NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kozek: Słaby minister środowiska jest na rękę Tuskowi Drukuj
Bartłomiej Kozek*   
19.11.2011

Ministerstwo Środowiska nie miało od 1989 roku zbytniego szczęścia. Nigdy nie zyskało rangi kluczowego resortu rządowego – ani w trakcie sprzątania po katastrofie ekologicznej późnego PRL-u, ani przy okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej i napłynięcia strumienia unijnych pieniędzy, ani też wtedy, gdy naukowcy doszli do konsensusu, że zmiany klimatu zachodzą i człowiek ma w tym duży udział. Obecne przetasowania personalne w Ministerstwie Środowiska tego status quo nie zmienią.

ekol.jpgDo tej pory Donald Tusk stawiał na osoby, które niewątpliwie miały doświadczenie związane z ochroną przyrody. Maciej Nowicki zakładał EkoFundusz, zmieniający polskie zadłużenie zagraniczne na inwestycje ekologiczne, Andrzej Kraszewski z kolei miał za sobą wieloletnią działalność naukową, dotyczącą m.in. oddziaływania przedsięwzięć infrastrukturalnych na środowisko.

Ekspercko-techniczny charakter tego resortu umożliwił mu odegranie pewnej roli np. przy zmianie prawa o odpadach, które skomunalizowało gospodarkę odpadową (do tej pory Polska – obok Węgier – była jedynym krajem, w którym odpady nie stawały się własnością samorządu, co paraliżowało pracę gmin). W większości wypadków skutkował on jednak wyraźnie słabszą, można by wręcz powiedzieć – służebną – rolę ministerstwa wobec pozostałych resortów rządowych. Szczególnie widoczne było to podczas prezydencji węgierskiej, która poprzedziła polską: samotne weto naszego kraju doprowadziło do załamania procesu przyjmowania unijnej mapy drogowej w sprawie długofalowej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Mało prawdopodobne, by weto to miało miejsce, gdyby nie polityka energetyczna koalicji PO-PSL, mającej ekologię i zrównoważony rozwój w dość głębokim poważaniu.

Nowy minister – Marcin Korolec – może się okazać sprawnym urzędnikiem, zważywszy na jego wykształcenie w tym zakresie. Sęk w tym, że obok bieżącego zarządzania ochroną przyrody w Polsce potrzeba kogoś, kto będzie miał długofalową wizję i polityczną siłę, by pchnąć kraj w kierunku rozwoju bardziej przyjaznego środowisku. Zmiana proporcji wydatków między inwestycjami w transport drogowy a kolejowy (aby z dzisiejszych 85:15 przesunęły się bliżej unijnego zalecenia 60:40), lepsza ochrona prawna i ułatwienie tworzenia przez państwo nowych parków narodowych, polityka wodna oparta na zlewniach rzek, a nie sztywnym podziale między województwa, wreszcie likwidacja barier biurokratycznych oraz większe wsparcie finansowe rozwoju efektywności energetycznej i odnawialnych źródeł energii – to są kwestie, które bardzo potrzebują kogoś, kto się za nimi wstawi. Obawiam się, że były podsekretarz stanu w resorcie gospodarki nie będzie miał ani siły, ani woli, by je poruszyć. O włączeniu polityki ekologicznej do działań resortu gospodarki czy transportu na razie możemy pomarzyć.

Słaba pozycja ministra środowiska jest na rękę Donaldowi Tuskowi. PO za wszelką cenę nie zamierza dopuścić do powstania w rządzie opozycji przeciwko rozwojowi polskiego programu energetyki jądrowej. I nieważne, że nawet zgodnie z rządowymi planami pierwsza elektrownia ruszy najwcześniej w okolicach roku 2020, że w 2030 planowane trzy siłownie zaspokoją raptem 6 procent krajowego zapotrzebowania na energię, a cały projekt w żaden sposób nie zapobiegnie oczekiwanym w okolicach 2015 roku pierwszych blackoutom (zapobiegłyby im inwestycje w oszczędzanie energii i efektywne jej zużywanie; tu pole do popisu dla 2,5 razy bardziej energochłonnej niż unijna średnia polskiej gospodarki jest znaczne) – projekt nuklearny będzie kontynuowany. Podobnie z eksploatacją gazu łupkowego: polski rząd nie dopuszcza do głosu jakiejkolwiek krytyki czy chociażby obaw związanych z ekologicznymi kosztami wydobywania tego surowca.


Koalicja PO-PSL udaje, że nie istnieją wyliczenia Instytutu na rzecz Ekorozwoju czy polskiego oddziału Greenpeace, wskazujące, że do 2030 roku moglibyśmy czerpać nawet do 44 procent energii ze źródeł odnawialnych (dałoby to niemal 190 tysięcy miejsc pracy netto – czyli różnicy między nowymi miejscami pracy, np. w energetyce słonecznej, wiatrowej albo z biomasy, a ich stopniowym zmniejszaniem się np. w wydobyciu węgla). Rząd zachowuje się, jakby nie wiedział, że to energetyka odnawialna jest w stanie „odwęglić” polską gospodarkę.

Powyższy przykład pokazuje, jak bardzo potrzebna jest w ministerialnym gabinecie osoba o ekologicznej wrażliwości. Kiedy Donald Tusk prezentował Korolca, z powagą ogłosił, że nie będzie on rzecznikiem Greenpeace’u. Istotnie – nic nie wskazuje na to, by miał on szczególnie ostro protestować przeciwko zmianom prawnym utrudniającym społecznościom lokalnym blokowanie inwestycji w dewastujące otoczenie wydobycie surowców nieodnawialnych czy w zagrażające przyrodzie warianty przebiegu nowo budowanych dróg.

Nikt nie zauważył, jak Platforma Obywatelska, delikatnie mrugając okiem do bardziej społecznie wrażliwego elektoratu, zaostrzyła swoją retorykę w ochronie środowiska. Powróciły – wyrażane w mniej lub bardziej zawoalowanej formie – sugestie, że ekologia stoi na drodze polskiej modernizacji. Powtarza się wyrażone w Polsce 2030 przekonanie, że ochrona przyrody może być jedynie kosztem, który „nadganiając Europę”, musimy minimalizować, nie zaś inwestycją w jakość życia, szansą na tworzenie nowych, rozproszonych terytorialnie miejsc pracy.

Prowadzi to do absurdów, takich jak wrzucanie do jednego worka ekologów i rosyjskiego lobby energetycznego, mimo że bardziej przyjazna środowisku polityka energetyczna uniezależniłaby nas od dostaw rosyjskiej ropy i gazu znacznie skuteczniej niż energetyka jądrowa i gaz łupkowy. Szczególnie że koncesje na badania złóż tego ostatniego Rosjanie wykupują nad wyraz chętnie.

To nie przypadek, że pojawiały się pomysły na połączenie resortu środowiska z energetyką. Wprawdzie potrafię sobie wyobrazić powstanie silnego ministerstwa do spraw energii i klimatu, działającego na rzecz zielonej rewolucji energetycznej, ale smutna polska praktyka każe założyć, że połączenie to oznaczałoby zupełne podporządkowanie ochrony przyrody lobby wspierającemu węglowe status quo. Gdy nowy minister pracował jeszcze w resorcie gospodarki, nie słynął z promowania idei zielonych miejsc pracy, na przykład w energooszczędnym budownictwie. Bardziej prawdopodobne zatem jest to, że przez najbliższe cztery lata ochrona środowiska pozostanie dla koalicji PO-PSL tematem marginalnym, poruszanym w najlepszym razie przy okazji chwalenia się mitycznymi „300 miliardami z Unii”, z których część, siłą rzeczy, trafi również na inwestycje proekologiczne.

Szykujmy się zatem na więcej spalarni śmieci zamiast recyklingu, na GMO zamiast wspierania rolnictwa organicznego i na to, że autostrady nadal będą ważniejsze od żab i ludzi.

  

*Bartłomiej Kozek - studiuje wiedzę o kulturze na Uniwersytecie Warszawskim, jest publicystą Zielonych Wiadomości, współpracownikiem think tanku Zielony Instytut i członkiem Zielonych 2004.

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot  - Autor   |19.11.2011 15:38:16
To straszne -horyzont demokratyczny sięga do najbliższych wyborów. -Wymusza
system. Tymczasem ostre zmiany klimatyczne powodowane decyzjami politycznymi i
biznesowymi to horyzont już tylko następnego pokolenia. Propaganda ględzi,że
zadłużanie państwa odbije się na przyszłym pokoleniu.Niekoniecznie bo nie
bierze pod uwagę rozwoju technologicznego.
Realnością jest natomiast radykalna
zmiana środowiska w tej samej perspektywie. Np. elektrownia jądrowa nad morzem w
czasie jej użytkowania -poziom wód w morzach i oceanach podniesie się.Ale co
tam….
socjator  - polityka niemiec   |19.11.2011 16:50:41
Costam, gdziestam, ktosie szepcza, ze Niemcy forsuja anty-jadrowa polityke w
Europie po to by nie dopuscic do niezaleznosci energetycznej krajow mniej
rozwinietych. Sklonni sa nawet zamknac (co nie oznacza likwidacji) wiekszosc
swoich elektrowni na jakis czas. Zawsze przeciez mozna je potem uruchomic. A
Polska taka udusi sie w smrodzie z elektrowni weglowych i bedzie bulic za emisje
dwutlenku wegla. Cwaniaki. ;-)
jerzy  - Zrównoważony rozwój   |19.11.2011 23:36:08
Następna osoba do wykonywania poleceń superintendenta. Nie ma co marzyć o
"zielonych miejscach pracy", mądrym recyklingu, zrównoważonym rozwoju,
napędzaniu gospodarki przez zielone inwestycje. Ciężkie lobby zwycięży. Zastój
technologiczny w innowacjach dotyczących ochrony środowiska.
MarcinWo  - Dziękuję za solidny, analityczny artykuł   |19.11.2011 23:57:05
Dziękuję autorowi za solidny artykuł, informujący o kulisach debaty o źródłach
energii i polityce ochrony środowiska. Jeśli takich artykułów byłoby więcej w
polskiej prasie, to społeczeństwo byłoby dobrze poinformowane - a nie mamione
zabiegami socjotechnicznymi.
RiseLoutek   |20.11.2011 21:39:37
Niestety, Polska nie ma szczęścia do ochrony środowiska. Ostatni pierwotny las w
Europie - Puszcza Białowieska jest wycinana na deski i nie ma sposobu ani woli
politycznej, żeby całą objąć ochroną. To wstyd i głupota. Bardzo czarno widzę
działalność nowego ministra, który nie ma pojęcia o przyrodzie i którego
przyroda z pewnością w ogóle nie interesuje (jak większość Polaków, niestety).
Twórzmy idee, nie CO2  - polityka Niemiec i Francji   |21.11.2011 06:37:25
Co za różnica dla przyrody, czy Polacy będą zużywać gaz z Rosji, czy będą
czerpać swoje własne złoża, za wyjątkiem finansowej korzyści dla Rosji czy
jądrowej dla Niemiec? Przecież to polityka, w dodatku czysta jak kryształ, która
zmierza do tego, by uzależnić Polskę właśnie od niemieckiej energii. Niemcy
doskonale wiedzą, że Rosjan od siebie nie uzależnią, więc zbudowali pod
Bałtykiem gazociąg i ropociąg, by ominąć Polskę i Ukrainę, i jakoś nie
przejmowali się groźbą eksplozji niemieckich min, które leżą na dnie morza i
NADAL zagrażają rurociągowi. A jeśli to kiedyś pierdol…e, kto zapłaci za
zanieczyszczenie Bałtyku? Nie, chodzi im o to, by doić tanią ropę z Rosji i
dobre stosunki na przyszłość, i tyle. Tym się Greenpeace nie przejęło? Poza tym
Rosjanie już ostrzą zęby na gaz łupkowy u siebie, i Niemcom nic do tego. Wara i
gadanie na temat etyki środowiska się skończyło. Cwaniaki. A nasz gaz łupkowy im
bardzo przeszkadza. To jest polityka Niemiec i Francji, która faktycznie idzie w
parze z ekonomią środowiskową (nie sposób zaprzeczyć), ale nie przesadzajmy, że
ją wyprzedza, bo sondaże pokazują, że nie. Mamy swoje złoża, powinniśmy je
eksploatować, co do elektrowni no cóż, nie jestem za, ale jeśli mam wybierać
ciągłą zależność od tych, co są na zachód od granicy, a mieć niezależność w
obrębie tejże granicy, to wiedząc, że wiatry wieją w różne strony i tak wybieram
niezależność. I pewnie tą polityką kierował się rząd. Poza tym, skoro mowa o
przyszłości, Polska leży w doskonałym geograficznie, położeniu. Klimat się
ociepli, wody będzie w sam raz, winogrona - jak przewidują na poważniej naukowcy
- będzie można posadzić zamiast agrestu.
Nie do końca w zgodzie z sumieniem, to
też prawda i fakt, ale lepsze to, niż ciągłe wyciąganie rąk jak ostatnie dziady
do innych. To osłabia i czyni pionkami w rozgrywkach. Tuskowi można wiele
zarzucić, ale gdy mówił o tej "grze", w której tu się toczy rozdanie na
śmierć albo polityczny niebyt, też wiedział co mówi. To jest polityka.
kation   |21.11.2011 11:43:50
Bardzo cieszę się, że powstał taki artykuł. Świadczy on jednak o niskim poziomie
wiedzy na temat energetyki jako takiej. Na dzisiejszym stopniu wiedzy źródeł
alternatywnych nie można traktować jako tzw. podstawy, czyli do ciągłego
zaopatrzenia w energię elektryczną. Przyczyna jest prosta: słońce świeci tylko w
dzień, wiatr nie wieje ciągle, a ekoterroryści nie chcą elektrowni wodnych jako
źródło będące w sprzeczności z ideą zielonej energii (zaburzenia przepływu,
rujnacja ekosystemu). Co więc pozostaje? Znienawidzony węgiel i demoniczny atom
lub okropny i szkodliwy gaz (np. łupkowy). Remedium na energetykę węglową miała
być technologia CCS. Po ostatnich klęskach Bełchatowa w poszukiwaniu struktur
dla nowego bloku widać wyraźnie kierunek, do którego to zmierza. Atom? Bez
dyskusji. Nie ma czego komentować, pomimo, że cały świat na atomie stoi (za
wyjątkiem problemów w Niemczech, gdzie ekoterroryści wdarli się do rządu i za
cenę koalicji pani Merkel zamknęła obiekty jądrowe). Gaz łupkowy - zło wcielone
i dzieło diabła. Świat wydobywa gaz z łupków już prawie pół wieku. Ekspertyza
dla Parlamentu Europejskiego pt. Wpływ wydobycia gazu łupkowego na środowisko
naturalne i zdrowie ludzi pokazuje szereg zagrożeń płynących z tematu. Czy nikt
nie zauważył, że raport był wykonywany na podstawie technologii sprzed 50 lat i
że w tym czasie świat poszedł do przodu? Poza tym - bardzo ciekawie układa się
lista autorów tego opracowania, zwłaszcza w świetle NS. Podsumowując, łatwo
wypowiada się opinie o rozgrywkach antyekologicznych na wysokim szczeblu - więc
zadaję pytanie: jaka jest alternatywa?
kot   |21.11.2011 12:40:58
-kation mówisz, o niewiedzy swoich adwersarzy, mam rozumieć, że Ty nią
dysponujesz ale nie zachowujesz jak znawca tematu, gdyż wygłaszasz arbitralne
stwierdzenia -nie podejmując dyskusji z argumentami zwolenników energii
odnawialnej. Przykładowo, odnieś się do tego: atom od momentu podjęcia decyzji
do uruchomienia dostawy energii upłynie tyle lat, że przez ten czas znajdziemy
się w głębokim dołku energetycznym wydajać pieniądze, które mogłyby być
uruchomione już -na wielokrotnie szybsze uruchamianie źródeł energii
odnawialnej, a także pieniądze potrzebne na racjonalizacje
zużycia.
Argument,dotyczący zachowania Niemców
jest niewystarczający.

-Wniosek, wypowiedź demagogiczna.
Janusz  - Zróżnicowane źródła energii.   |21.11.2011 16:58:46
Wobec źródeł energii należy zastosować zasadę równości.Wszystkie mają swoje
zalety jak i wady.To my stosując najnowsze rozwiązania mamy obowiązek
minimalizować wady czy nawet zagrożenia.Nie dajmy się manipulować niedouczonym
ekologom zbijającym kapitał polityczny.
Paweł   |21.11.2011 19:57:12
Mam nadzieję, że nowy Rząd nie zacznie oszczędzać na środowisku. Choć przykład
powinien iść z góry, możemy odwrócić tą zasadę i zacząć dawać przykład "z
dołu" dokonując drobnych inwestycji proekologicznych drobnych
proekologicznych inwestycji we własnym domu. Każdy po trochu, a sumarycznie
wszyscy zyskamy i wydamy mniej na rachunki ;)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.11401 Seconds