NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kulka: Związki partnerskie osierocone przez SLD Drukuj
Pat Kulka   
18.08.2011

W myśl projektu przygotowanego przez Grupę Inicjatywną ds. Związków Partnerskich we współpracy z SLD, umowa o związku partnerskim zawierana byłaby pisemnie, z podpisami poświadczonymi notarialnie, a następnie rejestrowana w urzędzie stanu cywilnego. Zawarcie umowy nie skutkowałoby zmianą stanu cywilnego, lecz dawałoby możliwość przyjęcia nazwiska partnera. Umowa wygasałaby z chwilą śmierci jednej ze stron, zaś rozwiązana mogłaby być na mocy wspólnego pisemnego oświadczenia bądź po upłynięciu sześciu miesięcy od złożenia przez jedną ze stron wypowiedzenia umowy. Projekt zakłada, że po upływie roku od rejestracji umowy partnerzy mogliby m.in. dziedziczyć po sobie (w wyniku zaliczenia do pierwszej grupy spadkowej), mieliby prawo do pochówku partnera, wspólnego rozliczania dochodów, urlopu opiekuńczego w celu opiekowania się chorym partnerem, ubiegania się o rentę rodzinną po zmarłym, a także odmowy zeznań przeciwko partnerowi. 


sad_face120.jpgNa odbywającym się w środę 17 sierpnia br. pierwszym posiedzeniu podkomisji pracującej nad ustawą o umowie związku partnerskiego nie pojawił się żaden przedstawiciel Sojuszu Lewicy Demokratycznej, będącego wnioskodawcą projektu, z pięcioosobowego składu podkomisji stawiły się jedynie trzy osoby, zaś przedstawiciele Ministerstw: Zdrowia, Sprawiedliwości oraz Pracy i Polityki Społecznej zgodnie oświadczyli, że nie opracowali żadnego stanowiska w sprawie projektu. Długą listę uwag przedstawił za to Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego. Jego zdaniem w obecnym kształcie propozycja ta nie powinna być w ogóle przedmiotem prac parlamentu ze względu na „liczne i występujące w różnych płaszczyznach niedoskonałości prawne”.

  

Od samego początku prac nad regulacjami prawnymi w zakresie związków partnerskich pomysł ów budził kontrowersje wśród centroprawicowej części politycznego spektrum. Nie dziwią więc propozycje przedstawicieli PiS-u zmiany nazwy tego „haniebnego i szkodliwego” projektu na: „ustawa o promowaniu homoseksualizmu albo pseudorodziny”. Nie dziwi również, że przedstawiciele PO roztaczają przed nami wizję ryzyka „rozsadzenia całego systemu prawnego” przez dwóch mafiozów zawierających związek partnerski w celu skorzystania z przywilejów podatkowych i uzyskania prawa do odmowy zeznawania przeciwko sobie w sądzie.


Zaskoczenie budzi jednakże obojętny stosunek SLD, szczególnie w kontekście niedawnej „afery o miejsca na listach wyborczych”, w której głównymi poszkodowanymi byli właśnie reprezentanci mniejszości (wszelakich, nie tylko seksualnych). Jeszcze dwa tygodnie temu przedstawiciele tej partii przekonywali, że na wrzesień uda się przygotować ustawę do drugiego czytania, optymistycznie sugerując, że przy wyjątkowo dobrej woli ze strony Platformy Obywatelskiej może udać się doprowadzić do uchwalenia tego aktu prawnego jeszcze przed październikowymi wyborami parlamentarnymi.


W świetle braku zainteresowania Sojuszu pracami podkomisji powołanej do spraw ich własnego projektu dość pusto brzmią słowa Ryszarda Kalisza, że 14 lat po uchwaleniu konstytucji jej zapisy powinny dotyczyć wszystkich obywateli i każdemu gwarantować prawo do normalnego życia. Szkoda, że za pięknymi słowami nie idą czyny. Widocznie widmo nadciągających wyborów drastycznie wpływa na ewolucję hierarchii priorytetów. Niestety.

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Madderdin  - Ustawa o owych związkach to bubel legistlacyjny   |18.08.2011 23:38:57
ów wyskok Kalisza czyli olanie przez niego owej komisji też nie dziwi - dostał
jedynkę w Warszawie.
Problem może dotyczyć ok 20000 ludzia w kraju i dlatego
jest marginalny co do meritum - nić dziwnego że nie chcą się nim zajmować.
Spokojny   |19.08.2011 10:43:35
Problem nie wydaje mi się marginalny. Sprawa dotyka rzeczy absolutnie
podstawowych i nie da się sprowadzić do kwestii "interesów
homoseksualistów". Podstawowym sposobem definiowania tożsamości jest
przynależność do grupy krewnych lub do klanu. Tak jest wszędzie, gdziekolwiek
żyją ludzie. W wielu miejscach ta przynależność definiowana jest przez nazwisko,
w innych przez noszenie emblematu, znaku itp. Tworzy to podstawę do określania
zasad lojalności, praw własności, dziedziczenia i wykluczania pewnych osób z
kręgu potencjalnych seksualnych partnerów. A to ostatnie z kolei jest podstawą
do pojawienia się w umyśle człowieka wyparcia swojego popędu w jakichś
momentach. Co z kolei jest podstawą do pojawienia się myślenia symbolicznego,
teoretycznego, do tworzenia w głowie takich struktur jak "z pewnymi osobami
i w pewnych sytuacjach tak, a z innymi osobami i w innych sytuacjach nie",
lub "nie wszystko jest do powiedzenia w każdym momencie" czy wreszcie w
ogóle do pojawienia się w umyśle idei własnej odrębności. Dlatego zdefiniowanie
kto może, a kto nie może być uważany za krewnego, za członka rodziny i za
potomka i na jakich zasadach to się może odbywać jest rzeczą absolutnie
podstawową.
Pewne słowa istnieją i mają sens tylko w kontekście innych słów.
Dobrym przykładem są tu określenia członków rodzin. Słowo "syn" nie ma
sensu jeśli nie istnieje słowo "matka". I analogicznie słowo
"mąż" nie ma sensu jeśli nie istnieje słowo "żona" czy
"małżeństwo". Oczywiście pojęcie "małżeństwo" można przetworzyć,
ale wówczas także pozostałe wyrazy zmieniają swoje znaczenie. Czyli zarówno
"mąż" jak "żona", "matka", "ojciec",
"syn",
"córka" czy "brat" nie są już ścisłymi
konkretami. Ich znaczenie zaczyna zależeć od indywidualnego uznania i każdy
przypadek jest inny. Na ścisłych definicjach tych słów opiera się zasada
wykluczeń niektórych osób z kręgu seksualnych partnerów, więc jeśli ich
znaczenie się rozmywa to i ta zasada prędzej czy później musi stać się czymś nie
mniej względnym. Bo nie wiadomo, na czym by się miała opierać skoro słowa ją
określające przestają mieć swoje ścisłe znaczenie. Małżeństwo to konstrukcja
myślowa oparta na trójkącie - istnieje kobieta, mężczyzna i jakaś nadrzędna idea
cementująca dane społeczeństwo i stanowiąca dla niego totem. Jeśli ktoś mówi że
"bierze sobie za żonę lub męża tę oto osobę" to zarazem mówi, że
wyklucza całą masę potencjalnie możliwych relacji i tworzy całą nową potencjalną
strukturę krewniactwa. Na przykład uznaje, że relacja seksualna z rodzicami
nowego męża lub żony jest dla niego tak samo tabu jak relacja z rodzicami
własnymi. A to tabu może istnieć tylko dzięki temu, że istnieje trzeci punkt tej
relacji - jakiś totem, który to tabu utwierdza.
Pomysł stworzenia
"związków partnerskich" przecież nie tylko dla par homoseksualnych to
pomysł utworzenia jakby wielu różnych rodzajów "rodzin" bo układ będzie
dążył do stopniowego zwiększania zakresu dowolności. Czyli na przykład tak:
zawieramy związek partnerski, nazywamy się mężem i mężem, ale nazwiska nie
zmieniamy, tylko na cztery lata, dziedziczenie tylko w wypadku śmierci w okresie
tych czterech lat, wykluczamy z zakresu potencjalnych partnerów tylko kobiety w
przypadku męża A i tylko mężczyzn w przypadku męża B. Albo inaczej - nie mówimy,
że jesteśmy żoną i żoną, umawiamy się dożywotnio, dziedziczenie tak, ale tylko
45%, bo reszta na dzieci sprzed związku, z relacji seksualnej "bocznej"
wykluczamy dzieci które mogą się pojawić w trakcie trwania związku i dzieci
własne sprzed związku, nazwisko przyjmujemy wspólne całkiem nowe, a nasze dzieci
sprzed związku będą nosiły nazwiska takie jak do tej pory, zaś ewentualne nowe
będą mieć nazwisko jakie my przyjmiemy teraz. Relacje seksualne między nimi są
wykluczone, ale między dziećmi o różnych nazwiskach w zasadzie możliwe, bo tabu
ich nie obejmuje. Rozwód jest możliwy, ale alimenty nie przysługują. Albo
jeszcze inaczej. W sumie nieważne jak. Jakkolwiek, bo każdy układ narzucony
odgórnie stwarza pole do sprzeciwu u osoby, która by chciała się umówić inaczej.
Problem jest bardzo głęboki. Myślę, że dobrze by było gdyby osoby które biorą
udział w takiej debacie gruntownie przemyślały swój stosunek do tabu i totemu i
to w jakiej pozycji znajdują się wobec tych spraw. Oczywiście nie jest tak, że
nie można przekształcać rzeczywistości. Warto jednak wiedzieć, że żadne przyjęte
przekształcenie nie jest wyizolowane i warto sobie zadać pytanie, jaki potencjał
zmian zostaje uruchomiony. Jeśli rozumiemy tę zasadę w odniesieniu do ekologii,
to łatwo sobie to przenieść na środowisko innego rodzaju. Słownik to też
ekosystem.
chatte botte   |20.08.2011 04:16:21
W zasadzie w Europie tak zwane "paxowanie się" działa bardzo prosto i
sprowadza się do istnienia państwa socjalnego (mówię - w większości przypadków,
nie w ogóle). To, co napisałeś, zwykłe przemyślenie sprawy i rodzaj układu
zarazem, są oczywiste, paxują się ludzie nie przez wzgląd na miłość (to wiadomo,
nikt nie musi), ale bo na przykład dwóm koleżankom (np. studentkom,
niekoniecznie lesbijkom) spaxowanym przysługuje mieszkanie o pokój większe i o
kuchnię osobno, a nie spaxowanym, jeśli się nie zdeklarują, tylko jak tzw.
singlowi, czyli pokój i wnęka zamiast kuchni… To zaprawdę daje do myślenia i
wiele osób się paxuje po prostu dla wygody i polepszenia standardu życia. Więc
wszyscy w tym kierunku kombinują i tworzą nowe ‘komórki’ społeczne, tyle że
mówię, w państwie socjalnym i dobrze sytuowanym to działa, czy u nas dałoby
cokolwiek? Nie wiem, jeśli projekt będzie wchodził trzeba go bardzo rozsądnie
przemyśleć i uzasadnić po co w ogóle coś takiego u nas. Tyle że oczywiście
działa to i dla mniejszości i dla większości, jeślibyś chciał możesz się
spaxować na zasadzie umowy z kimś, kogo poznałeś na ulicy i stwierdziłeś, że
warto akurat z nim, bo to, to i jeszcze to.
Poza tym dziedziczenie:
społeczeństwo polskie ma na tym punkcie hopla, jesteśmy biednym, pro-rodzinnym
krajem, i jak nie wspiera cię rodzina, i ty nie wspierasz jej jakoś, trudno jest
żyć. Widzę jak działa na ludzi w Polsce wciąż to, że się przedstawiasz jako
‘mąż’, ‘żona’ albo masz zwyczajnie obrączkę - szacunek wzrasta o 45%. Jak
kobieta ma dziecko nawet o 50%, wtedy jest kobietą a nie ‘nie wiadomo kim’. I
tak dalej.
Faktycznie, dawno to powinno być uregulowane, dlaczego rodzina,
która nierzadko nie utrzymuje żadnych więzów z tym ‘odmieńcem’, moim
synem/córką, nagle ma wziąć cały jego, potencjalnie mówiąc, zapracowany majątek,
a ktoś, z kim, potencjalni, gej/lesbijka żyli, ma nie być wpuszczony choćby na
pogrzeb?
Pacs nie jest związkiem ‘małżeńskim’ więc żnie narusza 18 art.
Konstytucji. Ktoś kto stosuje podobny argument nie wie o czym mówi.


Potencjalnych kombinacji jest bardzo wiele, trzeba będzie sporo czasu, by to
dobrze opracować i by przeszło jako ustawa.
kam2066  - SLD ma rację   |19.08.2011 23:01:47
Ten projekt jest rewelacyjny.
Śleper   |20.08.2011 01:03:32
Projekt został nagłośniony jako możliwość zawarcia związku partnerskiego tylko i
wyłącznie dla par homoseksualnych, a w rzeczywistości byłby dobrą alternatywą
dla par hetero. Z doświadczeń francuskich wynika, że związki partnerskie
homoseksualistów są marginesem, a służą tym, którzy z różnych przyczyn nie chcą
lub nie mogą zawrzeć normalnego związku małżeńskiego. Jestem w stanie założyć
się o każdą sumę, że takie związki w Polsce zrobiłyby furorę, a to dlatego, że
młodzi wiedzą o golgocie jaka ich może spotkać, gdy zdecydują się na rozwód po
polsku. Statystyki rozwodów świadczą, że model rodziny w Polsce ulega
przyspieszonym zmianom i za tym musi pójść prawo służący obywatelom a nie
kościołowi, który nota bene udziela coraz więcej rozwodów. Schizofrenia kościoła
nie jest niczym nowym, może w niej tkwić po wsze czasy, w co wątpię, bo co jakiś
czas ta instytucja dokonuje cichych wolt w kwestiach społecznych i nie tylko.
Spokojny  - @ Sleper   |20.08.2011 11:24:04
Przecież ktoś kto jest hetero i ma ochotę żyć z drugą osobą bez ślubu może
swobodnie to robić. A jeśli chce się związać majątkowo i uruchomić
dziedziczenie, zapewnić sobie alimenty, uregulować kwestię opieki nad dziećmi
itd. to może zrobić to co robią ludzie od tysięcy lat, czyli po prostu wziąć
ślub. Nie do końca rozumiem dlaczego większa łatwość anulowania małżeństwa
miałaby być zaletą. W niektórych krajach można wziąć rozwód w ciągu takiego
mniej więcej czasu, jaki jest potrzebny do ściągnięcia filmiku z tube8,
obejrzenia go, załatwienia sprawy i wytarcia się. Kłopot w tym, że w przypadku
pornosa jest to sprawa tylko ze sobą. Czy naprawdę wierzycie, że to będzie takie
dobre, kiedy się tak samo łatwo zakończy sprawę z kimś z kim się przeżyło 20
lat?
Cały system zmierza do mamienia ludzi wiarą w to, że mogą mieć wszystko,
nic ich nie ogranicza i wszystko im się należy. Idziesz za impulsem. Chcesz coś
kupić a cię nie stać? Dostaniesz na kredyt. Wkurzasz się na partnera? Rozwiedź
się przez www i przez to samo www znajdź kolejnego. Twoje dziecko demoluje
mieszkanie? Daj mu ritalin. Strasznie to wszystko się wydaje łatwe.
chatte botte   |20.08.2011 21:12:09
Mojej przyjaciółce, gdy przyjechała do Francji, pewna Francuzka powiedziała to
wprost: ‘ja rozumiem, że jesteś prawicowa, bo Twój ojciec - z tego co mówisz -
wszystkiego się w życiu dorobił sam, ma gospodarstwo, całe życie zapieprzał, i
teraz gdy do czegoś doszedł, wychował 3kę dzieci, macie jakiś majątek,
zrozumiałe jest, że będzie tego bronił i nie będzie się chciał z nikim tym
dzielić. Bo ci wszyscy, z którymi musiałby się dzielić to właśnie cała tak zwana
lewica, to prawda, ona chce już, teraz, żeby jej dać, żeby ją równouprawnić i
żeby żyła tak, jak mój ojciec na przykład, który całe życie żył z zasiłków,
pomocy socjalnej itd.’. I masz rację, mówi dalej, bo jak dasz lewakowi, to
szybko to przepuści, po czym wpadnie w nałóg, wyciągnie się go z tego, a na
koniec on i tak się nawróci… (tu zgoda ze Spokojnym, że narkotyki prowadzą do
jakiejś ‘innej’ wiary). W efekcie, jak powiedziała inna Francuzka: ‘bycie lewicą
się nie opłaci, bo co niby dalej?’ Na pytanie, skoro to wie, dlaczego popiera,
rzekła bez złudzeń: ‘My to wiemy, ale jest nas tak dużo, mamy tak zorganizowane
struktury społeczne, że nie musimy się bać’.
I to właśnie różni mocno prawicę
od lewicy. Że prawica musi zarobić, zbudować, coś postawić, fakt - w imię
takiego czy innego boga, ale to działa. Od piramid i Sfinksa, przez Koloseum, po
świątynie. Wszystko po to, by później przyszedł taki cienkogłosy Michalski,
dobrze odżywiony Sutowski czy Piątek (ciekawe, czy to lewica sponsorowała jego
książki) i mówił, że trzeba się zrównywać. I to samo jest z religią, i nie tak
do końca zgadzam się z Tobą, Spokojny, że żarliwość religijna musi dotykać
wszystkich, choć zgadzam się z Pascalem: wcale nie tak do końca trzeba żarliwie
wierzyć, od tego są mistycy, cała ikonografia, cudy, kult, etc., natomiast
trzeba ‘uczestniczyć’. To problem bardzo złożony, ale od niego przechodzi się
dalej.
W tym jednak rzecz, że kiedy prawica odchodzi, przychodzi lewica i
rozdaje z tego, co ma, nie znam lewicy, która by sama odłożyła sporo na bok, bo
zanim cokolwiek odłoży, przychodzą różni tacy, co to potrzebują, a to na to, a
to na tamto, płacz i zgrzytanie zębami, i dług rośnie, a przecież nie sposób nie
dać, bo by się oszukiwało naród. Nawet filmy Barei to pokazują, jak się walczyło
o mieszkania. Za lewicy tak samo zadłużenie będzie rosnąć, jeśli nie bardziej
(problem Skandynawii, którym jak tarczą broni się zawsze dzisiejsza lewica, moim
zdaniem bardzo się upraszcza, choćby dlatego, że purytańskość tego demoludu była
niezwykła, to zaś pociąga za sobą różne implikacje).
A co do kościoła to
prawda, cofa w wielu rzeczach, ale można to wyrażać na chłodno i racjonalnie, po
co go zwalczać od razu?

Jeśli lewica nie jest taka, jak mówię, to od tej chwili
przestanie stosować cenzurę. No bo jak to wytłumaczyć? Tutaj równość, wolność i
braterstwo głównych pisarczyków, a tutaj jakieś cenzury? Pisałam tak i pisałam
siak, z wielu względów, których nie muszę tu wypowiadać, ale na przykład nigdy
nie opublikowano mojego postu pod felietonem Nowaka. Inne publikowano. Czy to
znaczy, że wszystko, co nie jest pochwałą musi być wyrzucone na śmietnik? A to,
co chwali, jest wrzucane na stronę? No to co w takim razie tę lewicę tak bardzo
wyróżnia tutaj? Tak samo broni swoich idei jak i Kościół. Tylko że z Kościołem
da się rozmawiać wprost a czasem wieszać na nim psy, tutaj nie zauważyłam, by
‘szlachetna’ cenzura kiedykolwiek odpowiedziała mi po ludzku: ‘nie opublikujemy
tego posta, bo…’.
Madderdin  - Związek partnerski OK?   |21.08.2011 19:24:36
No bez żartów, to bubel jakich mało:
Wystarczyłoby oświadczenie i podpis w
obecności urzędnika. Więc cała sprawa do bani. Najważniejsza jest jednak łatwość
rozwiązania tego partnerstwa. Albo od razu, albo pół roku po piśmie
jednostronnym. Rozumiem że sprawy rozwodowej nie ma więc:
1. Jedna ze stron może
w ogóle nie wiedzieć o rozwiązaniu.
2. O wspólny majątek trzeba się sądzić
cywilnie (lata, koszty, drożej niż rozwód).
3, Co ważniejsze: ślub z inna
panienką rozwiązuje związek partnerski bez żadnych ceregieli.
I myślę że o to
chodzi. Symptomatyczne jest, że w pracach nad związkiem geje uczestniczyli, a
feministki nie. Bo nie służy on kobitkom, a normalnym to już w ogóle.
Konkubinatu nie rozwiązuje. Podstawowe zmiany są na końcu, gdzie są podane
modyfikacje innych ustaw. W to się trzeba zagłębić bo tam siedzi szczur. No i
związki niepartnerskie gdzie?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.04.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 8.97739 Seconds