|
Świat jest popieprzony. Facet zabija prawie sto osób, z których każda miała ciekawe życie, zainteresowania i pasje. Mieli twarze, imiona, nazwiska. Tymczasem od trzech dni wszędzie oglądam tylko twarz mordercy i słucham o jego życiorysie, a ludzie, których zabił, stają się tylko liczbą.
Nie sposób oglądać telewizji, bo pokazują w kółko tego blondyna, który chyba urodził się, by pozować, a potem przyszło mu do głowy, żeby mieć w rękawie drugą kwalifikację i wyszkolił się w zabijaniu. O jejku, jejku, to zło jest tak perwersyjnie piękne. Jak to dobrze, myślą sobie redaktorzy wydań popołudniowych, że trafiło na tak charakterystyczną nordycką twarz. Jak to dobrze, myślą sobie komentatorzy, że to blondyn aryjski, od razu zrobi się fajną puentę o blond bestii. A każdy kanapowy psycholog będzie analizował „skąd się bierze zło”, gmerając w jego niesamowicie ciekawej biografii. O, taki jesteś ciekawy, intrygujący, nasz ty morderco masowy. Nasz ty natural born killer, ty Woody Harrelsonie, ty. Co bystrzejszy popisze się jeszcze cytatem z Adorno albo Arendt i temat będzie wałkowany przez kolejne tygodnie, a blond gęba nie będzie schodzić z ekranów. Aż się przypominają Naziści Uklańskiego.
Co mnie obchodzi jak ten człowiek wygląda? Nie interesuje mnie to. Serio. Mnie interesują te dzieciaki z letniego obozu. Kim były? Czym się interesowały? Ich imiona, nazwiska, twarze. Ich pierwsze dziewczyny i chłopcy, ich znajomi, rodziny, przyjaźnie. Ich marzenia – przecież te dzieciaki interesowały się polityką, chciały mieć wpływ na to, co się dzieje ze społeczeństwem, z krajem. Jak to się stało, że weszli do polityki? Co sprawiło, że przyjechali na ten obóz? Ile i ilu z nich chciało zostać w przyszłości premierem? W Polsce nie ma zbyt wielu takich nastolatków, tym bardziej chcę o nich coś wiedzieć.
A ci, co zginęli w Oslo? Kim byli? Czym się zajmowali? Kto ich opłakuje? Ofiar jest 76 i na razie dla mediów są tylko numerami. Dziś norweskie władze opublikują ich nazwiska, ale co zrobią z tym polscy dziennikarze? Facet zostanie na zawsze zapamiętany jako Ten-Co-Zabił-76-Osób. Ale kim były te osoby?
W 2008 roku byłam na ciekawej wystawie w Museum of Docklands w Londynie poświęconej Kubie Rozpruwaczowi. Kuba Rozpruwacz jest modny wśród turystów. Można iść na wycieczkę jego śladami, czyli śladami jego zbrodni, kupić kilka książek przedstawiających różne teorie na temat jego tożsamości. Czy był to żyd polskiego pochodzenia, a może syn królowej Wiktorii, do wyboru do koloru. Ogląda się pub stojący w miejscu, gdzie sto lat temu jakiś facet rozpruł kobietę, i zapewne czuje się voyeurystyczne podniecenie.
Ta wystawa była inna. O samym Kubie Rozpruwaczu wiem tyle, ile wcześniej – że nie wiadomo, kim był, i że zabił swoje ofiary ze szczególnym okrucieństwem. Mogłam się natomiast dowiedzieć bardzo wiele o ówczesnym East Endzie, o koszmarnych warunkach życia, o ludziach, którzy rodzili się niemalże w rynsztoku i często tam umierali. O strasznych fabrykach zapałek, gdzie kobiety traciły zdrowie i życie. O skali imigracji, dla której lepsze życie w stolicy Królestwa kończyło się w przeludnionych ruderach. Pamiętam oryginalną mapę zagęszczenia ludności Londynu z końca XIX wieku: piękne i mało zaludnione zielone tereny Hampstead i Belgravii oraz pomarańczowo-brązowy East End. Brązowych kropek oznaczających ludzi było tyle, że chyba brakowało tam już powietrza. Mnóstwo informacji o życiu prostytutek w Londynie, o ubóstwie kobiet, które wypychało je na ulicę.
I wreszcie – a właściwie przede wszystkim – ofiary Kuby Rozpruwacza. Kim były, jak wyglądało ich codzienne życie. Mary Ann Nichols, Annie Chapman, Elizabeth Stride, Catherine Eddowes i Mary Jane Kelly. To ich prawdziwe nazwiska, w przeciwieństwie do anonimowego mordercy, któremu pseudonim nadały bulwarowe gazety, czyniąc z niego pierwszego zbrodniarza-bohatera kultury masowej. I epilog. Morderstwa z Whitechapel przyczyniły się do reformy miejskiej, dzięki czemu poprawiły się warunki życia i bezpieczeństwo mieszkańców.
Możemy dyskutować o cenzurze, o skali imigracji w Norwegii, o społeczeństwie wielokulturowym, o dostępie do broni, ale jeśli po jednej stronie będzie człowiek, a po drugiej tylko liczba, to nigdy do końca nie zrozumiemy potworności tej zbrodni. Jeśli niewinni ludzie zostaną zamknięci w liczbie, to ten facet wygra, bo to jemu media udzieliły głosu, cytując obszernie jego chore dzieło. Według mnie jest w tym jakiś elementarny brak szacunku.
Julia Kubisa, dr socjologii, na co dzień zajmuje się prawami kobiet i sytuacją związków zawodowych.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...