NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kubisa: Dla mediów są tylko numerami Drukuj
Juila Kubisa   
26.07.2011

Świat jest popieprzony. Facet zabija prawie sto osób, z których każda miała ciekawe życie, zainteresowania i pasje. Mieli twarze, imiona, nazwiska. Tymczasem od trzech dni wszędzie oglądam tylko twarz mordercy i słucham o jego życiorysie, a ludzie, których zabił, stają się tylko liczbą.

fot. Xurble CC (by) flickr.comNie sposób oglądać telewizji, bo pokazują w kółko tego blondyna, który chyba urodził się, by pozować, a potem przyszło mu do głowy, żeby mieć w rękawie drugą kwalifikację i wyszkolił się w zabijaniu. O jejku, jejku, to zło jest tak perwersyjnie piękne. Jak to dobrze, myślą sobie redaktorzy wydań popołudniowych, że trafiło na tak charakterystyczną nordycką twarz. Jak to dobrze, myślą sobie komentatorzy, że to blondyn aryjski, od razu zrobi się fajną puentę o blond bestii. A każdy kanapowy psycholog będzie analizował „skąd się bierze zło”, gmerając w jego niesamowicie ciekawej biografii. O, taki jesteś ciekawy, intrygujący, nasz ty morderco masowy. Nasz ty natural born killer, ty Woody Harrelsonie, ty. Co bystrzejszy popisze się jeszcze cytatem z Adorno albo Arendt i temat będzie wałkowany przez kolejne tygodnie, a blond gęba nie będzie schodzić z ekranów. Aż się przypominają Naziści Uklańskiego.

Co mnie obchodzi jak ten człowiek wygląda? Nie interesuje mnie to. Serio. Mnie interesują te dzieciaki z letniego obozu. Kim były? Czym się interesowały? Ich imiona, nazwiska, twarze. Ich pierwsze dziewczyny i chłopcy, ich znajomi, rodziny, przyjaźnie. Ich marzenia – przecież te dzieciaki interesowały się polityką, chciały mieć wpływ na to, co się dzieje ze społeczeństwem, z krajem. Jak to się stało, że weszli do polityki? Co sprawiło, że przyjechali na ten obóz? Ile i ilu z nich chciało zostać w przyszłości premierem? W Polsce nie ma zbyt wielu takich nastolatków, tym bardziej chcę o nich coś wiedzieć.

A ci, co zginęli w Oslo? Kim byli? Czym się zajmowali? Kto ich opłakuje? Ofiar jest 76 i na razie dla mediów są tylko numerami. Dziś norweskie władze opublikują ich nazwiska, ale co zrobią z tym polscy dziennikarze? Facet zostanie na zawsze zapamiętany jako Ten-Co-Zabił-76-Osób. Ale kim były te osoby?

W 2008 roku byłam na ciekawej wystawie w Museum of Docklands w Londynie poświęconej Kubie Rozpruwaczowi. Kuba Rozpruwacz jest modny wśród turystów. Można iść na wycieczkę jego śladami, czyli śladami jego zbrodni, kupić kilka książek przedstawiających różne teorie na temat jego tożsamości. Czy był to żyd polskiego pochodzenia, a może syn królowej Wiktorii, do wyboru do koloru. Ogląda się pub stojący w miejscu, gdzie sto lat temu jakiś facet rozpruł kobietę, i zapewne czuje się voyeurystyczne podniecenie.

Ta wystawa była inna. O samym Kubie Rozpruwaczu wiem tyle, ile wcześniej – że nie wiadomo, kim był, i że zabił swoje ofiary ze szczególnym okrucieństwem. Mogłam się natomiast dowiedzieć bardzo wiele o ówczesnym East Endzie, o koszmarnych warunkach życia, o ludziach, którzy rodzili się niemalże w rynsztoku i często tam umierali. O strasznych fabrykach zapałek, gdzie kobiety traciły zdrowie i życie. O skali imigracji, dla której lepsze życie w stolicy Królestwa kończyło się w przeludnionych ruderach. Pamiętam oryginalną mapę zagęszczenia ludności Londynu z końca XIX wieku: piękne i mało zaludnione zielone tereny Hampstead i Belgravii oraz pomarańczowo-brązowy East End. Brązowych kropek oznaczających ludzi było tyle, że chyba brakowało tam już powietrza. Mnóstwo informacji o życiu prostytutek w Londynie, o ubóstwie kobiet, które wypychało je na ulicę.

I wreszcie – a właściwie przede wszystkim – ofiary Kuby Rozpruwacza. Kim były, jak wyglądało ich codzienne życie. Mary Ann Nichols, Annie Chapman, Elizabeth Stride, Catherine Eddowes i Mary Jane Kelly. To ich prawdziwe nazwiska, w przeciwieństwie do anonimowego mordercy, któremu pseudonim nadały bulwarowe gazety, czyniąc z niego pierwszego zbrodniarza-bohatera kultury masowej. I epilog. Morderstwa z Whitechapel przyczyniły się do reformy miejskiej, dzięki czemu poprawiły się warunki życia i bezpieczeństwo mieszkańców.

Możemy dyskutować o cenzurze, o skali imigracji w Norwegii, o społeczeństwie wielokulturowym, o dostępie do broni, ale jeśli po jednej stronie będzie człowiek, a po drugiej tylko liczba, to nigdy do końca nie zrozumiemy potworności tej zbrodni. Jeśli niewinni ludzie zostaną zamknięci w liczbie, to ten facet wygra, bo to jemu media udzieliły głosu, cytując obszernie jego chore dzieło. Według mnie jest w tym jakiś elementarny brak szacunku.

Julia Kubisa, dr socjologii, na co dzień zajmuje się prawami kobiet i sytuacją związków zawodowych.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Miki_MoUse  - a moze rodziny tych ofiar …   |27.07.2011 17:04:03
a moze rodziny tych ofiar nie chca aby ich dzieci, matki pokazywac w gazetach i
tv. masz prosty przyklad ze smolenskiem, czesc rodzin robi sobie z tej
katastrofy reklame tozsamosci (kurtyka, gosiewska) a inny przezywaja to w ciszy.
moze warto sie nad tym zastanowic ?
bao  - brak szacunku…>   |27.07.2011 17:17:05
ludzie żyjący w strachu pracują wydajniej
sknd   |27.07.2011 18:19:57
trafne spostrzeżenie
Znikający punkt  - Nie trafione porównanie   |27.07.2011 18:35:22
Ofiary Kuby R. stały się jego ofiarami właśnie wskutek takich a nie innych
warunków, w których MUSIAŁY żyć. Młodzi Norwegowie nie jeżdżą na obóz "za
chlebem", żadne ich koszmarne warunki życia nie sprawiły, że trafiły na
mordercę. Nie ma tu więc nad czym ubolewać, ani czego reformować. Chyba że młody
aktywista polityczny to dla p. Kubisy odpowiednik XIX-wiecznej londyńskiej
prostytutki. Ale nie chce mi się wierzyć, że o taką analogię chodziło…
emes5756   |27.07.2011 19:25:44
Także sobie zadaje wiele podobnych pytań. Np. co czuja jego(sprawcy)rodzice i
dziadkowie, bo przecież nie przyszedł znikąd? Na ile są/czują się odpowiedzialni
(bo przecież nie winni)? Mamy takie media, na jakie zasługujemy a dla nich zło
jest fascynujące, szczególnie jeśli jest ekstremalne (jutro temat porzucą bo
znajdzie się nowy, może równie krwawy) zaś życie ofiar jest dla nich banalne -
nie stanowi newsa. Newsem jest tylko możliwie wielka ich liczba. To wszystko
nieprawda - ale nasza, zwykłych ludzi z empatią - dla mediów to
prawda
fundamentalna. Jeżeli za fasadą tak sympatycznej twarzy (człowieka raptem może
15 lat starszego od mojego wnuka) mogą odłożyć się takie pokłady zła,
to…ciarki mnie przechodzą.
el topo   |27.07.2011 21:11:31
Wątpię w szczerość deklaracji zawartych w tym artykule, a postulaty są
nierealistyczne. Zawsze będzie nas bardziej interesował morderca niż jego
ofiara. Ofiara jest postacią banalną, bierną, normalną, przeciętną - jakich
wiele, guzik mnie obchodzą ich plany i marzenia, ich nazwiska, rodziny i
"pierwsze dziewczyny". Roztrząsanie tego to czysty sentymentalizm.
Natomiast morderca to co innego - w jego przypadku już jest ciekawe, jakie
mechanizmy zadziałały. Zło nas interesuje w sposób naturalny, niekoniecznie z
perwersyjnej fascynacji, po prostu chcemy je zrozumieć, aby móc z nim sprawniej
walczyć czy zapobiegać mu.
krycha  - Brawo   |27.07.2011 22:44:56
Głos rozsądku w tej dziennikarskiej dziczy.
milk55  - Propagatorzy zbrodni.   |27.07.2011 22:56:46
Witam,zgadzam sie z tym co pani napisala
a nawet wiecej.
Jestem pewny ze
dziennikarze propaguja
zbrodnie.Ci porzyteczni idijoci,piszom
scenariusz dla
innych zwyrodnialcow.
Dopiero jak redaktor dostanie po pysku
to sie
zastanowia,ze nie mozna tak nachalnie wciskac takich wiadomosci.
Mnie on
absolutnie nie interesuje.
Boje sie otworzyc lodowke.
miroslawczylek   |27.07.2011 23:21:10
Pani Julio. Bardzo emocjonujący artykuł. Piętnuje chorą kulturę massmediów.
Aczkolwiek zastanawiam się, czy da się obronić jego ludzkie i czyste intencje.


(1) Po pierwsze, nie da się zaprzeczyć temu, że czytelników bardziej niż
bezosobowe 76 osób interesuje biografia właśnie A.B. Nieuwzględnianie życiorysów
tych ludzi jest czynnością moralnie słuszną, ale ta "moralność" stoi w
sprzeczności z ciekawością, oraz emocjami szarego człowieka. Równie dobrze można
by od jutra zacząć publikować historie polskich nastolatków, którzy siedzą w
polityce. Czy kogoś to interesuje ? Raczej nie. Ale Pani, żeby uwiarygodnić
swoją tezę, może zacząć o tych nastolatkach pisać. Zapewniam, że nie zrobi to
wielkiej kariery.
(2) Po drugie, ważne jest uświadamianie społeczeństwa, kim
może być morderca (i że może być tak "atrakcyjny" w mało refleksyjnym
społeczeństwie). Ważne jest wskazanie genezy, jak mordercy się "rodzą".
Przy okazji zaś zajmujemy się oceną kondycji społeczeństwa, które tworzy
współczesnych Herostratesów w internecie, w obliczu współczesnej mieszaniny
kulturowej.
(3) Po trzecie - dziennikarz od dawna już przestał być publicystą,
mgr humanistyki, lub ekonomii. Staje się pomału łowcą ludzkiej emocjonalności
czytelników. Jeśli jej nie wyzwoli, zacznie być rzadziej czytany, to zaś
zminimalizuje jego wpływ oraz… materialne zasoby. Wówczas nie pozostanie mu
nic innego jak zmiana… zawodu.
(4) Proszę zwrócić uwagę, że Pani, jako dr
socjologii ma tą przewagę nad dziennikarzami, że "nie musi" walczyć o
czytelników. Zawsze pozostaje Pani alternatywa w postaci uczelni. Gdyby to
jednak było dziennikarstwo, które ma się "sprzedać", wówczas byłoby Pani
trudniej przetrwać. I raczej nie pofatygowała by się Pani na podróż do Norwegii,
by rozmawiać z rodzinami zabitych. A przecież może Pani tak zrobić - w końcu
teraz mamy wakacje (chyba że Pani pracuje 365dni w roku).

Pozdrawiam !
lester  - cierpliwości…   |28.07.2011 12:42:44
Media jak już wyssą wszystko z mordercy, jego twarz się opatrzy i nawet na
dzieciach nie będzie robić wrażenia, przejdą do ofiar. Taki temat nie zdarza się
codziennie więc, na pewno norwescy konsumenci poznają w szczegółach wszystko co
tym obiektywnym sprawozdawcom rzeczywistości uda się wycisnąć z rodzin ofiar,
które zgodnie z obecnymi trendami, chętnie podzielą się swoim cierpieniem i
wynikającą z tego mądrością. Do nas, miejmy nadzieję, to wszystko dotrze już w
mocno okrojonej formie. Po zeszłym roku ma tego dosyć.
emes5756  - Pytań c.d.   |28.07.2011 18:20:32
Zastanawiam się dalej, kiedy czytam tu nasze słuszne narzekania na media i ich
poczynania wobec wszystkiego co jest newsem, tym lepszym im bardziej krwawym,
brudnym, odbiegającym od normy itd - ile tu jest odpowiedzi na rzeczywiste
zapotrzebowanie "publiki" (czyli nas) a ile świadomego kształtowania
tego rynku, aby na nim żerować (na końcu są oczywiście pieniądze)? Nie łudźmy
się, tzw.kultura Big Brothera odpowiedziała na jakieś rzeczywiste potrzeby
związane z naszymi tendencjami do podglądactwa. Ale raz uruchomiona
rozpowszechniła pewien styl, na który jest już stałe zapotrzebowanie, obniżyła
progi wrażliwości, otumaniła nas (patrz źródłosłów: TUMAN), uczyniła z ekscesu
rzecz normalną. Jest tu jakaś pętla sprzężeń zwrotnych wzajemnie się
wzmacniających i ani my, odbiorcy mediów nie możemy udawać niewiniątek ani też
media nie mogą sobie stwarzać z naszej ułomności wygodnego alibi. Jak z tego
wyjść? Doprawdy nie mam pojęcia bo nie jestem naiwnym idealistą. Ale wyjść by
się chciało…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.36505 Seconds