|
Jak podają media - od niemieckich, przez angielskie po polskie - pisma Marksa cieszą się w Niemczech coraz większą popularnością. Liczba sprzedanych egzemplarzy Kapitału wzrosła średnio w ostatnich miesiącach o 300 procent. Do kupna zachęcają przy tym liczne promocje: „trzy tomy w cenie dwóch”, „kiedy zakupisz następne dwa, Twój własny egzemplarz nie będzie Cię kosztować ani grosza” itp. Z kolei z inicjatywy Die Linke.SDS – studenckiego stowarzyszenia powołanego przy Die Linke 5 maja 2007 roku (swoją drogą właśnie w rocznicę urodzin Marksa) – trzydzieści jeden grup, od Rostoku po Konstancję, od Drezna po Saarbrucken, będzie spotykać się co tydzień, by omawiać fragmenty pierwszego tomu Kapitału. Zwieńczeniem spotkań ma być ogólnoniemiecka konferencja planowana na pierwszą połowę 2009 roku.
Warto oczywiście zastanowić się: „dlaczego”? W uproszczeniu: przyczyną jest trwający kryzys gospodarczy. O ile bowiem Polskę na razie dotyka on tylko pośrednio, o tyle Niemcy są sytuacją poważnie zaniepokojeni. Przy czym największe zdziwienie budzi jego niespodziewany wybuch – jeszcze wiosną 2007 roku Deutsche Bank, ten sam, którego aktywa i pasywa przekraczają roczny PKB Niemiec, a który dziś zastanawia się, czy nie wyciągnąć ręki po pomoc państwa, ogłaszał, że pod względem finansowym jest to najkorzystniejszy okres w jego historii. W antykwariatach już zaczęły się pojawiać, jako nieaktualne, pozycje sprzed dwóch-trzech lat analizujące szanse ratunku dla kapitalizmu. Stąd powrót Kapitału.
Można również za Elmarem Alvaterem, emerytowanym profesorem ekonomii politycznej, odpowiedzieć następująco: chodzi nam o samoświadomość ludzi przemysłu, lepszy świat jest możliwy i należy o niego walczyć itd. – wszelkie wariacje na temat jedenastej tezy i Porto Alegre dopuszczalne. Jedno z haseł niemieckiej lewicy brzmi zresztą: „Zrozumieć kapitalizm, przezwyciężyć kapitalizm. Czytajcie Marksa!”
Warto postawić jednak bardziej radykalne pytanie: „po co”? Pamiętajmy: „Być radykalnym, to sięgnąć do korzeni rzeczy”. Z jednej strony „Marks na uniwersytecie” – pod takim hasłem odbywają się w Niemczech spotkania wokół Kapitału – jest rzeczą niezwykle wskazaną, także w kontekście polskim. Ale jaką rolę odgrywa autor Manifestu komunistycznego w sytuacji obecnego kryzysu? Znamienna była dyskusja na Uniwersytecie Duisburg-Essen po wykładzie otwierającym marksowskie seminaria. Część osób pytała wprost: „Jak zachować system, który mimo wszystko działa”? Innymi słowy, powraca dylemat Habermasa: jak doprowadzić do zmian społecznych, nie rezygnując z dobrobytu? Hasło „Zrozumieć kapitalizm, przezwyciężyć kapitalizm” można tym samym odczytać jako „Zrozumieć kapitalizm, przezwyciężyć trudności kapitalizmu”. Zmiana systemu jest niemożliwa, gdyż jest nieopłacalna.
W tym sensie pisma Marksa rzeczywiście pomogą zrozumieć kapitalizm, a jednocześnie powrócić do snów, których spełnienia nasze społeczeństwo obawia się najbardziej. Na wewnętrzne sprzeczności kapitalizmu zaproponować kapitalizm bez kapitalizmu. Paradoksalnie zauważa to sam Marks: „Dla Niemiec snem utopijnym jest nie radykalna rewolucja, nie ogólnoludzka emancypacja, lecz raczej częściowa, wyłącznie polityczna rewolucja, taka, która pozostawia nietknięte filary gmachu”. Marks stawia zasadnicze pytanie o zapośredniczenie stosunków społecznych przez kapitał, o radykalne zerwanie pomiędzy kapitałem a społeczeństwem; rewolucja ma być w istocie próbą wprowadzenia nowej harmonii. Inna sprawa, czy sam Marks chciał takiej rewolucji.
11. tezę o Feuerbachu można zatem odwrócić: będziemy interpretować (Marksa), właśnie po to, by nic nie zmieniać. W kontekście dziewięćdziesiątej rocznicy niemieckiej rewolucji listopadowej wypadałoby się zastanowić: czemu mogła się ona udać tylko na wschodzie? Być może, tak jak Lacana czyta się dziś poprzez Žižka, lekturę Marksa trzeba rozpocząć od Pism zebranych, tylko że Lenina. Ostatecznie rewolucja stoi u bram.
Na podobny temat
|
Pani Kingo studiowałam na warszawskie...
...to się viking chyba wreszcie poczu...