|
Kuczyński: Rozsądna decyzja |
|
|
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion
|
|
25.06.2009 |
We wtorek 23 czerwca minister finansów ogłosił, że rząd zdecydował się na oczekiwaną od dawna nowelizację ustawy budżetowej. Według tej noweli PKB wzrośnie o 0,2 proc. (a nie o zakładane 3,7 proc.), a deficyt budżetu centralnego wzrośnie do 27 mld PLN (z pierwotnie zakładanych 18,2 mld PLN). Pamiętać trzeba o tym, że minister mówi o deficycie budżetu centralnego, a nie o deficycie sektora finansów publicznych, z którego rozlicza nas Komisja Europejska. Skoro oczywiste jest, że brakuje jeszcze kilku miliardów złotych to znaczy, że ministerstwo będzie dodatkowo cięło wydatki albo przerzuci je poza budżet centralny, co sytuację deficytu sektora finansów publicznych pogorszy i zwiększy prawdopodobieństwo zrealizowania się prognozy Komisji Europejskiej, czyli deficytu w wysokości 6,6 procent.
Rząd miał do wyboru: jeszcze mocniej ciąć wydatki, albo podnieść podatki pośrednie (podatków PIT i CIT ruszyć nie może), albo zwiększyć deficyt. Wybrał wyjście rozsądne, bo cięcie wydatków nie jest w kryzysie pożądane. Decyzja o pójściu dwoma drogami (częściowo jednak cięcia, a częściowo wzrost deficytu) jest sensowne. Podniesienie deficytu niewątpliwie jest posunięciem wymuszonym przez kryzys i oddalającym termin wejścia do strefy euro, ale koniecznym.
Komisja Europejska chce, żeby Polska wróciła do poziomu deficytu wymaganego przez traktat z Maastricht (poniżej 3 procent) do 2012 roku, co stawia Polskę w trudnej sytuacji. W 2009 roku damy sobie radę choćby przez wypłatę większych dywidend ze spółek skarbu państwa, mimo że nie zawsze wypłata całego zysku w postaci dywidendy jest pożądana. Na przykład zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby w PKO BP taka decyzja nie została podjęta. Można sobie jednak wyobrazić osiągnięcie porozumienia z Eureko, czego wynikiem byłaby olbrzymia dywidenda z PZU (mogłaby być nawet zbliżona do wartości, o którą zwiększony został deficyt). Budżet poratować też może zysk NBP.
W roku 2010 będziemy mieli już jednak problem. Trzeba będzie deficyt obniżać, a gospodarka nadal będzie słaba. Nie uciekniemy przed dylematem: ciąć wydatki, czy podnosić podatki? Jeszcze bardziej sensowne byłoby rozwiązanie problemu KRUS, ale to z powodów czysto politycznych nie jest możliwe. A jeśli podnosić podatki to jakie? Nie ulega wątpliwości, że cięcie wydatków jest przeciwskuteczne, bo ograniczy aktywność gospodarki, a to utrudni wyjście z kryzysu i zwiększy bezrobocie. Podniesienie podatków CIT utrudniłoby działanie naszych firma w warunkach międzynarodowej konkurencji. Wzrost podatku VAT uderzyłby w popyt wewnętrzny, a przecież to od niego przede wszystkim zależy stan naszej gospodarki. Według mnie najbardziej rozsądne byłby po prostu powrót do starego podatku PIT i składki rentowej. Niepotrzebnie je obniżano, a teraz te 35 mld złotych bardzo by się przecież przydały.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 25.06.2009 )
|
Viking napisał: >Czytelnictwo w Pols...
Oczywiście viking znów najlepiej wie ...