NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kuczyński: W roku 2011 Polska znowu może być wyspą Drukuj
Piotr Kuczyński*   
07.07.2010
W roku 2011 Polska znowu może być wyspą…
Opublikowany miesiąc temu w „Dzienniku Gazecie Prawnej” wywiad, który Jędrzej Bielecki przeprowadził z Kennethem Orchardem, wiceprezesem agencji ratingowej Moody’s odpowiedzialnym za wycenę wiarygodności kredytowej państw, powinien był zrobić nieco zamieszania, ale wydawało się, że większość mediów go przemilczy. Nie było jednak tak źle. W środę 23 czerwca ukazały się artykuły w „Parkiecie” i „Rzeczpospolitej”. Tam też cytowano Piotra Kowalskiego, prezesa Fitch Polska, który twierdzi, że jeśli nie zreformujemy finansów publicznych „to negatywna presja na rating Polski będzie ogromna”. Można te artykuły traktować jako ostrzeżenia. Ostrzeżenia przed tym, co może nas, Polaków, niedługo czekać. 

  

Wywiad w „Dzienniku Gazecie Prawnej” nosi tytułu U was źle, jak w Hiszpanii i dokładnie taka jest jego wymowa. Skonfrontowani z tym tekstem ludzie często reagowali prawie oburzeniem. Jak to, „zielona wyspa”, którą jest Polska, jedyna gospodarka, w której nie było recesji w czasie pierwszej fazy kryzysu, jest porównywana do Hiszpanii, o którą teraz boi się cały świat? Jak można mówić, że lepiej oceniane są Czechy, Estonia i Słowacja?

  

Można dyskutować z tym, czy wiceprezes Moody’s ma rację, ale warto zapoznać się ze sposobem myślenia i kryteriami oceny przez pracowników agencji ratingowych. Kluczowy w tym wywiadzie jest jeden fragment. Kenneth Orchard mówi, że agencja ocenia „nie konkurencyjność gospodarki, tylko zdolność władz do spłacenia długu”. Ocenia też działalność władz, które w Hiszpanii postanowiły przeprowadzić reformy prowadzące do znacznego ograniczenia deficytu budżetowego. Zyskują w ten sposób wiarogodność. W odróżnieniu od Polski, bo „jeśli władze nie potrafią nawet przy korzystnej koniunkturze zrównoważyć finansów, to znaczy, że są mało skuteczne”.

  

Chodzi oczywiście o okres 2005-2008, gdzie bez opamiętania rozdawano pieniądze. Cięcia składki rentowej, zmniejszenie podatku PIT (oba znacznie zwiększyły zarobki już dobrze zarabiających i niewiele dały tym mniej zarabiającym), podwójne becikowe. Wtedy należało przeprowadzić reformy, a nie bezsensownie rozdawać pieniądze. Mało kto ośmiela się krytykować te rujnujące budżet posunięcia, bo przecież prawie wszystkie partie (wyjątkiem był SLD - chociaż nie w becikowym) będące obecnie w Sejmie z radością te pieniądze rozdawały. Obowiązującym alibi jest teraz fraza mówiąca o tym, że dzięki tym 35 miliardom złotych, które trafiły do kieszeni obywateli zwiększył się popyt wewnętrzny, co pomogło w zwalczaniu kryzysu.

  

To oczywiście nie do końca jest prawda, bo trafiające przede wszystkim do kieszeni naprawdę zamożnych ludzi dodatkowe środki lądowały na lokatach bankowych lub przeznaczone były na zakup zagranicznych towarów, co niespecjalnie pomagało w zwalczaniu kryzysu. To jest jednak zupełnie osobny temat, który zresztą nie jest specjalnie często poruszany z oczywistych zresztą powodów. Musieliby o tym mówić/pisać krytycznie ludzie, którzy są beneficjentami tego rozdawnictwa. Z całą pewnością jednak te cięcia zwiększyły deficyt i zadłużenie. Zaimponował mi Marek Belka, prezes NBP, który w wywiadzie dla „Polityki” przeprowadzonym przez Jacka Żakowskiego, powiedział między innymi, że „krzywa Laffera (im mniejsze stawki podatkowe tym większe wpływy do budżetu - przyp. PK) to bzdura. Może się potwierdzić w jakichś skrajnych warunkach. W warunkach normalnych nigdy się nie sprawdziła”. Rzadka odwaga w naszym kraju, gdzie mówienie o konieczności płacenia podatków o odpowiedniej wysokości jest ryzykowne.

  

Do tych dwóch wywiadów można dodać jeszcze jeden artykuł (tłumaczenie dla „Gazety Wyborczej” tekstu z tygodnika „The Nation”) pt. „Europejska reaganomika” autorstwa Jordana Stancila. Pisze on między innymi, że „od połowy lat 90. do dziś Niemcy zmniejszyły stawkę podatku od osób prawnych o 27 pkt proc., a najwyższa stawka podatku dochodowego zmalała o 9,5 pkt. W tym samym czasie Hiszpania i Francja obcięły najwyższe stawki podatku dochodowego o blisko 13 pkt proc., a Włochy zredukowały podatek od osób prawnych o 20,8 pkt, zaś najwyższą stawkę podatku dochodowego o 6,1 pkt.” My możemy spokojnie dodać do tego Polskę z jej bardzo podobnymi osiągnięciami.

  

Oczywiście w Polsce ta tendencja zbiera same pochwały, a to, że „rywalizacja podatkowa”, czasem nazywana również dumpingiem podatkowym, a będąca składnikiem szerszej strategii zagładzania sąsiada (beggar thy neighbor policy) prowadzi w sposób oczywisty po pierwsze do zwiększania rozwarstwienia społeczeństwa (nic dziwnego, że bardziej zamożni kryzysu wcale nie odczuli), a po drugie do zwiększenia deficytów budżetowych i zadłużenia uczestniczących w tym procederze krajów. To z kolei prowadzi do przyjmowania przez kolejne kraje programów cięć wydatków, co jeszcze bardziej zwiększy rozwarstwienie i najpewniej wprowadzi tnące wydatki kraje znowu w objęcia recesji.

  

Niedawno George Soros, w wywiadzie, którego udzielił tygodnikowi „Die Zeit” powiedział, że nadmierne oszczędności (szczególnie w Niemczech) mogą w końcu doprowadzić do zamieszek populistyczno-nacjonalistycznych oraz przyczynić się do upadku europejskiego projektu z rozpadem strefy euro włącznie. Ja też tak uważam. Jest to oczywiście perspektywa lat, a nie miesięcy, ale trzeba o niej pamiętać.

  

Sytuacja Polski jest nie do pozazdroszczenia. Już w tym roku deficyt sektora finansów publicznych sięgnie blisko siedmiu procent. W przyszłym zapewne nie będzie lepiej. Szykujemy się do dyskusji budżetowej, a będzie ona niezwykle trudna. Jak zaproponować sensowny budżet, który znacznie zmniejszy deficyt finansów publicznych, a jednocześnie nie pozbawi obecnie rządzącej koalicji zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych? Pamiętać trzeba o tym, że w przyszłym roku kraje, które są teraz na celowniku spekulantów, ograniczą znacznie swoje deficyty. Jeśli nie podejmie się zdecydowanych kroków, to Polska będzie znowu wyspą, tyle że wyspą wysokiego deficytu.

  

Rynki finansowe już dostały wstępne sygnały, o których wspominam na początku tekstu. Widzimy, że rośnie różnica między rentownością polskich i niemieckich obligacji dziesięcioletnich. Wystarczy rzucić hasło i złoty zacznie tracić, a obligacje szybko zaczną tanieć (rentowność będzie rosła). Jak rozciąć ten węzeł gordyjski? Jak zachowując władzę, obniżyć deficyt i nie doprowadzić do recesji? Owszem, trzeba reformować finanse, ale wszelkie projekty wydłużenia wieku emerytalnego czy reformy KRUS nie znajdą najmniejszego odzwierciedlania w przyszłorocznym budżecie. Chodzi nam przecież na razie tylko o wyborczy rok 2011.

  

Kryzys jest często okazją do przeprowadzenia reform. Można je przeprowadzać tak jak opisuje to w „Doktrynie szoku” Naomi Klein (działania w duchu konsensu waszyngtońskiego), ale można też inaczej. Uważam, że nie pojawimy się na radarach spekulantów, jeśli wrócimy do poprzedniej stawki rentowej i poprzednich progów podatkowych. Nie będziemy też płacić „becikowego” ludziom zamożnym. Już to powinno przynieść budżetowi około 30 mld złotych. Jest jeszcze pomysł ministra Jacka Rostowskiego i minister Jolanty Fedak - ograniczenie wpłat do OFE i przesunięcie ich do ZUS. Owszem, to nie zmieni zadłużenia w długim terminie, bo zmniejszenie zadłużenia krótkoterminowego zamieni się na wzrost zadłużenia długoterminowego, ale w krótkim okresie zmniejszy deficyt.

  

Powrót do dawnych stawek i zmiany w OFE wzbudzą protesty wpływowej części społeczeństwa polskiego, ale łatwo będzie udowodnić, że olbrzymia większość na tym nie ucierpi. A przecież wyborów nie wygrywa się za pomocą głosów elity…Rynki finansowe szukają następnej ofiary. Nie pozwólmy, żeby w 2011 roku Polska się nią stała.

  


Tekst pochodzi z bloga Piotra Kuczyńskiego.

  

Piotr Kuczyński* - inwestor giełdowy, publicysta, główny analityk w firmie Xelion Doradcy Finansowi

Komentarze
Dodaj nowy
KrzysztofMazur   |07.07.2010 07:56:38
Jeżeli wybory zostaną przesunięte na kwiecień, to ewentualny kryzys, jak i
ewentualna powódź odbędą się po wyborach.
Za takim terminem przemawia kalendarz
wyborczy (pełne 4 lata na rządzenie 2011-2015), jak i prezydencja Polski w
UE.

Autor ma oczywiście rację odnośnie długu (a przede wszystkiem lepiej się
zna ode mnie). Ministerstwo Finansów prawdopodobnie rozważa podnoszenie stawek
VAT na część towarów i prawdopodobnie tak się stanie w tym roku. To posunięcie
nie wiem czy sprawiedliwe, ale chyba rozsądne z punktu widzenia budżetu (VAT
jest najpewniejszym podatkiem). Podniesienie stawki PIT jest moim zdaniem
możliwe i pożądane od roku 2012, aczkolwiek ja bym proponował PIT od
działalności gospodarczej (i ewentualnie od dochodów kapitałowych) , a nie od
umów o pracę, gdyż ten PIT jest niższy, co jest nieliberalne i niesocjalne.
Sympatyk lewicy   |07.07.2010 10:48:23
19 % PIT od działalności gospodarczej wprowadził Leszek Miler chcąc pobudzić
uśpioną gospodarkę, co mu się udało. Przedtem wielu drobnych przedsiębiorców nie
wykazywało części dochodów, kombinowało na wszystkie sposoby i w efekcie do
budżetu wpływało niewiele. Niski i liniowy podatek był skutecznym bodźcem do
uczciwego płacenia podatku i skupienia całej energii na podstawowej działalności
oraz do zwiększenia obrotów. Większe obroty firm to więcej wpływów z VAT i
większe zatrudnienie. Jeśli podniosą podatek PIT i zrobią progi to
przedsiębiorca zwolni część pracowników, do spółki przyjmie żonę i dzieci aby
podzielić zysk, zmniejszy obrót tak aby nie przekroczyć progu. W efekcie on
straci niewiele ale budżet państwa tak.
Wbrew pozorom nie jest to nieuczciwe,
że osoba, która sama podejmuje ryzyko, wykłada czasem znaczny kapitał i bez
niczyjej pomocy organizuje sobie i innym pracę i zarobek, płaci nieco mniejszy
procent podatku niż np. pracownik urzędu czy innego zakładu, któremu to wszystko
trzeba zorganizować. Każde miejsce pracy kosztuje. Nie zapominajmy też, że
własna działalność, to nie tylko wysokie zyski ale często też równie wysokie
straty. Urząd Skarbowy nie zwróci ci zapłaconego podatku od zysku gdy w
następnym roku będziesz miał równie wielką stratę. Większość rozsądnych,
drobnych przedsiębiorców posiada lokaty, które służą do ratowania firmy w czasie
dekoniunktury. Natomiast jestem zdania, że należy coś zrobić z fikcyjnym
samozatrudnieniem osób faktycznie będących na etacie w jednej firmie.
KrzysztofMazur   |07.07.2010 16:10:23
O progach nic nie napisałem.
Progi - nie, wyższa stawka - tak.
Nie zgadzam się,
że należy mieć różne stawki dla przedsiębiorców i pracowników. Ani to liberalne,
ani socjalne. Jakby podnieść kwotę wolną i lub obciąć ZUS, to najbiedniejsi
przestaliby pracować na czarno, czyli ukrywać siebie. Ukrywanie dochodów i tak
istnieje. Uśpiona gospodarka ruszyła z przyczyn głównie zewnętrznych, a podatek
liniowy był słuszny, tylko za niski i powinien objąć wszystkich.
Sympatyk lewicy   |08.07.2010 11:53:52
Powiem szczerze, mam firmę i jakąś tam podwyżkę o kilka procent z bólem ale
mógłbym zaakceptować. Gdyby więcej to już bym się rozliczał z żoną.
druknepf   |07.07.2010 23:37:25
Nooo, fenomenalne rozwiązanie z tą podwyżką VAT, znowu zapłacą za deficyt
najmniej zarabiający. Jak dodasz do tego sprywatyzowaną służbę zdrowia i płatne
studia, to może budżet będzie uratowany?
KrzysztofMazur   |08.07.2010 09:43:27
Zapłacą wszyscy. Piszę wyraźnie podnieść też PIT i kwotę wolną od podatku.
Najmniej zarabiający skorzystają na kwocie wolnej. Są jeszcze tacy, co w ogóle
nie zarabiają, bo im się nie chce, lub pracują na czarno.
wejder1   |07.07.2010 09:33:01
Cytat:
Nie będziemy też płacić ‘becikowego’ ludziom zamożnym. Już to powinno
przynieść budżetowi około 30 mld złotych.


Ja słyszałem, że to przyniesie tylko 3 mld złotych oszczędności.
Sympatyk lewicy   |07.07.2010 09:54:15
Kluczem do reformy finansów jest SLD i Grzegorz Napieralski. Autor trafnie
zauważył, że to lewicowa partia była jedyną, która nie popierała bezsensownego
rozdawnictwa. PO nie może liczyć na poparcie reform przez dotychczasowego
koalicjanta, bo dla PSL priorytetem będzie przekroczyć próg wyborczy w wyborach
parlamentarnych. Głosując zgodnie z "liberałami" zrażą do siebie resztki
wiejskiego elektoratu.
Widzę jedyny sensowny pomysł w jaki Tusk może
przeprowadzić trudne reformy, nie oddając po wyborach władzy dla PIS. Powinien
zagrać w złego i dobrego policjanta. Proponować drastyczne cięcia i
ograniczenia, następnie zgadzać na nieco łagodzące poprawki SLD i wspólnie
przepychać ustawy. W ten sposób Platformie uda się utrzymać tę część elektoratu,
która zrozumie konieczność reform, natomiast odpływ nie będzie do PIS tylko do
SLD, która wyda się partią bardziej pragmatyczną od PIS ale jednak dbającą o
socjal. Po wyborach będzie możliwa już formalna koalicja rządowa PO i SLD. Tak
naprawdę w dziedzinie ekonomii te partie prawie się nie różnią aż tak bardzo, a
bywały momenty, że to SLD była bardziej liberalna niż obecna PO. Z pewnością na
Grzegorza Napieralskiego ma pewien wpływ Leszek Miller, który to wprowadził
liniowy CIT oraz PIT dla przedsiębiorców i wypowiedział słynne zdanie " żeby
prawica mogła sobie porządzić, lewica musi na to zarobić". Jak widać miał
rację. Napieralski nie może liczyć na to, że po wyborach uzyska wynik
wystarczający do samodzielnego rządzenia. Głosując przeciwko PO razem z PIS i
PSL, zostanie uznany za hamulcowego reform i współwinnego katastrofy finansowej.
PIS i tak zachowa swój socjalny elektorat ale SLD straci.
KrzysztofMazur   |07.07.2010 16:14:16
Tu pełna zgoda. Ale najlepszy wariant po wyborach to samo PO, wtedy SLD może
rosnąć na główną opozycję i nie będzie odbicia na PiS.
Sympatyk lewicy   |08.07.2010 11:58:01
Nie da rady. Już teraz gdyby zrobić wybory, PO nie miała by większości by
samodzielnie rządzić. Za rok to będzie dobrze jak PIS takiej większości nie
osiągnie.
Rylew   |07.07.2010 10:27:40
@wejder1
*Uważam, że nie pojawimy się na radarach spekulantów, jeśli
wrócimy do poprzedniej stawki rentowej i poprzednich progów podatkowych. Nie
będziemy też płacić
Rylew   |07.07.2010 10:28:25
Wystąpił problem ze znakami. Pusty komentarz.
Rylew   |07.07.2010 10:29:42
Kuczyński mówi o całym pakiecie.
Skuba  - Skąd problem emerytów? Nic na siłę!   |07.07.2010 12:51:40
Nie rozumiem zabiegów o wydłużenie okresu pracy emerytów przy tak wielkim
bezrobociu. Oczywiście im dłużej delikwent pracuje tym wyższą będzie miał
emeryturę, więc sensowne byłoby uzależnienie wydłużenia czasu zatrudnienia od
samego zainteresowanego. Ten sam problem dotyczy okresu zatrudnienia kobiet. Nic
na siłę.
KrzysztofMazur   |07.07.2010 16:19:33
Problem polega na sposobie przeliczania stażu na wysokość emerytury. Część
ZUSowska nie jest proporcjonalna do emerytury, aczkolwiek nie jestem pewien jak
to wygląda w nowym systemie.

Jeśli chodzi o ilość emerytów ptzedreformowanych,
to się bezpośrednio przekłada na podatki i tym samym bezrobocie. Więcej
emerytów, większe podatki, większe bezrobocie.
kot_w_golebniku   |07.07.2010 13:26:12
http://www.centaurus.org.pl/index.php?option=com_c
ontent&view=article&id=207

Proponuję, żeby zwolennicy lewicy zrobili zrzutkę na
ten cel. A szczególnie wszyscy miłośnicy podwyższania podatków i składek na ZUS
dzięki którym bankrutują drobni przedsiębiorcy tacy jak właściciel dorożki w
której jeździła Beti.
No lewacy, macie okazję chociaż raz być pożyteczni!
druknepf   |08.07.2010 11:36:03
Jak już czytasz, to rób to uważniej, nie odwracaj Jarkowego kota ogonem. Wszyscy
przedsiębiorcy, łącznie z dorożkarzem płacą 19% podatek i nikt tego nie zamierza
zmieniać. Kuczyński lewakiem? Wolne żarty! Wczorajsi wielbiciele wolnego rynku,
zmieniają zdanie na temat podatków nie dla tego, że mają poglądy lewicowe, ale
potrafią myśleć.
kot_w_golebniku   |08.07.2010 14:19:33
19% podatku to nic. W końcu jak nie ma zysków, to nie ma i podatku, a jak są
zyski to jest z czego zapłacić.
Ale haracz dla ZUSu to już poważny problem. Czy
masz zysk, czy masz stratę musisz oddać ponad 800zł. Dla małych przedsiębiorców
takich jak dorożkarz, szewc, zegarmistrz, handlarz na targowisku itp. to duży
problem.
Lewicowi intelektualiści nie mogą być chyba aż tak zaślepieni żeby nie
widzieć jak wiele ludzi z tego powodu zamiast samemu tworzyć sobie miejsca pracy
przechodzi na garnuszek opieki społecznej.

A Kuczyński, cóż. Jest lewakiem czy
ci się to podoba czy nie. Sam się określa socjaldemokratą. A jak nadal nie
wierzysz to przeczytaj jego teksty. A jeszcze lepiej komentarze. Jest
zwolennikiem głębokiej interwencji państwa w rynek, wysokich progresywnych
podatków i państwowych wielu dziedzin gospodarki jak edukacja, czy służba
zdrowia.
daktyl   |12.07.2010 00:03:50
Faszyści często określają tych, którzy nie raczą wyznawać ich ideologii mianem
"lawaków". To taki uniwersalny epitetet, który przylepiają wtedy kiedy
nie mają jak obalić argumentów.

Winą Kuczyńskiego jest oczywiście też, że
nie jest poprawny politycznie. Nie wyznaje duminującej w Polsce ideologii
neoliberalnej, skłania się raczej ku rozsądnej opcji, którą reprezentuje np.
Joseph Stiglitz - amerykański noblista z ekonomii. Odrzuca jednocześnie
twierdzenia neoliberalnych ekstremistów jak Gwiazdowski, czy Winiecki.


"państwowych wielu dziedzin gospodarki jak edukacja, czy
służba
zdrowia."

Tak jest ich zwolennikiem, jak każdy uczciwy człowiek.


A tekst rzeczywiście świetny.
kot   |07.07.2010 18:24:40
Neoliberałowie zawłaszczyli witrynę krytyki.
I oto (komu) chodzi!
Sympatyk lewicy  - re:   |08.07.2010 15:57:15
kot_w_golebniku napisa?:

A Kuczyński, cóż. Jest lewakiem czy ci się to podoba czy nie. Sam się
określa socjaldemokratą.


Lewak - duży sztylet o rękojeści zamkniętej trzymany (jak nazwa
wskazuje) w lewej dłoni, ….itd.
Tak więc lewakiem autor nie jest,
może jednak prawakiem, albo prawiczkiem? Nauczcie się szanować poglądy
innych a jak nie, to chociaż język Polski. Działacz lewicy to lewicowiec.
kot_w_golebniku   |08.07.2010 17:04:53
No tak, jak zazwyczaj w takich momentach, gdy kończą się argumenty, zaczyna gra
na słówka.
A może byście się jednak złożyli na tę klacz, co? LEWICOWCY? Bądźcie
choć raz pożyteczni…
kszan  - Podwyżka PIT   |10.07.2010 10:27:18
Gdzieś przeczytałem, że od kilku lat koszty związane ze ściąganiem PIT
przewyższają wpływy z tego podatku a budżet zasilany jest głównie przez VAT i
akcyzy (liczne). Wprowadznie 19% liniowego PIT dla przedsiębiorców dość mocno
zredukowało koszty ściągania tego podatku (brak skali, systemu ulg,jedna liniowa
stawka). Dodatkowo, zlikwidowano bzdurny obowiązek skałdania co miesiąc
deklaracji PIT5 (co ciekawe (buhaha) chyba za rządow PiS), co podejrzewam dość
mocno odciążyło urzędy skarbowe w "mieleniu" dokumentów - a to kosztuje
i to dużo.
Zamast podnosić podatki o wiele skuteczniej jest uprościć procedury
podatkowe. Każdy z nas co roku składa PIT jakiśtam i kilka załączników w których
po 5 razy udowadnia, że ma dzieci, internet i nie prowadzi działanosci w
specjalnej strefie ekonomicznej. Potem te 10-15 stron danych - w większości w
kółko przepisywanych adresów, imion, nazwisk i danych z PIT 11 które US już ma
od pracodawcy trafia z powrotem do US który ma robotę pełną parą na kolejne 2
miesiące. Koszty - ogromne. Wrażenia z przekładania papierów na pewno
bezcenne.
Ciekawe czy znadzie się polityk, partia czy minister finasów, który
zastanowi się poważenie nad tym problemem ?
Podniesienie PIT powiedzmy do 22%
niewiele zmieni - przykładem może być składka zdrowotna której podniesienie nie
zmieniło absolutnie nic.
Arkan   |12.07.2010 22:24:41
"Chodzi oczywiście o okres 2005-2008, gdzie bez opamiętania rozdawano
pieniądze. Cięcia składki rentowej, zmniejszenie podatku PIT (oba znacznie
zwiększyły zarobki już dobrze zarabiających i niewiele dały tym mniej
zarabiającym)" przepraszam ale takiej bzdury dawno nie czytałem…panie
Piotrze Kuczyński wstyd pisać takie bzdury… Fiskus po prostu nie zabrał
pieniędzy podatników, więc co tu pisać o rozdawaniu…jedynie co do becikowego
można się zgodzić, bo idzie z budżetu (ale też te pieniadze trzeba wpłacić)
Arkan   |12.07.2010 22:32:17
A podatek katastralny? Coś czuję, że PO nie bedzie miało wyjścia i zacznie się
wielka wycena nieruchomości… po wyborach parlamentarnych….Generalnie uważam,
że jest to podatek sprawiedliwy ponieważ zależy od wartości posiadanych
nieruchomości (są przecież w gminach Wydziały Geodezji i Katastru, dziś podatek
od nieruchomości zupełnie tej roli nie pełni (w miejscowości Tłuszcz jest wyższy
niż w Konstancinie)..
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.89720 Seconds