NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kowalska: Wolałabym nie, czyli krótka odpowiedź na komentarze Drukuj
Małgorzata Kowalska*   
28.06.2010

Obawiam się, że w tekście Dlaczego na pewno nie Kaczyński wyłożyłam swoje argumenty zbyt eliptycznie i ich sens na ogół nie został dobrze zrozumiany (w szczególności przez rewolucyjnie czujnego, ale pod innymi względami bardzo nieuważnego Piotrka Sz.).  


A zatem jeszcze raz i dobitniej: tak, realna różnica między dwoma panami K. i realne zagrożenie związane z ewentualną wygraną JK mają w moim przekonaniu charakter przede wszystkim symboliczny („atmosfera ideowa” itp.). Ale nie jest ona w żadnym razie tożsama z „różnicą estetyczną”. Sfera symboli prędzej czy później, czasem wprost błyskawicznie, przekłada się, via grupowe myślenie, na sferę realnych i instytucjonalnych działań. 


Polityka symboliczna uosabiana przez JK ma, w uproszczeniu, charakter narodowo-katolicki i opresyjno-represyjny. Stąd żywa i zrozumiała niechęć, jaką budzi u wszystkich, zgoła nie tylko seksualnych, kulturowych mniejszości  - vide wyniki I tury tych wyborów tudzież wyniki różnych wyborów wcześniejszych na obszarach zamieszkałych przez jakiekolwiek mniejszości etniczne lub religijne. Tym gorącym lewicowcom, dla których PO i BK są takim samym, a nawet jeszcze gorszym prawicowym koszmarem, jak PiS i JK, i którzy radzą „liberalnym inteligentom”, by posłuchali, co mówi „lud”, radzę samodzielnie skorzystać z tej rady, nie ograniczając się do ludu mazowieckiego lub małopolskiego, lecz udając się np. na wyprawę do wsi podlaskich zamieszkałych przez prawosławnych, na ogół Białorusinów, którzy dalibóg nie są beneficjentami kapitalistycznej transformacji. Może lepiej zrozumieliby wtedy, że polityka symboliczna ma znaczenie nie tylko dla „liberalnych elit”.  


Co gorsza - i to był główny argument mojego tekstu - zagrożenie na poziomie polityki symbolicznej jest w przypadku sukcesu JK tym większe, im naiwniej część lewicy skłonna jest uznawać w JK sojusznika w walce z liberalizmem. Nie sam JK i nie sam PiS, lecz obojętność dla kolonizowania idei lewicy przez opresyjną ideologię w stylu JK ośmieliłam się nazwać w tekście zagrożeniem „atmosferą faszyzmu”. Doskonale rozumiem, że wymachiwanie straszakiem faszyzmu może kojarzyć się z paniczykowato-paniusiowatą histerią „elit” i budzić odruch przekory, a jednak warto pamiętać, że ów nieszczęsny faszyzm, nie do końca już tylko historyczny, rodzi(ł) się ze społecznej frustracji w imię walki z liberalizmem. Dlatego twierdzę, że obowiązkiem lewicy jest rozróżnianie rozmaitych liberalizmów i troska o to, by jej własny antyliberalny sprzeciw wyraziście się odróżniał od sprzeciwu a la JK. 

  

Twierdzę, co za tym idzie, że prawdopodobne po sukcesie JK zdominowanie języka antyliberalnego (choć oparte na fundamentalnej akceptacji kapitalistycznego porządku rzeczy) przez prawicę narodowo-katolicką w żadnym razie nie będzie służyć lewicy, mącąc w głowach nie tylko tzw. szerokim rzeszom, ale - o czym zdają się świadczyć już dziś wyniki sondy na Lewica.pl, które przywoływałam - samym lewicowym kontestatorom, pragnącym być „głosem ludu”. Innymi słowy, twierdzę, że w kontekście instytucjonalnego utrwalenia się symbolicznego sporu między liberalizmem i populistycznym kato-nacjonalizmem, do czego niechybnie doprowadziłoby ewentualne zwycięstwo JK, lewica będzie miała znacznie trudniej niż w sytuacji, gdy polityka symboliczna zostanie instytucjonalnie zdominowana przez dyskurs liberalny. Twierdzę, że tylko w tym drugim przypadku można będzie z sensem i szansą na jakieś powodzenie artykułować to, co lewicę od tego dyskursu - a jednocześnie od dyskursu narodowo-katolickiej prawicy - różni. Jak pisałam, zwycięstwo Komorowskiego ma przynajmniej tę zaletę, że nie zniekształci „symbolicznej matrycy”, w obrębie której można spierać się o sens wolności i równości (a w praktyce o podatki, o reformę służby zdrowia i edukacji, o parytety, in vitro, aborcję itd.). 


Może to i niewiele, ale to jednak nie bez znaczenia. Kto takie symboliczne zyski lekceważy, uważając, że prawica nacjonalistyczna i liberalna są jednakowo obrzydliwe, a uczciwy lewicowiec powinien bojkotować całą obecną sytuację polityczną (nie mówiąc już o scenie), w moim przekonaniu grzeszy dogmatyzmem lub niefrasobliwością. 


Sens mojego wywodu można by streścić również tak: demokratyczna lewica i szeroko rozumiany liberalizm (w Polsce systematycznie okaleczany i z reguły sprowadzany do ideologii wolnorynkowej) należą jednak, jak by na to nie patrzeć, do tej samej rodziny nowoczesnych nurtów emancypacyjnych, w odróżnieniu od represyjnego tradycjonalizmu i jeszcze bardziej represyjnej ideologii silnego państwa. Z liberałami, nawet tak okaleczonymi jak w Polsce, lewica może się spierać. Z katolickimi narodowcami i wielbicielami „dumnej, silnej Polski” nie ma w ogóle wspólnej płaszczyzny, o ile zachowuje własną tożsamość. Chyba że zawiera z nimi sojusz w imię „walki z liberalizmem” albo pozwala im kraść elementy własnego języka. Tylko że to właśnie oznacza niefajną rzecz na f.  


Na koniec dodam jeszcze, że po wysłuchaniu wczorajszej odsłony debaty prezydenckiej moja obawa o możliwość rosnącej popularności JK znacznie zmalała. Zapewne Komorowski wygra i bez naszych/waszych zbrzydzonych głosów. Komu zatem zależy na dogmatycznym lewicowym sumieniu, niech sobie bojkotuje - nasze/wasze prawo. Co do mnie jednak, „wolałabym nie”. I to w imię tego, co sama uważam za lewicowe sumienie.

  

*prof. Małgorzata Kowalska - kierowniczka katedry filozofii na Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, autorka rozpraw i esejów poświęconych francuskiej humanistyce w XX wieku. Zajmuje się przede wszystkim filozofią społeczną i polityczną, niegdyś też angażowała się bezpośrednio w politykę - była jednym z członków-założycieli Unii Pracy. Członkini zespołu „Krytyki Politycznej”.  

  

Komentarze
Dodaj nowy
ost.   |29.06.2010 06:20:14
Dla porządku. Nacjonalizm jak najbardziej należy do nowoczesnych nurtów
emancypacyjnych. Wiedzieć to musi nawet średnio rozgarnięty student nauk
społecznych - bez względu na to, czy wie to z lektur Ernesta Gellnera i Frantza
Fanona, z historii ruchów narodowych w Ameryce Łacińskiej, w Europie Środkowej
czy na Bliskim Wschodzie, z przyglądania się działalności partii takich jak
Plaid Cymru czy Scottish National Party, czy wreszcie z ogólnego obycia
kulturalnego (wystarczy choćby pójść do kina na "Lamparta" Viscontiego,
czasem grają). Sama KP, piórami Artura Żmijewskiego i Joanny Rajkowskiej,
wspiera pewien emancypacyjny ruch narodowy, mianowicie palestyński (i chwała im
za to!). Co nie znaczy, że wszystko, co dziś nazywamy nacjonalizmem, ma
charakter emancypacyjny - kto by stawiał w jednym szeregu działalność
wspomnianej Plaid i, powiedzmy Ligi Polskich Rodzin, naraziłby się na
śmieszność. Choć przecież i to nacjonalizm, i to nacjonalizm.

To samo z
liberalizmem. To była i jest piękna, emancypacyjna tradycja. Ale jednym z
najbardziej liberalnych rządów był np. rząd Augusto Pinocheta, a nie
powiedziałbym, że jakoś się bardzo zasłużył dla ludzkiej emancypacji.

Do
analizy trzeba by dodać konserwatyzm, który ideologią emancypacyjną nie jest,
ale zdarza się, że ma swoje zasługi dla ludzkiej wolności - zwłaszcza, kiedy
stanowi zaporę przed pewnego typu nacjonalizmem czy liberalizmem.

Pisanie przez
Autorkę o "nacjonalizmie" i "liberalizmie" przypomina tutaj
niewinną zabawę słowami, bez wniknięcia w ich treść. Nacjonalistyczne tendencje
w PiS-ie to rzecz paskudna (mimo że PiS jako partię określiłbym raczej jako
konserwatywną, a ma też i wątki liberalne, vide wymachiwanie Zytą Gilowską) - tu
zgoda. Ale czym jest liberalizm PO? To przymusowe kastrowanie pedofilów, ciągle
powracające pomysły nadzoru i cenzurowania internetu i stopniowe, ale
konsekwentne kasowanie praw człowieka trzeciej generacji. Jeśli Autorka chce to
zapisać w annałach ludzkiej emancypacji, to gratulacje.
malkowal   |29.06.2010 15:46:32
Aha, jak Pan to zgadł?, nadzór i cenzure uważam za kwintesencje emancypacji. Co
do nacjonalizmu, był i dzis jeszcze bywa pod pewnymi względami emapcypacyjny,
ale to na pewno nie polski przypadek dzisiaj. A konserwatyzm, owszem, bywa nie
tylko ‘emancypacyjny", ale po prostu słuszny - pod warunkiem, że sie go
dobrze odrózni od "represyjnego tradycjonalizmu". Co do rozrózniania
rozmaitych liberalizmów, własnie to postulowałam. Uprzejmie prosze przeczytac
ten tekst jeszcze raz. Krytyka - zawsze potrzebna - zyskuje, kiedy jest a propos
i niedemagogiczna.
ost.   |29.06.2010 22:53:17
Tekst zestawia "demokratyczną lewicę" z "szeroko rozumianym
liberalizmem" (czytam uważnie i pytam: dlaczego nie z "demokratycznym
liberalizmem"? i dlaczego nie "szeroko pojęta lewica"? czego znakiem
jest ta asymetria określeń? jaki zwrot myśli maskuje?). Następnie z "szeroko
rozumianego liberalizmu", który jest jakoby zawsze emancypacyjny, wyprowadza
argument do głosowania za Komorowskim. Mówię więc "sprawdzam" i podaję
parę przykładów liberalizmu w rozumieniu PO (bo nie jest to żaden "szeroko
rozumiany" liberalizm, tylko pewien realnie istniejący liberalizm. Owszem,
autorka zaleca lewicy różne liberalizmy odróżniać, ale się najwyraźniej do tej
rady nie stosuje, tym, co w istocie rozróżnia, nie są różne liberalizmy, lecz
różne anty-liberalizmy. Antyliberalizm lewicy i antyliberalizm prawicy, owszem
bardzo się od siebie różnią, ale co to ma wspólnego z odróżnianiem różnych
liberalizmów, skoro w tekście materialnie mowa tylko o jednym konkretnym -
liberalizmie PO?) Nie ma w tym demagogii, tylko bardzo uważna lektura tekstu.
Proszę Autorkę o ustosunkowanie się do tych przykładów i jasną wypowiedź, czy
właśnie z takim realnie istniejącym liberalizmem PO (kastrującym pedofilów,
cenzurującym internet, szczycącym się Radziszewską i Gowinem, uposażającym CBA w
uprawnienia, których jej nawet PiS poskąpił i - last not least - kasującym prawa
człowieka trzeciej generacji) "demokratyczna lewica" ma się zadawać. Po
co, i dla kogo.
malkowal   |30.06.2010 09:32:22
1) ‘demokratyczna lewica" w odróznieniu od róznych jej historycznych form
autorytarnych, to chyba jasne. Własnie przed popadaniem w te drugą jej postac
przestrzegam.
2)że liberalizm PO jest zarazem dogmatyczny (gospodarczy) i
okaleczony, to chyba jasne dla każdego. Mimo wszytsko rózne tam sa tendencje,
Pan podaje skrajne przypadki działań, a raczej poronionych projektów, które
przynajmniej póki co - nie zostały przez PO wprowdzone w życie i raczej nie
będą. Bo mimo wsztsko to nie jest formacja autorytarna, co znaczy w
szczególnosci: korygowalna przez krytykę. Dlatego mozna z nią skuteczniej
walczyć demokratycznymi sposobami. To i tylko to nazywam zyskiem w porzadku
symbolicznym i upieram sie, że to niemało.
ost.   |30.06.2010 11:40:07
Pani Profesor, głęboki szacunek za czytanie komentarzy i podejmowanie dyskusji.
To rzadkie i zasługuje na uznanie.

Problem w tym, że ja w ogóle podałem jakieś
przykłady (zaraz się zastanowimy, czy "skrajne"), Pani zaś pisze tylko o
"szeroko rozumianym liberalizmie" PO. Poproszę o jakiekolwiek przykłady,
mogą być nawet skrajne. Dla mnie PO to nie jest żaden liberalizm, nawet szeroko
rozumiany, tylko mieszanka wolnorynkowego fundamentalizmu, skrajnego
konserwatyzmu w dziedzinie praw człowieka oraz autorytarnego etatyzmu w praktyce
rządzenia. Ja się zgadzam, że z liberalizmem, nawet okrojonym, można rozmawiać,
tyle że PO nie jest liberalna - liberalna jest najwyżej FANTAZJA o PO. Ale z
fantazjami trudno cokolwiek negocjować.

Nie da się zaprzeczyć, że marszu
równości w Poznaniu w 2005 zabronił prezydent związany z PO. (Tego marszu, na
którym policja ciągnęła uczestniczki za włosy po bruku). I że spersonalizowaną
kartę miejską w Warszawie - początkowo pomyślaną jako narzędzie gromadzenia
informacji o konkretnych przejazdach konkretnych osób - wymyśliła prezydent z
PO. Na razie dzięki protestowi GIODO tych informacji się podobno nie zbiera, ale
- co chyba ważniejsze - infrastruktura do ich zbierania została zbudowana. Nie
da się zaprzeczyć, że szpitale są już przygotowywane do kastrowania pedofilów.
Nowej ustawy o CBA nie da się zbyć, mówiąc, że to skrajny przykład i w dodatku
tylko projekt. Nie da się również zaprzeczyć, że PO zrobiła w konia organizacje
pozarządowe, konsultując inny projekt ustawy o CBA niż ten, który w końcu trafił
do Sejmu. Dla mnie jest oczywiste, że ten rząd buduje powoli, ale konsekwentnie
infrastrukturę do inwigilacji obywateli. Tym łatwiej, że liberalne jakoby gazety
puszczają to rządowi płazem.

Czytam jeszcze raz to, co tu napisałem, i wydaje
mi się, że mógłbym też inaczej rozłożyć akcenty: przeciw Platformie należy
głosować także w imię liberalizmu. Liberalizmu jako przywiązania do praw
jednostki oraz liberalizmu jako wiary w system podziału władzy, hamulców i
równowagi. Nie widzę natomiast żadnego argumentu, który by mówił, że ktoś, kto
traktuje obietnicę liberalizmu poważnie, powinien głosować na Komorowskiego. Bo
z tym liberalizmem, który Pani i ja cenimy, Komorowski ma tyle wspólnego, co
duńskie marynarki z kaszalotami.
malkowal   |30.06.2010 12:18:11
ja bardzo lubię dyskutowac i uważam, że w szczególności i zwłaszcza strona KP
własnie temu powinna słuzyć, tylko nie zawsze mam na to czas, a teraz akurat
troche mam.
Wie pan, ja w sumie b. nie lubię PO i kiedy jestem w nastroju
bojowo-ideowym, myśle jak pan. Ale trzeba i warto być nie tylko realistą, ale
także niuansowac diagnoze i ocenę rzeczywistości - zwłaszcza w obliczu
konkretnych sytuacyjnych wyborów, jak teraz. Co by nie mówić, w PO jest wiekszy
zarazem ‘w szerokim sensie liberalny’ i zwyczajnie demokratyczny potencjał niz w
PiS. Obok Gowina ma Pan tam Kutza, nie mówiąc juz o Palikocie, a sam Komorowski
wydaje się dość elastyczny lub nijaki, by liczyć sie także z lewicową krytyką i
opozycją. Sukces tej opozycji zależec będzie od niej samej. Mnie chodzi o to, że
per saldo dominacja nawet okaleczonego liberalizmu bardziej ten sukces
uprawdopadabnia niż retoryczna kradzież języka lewicy przez
autoraytrno-katolicko-narodową ideologię w stylu PiS. Ale gwarancji oczywiście
nie ma. Niech kazdy we własnym sumieniu i zgodnie z własnym rozpoznaniem
sytuacji dokona sytuacyjnego wyboru. O sens tego wyboru mozna i warto sie
spierac, ale to nie jest decydujące dla kondycji i przyszłosci lewicy.
chłopiecZprowincji   |29.06.2010 09:19:05
Ja bym przykro stwierdził, że głównym(najbardziej rozszerzonym - przez co
demokratycznie najważniejszym) przesłaniem ideowym partii polskich jest idea
"wicie rozumicie" ewentualnie "my ze śwagrem hej do przodu".
Poza szczytami, mechanizm konstruowania list wyborczych powoduje mechanizm taki,
że idzie Jan lub Małgorzata, pyta które miejsce na liście "by było" i w
efekcie się staje konserwatystą lub liberałem kastrującym(nawiązując do
typologii ost.)
Oprócz tego zdaję mi się, że konserwatyzm też być mógł i nawet
być może ideologią emancypacyjną. Przykładem być tu może wiek XIX, kiedy to
właśnie z "instynktownego konserwatyzmu", zachowania tradycji itp.
zrodził się masowy ruch narodowy. A w świecie ponowoczesnym przykładem może byś
choćby środowisko Radia Maryja, które się z braku pewnych kompetencji
kulturowych(postmodernistycznych rzekłoby się) emancypuje konserwatywnie ze
świata radosnego realatywizmu.
malkowal   |29.06.2010 15:51:31
Tak jest, konserwatyzm może pełnić funkcje emancypacyjne, i w ogóle był dobrą
alternatywą dla narcystyczno-hedonistycznego "relatywizmu". Ale nie w
wersji PiS. I w ogóle nie jako propozycja polityczna (nieuchronnie
zideologizowana), lecz filozoficzno-moralna. Na tym ostatnim poziomie sama
uwazam sie za konserwatystkę.
KrzysztofMazur   |29.06.2010 09:50:07
Jak widać z powyższej dyskusji emancypacja albo protest nie jest samo w sobie
żadnym sukcesem. Jest to po prostu odcięcie się od czegoś, a czy to dobrze, czy
źle, to zależy od czego się odcinamy.

Autorka generalnie ma rację.
Przykład z
Palestyńczykami jest analogiczny do sojuszu Lewica-PiS. Feminiści popierają
Arabów, bo Arabowie są przeciw "neoliberalnemu" USA i Izraelowi i w ten
sposób popierają drastyczną dyskryminację kobiet w islamie, znacznie bardziej
drastyczną od tej w Radiu Rydzyk i kościele.
Gdy mowa o kościele katolickim, to
mamy "wstrętną kulturę patriarchalną", a gdy mowa o muzułmanach
(hindusach i wszelkich mieszkańcach kultur pozaeuropejskich), to jest wówczas
"korzystna różnica kulturowa" polegająca na robieniu z kobiet
niewolników. Tak się nieprzyjemnie składa, że kościół katolicki w Europie
konserwuje tradycyjny patriarchalizm, ale poza Europą ten patriarchalizm
europejski jest postępem w stosunku do patriarchalizmu miejscowego i
europejsko-katolicka kolonizacja staje się obroną praw między innymi
kobiet.

Wam się wszystkim wydaje, że istotne są słuszne ideały, ale tak się
składa, że antyemancypacyjny tradycjonalizm w wieku XIX był jedyną zaporą przed
inwazją np. bolszewików w Rosji, albo jakobinów we Francji (to jeszcze
wcześniej). To jest argument zbliżony do owych prawosławnych z Białegostoku.
Prawosławie jest mniejszością bardziej tradycyjną od katolicyzmu, bo wywodzi się
z wcześniejszego Bizancjum. Walka o postęp to doprawdy za mało.
ost.  - re:   |29.06.2010 14:43:56
KrzysztofMazur napisa?:

Przykład z Palestyńczykami jest analogiczny do sojuszu Lewica-PiS.
Feminiści popierają Arabów, bo Arabowie są przeciw "neoliberalnemu"
USA i Izraelowi


To porównanie jest niestety nietrafione. Zanim ocenisz, dlaczego część
lewicy popiera Palestyńczyków, przeczytaj proszę wspomniane teksty
Rajkowskiej i Żmijewskiego. Co do religii i nacjonalizmu - bądźmy
precyzyjni i trzymajmy się faktów. Palestyński/arabski nacjonalizm
ma charakter świecki. Należy odróżniać go od radykalnego islamu
politycznego, który jednak nie jest nacjonalizmem, lecz
ideologią uniwersalistyczną, a nawet w pewnym
sensie internacjonalistyczną. To właśnie
kryzys arabskiego/palestyńskiego nacjonalizmu po końcu Zimnej Wojny
spowodował wzrost znaczenia radykalnego islamu politycznego. Temu
przypadkowi warto się zawsze bliżej przyjrzeć, bo daje trudną, ale
bardzo pożyteczną lekcję.
malkowal   |29.06.2010 15:53:48
Przynajmniej w jednym punkcie zgoda:hasło emancypacji jest samo przez się
nieokreslone i bywa obosieczne. Ale to materiał na długą analizę. W tekście
publicystycznym nieuchronnie operuje się hasłami.
KrzysztofMazur   |29.06.2010 10:06:05
Ja chciałbym Panią Kowalską ze współczuciem poinformować, że nie tylko ideały,
ale i język to zbyt mało i nic konkretnego. Przy pomocy języka emancypacji można
przedstawić pogląd dowolny, włącznie z "neoliberalnym". Neoliberalizm to
nic innego jak obrona mniejszości ludzi przedsiębiorczych przed większością
ludzi, którzy się adaptują.
Słowo "wolny rynek", które tak was
wszystkich irytuje również samo w sobie nie wiele znaczy, jak i protest
przeciwko niemu. Sposób zdefiniowana "praw własności" może całkowicie
odwrócić sens tej instytucji, o co toczą się w ekonomii zażarte spory, o których
nigdy nie usłyszycie, bo dla was to jedno i to samo.
malkowal   |29.06.2010 15:54:32
jak wyżej: Przynajmniej w jednym punkcie zgoda:hasło emancypacji jest samo przez
się
nieokreslone i bywa obosieczne. Ale to materiał na długą analizę. W
tekście
publicystycznym nieuchronnie operuje się hasłami.
rebelle   |29.06.2010 10:55:32
Za 20 lat nie będzie może Platformy, nie będzie może PiS-u. Ale
szpitale-twierdze (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,…) pozostaną jako pomnik polskiego liberalizmu. Proszę przeczytać ten tekst
a potem z czystym lewicowym sumieniem głosować na Bronka.
paproszek  - cieszę się   |29.06.2010 11:07:37
Szanowna Pani Profesor!

nie zgadzam się z Panią, bardzo jednak się cieszę z
powstania samego artykułu. Bezpośrednia dyskusja z komentatorami, nie zaś tylko
pogardliwo-płaczliwy grymas w ich kierunku, a la Michalski, to
skromnie-lewicowy, ale jednak prawdziwie lewicowy gest. Bardzo dziękuję.
malkowal   |29.06.2010 15:55:55
To chyba normalne, że sie dyskutuje (jesli tylko starcza czasu). Dzięki za dobre
słowo. Szkoda, że Pan nie napisał, w czym i dlaczego sie Pan ze mną nie zgadza.
KrzysztofMazur   |29.06.2010 11:11:07
Lepszy szpital zły niż dobra bazylika w Licheniu.
Jak ktoś chce mieć wszystko od
razu, to niech się zwróci do ducha świętego w tej sprawie.
Jak szpital strzeli
plajtę to nieważne jaki on był przed plajtą.
Ja się nie znam na szpitalach, ale
to są szczegóły.
A PO raczej za 20 lat będzie, PiS raczej w formie
szczątkowej.
Za 20-30 lat będziemy mieli 4 partie:
chadeckie
PO
SLD
zielonych
nowych liberałów.
SLD z czasem odbierze wyborców PiSowi.
Ale to
potrwa latami. Można ten proces przyspieszyć albo zwolnić.
Ja oczywiście nie
popieram lewicy, tylko liberałów i z tej strony proszę o pomoc w walce z
jezuitami z PiSu (i części PO). Dopóki rządzą jezuici żadnych decyzji nie
będzie, jedynie chaos i anarchia, jak to przerabialiśmy w latach 1572-1795.
KrzysztofMazur   |29.06.2010 11:24:58
Anarchia w Polsce zaczęła się w roku 1572 od sporu o stanowisko interrexa.
Interrexem został prymas, mimo że bardziej logiczna byłaby kandydatura Marszałka
Sejmu, który niestety został wyeliminowany. W ten sposób kościół zaczął mieć
wpływ na królewskie elekcje. Trochę to przypomina sytuację po katastrofie
samolotowej, kiedy to pewien kardynał z Krakowa zaczął podejmować decyzje
symboliczne co prawda tylko, ale wagi państwowej, sugerując, że kościół to
wszystko nadzoruje i interweniuje kiedy trzeba.
Marszałek sejmu w roku 1572
również nie był feministą, a prywata i "wolny rynek" były wówczas
zdecydowanie większe.
Chciałbym też przypomnieć, że w 1555 roku sejm polski
zażądał od króla stworzenia kościoła narodowego, niezależnego od Watykanu (mogę
zacytować stenogramy sejmowe) i tym samym uniezależnienie Polski od sił
zewnętrznych. Król niestety tego nie zrobił (bo mus się nie chciało). W sejmie
nie zasiadali wtedy feminiści, nie było parytetów, ani kobiet w sejmie. Co
więcej domagający się tego sejm - wybrany przez katolików ! - składał się z
protestantów, którzy bardzo byli podobni do dzisiejszych "neoliberałów"
- domagali się mianowicie oszczędności, pracowitości i wzmocnienia państwa, a za
to jezuici dużo rozprawiali o wykluczonych, biednych i pominiętych.Jezuici mieli
całkowicie keynesowską ekonomię i wykończyli wszystkie kraje gdzie rządzili
(Polska, Austria, Francja, Hiszpania, państwo kościelne). Za to
"neoliberalizm" protestancki skończył się sukcesem.
paproszek   |29.06.2010 11:54:36
Myślę, że takie historyczne opowiadanka są bałamutne, nawet nie warto z nimi
dyskutować. Trochę jak używanie historii powszechnej jako ilustracji historii
zbawienia.
jwk  - najkrócej jak można   |29.06.2010 12:48:43
Komercjalizację szpitali lub naprawę mediów publicznych przez ich likwidacje
itp.
Kaczyński pewnie zawetuje a Komorowski pewnie nie.
Oczywiście ten wybór
w warstwie symbolicznej jest obrzydliwy!
malkowal   |29.06.2010 15:58:48
Zawetuje albo i nie zawetuje. "Zyski’ na tym poziomie są, jak pisałam,
bardzo niepewne. A straty w porządku symbolicznym oczywiste i duże. Kto lubi
hazard, niech stawia…
ost.  - zakład Pascala   |29.06.2010 23:05:19
Owszem, ale to tylko połowa historii. To jak z zakładem Pascala: JK zawetuje
albo i nie (pochwały pod adresem Gilowskiej w debacie dobrze nie wróżą). Ale w
tym kontekście ważne jest to, że BK nie zawetuje na pewno. Mamy więc gwarancję
niewetowania antyspołecznych ustaw (BK; straty oczywiste i duże) albo niepewną
ewentualność ich wetowania (JK, niepewne zyski). Dla tych, którzy stawiają
kwestie społeczne na pierwszym miejscu, to może być realny wybór.
KrzysztofMazur   |29.06.2010 13:16:07
Media publiczne są właśnie likwidowane przez koalicję SLD-PiS.

Może i bałamutne
ale jakże piękne.

Inny przykład: kastracja pedofilów nie weszła w życie (z tego
co wiem) na skutek protestów, a przede wszystkiem była głupotą własną PO, a nie
świadomym działaniem na szkodę państwa na zlecenie innego państwa, jak
blokowanie "karty praw podstawowych" przez Kaczyńskiego. Na Kaczyńskiego
argumenty działają słabo, bo on ojczyznę widzi troszkę gdzie indziej - w
katolicyzmie redemptorystycznym.

Tutaj historyjka:
w 1606 roku sejm polski
przedstawił królowi ustawę nakładającą kary na osoby prześladujące innowierców.
Była to reakcja sejmu na zburzenie synagog przez tłum w Krakowie i Poznaniu.
Król pod wpływem swojego kaznodziei - niejakiego Piotra Skargi - zawetował tą
ustawę. Było to działanie na zlecenie Watykanu i na szkodę państwa. Od tego
czasu innowiercy - głównie prawosławni, ale także protestanci i Żydzi - zaczęli
się dystansować do państwa Polskiego. Skutki chyba są oczywiste.
druknepf   |29.06.2010 14:24:06
Nie dam sie namówić na oddanie głosu PO, czyli Bronkowi nieróżniącemu się
mentalnie od JK, różnica jest widoczna tylko w płaszczyźnie estetycznej. Kaczor
werbalnie rzeczywiście zawłaszczył sobie socjalne idee lewicy, ale fakty temu
przeczą. PO razem ze swoim liderem nie zlikwidowali opresyjnych instytucji
stworzonych przez PiS, wsadzili tam swoich urzędników. Być może Polsce nie jest
potrzebna partia lewicowa, ale nie obejdzie się bez silnych organizacji
społecznych (na związki zawodowe nie ma co liczyć), które krok po kroku wymuszą
na parlamencie ustawy, nie mieszczące się dzisiaj Bronkowi w głowie. Jeśli
Napieralski ma dość wyobraźni i wiedzy to, powinien się jednoznacznie odciąć od
obydwu prawicowo-konfesyjnych partii. To nie musi być partia, która w
najbliższej przyszłości sięga po władzę, niech skupi wokół siebie sympatyków
liberalnego myślenia na kwestie związane z kościołem, prokreacją i stosunku do
INNEGO, a także jasno wyartykułuje poglądy na podatki, przedsiębiorczość,
świadczenia socjalne państwa.
malkowal   |29.06.2010 16:03:37
Nie usiłuję nikogo namawiać - przedstawiam, po długich wahaniach, własne
stanowisko, licząc, że warte jest ono poważnego - a nie polemiczno-pospiesznego
- rozważenia przez wszystkich, którym lewicowe postulaty nie są obojętne. Pełna
zgoda natomiast co do możliwego sposobu funkcjonowania lewicy w Polsce po
wyborach.
pro_test  - re: faszyzm   |29.06.2010 19:48:44
KrzysztofMazur napisa?:
Wam się wszystkim wydaje, że istotne są słuszne ideały, ale tak się
składa, że antyemancypacyjny tradycjonalizm w wieku XIX był jedyną zaporą
przed inwazją np. bolszewików w Rosji, albo jakobinów we Francji (to
jeszcze wcześniej).


Antyemancypacyjny tradycjonalizm to rozumiem taki eufemizm? Glupio
bezposrednio wychwalac faszyzm, co?

Swoja droga, to wlasnie ten
twoj a.t. popychal ludzi do rewolucji, tworzac poniekad bolszewikow i
jakobinow a pozniej dzielnie z nimi walczac dawal budulec pod faszyzm i
rozne takie tam reakcje.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 21:31:57
Jaki faszyzm?
Prawosławie w Rosji to był faszyzm?
Krasiński i Kraszewski to był
faszyzm?
Katolicyzm jezuicki to był faszyzm?
Owszem to wszystko prowadziło do
rewolucji, która była jeszcze większą katastrofą.
Nie jest ważne po której
stronie się znajdujemy, ale ważne co faktycznie robimy.
Faszyzm był
tradycjonalizmem fikcyjnym nie znającym tradycji.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 21:34:07
Gdybyście meli wybór między dwoma uczciwymi dewotami, moglibyście się
zastanawiać, ale fakty są takie, że jeden teoretyczny dewot jest terrorystą
przebranym za ministranta. Wasze przekombinowane rozumowania prowadzą do
wsparcia owego terrorysty.
Ale to nie ważne, bo nikt was nie słucha.
KrzysztofMazur   |30.06.2010 21:46:11
Za lat kilka SLD będzie w koalicji w PO.
Panmik   |01.07.2010 11:44:17
Ja nie dam rady na BK głosować - po tych kłamstwach o strategii "Polska
2030". Bezczelnie oszukują.
Przykład mitycznego promieniowania
Boniego:
http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439
,8073271,Prowincja_sie_wyludnia.html

Pani Profesor - naprawdę podtrzymuje Pani
zachętę do głosowania na BK? Czy bilans zysków i strat naprawdę wychodzi na
plus? Coraz więcej mam wątpliwości.
malkowal   |01.07.2010 14:46:08
Mnie się po prostu wydaje, że spór z Komorowskim i PO może być - zwłaszcza przy
istnieniu autentycznych ruchów społecznych - bardziej dla lewicowych postulatów
konstruktywny niż liczenie na to, że Kaczyński ‘zablokuje PO" albo że dwie
prawicowe formacje wzjamnie sie wykrwawią. Obawiam sie, że przy prezydencie
Kaczyńskim podział na Po i PiS oraz związane z tym zamurowanie politycznej
sceny, a także ogólne jej zorientowanie na prawo, tylko się nasili. PO była i
wciąż jest pod wieloma względami zakładniczką PiS. Lepiej, by stała sie choćby
częściowo zakładniczką wyborców lewicowych, w każdym rzie, by musiała sięz
nimi liczyć w swojej walce z PiS i Kaczyńskim. Ale proszę głosowac lub nie
głosować zgodnie z własnym sumieniem. Wszyscy na lewicy skazani dzis jesteśmy na
grę w ruletkę. Zaden wybór, ani brak wyboru sam przez się niczego nie rozwiązuje
- to jedno jest pewne.
ost.  - re:   |01.07.2010 15:04:30
malkowal napisa?:
spór z Komorowskim i PO może być - zwłaszcza przy istnieniu autentycznych
ruchów społecznych - bardziej dla lewicowych postulatów
konstruktywny niż liczenie na to, że Kaczyński ‘zablokuje PO"


Zastanawiam się, czy to jest naprawdę sprzeczność. Pełna zgoda, że przez
ostatnie trzy lata ruchy społeczne co nieco od PO wytargowały. Pytanie
tylko, jakie były polityczne warunki możliwości tego targu. Dla mnie
pouczający jest przykład niedoszłego Rejestru Stron i
Usług Niedozwolonych - rząd szedł w zaparte, próbował wyrolować
organizacje internautów w negocjacjach, udawał, że ustępuje, a potem wracał
do starych pomysłów… Być może fakt, że w końcu Tusk ustąpił, miał
coś wspólnego z tym, że internauci wystosowali apel do Lecha Kaczyńskiego z
prośbą, by stanął w obronie ich praw obywatelskich i zaczęli zbierać
podpisy pod tym apelem. W każdym razie stawiam dolary przeciw orzechom, że
gdyby nie wizja, że internauci odwrócą się od PO w stronę prezydenta,
tobyśmy nieszczęsny RSiUN mieli.

Czy bez wetującego prezydenta PO
będzie podobnie gotowa w końcu, po wielu oporach i manewrach czasem w
czymś ustąpić - wątpię.
strapko   |01.07.2010 15:16:19
Cytat:
Wszyscy na lewicy skazani dzis jesteśmy na grę w ruletkę. Zaden wybór, ani
brak wyboru sam przez się niczego nie rozwiązuje - to jedno jest pewne.


To powinno stanąć pod winietą KP na stronie głównej (jak onegdaj
"Proletariusze wszystkich krajów" stali pod winietą TL), do
niedzieli włącznie. Mam wrażenie że marnujemy czas na tę kabałę, która
nie będzie miała większego znaczenia dla naszej aktywności. Co by się w
niedzielę nie wydarzyło i tak mamy pod górę. Dylemat JK/BK/none to
etykieta zastępcza.

Pani Profesor, niskie ukłony!
KrzysztofMazur   |01.07.2010 15:35:50
Jeżeli wygra Kaczyński, to PiS pójdzie w stronę Ziobry, PO w stronę Gowina.
W
przeciwnym wypadku mamy malkontenta Kaczyńskiego w sejmie usiłującego podburzyć
SLD przeciw PO i przesunięcie PO w kierunku Palikota.

Chyba że ktoś oczekuje
że
go Ziobro aresztuje.
i zostanie męczennikiem.
blaise   |02.07.2010 00:40:13
"Lepiej, by stała sie choćby
częściowo zakładniczką wyborców lewicowych, w
każdym rzie, by musiała sięz
nimi liczyć w swojej walce z PiS i Kaczyńskim. Ale
proszę głosowac lub nie
głosować zgodnie z własnym sumieniem. Wszyscy na lewicy
skazani dzis jesteśmy na
grę w ruletkę. Zaden wybór, ani brak wyboru sam przez
się niczego nie rozwiązuje
- to jedno jest pewne."
Podobne słowa należałoby
napisać jeszcze przed pierwszą turą.. I zdecydowanie poprzeć Napieralskiego
skoro i tak wybieramy mniejsze zło i żadna kandydatura nas nie satysfakcjonuje.
O ileż lepiej wyglądałby dzisiaj spór na poziomie symbolicznym gdyby Napieralski
wszedł do drugiej tury? Zamiast poparcia dla Napieralskiego były tylko
utyskiwania "że to nie jest prawdziwa lewica" i tylko zajmuje miejsce,
które powinno należeć do do tej "prawdziwej lewicy z naszych marzeń".
Uśmiech zażenowania pojawia się na twarzy, gdy się przypomni jak cała plejada
intelektualistów lewicowych proponowała oddawanie nieważnych głosów, a teraz już
popiera Komorowskiego. Jak to jest możliwe, że nikt z tych wszystkich
intelektualistów nie potrafił nikogo wybrać z niemałej puli kandydatów
startujących w pierwszej turze? A czy Napieralski nie mógł zostać zakładnikiem
lewicowego elektoratu? Lewicowi publicyści wybrali taką oto ścieżkę: oddajmy w
pierwszej turze głosy nieważne, potem będziemy płakać, że musimy wybierać między
Komorowskim a Kaczyńskim, następnie poprzemy Komorowskiego a już od 4 lipca
(zaraz po północy)zaczynamy płakać, że Komorowski szpitale prywatyzuje, a do
tego jest równie konserwatywny jak Kaczyński itp. To są skutki bierności i braku
zdecydowania w momencie gdy jeszcze można było wybrać naprawdę "mniejsze
zło". Czemu żadnego z lewicowych autorytetów nie było stać na ryzyko jakie
niosłoby ze sobą poparcie kogokolwiek z kiepskich kandydatów w I-szej turze?
Przypomina się wierszyk Gałczyńskiego:
"Więc obrażony. Więc
zatruty.
Wszędzie za późno. O dwie minuty.
O dwie minuty. (..)
Chciałby.
Pragnąłby. Mógłby. Gdyby" itp.
A co jeśli wygra komorowski i na poziomie
symbolicznym i językowym będzie ok., ale platforma po cichu, tylnymi drzwiami
będzie wprowadzać pomysły, o jakich mówił ost i podobne? Co wtedy? No jak to co?
Już od 4 lipca zaczynamy narzekać i zwalczać PO. W ten sposób pozostaniemy
moralnie czyści, bo przecież mówiliśmy "I would prefer not to"
btw: czy
ktoś w ogóle czytał to opowiadanie?
blaise   |02.07.2010 01:01:54
"Przykład z Palestyńczykami jest analogiczny do sojuszu Lewica-PiS.
Arabów,
bo Arabowie są przeciw "neoliberalnemu" USA i Izraelowi i w ten
sposób
popierają drastyczną dyskryminację kobiet w islamie,
To co tu napisałeś jest tak
infantylne, że skomentuję w podobnym stylu: być może feminiści uważają, że
bombardowanie i odpalanie pocisków fosforowych od których giną palestyńskie
kobiety jest bardziej "dyskryminujące" od islamskiego patriarchalizmu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 29.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94705 Seconds