|
Kowalska: Nic się nie stało |
|
|
Małgorzata Kowalska*
|
|
05.07.2010 |
Ogłosili wstępn e wyniki II tury. I co? I nic. Z mojej strony brak jakiejkolwiek emocji. Jeśli w ogóle można tu mówić o satysfakcji, ma ona charakter zimno-racjonalny. Stało się – oczywiście jeżeli sondaże nie kłamią - to, co wedle moich założeń i oczekiwań stać się powinno. Powinno zarówno w sensie „najprawdopodobniej się stanie”, jak w sensie „tak będzie lepiej/rozsądniej”. Zwycięstwo opcji rozsądkowej nie porusza jednak żadnej serdecznej struny.
Mówię zatem zimno: dobrze się stało, bo/że nic się nie stało. Mogło wszak stać się wiele rzeczy, których sobie i nikomu w żadnym razie nie życzyłam. Mogło dojść do triumfalnego wzmożenia po stronie Polski „patriotycznej”, do jeszcze głębszej, choć pod wieloma względami całkowicie pozornej polaryzacji na PO i PiS, do zakonserwowania podziału na „dwie Polski”, z których żadna nie jest naprawdę „nasza”, do zawłaszczenia języka antyliberalnej opozycji przez katolickich narodowców, do jeszcze większego zmarginalizowania, jeszcze głębszego zepchnięcia w podziemie jakiejkolwiek lewicy, jakichkolwiek głosów krytycznych wobec dominujących politycznie dyskursów i całego naszego status quo. Przewidywałam, że tak się stać może, że tak się stanie w przypadku zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego. No i fajnie, że się nie stało.
Jeśli na to spojrzeć pod pewnym kątem, to prawie cud, że nic się nie stało. Katastrofa smoleńska wytworzyła wprawdzie „Solidarnych 2010”, ale okazała się nie dość produktywna, by doprowadzić do ogólniejszej zmiany polskiego nastrojenia. Komorowski wygrał (zapewne) z Jarosławem Kaczyńskim tak, jak wygrałby (na 100%) z Lechem Kaczyńskim. Stał się Smoleńsk, a jakby nic się nie stało…
Oczywiście mówię bardzo nieściśle. Jasne, że popularność Kaczyńskiego i PiS wzrosła. Jasne, że długo jeszcze będą poważną i najpoważniejszą – choćby z pewnego punktu widzenia pozorną - konkurencją dla PO. A jednak nie stało się nic takiego, co mogłoby nie tylko polską scenę polityczną, ale także społeczne nastawienia obrócić o duży kąt na prawo.
W sytuacjach takich jak ta „nic” ma wartość pozytywną. W szczególności dla lewicy. „Nic się nie stało” znaczy: niczego nie ugraliśmy, ale też niczego nie przegraliśmy. Znaczy: symboliczna matryca demokracji nie została wywrócona na nice. Pole do artykulacji „naszego” punktu widzenia pozostaje otwarte.
Bo za cztery lata będą znów mistrzostwa świata. I wtedy… No, zobaczymy.
*prof. Małgorzata Kowalska - kierowniczka katedry filozofii na Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, autorka rozpraw i esejów poświęconych francuskiej humanistyce w XX wieku. Zajmuje się przede wszystkim filozofią społeczną i polityczną, niegdyś też angażowała się bezpośrednio w politykę - była jednym z członków-założycieli Unii Pracy. Członkini zespołu „Krytyki Politycznej”.
[fot. (cc) indy slug, flickr.com]
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.07.2010 )
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...