|
Na początku grudnia grupa studentów z Instytutu Studiów Międzynarodowych rozwiesiła na Uniwersytecie Wrocławskim plakaty z hasłem, którego akademia nie widziała od ponad dwudziestu lat: PROTEST! Studenci przyjęli nazwę Inicjatywa Paragrafu Czwartego, powołując się na 20. punkt paragrafu 4. regulaminu studiów na Uniwersytecie Wrocławskim: Student ma w szczególności prawo do organizowania na terenie Uczelni zgromadzeń, manifestacji, akcji protestacyjnych i strajków zgodnie z postanowieniami Ustawy i Statutu Uniwersytetu Wrocławskiego.
Plakaty z hasłem „Protest” zapraszały na wydarzenia, które przez tydzień miały się odbywać w jednej z sal wykładowych Wydziału Nauk Społecznych: debaty o stanie szkolnictwa wyższego, wykłady o ruchach Occupy, prekariacie czy arabskiej wiośnie ludów. Idąc na dyskusje, chyba nikt nie spodziewał się, że faktycznie zostaną one potraktowane jako protest – w dodatku z góry spacyfikowany. Chociaż studenci spełnili wszystkie wymogi formalne, władze uczelni nie zgodziły się na zajęcie sali wykładowej, co więcej oświadczyły, że wejście do auli zostanie potraktowane jako bezprawne wynajęcie obiektu (sic!).
Studenci zorganizowali się, żeby debatować nad stanem Uniwersytetu, a zostali potraktowani jak nielegalni dzierżawcy. Podobnie jak moi koledzy i koleżanki z Wydziału Nauk Społecznych, przyłączyłem się do protestujących.
Zgodziliśmy się nie zajmować sali, jeśli władze przystąpią do debaty ze studentami jeszcze w tym roku. Zanim doszło do spotkania, Inicjatywa wyszła poza Wydział Nauk Społecznych, przyłączyli się do niej studenci i doktoranci filologii polskiej, dziennikarstwa, kulturoznawstwa, filozofii, socjologii, psychologii. Protestem zainteresowali się również studenci Akademii Medycznej i wydziału architektury na Politechnice Wrocławskiej. Na naszą skrzynkę mailową poza listami wsparcia spłynęły przede wszystkim skargi, zażalenia i przykłady biurokratycznych absurdów. Na ich podstawie skonstruowaliśmy listę problemów, które planowaliśmy omówić podczas debaty.
Działania Inicjatywy Paragrafu Czwartego są czymś nowym i niespotykanym na Uniwersytecie Wrocławskim. Jesteśmy nieformalnym oddolnym ruchem protestu działającym już na kilku wydziałach i kierunkach. Studenci angażują się w protest, bo nie mają zaufania do swoich oficjalnych przedstawicieli. Uczelniany samorząd jest znacznie bardziej zainteresowany organizacją komercyjnych imprez niż walką o prawa studentów. Nie powołał nawet Rzecznika Praw Studenckich, mimo że jest to jego regulaminowy obowiązek. Nie dziwi zatem, że przedstawicielom kadry trudno było ustosunkować się do nowej formy aktywności.
15 grudnia 2011 spotkaliśmy się z władzami w sali, która była dla nas zamknięta 10 dni wcześniej.
Początkowo atmosfera nie była przyjazna. Dyrektor Instytutu Studiów Międzynarodowych, wygłaszając wstęp do debaty, niepotrzebnie go przedłużał – skupił się na historii Uniwersytetu. Nasze pierwsze pytania również spotkały się z nienaturalnie długimi odpowiedziami. Przez to nie udało się poruszyć wszystkich kwestii; skupiliśmy się na kilku problemach: na tym, że wyniki ankiet ewaluacyjnych nie są jawne i mają nikły wpływ na ocenę pracy dydaktyków; na rażąco niskim poziomie prac pisemnych oraz zastąpieniu pracy licencjackiej przez egzamin; braku elastyczności przy wyborze seminariów.
Ostatecznie władze zadeklarowały swoją pomoc przy organizacji kolejnych debat, zarówno na szczeblu wydziałowym, jak i uniwersyteckim. Kadra Instytutu udzieliła wsparcia naszemu protestowi. Wiele problemów dotyczy w równym stopniu studentów, jak i pracowników naukowych, dlatego zależy nam na porozumieniu. Naszym celem nie jest wojna z przedstawicielami kadry. Nie chcieliśmy i nie chcemy walczyć przeciwko sobie, tylko działać razem w imię wspólnego dobra. Obiecującym początkiem tej współpracy jest obopólna chęć powrotu do przepisu, który pozwalał wszystkim pracownikom naukowym z tytułem doktora być promotorami prac magisterskich. Takie rozwiązanie spowoduje większą swobodę w doborze tematu i pozwoli na rzeczywistą współpracę studenta z wykładowcą. W obecnym systemie przepracowani promotorzy nie są w stanie poświęcić odpowiedniej ilości czasu swoim studentom. Oczywiście, takie rozwiązanie wymaga zwiększenia nakładów finansowych, które systematycznie maleją. Wspólnie protestujemy przeciwko niedofinansowaniu publicznych szkół wyższych, w bezpośredni sposób powodującemu obniżenie poziomu kształcenia.
Nie zmienia to faktu, że administracja na poziomie lokalnym jest niedoskonała i potrzebuje doraźnych, miejscowych ulepszeń. Staramy się wynajdywać te luki i próbujemy je wspólnie uzupełniać – nie stanowią one jednak źródła problemu, tylko jego symptomy. Samego problemu nie rozwiążemy na poziomie instytutu, wydziału czy nawet jednego uniwersytetu. Studia na wyższych uczelniach w ostatnich dwudziestu latach stały się okresem kwarantanny między szkołą średnią a pracą zawodową lub – coraz częściej – bezrobociem. Duch Uniwersytetu staje się coraz mniej widoczny, mimo że powinien stanowić o charakterze i celach tej instytucji - edukacji i produkcji wiedzy. Coraz wyraźniejsze staje się za to działanie niewidzialnej ręki wolnego rynku, która systematycznie wypędza go poza uniwersyteckie mury. W konsekwencji uczelnie ani nie uczą, ani nie przygotowują do pracy - zamiast wiedzy produkują bezwartościowe dyplomy magistrów. Mimo że autorzy reform powołują się na wszechobecny dyktat rentowności i zorientowani są na wymagania rynku pracy, nie prowadzi to do sukcesu zawodowego absolwentów. Studenci po uzyskaniu dyplomu licencjackiego czy magisterskiego opuszczają mury uczelni bez rzetelnej wiedzy i bez perspektyw na pracę odpowiadającą ich wykształceniu.
Studenci i doktoranci zaangażowani w Inicjatywę Paragrafu Czwartego, przy wsparciu ze strony kadry, pracują obecnie nad postulatami, które pozwolą na objęcie swoim zakresem całej wspólnoty akademickiej. Pragniemy wypracować je w jak najszerszym gronie. Wskażemy na problemy, nazwiemy je i będziemy postulować ich rozwiązanie. Mamy prawo do protestu. Mamy prawo oczekiwać zmian. Nie zamierzamy jednak przedstawiać rozwiązań, nie będziemy wyręczać struktur administracyjnych z ich obowiązków. Każda próba obarczenia protestujących obowiązkiem stworzenia pełnej wizji nowego systemu jest próbą ich pacyfikacji lub głębokim niezrozumieniem istoty protestu, niezależnie czy chodzi o ruchy Oburzonych, ruchy Occupy czy protest na Uniwersytecie Wrocławskim.
Na podobny temat
|
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pój...
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...