła.
Cieszy pokazanie kontekstów, w jakich pracował Kapuściński, zostawiając nam po tej książce jakby jeszcze więcej siebie.
Cieszy, że Kapuściński u Domosławskiego jest żywym człowiekiem, a nie atramentowym cielcem.
Cieszy, że książka dała i, mam nadzieję, będzie dawała do myślenia.
Cieszy, że zwyciężył dziennikarz z krwi i kości, którego niemal nie ma w mediach elektronicznych.
Cieszy, że polityczna i obyczajowa dulszczyzna dostała pstryka w nos.
Cieszy, że o tej książce mówi się i czyta ją w świecie, nie tylko Nowym, Wspaniałym.
Cieszy, że nagrodzony przekazał nagrodę na szczytny cel.
Cieszy, że są wśród ludzi mediów osoby umiejące czytać ze zrozumieniem.
Cieszy, że mogę bezkarnie napisać te laurkę.
Ja się cieszę, że cieszyła mnie sama lektura, nie wiedząc jeszcze jak innych - rozeźli.
Czytajcie, a będziecie pisali, piszcie, a będziecie czytani, Arturo, vivat wolność, równość, solidarność, siostrzeństwo i braterstwo, no passaran, i nie wchodź na giełdę! Czas pisać kolejną książkę!
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...