Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nowak: Kultura kwitnie, to ją podetnijmy Drukuj
Maciej Nowak*   
13.06.2009
Niegdyś przewodnikami społeczeństw byli filozofowie. Ostatnio do roli tej aspirują ekonomiści. Prof. Jerzy Hausner jest wybitnym badaczem gospodarki, jednak jego wiedza o funkcjonowaniu kultury jest dość fragmentaryczna („Gazeta Wyborcza” z 10 czerwca 2009). Bo czym innym tłumaczyć atak na polskie instytucje kultury akurat w chwili, gdy zaczęły odnosić ewidentny sukces?

Nasza kultura przeżywa wyjątkowy okres prosperity. Kino wraca do dobrej formy, dzięki systemowi wsparcia za pośrednictwem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Sukcesy święci teatr, pełne są jego widownie, a od prawie trzydziestu lat nie mówiło się w Europie tak dobrze o polskich reżyserach, jak teraz o Krzysztofie Warlikowskim, Janie Klacie, Mariuszu Trelińskim, Krystianie Lupie czy Grzegorzu Jarzynie. Wysyp talentów pisarskich, nagród literackich, liczne tłumaczenia na języki obce świadczą dobrze o naszej literaturze. Zresztą nazwisk Doroty Masłowskiej, Olgi Tokarczuk, Michała Witkowskiego, Jacka Dehnela, Jerzego Pilcha, Andrzeja Stasiuka, Stefana Chwina czy Mariusza Sieniewicza reklamować nie trzeba ani w Polsce, ani poza jej granicami. Wielkim prestiżem cieszą się sztuki wizualne, twórczość Wilhelma Sasnala, Katarzyny Kozyry, Pawła Althamera należy do kanonu europejskiej współczesności. Dzięki Narodowemu Instytutowi Audiowizualnemu przywracane są do życia skarby naszej twórczości audiowizualnej. Prof. Hausner przeoczył to niezwykłe ożywienie, bo wedle jego oceny większość polskiej kultury znajduje się w inercji, a twórcy cierpią na frustrację spowodowaną niskimi zarobkami. Ta diagnoza jest nie tylko nietrafna, ale i obraźliwa.

Dobra koniunktura kultury to efekt dwóch dekad bolesnych przemian, dzięki którym udało się stworzyć oryginalny system funkcjonowania działalności artystycznej. Jego oryginalność polega na połączeniu nowoczesnych mechanizmów zarządzania z rozwiązaniami etatystycznymi, które przetrwały z czasów państwa socjalistycznego. Mamy mocną strukturę dużych publicznych instytucji kultury, ale też rozwiniętą sieć organizacji pozarządowych i firm prywatnych. Świetnymi przykładami są Laboratorium Dramatu, Towarzystwo Inicjatyw Twórczych Ę, Teatr Polonia, Stowarzyszenie im. Brzozowskiego, Wydawnictwo W.A.B., Festiwal Beethovenowski, Fundacja Pogranicze, Fundacja Bęc Zmiana czy Instytut Łaźnia.

Organizacje te rozwinięte są na miarę potrzeb i możliwości naszego społeczeństwa, czyli z pewnością nie w takiej skali, jak np. w Holandii, gdzie obserwuje się największy w Europie stopień zaangażowania wspólnotowego. W Polsce niebezpieczną mrzonką jest bowiem przekonanie, że ngosy i firmy prywatne mogą zastąpić struktury państwa. Liberałowie chętnie zdejmują z jego barków szereg powinności, natomiast nie umieją wskazać, kto miałby je przejąć. Tymczasem w przypadku kultury odpowiedzialność państwa jest jedynym skutecznym gwarantem istnienia. Niektóre dziedziny sztuki bez publicznego protekcjonizmu i interwencjonizmu nie mają szans przetrwać. Tak jest m.in. z operą, muzyką filharmoniczną czy teatrem dramatycznym, który pozbawiony wieloosobowych zespołów artystów i techników, może realizować kameralne rozrywkowe sztuki. Nikomu nie odmawiam tego typu przyjemności, ale to najprostsza droga do wyeliminowania z afiszy wielkiego repertuaru.

Już wiele lat temu słowa sponsor i mecenas wróciły do swego podstawowego znaczenia, związanego ze szczególnym typem relacji między młodymi pannami a starszymi dżentelmenami. Jerzy Hausner opowiadając banialuki o odpisach z CIT-u czy finansowaniu sztuki przez korporacje reanimuje upiory sponsoringu okresu transformacji. Odwoływanie się do prywatnej ofiarności było wielką ściemą tamtego czasu. W całej Europie udział sponsorów w finansowaniu kultury nie przekracza 2% nakładów publicznych, co jasno dowodzi jak bardzo nieefektywny jest to system. Okres kryzysu przynosi złowróżbne potwierdzenia tej prawdy. W krajach, które poddały się liberalnym czarom, sztuka znalazła się w sytuacji dramatycznej. Muzea, działające w Stanach Zjednoczonych jako instytucje prywatne, zmuszone są wyprzedawać dzieła ze swoich kolekcji, rosyjskie kino i teatr finansowane w dużym stopniu przez naftowych magnatów, stanęły na skraju zapaści.

Siła polskiej kultury wynika dziś właśnie z tego, że nie daliśmy sobie narzucić wolnorynkowych rozwiązań ani rozproszyć dziedzictwa okresu powojennego. Co ciekawe najsłabiej prezentują się obszary kultury, którym zaaplikowano liberalną kurację. W ten sposób zarżnięta została nasza rozrywka, bo w sposób oczywisty musiała ulec światowej konkurencji.  Utalentowani młodzi ludzie z Polski mogą tylko zazdrościć karier rówieśnikom z Zachodu. Oni sprzedają płyty w setkach tysięcy egzemplarzy, my musimy zadowolić się kilkoma tysiącami. Na tej samej zasadzie pochowaliśmy również polski cyrk, który istniał dopóki istniały państwowa szkoła i baza cyrkowa w Julinku. Po ich zamknięciu większość wykonawców w szapitach przemierzających polską prowincję to artyści zagraniczni.

Koncepcje Jerzego Hausnera są krokiem wstecz. Nonszalanckim, a momentami wręcz kabaretowym. Bo jak inaczej traktować porównanie instytucji kultury do kopalni węgla kamiennego, czy westchnienie, że wolność wyboru polega na prawie do nieotrzymania dotacji. Równie komicznie brzmi propozycja, by zadłużony teatr przekazać pracownikom i zapewnić im zmniejszającą się co roku dotację. A już naprawdę groźnie wygląda sugestia, by instytucje kultury ubiegały się o dotacje na poszczególne zdarzenia artystyczne. To prosta droga do cenzurowania ich działalności i żadne zarzekania o uwolnieniu kultury spod wpływów politycznych tego nie zmienią. To kolejna z liberalnych mantr, mamiąca wizją świata bez ideologii. Doświadczenie pokazuje, że ich miejsce niepostrzeżenie zajmują pozornie przezroczyste światopoglądy tradycyjne, zdroworozsądkowe i religijne. Dla artystów to przejście z deszczu pod rynnę.

Dajmy sobie spokój z liberalną nowomową, że ,,kultura jest jednym z mechanizmów rozwoju społecznego - wspomagając kulturę, wspomagam kapitał ludzki, czyli podnoszę przyszłe dochody’’. To wstydliwy bełkot, niegodny intelektualisty. Podobnie, jak partnerstwo publiczno-prawne, ukochane dziecko niegdysiejszego wicepremiera Hausnera. Dzięki temu rozwiązaniu udało się zahamować program budowy polskich autostrad, teraz ich los może podzielić kultura. Jestem przekonany, że koncepcje tego typu nie zostaną zaakceptowane przez ludzi sztuki, a ich forsowanie okaże się porażką obecnego rządu, który jak dotąd okazuje wielką troskę dla spraw kultury. Palić opon pewnie nie będziemy, ale z całą pewnością znajdą się inne dotkliwsze formy protestu.

Naszym podstawowym zadaniem jest dziś doskonalenie mieszanego ustroju polskiej kultury, który wyłonił się z chaosu lat 90. i zaczął przynosić nadspodziewanie dobre rezultaty. Bo oczywiście daleko mu do doskonałości. Niezbędne jest wprowadzanie nowych standardów zarządzania, walka o transparentność, otwartość, równość i elastyczność. Ale już nie fantazjowanie w typie: ,,Nie zakładajmy też, że te niedochodowe dziedziny [sztuki] nigdy nie wyjdą z niszy. Mogę sobie wyobrazić, że państwo inwestuje w innowacyjne, multimedialne projekty artystyczne, które po jakimś czasie zdobywają niezależność i utrzymują się same’’. Zapewniam prof. Hausnera, że w odniesieniu do kultury wyobraźnia go zawodzi.

*Maciej Nowak - dyrektor Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 13-14 czerwca 2009. Fotografia: Jan Zamoyski.

Wkrótce kolejne opinie na temat „rewolucji kulturalnej Hausnera”.
Komentarze
Dodaj nowy
ale_akcja   |13.06.2009 10:21:25
Nie rozumiem, o co wszyscy się tak oburzają. Konkurencja jest zdrowa i prowadzi
do wyeliminowania najsłabszych. Na rynku napojów gazowanych możemy na przykład
wybierać między Coca-Colą, Pepsi i kilkoma mniejszymi graczami, jak Hoop. Inne
nie są po prostu dość dobre.
W kulturze w tej chwili rzeczywiście mamy kilka
rozpoznawalnych nazwisk. Nie widzę jednak powodu utrzymywania setek
nieudaczników, którzy nie współpracują z Warlikowskim, Klatą i Jarzyną. Wielcy
reżyserzy sobie poradzą, w końcu wiedzą, jak sprawić, by inni robili to, czego
od nich żądają. Co do sztuki filmowej, Wiedźmin był doskonały, a nie dostał
żadnej dotacji z tej instytucji, ponieważ szczęśliwie jeszcze nie istniała.

Reasumując, prywatyzacja instytucji kultury doprowadzi do podniesienia jej
poziomu, ponieważ przez wyeliminowanie słabszych podmiotów dojdzie do scalenia w
potężne pionowe struktury, które łatwiej będą mogły negocjować kontrakty
państwowe i pozyskiwać sponsorów. To chyba oczywiste, że taka, jak nazywam go w
najśmielszych marzeniach, Kulturpol, konkurujący, powiedzmy, z drugą największą
spółką "managementu kultury", Kulturexem, będzie miał silniejszą pozycję
przetargową niż, dajmy na to, Galeria Raster. Kulturpol podobny będzie raczej do
Eureko, które rzuciło wyzwanie nieruchawemu złośliwemu olbrzymowi, jakim jest
państwo nadwiślańskie. Dzięki zarządzaniu zróżnicowanymi podmiotami, na wielką
skalę, Kulturpol będzie w stanie bez problemu uzyskać reklamodawców, którzy nie
będą mieć specjalnego wyboru, ponieważ w najlepszym wypadku będą mogli wybrać
Kulturex.
Dzięki proaktywnej, elastycznej i kreatywnie nielimitowanej
kulturze korporacyjnej, kulturalnej korporacji Kulturpol, nie będzie mowy o
żadnym obniżeniu poziomu. Różnorodność produkcji zaś, zapewni z pewnością
konieczność konkurowania z Kulturexem pod względem oferty. Połączeniu Kulturpolu
i Kulturexu zapobiegnie prawdopodobnie ustawa antymonopolowa, choć być może uda
się ją zmienić.
W takim wypadku powstanie Kulturpolex, którego oferta, dzięki
faktowi panowania nad całym życiem kulturalnym (dzięki zdobyciu patentu na
"domowe czytanie poezji oraz wszelkie publiczne recytacje") będzie mógł
przedstawić naprawdę ciekawą ofertę, ponieważ wydeleguje przedstawicieli różnych
działów (filmowego, muzycznego, teatralnego i pisarskiego na przykład) do
stworzenia sztuki totalnej.
Drogi panie Nowak, czy naprawdę nie chce Pan, by
to Polacy stworzyli sztukę totalną?
ale_akcja   |13.06.2009 10:23:31
Byłem rozkojarzony pisząc komentarz, zapomniałem więc, że nie wymieniłem
wcześniej nazwy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, pisząc "tej
instytucji". A Wiedźmin był wyśmienity.
Thome  - Doskonalenie mieszanego ustroju.   |17.06.2009 02:50:05
"Kino wraca do dobrej formy, dzięki systemowi wsparcia za pośrednictwem
Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej."
Niewątpliwie. Vide: wybitne
osiągnięcia polskiej kinematografii lat ostatnich robione za dotacje.


Pisze Pan Maciej niczym filozof (co to kiedyś przewodził, ale go ekonomista
zastąpił):
"Tymczasem w przypadku kultury odpowiedzialność państwa jest
jedynym skutecznym gwarantem istnienia".

Ale zaraz dodaje:

"A
już naprawdę groźnie wygląda sugestia, by instytucje kultury ubiegały się o
dotacje na poszczególne zdarzenia artystyczne. To prosta droga do cenzurowania
ich działalności"

Rozumiemy zatem, że "mecenas" państwowy nie
jest właśnie najskuteczniejszym rodzajem cenzury, bo oprócz (cudzego) pieniądza
- ma w zanadrzu bezpiekę i pałkę policyjną.

"W krajach, które poddały
się liberalnym czarom, sztuka znalazła się w sytuacji dramatycznej."


Szczególnie Stany są tego dobrym przykładem. Upada tam kino i teatr, musical to
marna imitacja sztuki, a muzea to ubodzy krewni naszych tętniących życiem
państwowych gmachów. Myślę, że wkrótce wdrożą u siebie - będący polską
specjalnością "czasów transformacji" - system "mieszany". Być
może wtedy życie kulturalne w USA nabierze rozpędu. Bo przecież przy Polsce -
jest tam pustynia, nie łudźmy się.

"(…) najsłabiej prezentują się
obszary kultury, którym zaaplikowano liberalną kurację. W ten sposób zarżnięta
została nasza rozrywka (…)"

Tak, sztuka kabaretowa w Polsce może
funkcjonować właśnie dzięki mecenatowi państwa. To wszyscy widzą.

"W
całej Europie udział sponsorów w finansowaniu kultury nie przekracza 2% nakładów
publicznych, co jasno dowodzi jak bardzo nieefektywny jest to system."


Bez hipokryzji końcówka powinna brzmieć:

"(…) co jasno dowodzi jak
bardzo nieefektywny jest to DLA NAS system."

O tzw. "PPP":


"Dzięki temu rozwiązaniu udało się zahamować program budowy polskich
autostrad, teraz ich los może podzielić kultura."

Posługując się poetyką
Autora:

"Można by stwierdzić, że koncepcje Pana Macieja Nowaka są krokiem
wstecz. Nonszalanckim, a momentami wręcz kabaretowym".
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.06.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.80902 Seconds