|
Tomasz Piątek postanowił w felietonie Homofobia i chamofobia udzielić porad „gejom i ich działaczom” dotyczących walki z homofobią. Asekuracyjnie dodał, że jest „heterykiem nie znającym «gejowskich uwarunkowań i niuansów»”, to go jednak przed poradami nie powstrzymało, choć powinno. Ponieważ jestem i gejem, i działaczem LGBT, poczułem się w obowiązku przeczytać i… odpowiedzieć. A na końcu nawet złożyć Piątkowi pewną propozycję.
Jego porada brzmi: „Wyjdźcie do robotnic i robotników (na przykład Boscha) pracujących za 900 złotych miesięcznie! Wyjdźcie do nich z ofertą solidarności”. O co chodzi? Piątek argumentuje, że homofobia wynika z nienawiści do gejów jako „członków uprzywilejowanego establishmentu”, którzy z kolei cierpią na „chamofobię”, czyli pogardę „wobec wystraszonego, agresywnego chama”. Jeśli więc tylko – o ile dobrze rozumiem tok myślenia Piątka – geje otworzą się na tego chama, czego wyrazem ma być np. spotkanie z robotnikami (i robotnicami), ci (robotnicy-chamy) szybko zrozumieją, że homofobia jest bez sensu. „Zobaczycie – pisze do gejów Piątek – że wasze stroje i łóżkowe obyczaje szybko przestaną im przeszkadzać”. Hmm. Piszę ten tekst siedząc ubrany w brązowe spodnie, koszulę w kratę i czarne skarpetki. Czy taki strój może przeszkadzać? Zapewne nie. Może Piątkowi chodzi o fantazyjne suknie drag queens? Czy to rzeczywiście przez nie geje są tak pogardzani i nienawidzeni…? Ach, te cholerne drag queens psujące wizerunek gejów, nakręcające homofobię!
A łóżkowe obyczaje? Myślałem, że nie muszę się z nich tłumaczyć. Tak, jestem facetem, który uprawia seks z facetami. Homoseksualne stosunki są w Polsce legalne. Co prawda „chamy” pouczają mnie od czasu do czasu, że „dupa jest do srania”, ale ja wiem swoje, że nie tylko do tego. Jeśli Piątek chce, mogę na spotkaniu z robotnikami (i robotnicami) rozwinąć ten temat. Teraz poważniejsze sprawy.
„Chamy” i geje Piątek pisze, że chamy nienawidzą gejów dlatego, bo geje są „członkami uprzywilejowanego establishmentu, są bronieni przez establishmentową „Gazetę Wyborczą“ i establishmentowego Piotra Pacewicza, wyobrażani stereotypowo w establishmentowych drogich ciuchach i drogich loftach – a równocześnie powszechnie pogardzani”. Gdy byłem nastolatkiem, establishmentowa „Gazeta Wyborcza” nie istniała, żadne media nas nie popierały, establishment tępił starszych ode mnie gejów w akcji Hiacynt, a wszyscy byliśmy stereotypowo wyobrażani zupełnie inaczej: jako żałosne postacie z kryminogennego półświatka. Jedno się tylko nie zmieniło: byliśmy pogardzani, choć mam wrażenie, że bardziej niż dziś (dziś mamy za sobą ponad 20 lat polskiej emancypacji LGBT).
Homofobia, jak antysemityzm czy rasizm, jest zjawiskiem irracjonalnym. Nie ma uzasadnienia. Jest fobią. Nie pojawiła się nagle wraz z emancypacją LGBT, dzięki której w niektórych krajach osoby LGBT stały się pełnoprawnymi (a nie uprzywilejowanymi) członkami społeczeństwa. Natomiast „chamofobia” fobią nie jest, bo uzasadnienie ma. Ale nie jest, jak chce Piątek, pogardą. Jest strachem. Gdy 14 maja szedłem w Marszu Równości w Łodzi, bałem się, bo od strony „chamów” (których było dużo więcej niż nas) leciały jajka i kamienie. Gdy idę ulicą z moim chłopakiem, nie trzymam go za rękę, ani w ogóle nie wykonuję żadnych gestów wskazujących na to, że jesteśmy parą, bo boję się, że dostanę za to po mordzie. Zdarza się, że geje dostają po mordzie tylko za to, że są gejami. To nie nasz wymysł ani irracjonalny lęk. To realny strach.
Mam z zatroskaniem pochylić się nad „chamem”, u którego samym swym istnieniem wzbudzam agresję? Świetna rada. Nie wiem tylko, czy zdążę, zanim zostanę przez niego powalony. Jak Robert Konieczny z Kampanii Przeciw Homofobii, którego tuż po tegorocznym Marszu Równości w Krakowie skopała cała grupka „chamów”. Biedna grupka wykluczonych i on, 18-letni członek establishmentu.
Tak więc zgadzam się z Piotrem Pacewiczem, który a propos zachowań „chamów” napisał: „nie mam zamiaru pochylać się nad losem tej akurat mniejszości, która buduje swoją tożsamość na nienawiści, widzę tu raczej znaczącą rolę dla policji”. I idzie ku temu, bo z tego, co wiem, policja zajmuje się pobiciem Roberta Koniecznego. Tyle o „chamach”. Wyjdźmy do robotników! Jeśli zaś chodzi o robotników i „wyjście do nich”, to czemu nie? Fajnie byłoby z nimi pogadać o LGBT. Tak jak fajnie byłoby zrobić antyhomofobiczną akcję edukacyjną w liceach, debaty o gejach i lesbijkach we wszystkich mniejszych miastach, a nie tylko w Warszawie czy Poznaniu itd. itd. Ale kiedy i kto miałby to zrobić? To są te „gejowskie uwarunkowania i niuanse”, o których lojalnie Piątek uprzedzał, że nie ma o nich pojęcia. Nas, działaczy jest po prostu bardzo mało. Za mało. A każdy ma pełne ręce roboty.Posłużę się własnym przykładem. Jestem urzędnikiem. W pracy 8 godzin dziennie. Po godzinach i za darmo jestem działaczem LGBT: redaguję dwumiesięcznik LGBT „Replika”, publikuję regularnie na Innej Stronie, portalu LGBT. Z Krzyśkiem Tomasikiem z Krytyki Politycznej prowadzę raz na dwa tygodnie w radiu TOK FM audycję „Lepiej późno niż wcale” o tematyce LGBT. Jestem też członkiem Grupy Inicjatywnej ds. związków partnerskich – dzięki naszej pracy SLD złożył w maju w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich. No i jestem członkiem Kampanii Przeciw Homofobii. I jeszcze Klub Filmowy LGBT w Krytyce Politycznej, który co miesiąc prowadzę razem z Bartoszem Żurawieckim. Razem z tym urzędniczym to będą pewnie ze 3 etaty. I wcale nie jestem wśród działaczy LGBT wyjątkiem. Ci, których znam, zapieprzają co najmniej tak jak ja. Wychodzi na to, że to jednak marnowanie czasu, bo kluczem ma być wedlug Piątka wyjście do robotników, cudowny lek na homofobię. Czy dobre rady Piątka uprzedzającego, że tak naprawdę nie zna realiów działania na rzecz LGBT, nie trącą patriarchalnym podejściem?
Czy Piątek sprawdził, czy działacze LGBT podejmowali próby „wyjścia do robotników” zanim on sam wpadł na ten genialny pomysł? Czy argumentowanie, że niefajna sytuacja gejów wynika – choćby po części – z ich własnej nieudolności (ach, gdyby tylko się skapowali, że trzeba „wyjść do robotników”), nie trąci mentalnością w stylu „sami są sobie winni”? Czy jego przekonanie, że wystarczy, by działacze gejowscy wyszli do robotników, a ich (robotników) homofobia zdechnie, nie trąci zwykłą naiwnością ignoranta? Propozycja dla Piątka Wyjdźmy RAZEM do robotników! Pomysł jest Pana, więc to Pan dzwoni do fabryki Boscha i organizuje spotkanie. Uzgadniamy termin. Ja biorę na ten dzień urlop z pracy i idziemy. Ja jako gej, Pan jako „heteryk nie znający gejowskich uwarunkowań i niuansów” z pomysłem na walkę z homofobią. W geście solidarności z gejami.Ma Pan niepowtarzalną okazję sprawdzenia swych porad w realu. Z prawdziwym gejem i działaczem. To jak? Mój mejl:
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć
PS. A Krytyce Politycznej obiecuję relację z ewentualnego wyjścia Piątka z Kurcem do robotników.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...