Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kozek: Kolejna ofiara „historycznych kompromisów” Drukuj
Bartłomiej Kozek   
06.01.2010
Zawsze, kiedy myślę, że gorzej już być nie może i politycy z prawa i z lewa wymyślili już wszelkie najgłupsze pomysły, musi pojawić  się taki, który zrewiduje moje przekonanie. Tak było z odwołaniem wieloletniej dziennikarki radiowej Trójki Magdaleny Jethon z fotela dyrektorki i powołania w jej miejsce Jacka Sobali. Nowy zarząd Polskiego Radia, powstały w wyniku koalicji PiS-SLD, nie miał zbytniej litości dla jednej z nielicznych anten publicznej radiofonii, która radzi sobie ostatnio całkiem nieźle. O Trójkę drży teraz pół świata nauki i kultury, a także coraz liczniejsza grupa słuchaczek i słuchaczy tego radia. Bezczelność tego żałosnego ataku, który nie da się obronić jakimkolwiek racjonalnym argumentem, jest porażająca. Jak w soczewce pokazuje on przyczyny, dla których pod względem szacunku dla państwa, jak również kultury politycznej, do Europy bardzo nam daleko.

Trójki słuchałem kiedyś, akurat za czasów krytykowanego za obniżanie poziomu radia dyrektora Witolda Laskowskiego. Dziś, kiedy potrzebuję dobrej muzyki w tle pracy, wybieram inne rozgłośnie lub włączam radio internetowe. Po Trójce pozostały mi jednak ciepłe wspomnienia. Jestem pełen szacunku dla ogromu pracy, jaką najpierw Krzysztof Skowroński, a potem Magda Jethon, włożyli w odbudowę jakości programu, przy stale pogarszającym się klimacie wokół publicznych mediów w naszym kraju. Z powodu systematycznego podmywania przez PO idei abonamentu, spadły z niego wpływy. W wypadku radia, które w 2/3 otrzymuje się właśnie z tego tytułu (co słychać, kiedy porównuje się poziom publicznej radiofonii ze znacznie bardziej skomercjalizowaną telewizją) oznaczało to spore kłopoty. Trójkę podratowały słuchaczki i słuchacze, zbierając 700 tysięcy złotych na zachowanie misyjności tej rozgłośni. W kraju, w którym na instytucjach publicznych wiesza się psy (wyobraźmy sobie spontaniczną akcję społeczną pt. „Składka na ZUS”…), trzeba być ślepym, by nie dostrzegać, że na taką instytucję należy chuchać i dmuchać.

Argumenty za pozostawieniem Jethon, jak rzadko kiedy, mogły płynąć z dwóch stron - misyjności i ekonomicznej efektywności. Owszem, z perspektywy Warszawy i szerokopasmowego Internetu można mówić o powszechnym dostępie do kultury. Należy pamiętać jednak o tym, że dostęp do sieci ma raptem połowa Polaków, a w wielu miejscowościach publiczne radio (i to najczęściej Trójka właśnie, bowiem kosztem zwiększenia zasięgu najbardziej upolitycznionej Jedynki zmniejszyła się ilość nadajników Dwójki i Radia Euro) jest jedynym źródłem dostępu do np. jazzu, słuchowisk teatralnych na poziomie czy też najnowszych trendów w muzyce innej niż ta znana z Vivy czy MTV. Co robi zarząd spółki wobec dyrektorki anteny, która misję wykonuje wzorowo, przekonując do siebie zdecydowaną większość zaniepokojonego dymisją Skowrońskiego zespołu rozgłośni? Zwalnia ją, a na jej miejsce powołuje dziennikarza, który zabił już wówczas kultowe Radio Bis, kasując z niego audycje autorskie (które później musiał przywrócić), wprowadzając playlistę i doprowadzając do czterokrotnego obniżenia słuchalności. Człowieka, który będąc dyrektorem Jedynki nie zrobił nic, by powstrzymać spadek jej słuchalności. Zaiste, świetny wybór…

Teraz argument ekonomiczny. Trzeba być ignorantem, by decydować się  na zmiany w kierownictwie stacji, która właśnie zdobyła 7% udziału w rynku słuchalności, rekordowy wynik od czasu rozpoczęcia tego typu badań w Polsce, a na najbardziej konkurencyjnym, warszawskim rynku (około 30 stacji) ma 10,3% udziału w rynku zajmując trzecie miejsce pod względem słuchalności a w większości dużych miast lokuje się w pierwszej trójce. I czym trzeba się kierować, by na szefa stacji z założenia rozformatowanej uczynić człowieka, który zasłynął sformatowaniem Biski? Przypomnijmy, że to formatowanie przyniosło antenie takie straty, że pomimo wycofania się kolejnych dyrekcji z tego pomysłu, radio to po dziś dzień (jako Radio Euro) nie może wyjść ponad 0,2% i praktyczną nieobecność na dużych rynkach. Takiej stacji jak Trójka komercyjny nadawca, skupiony na cięciu kosztów i maksymalizacji zysków, raczej nie zrobi. Wymaga to bowiem sporego zespołu ludzi, więzi społecznych, wieloletniego budowania marki i zaufania. Porażające, że szefostwo PR tego nie widzi.

Media publiczne padły ofiarą wszystkich głównych formacji polskiego życia społecznego, które dążyły bądź to do ich przejęcia, bądź to zniszczenia. Zamiast tworzyć warunki i ramy do pluralistycznej wymiany opinii w ich obrębie, uznawały one, że wyborcze zwycięstwo zapewni im ich totalne zdominowanie. Teza ta nigdy empirycznie się nie potwierdziła - formacja, która przejmowała TVP i PR ponosiła z reguły klęskę w kolejnych wyborach. W tym wypadku głównymi winnymi stają się po równi PO, która przygotowała ostatecznie odrzucony projekt likwidacji abonamentu bez jednoczesnych gwarancji finansowych dla mediów publicznych, jak i PiS i SLD, które zawłaszczyły własność publiczną dla własnych celów. Żeby jeszcze na czele Trójki stanął znów budzący kontrowersje, ale jednak całkiem przyzwoity w dyrektorowaniu stacją Krzysztof Skowroński - ale nie, Sojusz miał być przeciw. Taka to lewicowość SLD - dobrze ma być nam, a wszyscy mają mieć równy dostęp do chłamu. Sobala z wysoką jakością tworzenia radia nic wspólnego nie ma, sukcesem będzie, jeśli nie uda się mu zepsuć tego, co dostał w wyniku politycznego nadania. Panom od rzekomej „wrażliwości społecznej” z obu partii chciałbym przypomnieć jedno - ludzie mają prawo nie tylko do godnego życia, ale i dostępu do kultury i jej reprodukcji, prawo do słuchania czegoś innego niż żenujących dowcipów prowadzących wciśniętych między playlistowy plastik. I realizacja ich prawa jest waszym obowiązkiem.

Trójki warto bronić, bo jest dziś ona ostatnią sympatyczną instytucją publiczną, której nie postrzega się jako skazaną na prywatyzację, nieefektywną spółkę kolesi. Przez 20 lat forsowano tezę, że publiczne musi być złej jakości, nieefektywne i drogie. By tego dowieść, potrafiono zniszczyć każdą, skutecznie działającą instytucję państwową, ograniczyć jej kompetencje bądź skutecznie zapobiec zmianom na lepsze (jak niedawno w wypadku Kolei Mazowieckich). Obrona Trójki jest ostatnim krzykiem społeczeństwa, które chce walczyć o „swoją” instytucję publiczną, której słucha, która wyrabia gusta, informuje i na rzecz której ludzie nawet dobrowolnie się opodatkowują. Kiedy myślę o tym, jak niszczy się państwo w którym żyję, i instytucje, które do niego należą, nie ogarnia mnie już zwykłe zdenerwowanie czy irytacja. Ogarnia mnie prosty, atawistyczny wkurw. Bo Polskie Radio nie jest ich zabawką - jest naszym wspólnym dobrem. Mam nadzieję, że to niszczenie publicznej własności nie ujdzie im płazem. Ale by tak się stało, Sejm musi uchwalić nową ustawę medialną, gwarantującą depolityzację wyboru władz mediów publicznych i ich stabilne finansowanie. Łatwo nie będzie, ale ducha nie traćmy.

Autor prowadzi bloga Zielona Warszawa.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |11.01.2010 21:45:14
Oby ten tekst wisiał jak najdłużej na pierwszej stronie!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.01.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95789 Seconds