NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kozek: Niepokalane poczęcie reaktora w Fukushimie Drukuj
Bartłomiej Kozek   
15.03.2011

atomowe_ciasteczka.jpgOd kilku dni wszystko jest pod kontrolą. Wprawdzie mamy za sobą już trzecią eksplozję na obszarze elektrowni w Fukushimie (o jednej z nich japoński premier miał się dowiedzieć z telewizji, bowiem firma zarządzająca elektrownią zwlekała z podaniem mu tej informacji), mówi się o uszkodzeniu wewnętrznej komory ciśnienia reaktora, poziom zagrożenia podniesiono w siedmiostopniowej skali z 4 na 6 (Czarnobyl na tej skali zajmował najwyższy, siódmy poziom, wypadek w amerykańskiej Three Mile Island miał „piątkę”), w Polsce jednak zdaje się dominować zgoła inne nastawienie. Jeszcze kilka dni temu czołowi propagatorzy rozwoju energetyki atomowej zapewniali, że żadnego istotnego zagrożenia nie ma i możemy spać spokojnie. Fakt, że w momencie, gdy mówili te słowa, Japonia zwracała się o pomoc do międzynarodowej społeczności, jakoś umknął ich uwadze. A nie trzeba być orłem dyplomacji, by stwierdzić, że taka prośba musiała oznaczać, że coś jest w Fukushimie nie tak.

Skoro coś poszło nie tak, wypadałoby nieco zwolnić, zastanowić się i podjąć dyskusję nad tym, czy energia z XX wieku jest odpowiednia na potrzeby wieku XXI. Tymczasem u nas atakuje się tych, którzy zwracają uwagę na problemy, zagrożenia i wady systemu opartego na scentralizowanej sieci wytwarzania i przesyłu energii, także z udziałem energetyki jądrowej. Kiedy zatem Radosław Gawlik, były wiceminister środowiska, cieszy się, że w naszym kraju „nie mamy tego szajsu”, jak określa technologię nuklearną, można się spodziewać nieprzechylnych komentarzy tych, dla których budowa tego typu instalacji stała się niemal racją stanu. Można próbować z takimi głosami dyskutować - nie do końca wiadomo tylko, czy ma to sens. Zwolenników inwestowania w technologię atomową nie przekona ani ryzyko z nią związane, ani jej przestarzałość, ani koszty. Kiedy jakaś inwestycja infrastrukturalna staje się bożkiem modernizacji, pojawia się spore grono jego wyznawców, którzy bronią go niczym niepodległości. Tak było z Rospudą, gdzie wiele czasu zajęło udowodnienie, że można wybudować drogę, nie dewastując zarazem bogactwa przyrodniczego rejonu - tak jest i dziś, kiedy podobno trzeba budować „atomówki”.

No właśnie - czy naprawdę trzeba? Można pisać sążniste raporty, a koniec końców i tak znajdzie się milion powodów, dla których wielu odrzuca stosowane z sukcesem na świecie alternatywy. Można opowiadać o efektywności energetycznej, szczególnie ważnej w kraju, w którym wyprodukowanie 1% PKB wymaga 2,5 razy większego zużycia energii niż wynosi europejska średnia, o odnawialnych źródłach energii, które według badań Instytutu na Rzecz Ekorozwoju mogłyby już dziś - i to przy zachowaniu opłacalności ekonomicznej i poszanowaniu ograniczeń związanych z ochroną przyrody - zaspokoić ponad 40% zapotrzebowania energetycznego naszego kraju (Greenpeace Polska wylicza, że nawet więcej), o szansach na nowe miejsca pracy, jak w Niemczech, gdzie „zielonych kołnierzyków” zaczyna być więcej niż pracowników przemysłu motoryzacyjnego (wyprodukowanie 1 terawatogodziny z energii jądrowej tworzy jedynie 75 nowych miejsc pracy, podczas gdy z wiatrowej - jak donosi raport przygotowany dla Jean Lambert, zielonej eurodeputowanej - od 918 do 2,4 tysiąca), o tym, że budowa kolejnego bloku fińskiej elektrowni Oikiluoto nie dość, że przeciągnęła się w czasie, to jeszcze pochłonęła ponad półtora razy więcej środków, niż zarezerwowano na ten cel… Ale w sumie po co?

Takie właśnie pytanie pojawia się po lekturze polemik drugiej strony. Polemik kuriozalnych, gdyż ich autorzy dyskutują z nieistniejącą rzeczywistością, własnymi uprzedzeniami i wizjami przyszłości, których nikt nie rysuje. Trudno polemizować z argumentem, że ekolodzy chcą ludzi cofnąć do jaskini - nie widziałem jeszcze jaskini wyposażonych w kolektory słoneczne, wiatraki i urządzenia do mikrogeneracji energii z biomasy, na przykład wierzby energetycznej. Trudno polemizować z wiarą, że skoro rząd wyliczył, że potrzebna jest nam elektrownia jądrowa, to tak widocznie być musi (dlaczego jednak kiedy zmieniamy temat z atomu na OFE, wiara w rządowe wyliczenia znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?). Trudno polemizować z przekonaniem, że skoro w naszym sąsiedztwie elektrownie tego typu już są, to nie ma sensu się ociągać, bo tak czy siak, jeśli coś się stanie, to nas skazi - tak jakby idealnym wyjściem w grze w rosyjską ruletkę było dołożenie do magazynku kolejnej kuli. Trudno w końcu polemizować z przekonaniem o „ekologiczności” jądrowych projektów - pierwsza „jądrówka” w Polsce nie powstanie przed rokiem 2020, a to właśnie do tego czasu powinniśmy wypełnić unijne normy zwiększenia efektywności energetycznej o 20% i udziału energetyki odnawialnej do poziomu 15%. Skupienie kapitału na drogiej budowie pojedynczej elektrowni z pewnością temu służyć nie będzie.

Modernizacyjne zaniedbania rodzą czasem kompleksy, z których trudno się wyleczyć. Elektrownia jądrowa spełnia marzenie o nowoczesności, choć dawno już przestała być nowoczesna. Jest jak mityczne „niskie koszty pracy”, które mają przyciągać zagranicznych inwestorów. Jak jednak słusznie zauważył Edwin Bendyk, taka metoda radzenia sobie w globalnej wiosce zaczyna tracić rację bytu. Chiny przyjmują programy podwyższania płac i inwestowania w energetykę odnawialną, bo już nawet one widzą, że powoli kończą się możliwości trucia środowiska i nieograniczonego wyzysku. My tymczasem jesteśmy gotowi wydać każde pieniądze na najgorsze możliwe rozwiązanie, zapominając, że są tańsze i bardziej pewne. Termorenowacja budynków obniża koszty ich eksploatacji, przez co gospodarstwa domowe mniej płacą za energię. Dotowanie i promowanie inwestycji w kolektory słoneczne (najlepiej hybrydowe, łączące energię elektryczną i cieplną) zwiększa niezależność od zewnętrznych źródeł energii. Modernizacja rozsypujących się sieci przesyłowych zwiększa efektywność ich wykorzystania, a tym samym amortyzuje ewentualną (dziś zachodzącą nawet bez inwestycji w odnawialne źródła energii) zwyżkę jej cen. Stworzenie Europejskiej Agencji Energetyki Odnawialnej (ERENE) , co od lat postulują europejscy Zieloni, pozwoliłoby na stworzenie europejskiego rynku energii i uniezależnienie się od zewnętrznych (wliczając w to także importowany uran) źródeł energii.


Jest tylko jedno „ale” - wszystkie te pomysły i inwestycje nie są spektakularne i wymagają codziennej, organicznej wręcz pracy. A to właśnie spektakularność ceni się nad Wisłą najbardziej. Choćby dzieci w szkołach nie miały pielęgniarki i lekarza, półtora miliarda złotych na Stadion Narodowy wydać trzeba, inaczej czulibyśmy wokół siebie wszechogarniającą pustkę. Choćby trzeba było powtórzyć błędy Zachodu i przyłożyć rękę do dewastacji przyrody, by radować się kolejnym kilometrem autostrady - podejmujemy to wyzwanie, mimo że nie trzyma się ono kupy nawet w ciasnej neoliberalnej perspektywie „przewag komparatywnych”. Panel słoneczny czy wiatrak jest dla mięczaków - zdegenerowanych, uginających się pod naporem imigrantów społeczeństw upadającego Zachodu. Polska potrzebuje pańskiego gestu i twardej, męskiej inwestycji. A cóż może być bardziej męskiego niż elektrownia z nutką niebezpieczeństwa i limitowaną liczbą miejsc pracy dla wąskiej kasty naukowców-czarnoksiężników?

Doszedłem do tego wniosku, kiedy przeczytałem jeden z internetowych komentarzy. To już nie pozytywistyczna wiara w naukę - to najczystszy zabobon. Protestancka możliwość indywidualnej interpretacji sprawia, że zachodnie media potrafią spojrzeć na problem energii atomowej z wielu stron, nie siać paniki, ale też nie bagatelizować zagrożeń - nad Wisłą tymczasem niepodzielnie króluje kult obrazu. Czytam komentarz, którego autor zachwyca się elektrownią w Fukushimie: oto przyszło trzęsienie ziemi, a ona wytrzymała. Przyszło tsunami i zmyło wybrzeże, a ona wytrzymała. Niechże zatem nikt nie mówi, że ta technologia jest niebezpieczna, skoro elektrownia jak stała, tak stoi - puentuje autor. Pierwszy wybuch, drugi wybuch, trzeci wybuch - chmura, powolny, ale jednak zauważalny wzrost promieniowania - nic to, wszak zaraz ktoś powie, że ta para to nic takiego, zawsze mogło być gorzej, promieniowania tam tyle, co kot napłakał. Bardzo się cieszę, że japońskie władze myślą jednak inaczej.

Jakże bym chciał, gdyby ktoś wreszcie obalił tego radioaktywnego złotego cielca…

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
R.G.   |15.03.2011 22:05:35
Absolutnie podpisuję się pod tymi słowami!
Idealnie opisał Pan sytuację, kiedy
rząd absurdalnie trwa przy planach budowy elektrowni, uważając to za wyraz
nowoczesności państwa, nie zważając na to, że nowoczesne państwa inwestują teraz
nie w elektrownie atomowe ale w źródła odnawialne.Przy tym wszystkim ucinanie
dyskusji niemerytorycznymi argumentami i jak zwykle w Polsce postrzeganie
przeciwników atomu jako oszołomów (bo przecież kuchenka mikrofalowa też emituje
promieniowanie, jak odpowiadają z politowaniem..). Pozostaje wierzyć, że w tym
przypadku podobnie jak w kwestii Rospudy, wystarczająco dużo ludzi zmobilizuje
się i obali "złotego cielca".Pozdrawiam.
Adam Weishaupt  - Po staremu   |15.03.2011 22:53:55
Autor pisze "A nie trzeba być orłem dyplomacji, by stwierdzić, że taka
prośba musiała oznaczać, że coś jest w Fukushimie nie tak."

Tak, coś jest
nie tak. Przede wszystkim "nie tak" jest trzęsienie ziemi o mocy 9,0 w
skali Richtera i wywołane nim tsunami. Jak dotąd, w wyniku tego trzęsienia ziemi
zginęło więcej ludzi niż w wyniku wszystkich awarii atomoych w ciągu ostatniego
półwiecza, co najmniej drugie tyle uważa się za zaginione.

Wracając do
kwestii trzęsienia ziemi i tsunami, to warto nadmienić, że przypadek Fukushimy
jest dobrym przyczynkiem do postawienia elektrowni atomowej w Polsce. Jeżeli do
uszkodzenia czterdziestoletniej elektrowni trzeba było trzęsienia ziemi i
tsunami, to w Polsce, w której takie zjawiska nie mają szans wystąpić, o
podobnym wypadku tym bardziej nie może być mowy.

Elektrownie atomowe powstają
od około pół wieku. W tym czasie doszło do kilku poważnych wypadków, z czego
największy w historii został wywołany nieodpowiedzialnością ludzką (i w jego
wypadku zginęło mniej osób niż ginie co roku na polskich drogach), a żeby doszło
do obecnego zagrożenia (którego rozmiary nadal nie są znane), potrzeba było
potężnej katastrofy naturalnej. Bilans, jakby nie patrzeć bilans świetny.


Elektrownie atomowe są bezpieczne, co nie oznacza, że sa bezawaryjne, jak to
odczytują ignoranci (współczesne samochody uważa się bezpieczne, ale wypadki
zdarzają się nagminnie). Każda dziedzina przemysłu niesie ze sobą zagrożenia,
niektóre bardzo poważne (ot, chociażby produkcja środków chwastobójczych, żeby
daleko nie szukać).

Elektrownia atomowa nie jest niczym spektakularnym i
wydaje się takim wyłącznie na skutek wypowiedzi siejących panikę ignorantów, dla
których "atom" to coś niezrozumiałego (nic dziwnego, skoro zamiast
poczytać fachowe źródła poświęcone współczesnej fizyce ludzie ci wysłuchują
bredni w telewizji i innych mediach [dzisiejszy materiał w TVN był ilustrowany
mapką opublikowaną przez anonimowego użytkownika na forum o UFO i teoriach
spiskowych]). To najzwyczajniejszy w świecie obiekt przemysłowy. Nic ciekawego,
nic nowoczesnego. To nie nowoczesne wiatraki czy panele słoneczne zbudzające
podziw ludzi mających poważne kompleksy i bojących się oskarżeń o wstecznictwo
(i zacofanie ekologiczne) na skutek używania węgla lub materiałów
rozsczepialnych do wytarzania energii. Stary (prawie 70 lat), sprawdzony i
skuteczny sposób wytwarzania energii. I pobożne życzenia ignorantów niczego tu
nie zmienią, chociaż z drugiej strony Goebbels nie na darmo mówił, że kłamstwo
powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.
Spokojny   |16.03.2011 00:27:59
Projekt elektrowni atomowej w Polsce wspomagany jest przez wyznawany przez
sejmowych myśliwych (jeden na pięciu posłów poluje i wszyscy ponoć razem) kult
obrazu, wizję pomnika męskiego fallusa itd. ale tak naprawdę to przyczyna jest
inna. Polska elektrownia atomowa to Miś. W kapitalizmie nie ma nic bardziej
dramatycznego niż los eksperta technologii która wypada z gry. Gorszy od tego
jest jedynie los przestarzałej maszyny, na przykład samochodu. Z Warszawy na
wieś wywędrowały już Polonezy, maluchy, Łady Samary i kanciaste Audi100. W
Warszawie nie wypada już ich mieć, ale na wsi wciąż jeszcze nie jest to wstyd.
Chętni się znajdą. Zachód wychodzi z technologii atomowej, ale tu na wschodzie,
na europejskiej wsi wciąż jeszcze da się ją opchnąć i przetrwać w branży
kolejnych 50 albo i 100 lat. Zyski się podzieli i jak w Misiu - oprze się to o
sześć instytucji, każdy w tym coś umoczy, nikt nie będzie na tym oszczędzał to i
się nikt nie odezwie, ze cała zabawa nie ma sensu. Bo każdy będzie miał w tym
jakąś część udziału.
Nawiasem mówiąc energooszczędność to także droga do nikąd.
To jak próba coraz wolniejszego marszu wewnątrz coraz szybciej pędzącego
pociągu. Niezależnie od tego, jak energooszczędne będą wszystkie odbiorniki w
gospodarce opartej na długu obrót towarami i usługami musi rosnąć do
nieskończoności, ponieważ tak właśnie przyrasta dług który to wymusza. Nie może
więc być mowy o spadku ilości zużywanej energii. Prędzej czy później każdy
poziom zużycia energii musi zostać osiągnięty.
ap  - Mit mitem obalany   |16.03.2011 02:22:41
Krytykuje Pan "mityczną" wiarę w energię atomową, a sam Pan takową
prezentuje tutaj. Mit energii odnawialnej jest równie często powtarzany, co mit
energii jądrowej.

Wiatrak? Proszę bardzo, aby uzyskać porównywalną moc potrzeba
by postawić tyle wiatraków, że kompletnie zniszczyłoby się ekosystem regionu
eliminując z niego ptactwo.

Fotowoltaika? Proszę bardzo, aby uzyskać
porównywalną moc trzeba wyprodukować bardzo dużo takich paneli, a jak wiadomo
proces ich produkcji generuje bardzo dużo niezwykle niekorzystnych dla
środowiska substancji.

Zwalczanie mitu mitem do niczego nie prowadzi…
kot   |16.03.2011 09:28:07
Naszym politykom należałoby przy paciorku puszczać "Discovery
Channel".
Niech zobaczą, że nowoczesna energetyka
czerpie prąd ze
wszystkiego co się rusza
ze wszystkiego co ciepłe, ze wszystkiego co żywe i
tego co już raz zużyto.
Tylko ta cholerna praca organiczna tak mało
spektakularna kiepski interes, dla rozkręcenia którego potrzeba wysiłku i
pieniędzy od państwa.
A przecież państwo trzeba ograniczać!
Prywatyzować.
Marek   |16.03.2011 16:36:45
Mnie przeraża nie tyle elektrownia atomowa w Polsce co poziom kwalifikacji
przyszłych jej pracowników - Polska nie ma praktycznie żadnej tradycji
wykorzystania energii jądrowej (nie licząc małych reaktorków w Świerku)
gosc  - zielone kolnierzyki   |16.03.2011 16:41:21
mieszkam w jak najbardziej zielonej norwegii (99% energii uzyskiwanej z
elektorwnii wodnych) i wiem ze taka lokacja na ziemii jest tylko jedna. rosnaca
ilosc niemieckich zielonych kolnierzykow wymachujacymi ipadami jest wprost
proporcjonalna do rosnacej ilosci biedy w innych czesciach swiata bo taka jest
natura generowania dochodu przez surfowanie w sieci, tworzenie fanow na fejsboku
i rozsylani mejli z protestami.
jesli teraz opinia publiczna udupi atom to nasze
dzieci beda sie uczyc przy swieczkach - w obecnym stanie umyslow nie da sie
pociagnac zadnego wiekszego projektu badawczo rozwojowego bo to trwa za dlugo
wiec sie nie zwraca ani finansowo ani politycznie.

aaa, zapomnialem, w norwegii
za prad trzeba placic tyle co w reszcie europy (jeszcze 3 lata temu byl duzo
tanszy), zielone kolnierzyki z niemiec wymogly to na smierdzacych rybami
wiesniakach ze skandynawii jezdzacymi 20 letnimi kopcacymi volvo i saabami bo to
niesprawiedliwe ze wybudowali przez ostatnie 100 lat siec elektrownii o bardzo
niskich kosztach utrzymania skoro musza z nimi konkurowac niezwykle
zaawansowanii niemieccy inzynierowia zmieniajacy co roku swoje bmw na nowsze o
jeszcze nizszej emisji co2.
maryśka   |16.03.2011 18:19:47
Zgadzam sie z wiekszoscia twierdzen autora tekstu.
Po lekturze komentarzy pod
artykulem na portalu GW mam wrazenie, ze w Polsce kazdy internauta zrobił
doktorat z energetyki atomowej i stad biora sie eksperckie, kategoryczne
stwierdzenia. Trochę mnie przeraza ta arogancja. Trundo znalezc jakies
komentarze przeciw budowie elektrowni atomowych, a jest ich sporo.
Dziwi mnie,
ze niewielu (zwolennikow) interesują skutki wycieku radioaktywnych substancji,
ktore beda mialy wplyw na zdrowie ludzi i zwierzat.
(przepraszam za brak
polskich znakow)
Ignorancja i arogancja.
rybencjusz  - no świetny argument, tylko odwrotny   |16.03.2011 21:27:45
Skoro do wyprodukowania terawatogodziny z atomu potrzeba kilkadziesiąt razy
mniej pracowników, to znaczy, że jest to dużo bardziej wydajna technologia…
użycie tego jako argumentu przeciw jest bardzo karkołomne.
tomeksz  - re: zielone kolnierzyki   |17.03.2011 10:47:05
gosc napisa?:

jesli teraz opinia publiczna udupi atom to nasze dzieci beda sie uczyc
przy swieczkach


Nie będą. Sąsiedzi z uśmiechem sprzedadzą nam kilowaty, które wyprodujują
ich elektrownie atomowe.
Pada w dyskusji argument,
że "nowoczesne" kraje odchodzą od atomu. 
Mit. Budują atomówki
i to intensywnie. Planują zmieniać stare generatory II generacji na
nowsze. 
"EAE spodziewa się, że znaczenie elektrowni nuklearnych w
Europie Zachodniej będzie maleć. W najbardziej optymistycznym scenariuszu
moce elektrowni atomowych mają wzrosnąć w tym regionie o około 20
procent, podczas gdy w Europie Wschodniej mają się potroić."
(źródło: http://www.rp.pl/artykul/158168,272868_Bedzie_szyb ko_przybyw
ac_elektrowni_atomowych_.html).

Wiatrak i to demagogia, szkodliwa dla
środowiska i obleśna w krajobrazie. Bez przełomu
technologicznego (zimna fuzja, wydajne fotoogniwa) jestesmy skazani na
ten ubiegłowieczny szajs.
Takie jet moje zdanie i nie mogę znaleźć
argumentów które przekonałyby mnie że jest inaczej.
Andrzej B.   |16.03.2011 22:58:02
W bieżącym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, kilkadziesiąt osób zginie w
naszym kraju na skutek zatrucia tlenkiem węgla z niesprawnych piecyków gazowych.
Gdybyśmy do tej technologii przyłożyli taką samą miarę, jak do elektrowni
nuklearnych, to powinniśmy mieć co tydzień marsz protestacyjny na rzecz
całkowitego zakazu piecyków gazowych.
Czy Pan Redaktor zgodzi się wziąć udział
w takim marszu? Chodzi o ocelenie dziasiątków istnień ludzkich. O realną groźbę
dla ludzkiego życia.
Ktoś, kto własnym ciałem chciałby zablokować zawór gazowy
uchodziłby za idiotę. Tymczasem aktywiści blokujący transport materiałów
rozszczepialnych uważani są za bohaterów.
Adam Weishaupt  - Qu’ils mangent de la brioche   |16.03.2011 23:34:22
Dodam jeszcze jedną uwagę, tym razme natury ekonomicznej.

Problem z
dyskusjami tego rodzaju polega na tym, że są to dyskusje o charakterze
ideologicznym, a więc de facto polegają na prezentowaniu prywatnych opinii, a
nie faktów.

Muszę przyznać, że jestem dokładnie odwrotnego zdania niż autor
artykułu. Jasne, nie przeczę, że istnieją nowoczesne sposoby pozyskiwania
energii. Co więcej, co jakiś czas pojawiają się nowe. I jest to wspaniałe. Sam
też chciałbym, aby mój kraj był krajem czystym, bezpiecznym, wydajnym i bogatym.
Problem w tym, że tak naprawdę u podstaw wszystkich sprawnych praktycznych
decyzji leży nie ideologia, a właśnie pragmatyka.

Jescze raz wrócę do kwestii
spektakularności. Moim zdaniem to właśnie korzystanie z nowoczesnych źródeł jest
takim działaniem spektakularnym. Nie są to źródła tanie, wręcz przeciwnie, co
zresztą autor sam przyznaje pisząc o wielkiej dysproporcji potrzebnych miejsc
pracy (a więc kosztów, które ponosi odbiorca energii). Nie są też proste
(produkcja ogniw słonecznych i obsługi każdej elektrowni wymaga działania, jak
to autor nazwał "naukowców-czarnoksiężków").

Energia atomowa jest
relatywnie tania. Polska nie jest zaś krajem bogatym. W takim układzie wszystkie
kosztowne, "zielone" inicjatywy są właśnie tym, co autor piętnuje -
pokazywaniem się i wyrastającym z kompoleksów "szpanowaniem" nie mającym
żadnego uzasadnienia ekonomicznego. W obecnej chwili Polska boryka się z
rosnącym długiem publicznym, poważnymi problemami w zakresie służby zdrowia i
edukacji, nie mówiąc o kwestii przyszłych ubezpieczeń społecznych. Dlatego też
przeznaczanie wielkich kwot na "nowoczesne" rozwiązania nie ma sensu.
Nie możemy kierować się działaniami innych krajów, ponieważ panują w nich inne
warunki, gdyż jest to równoznaczne ze stwierdzeniem "jeśli nie mają chleba,
niech jedzą ciastka".. Jeżeli bogate kraje przechodzą na "zielone"
źródła energii, to oznacza to, że my powinniśmy robić nie to, co one teraz (bo
jest to niczym innym niż myśleniem "zastaw się a postaw się") ale to, co
robiły te kraje gdy były na naszym obecnym poziomie gospodarczym. Bogaty ma
bowiem inne priorytety, niż biedny.

Jeżeli elektrownia atomowa pozwoli
dokonać istotnych oszczędności, to należy ją bezwzględnie postawić (sytuacja
elektrowni atomowych e Europie zachodniej dość dobitnie pokazuje, że nie jest to
niebezpieczne źródło energii, chyba że czyimś zdaniem budowa i działnie takiej
elektrowni będzie obciążona korupcją i niekompetencją większą niż gdzie
indziej). Jeżeli zaoszczędzone pieniądze nie zostaną zmarnotrawione, a należycie
zainwestowane, to za jakiś czas elektrownię atomową będzie można zdemontować i
zastosować nowe, lepsze źródła energii, na które będzie nas już stać. Oczywiście
równolegle należy też wprowadzać ulepszenia, o których pisze autor (poprawa
jakości sieci przesyłowej etc.). W ostatecznym rozrachunku liczy się bowiem
wyłącznie ekonomia, bo to ona definiuje jakość życia każdego z obywateli.

Na
zakończenie dodam, że moim prywatnym zdaniem w obecnej chwili nie powinno się
dyskutować o przyszłości energetyki bardziej, ani mniej niż kiedyś. W ten sposób
uniknie się irracjonalnych argumentów nie mających żadnego związku z sytuacją
Polski.
czereśnia   |17.03.2011 01:27:55
Proszę bardzo, możemy nie budować elektrowni atomowej. Ale wszystkich
nawołujących do takiego rozwiązania proszę o przedstawienie listy urządzeń
elektrycznych, z używania których dożywotnio rezygnują, aby pobieraną moc
zredukować do wartości możliwej do dostarczenia w polskich warunkach przy pomocy
samych elektrowni węglowych i źródeł odnawialnych.
tomeksz  - re:   |17.03.2011 11:12:07
maryśka napisa?:
kazdy internauta zrobił doktorat z energetyki atomowej i stad biora sie
eksperckie, kategoryczne stwierdzenia.


Może rzeczywiście znają się na rzeczy. Na uczelniach są wydziały
energetyki, wielu absolwentów - choćby Wydziału
Mechanicznego, Energetyki i Lotnictwa na Politechnice Warszawskiej -
znalazło pracę w elektrowniach atomowych na świecie. Atomistyka nie jest
dla wielu ludzi wiedzą tajemną.
Argumenty za lub przeciw rozwijaniu
energetyki jądrowej trzeba ważyć racjonalnie a nie zgodnie z wiarą
pokładaną w autorytety polityczne. Powinna być debata publiczna, ale
powinna być prowadzona przez ludzi kompetentnych a nie dziennikarzy czy
polityków.
Nikodem   |18.03.2011 04:52:30
Fajnie jest żyć w idealnym świecie, w którym ekoprąd bierze się z ekogniazdka
podłączonego do ekoelektrowni. Naturalnie za grosze bo przecież ekoprąd musi być
dotowany jako słuszny.

Problemem są niestety jak zwykle pieniądze. Bo oto
ekoelektrownie okazują się troszkę drogie, a inne ekorozwiązania okazują się
albo cholernie nieeko w produkcji, albo dla odmiany bardzo drogie. To jak to
było z rudami ziem rzadkich? Gdzie się je stosuje?

Niestety, ale sam nie widzę
alternatywy dla atomu innej niż ograniczenie zużycia energii. No przykro mi
bardzo. Pewnie, można nawijać o tym, że Niemcy to tyle i tyle mają z
odnawialnych źródeł. I co z tego. Mamy taki poziom eksportu jak Niemcy? Nie? To
z czym do ludzi?

To takie fajne gadanie gołodupca, który widząc, że sąsiad ma
ładny dom stwierdza "ja też taki chcę - bo on ma".
q-ku  - mam utrzymywać te tysiące "zielonych kołnierzyków   |18.03.2011 06:51:55
odnoszę silne odczucie, że to właśnie "zielone kołnierzyki" lobbują na
rzecz nieopłacalnych i wymagających ich zatrudniania technologii

idąc
"logiką" autora, świetnie jest gdy się zbiera zboże z kosami, bo zamiast
jednego, pracę ma 100 rolników
M. A. Kowalski  - Opinia   |18.03.2011 22:47:35
Wszystkim pragnącym poszerzyć wiedzę na temat energetyki jądrowej szczerze
polecam biuletyny Prof. Inż. A. Strupczewskiego dostępne pod tym linkiem:
http://www.iea.cyf.gov.pl/pytaj/pytaj_artykuly.htm l

Na ich podstawie pozwolę
sobie na krótką krytykę artykułu.

Najpierw chciałbym przypomnieć, że moc
elektrowni wiatrowej zależy naturalnie od prędkości wiatru. Wiatr natomiast ma
tą paskudną właściwość, że potrafi bardzo szybko maleć. Dlatego podczas pracy
elektrowni wiatrowych konieczne jest posiadanie szybkiej możliwości uzupełnienia
mocy w sieci w przypadku utraty mocy przez elektrownie wiatrowe. W przypadku
Danii możliwość taka jest na przykład zapewniona przez dobre połączenia
energetyczne ze Skandynawią i Niemcami. W Polsce nie posiadamy takich
"mostów" energetycznych zatem amortyzacja elektrowni wiatrowych
musiałaby być zapewniona przez konwencjonalne źródła energii.

Watro także
zwrócić uwagę, że w konstrukcji wiatraków ważną i znaczną część stanowią stopy
glinu. Przy czym musimy pamiętać, że hutnictwo tego metalu do ekologicznych nie
należy. Zapewne wszyscy mamy jeszcze w pamięci zeszłoroczną katastrofę na
Węgrzech w zakładach Ajkai Timfoldgyar. Ja osobiście wolę niewielkie (w
porównaniu z tymi z hut) ilości izotopów promieniotwórczych zakopanych w
stabilnych formacjach geologicznych wiele metrów pod ziemią niż dodatkowe tony
toksycznego szlamu na powierzchni.

Co do ogniw fotowoltaicznych przypominam,
że generują one prąd stały podczas gdy nasza sieć oparta jest na prądzie
zmiennym.

Zapewne większość odbiorców artykułu nie kwestionuje
wniosków IPCC dotyczących zmian klimatycznych. Jednak wiele ludzi na świecie
robi to. Próba bezkompromisowego forsowania rozwiązań energetycznych opartych na
odnawialnych źródłach energii musi skończyć się fiaskiem jako, że zmiany
klimatyczne i emisja CO2 jest jedynym argumentem za ich wprowadzeniem. W
przypadku energetyki jądrowej ten problem znika bo pojawia się argument
ekonomiczności tychże elektrowni. Energetyka jądrowa jawi się więc jako
rozwiązanie kompromisowe.

Na zakończenie artykułu pragnę przypomnieć
wszystkim, którzy chcieli by wykorzystać nieuprzejmy argument o "atomowym
lobby", że "wiatrakowe lobby" też istnieje.
kot   |21.03.2011 13:21:28
W 2015roku zabraknie energii, atom powstanie  później.A więc trzeba
zapewnić energię na ten okres. Jak to zrobić?
Projektowane
elektrownie mają zapewnić 10% mocy.Tylko!
Bez odpowiedzi na te pytania
każda polityka będzie nieracjonalna.
Więcejhttp://kot-blogkota.blogspot.com
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 16.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09888 Seconds