NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kowalska: Dlaczego na pewno nie Kaczyński Drukuj
Małgorzata Kowalska*   
28.06.2010

Nie jestem specjalnie wrażliwa na emocjonalno-polityczne szantaże. Zachowuję dystans wobec strachów przed powrotem IV RP - nie tyle dlatego, że wierzę w „przemianę” Jarosława Kaczyńskiego, ile dlatego, że zdaję sobie sprawę z ograniczeń uprawnień prezydenta. Kaczyński jako prezydent, choćby nie zmienił się ani na jotę i choćby w najbliższym otoczeniu miał Macierewicza i Ziobrę, zwyczajnie nie będzie miał narzędzi – poza jątrzącym gadaniem – umożliwiających faktyczną restaurację państwa policyjnego à la niesławnej pamięci rządy PiS z lat 2005-2007. Związek zaś między ewentualnym zwycięstwem JK w wyborach prezydenckich i ewentualnym zwycięstwem PiS w wyborach parlamentarnych nie wydaje mi się oczywisty. Jak to powiadają, na dwoje babka wróżyła: albo ewentualna prezydentura JK PiS-owi pomoże, albo mu zaszkodzi, za dużo tu niewiadomych, by można było już dziś stawiać na jakiś scenariusz. W każdym razie możliwość, że niezmienione – a zatem pozbawione „zdolności koalicyjnej” - PiS triumfalnie powróci do władzy, by aresztować i doprowadzać do samobójstwa kolejne ofiary swoich obsesji, nie wydaje się dzisiaj zbyt prawdopodobna.

  

Zwycięstwo JK w wyborach prezydenckich samo w sobie nie niesie ze sobą, jak mniemam, naprawdę wielkich zagrożeń – poza sferą symboliczną. Bo niewątpliwie ze zwiększoną mocą rozbrzmi wówczas narodowo-katolicki głos w naszych domach. Doskonale łączący się z resentymentalną demagogią: przeciwko „liberalnym elitom”, „cywilizacji śmierci”, Europie i Rosji. Ważne pytanie brzmi: czy taki głos i taką demagogię lewica może uznać za nieistotną. Lub nawet za perwersyjnie użyteczną dla „lewicowych celów”.  


Gdyby za niemiłą lewicowym sercom kato-narodową retoryką, za opresyjną polityką symboliczną, kryć się miały jakieś sympatyczne dla lewicy decyzje w sprawach społeczno-ekonomicznych (np. wetowanie najbardziej wątpliwych reform proponowanych przez PO, od reformy służby zdrowia poczynając przez politykę podatkową po reformę szkolnictwa wyższego, zagrożonego dziś – dzięki radosnej twórczości pani minister Kudryckiej - totalną komercjalizacją i regułami żywcem przejętymi z rynkowej rywalizacji o skuteczność), można by się zastanawiać nad możliwym bilansem zysków i strat, jakie – z lewicowego punktu widzenia - pociągałaby za sobą prezydentura JK. 


Szkopuł w tym, że o ile straty, choć głównie w porządku symbolicznym, wydają się oczywiste, o tyle zyski są w najlepszym razie wątpliwe. Po prawdzie nie zapowiada ich nic poza „antyliberalną” retoryką kandydata JK. Trzeźwy osąd wymaga skonfrontowania tej retoryki z polityką faktycznie promowaną przez niegdysiejszy rząd pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego. Jak wszystkim sympatykom lewicy powinno być wiadomo, polityka ta miała nader mało wspólnego z „wrażliwością społeczną”. Dość wspomnieć o obniżeniu podatku od dochodów osobistych, na czym zyskali przede wszystkim najbogatsi, zniesienie podatku spadkowego, ku radości dziedziców rodzinnych fortun, albo o nader mało empatycznym sposobie potraktowania strajku pielęgniarek. Warto również pamiętać, że na „społeczną wrażliwość” Kaczyńskich raz już się nabraliśmy. To znaczy: nabrał się, kto chciał (ze mną włącznie, bo choć sama w poprzednich wyborach prezydenckich wstrzymałam się od głosu, to – przyznaję ze wstydem – z satysfakcją przyjęłam wybór LK), wierząc w to, że ś. p. Lech Kaczyński, wsparty nie tylko przez Ryszarda Bugaja, ale i przez Adama Gierka,  będzie skuteczną „solidarystyczną” zaporą przeciwko szalejącemu „liberalizmowi”. W praktyce okazał się zaporą głównie przed mentalnym i instytucjonalnym zbliżaniem się Polski do Europy. A sterujący nim Jarosław Kaczyński, sądząc po jego własnych posunięciach w czasie, gdy był premierem, a także  wierząc Jadwidze Staniszkis, która przynajmniej w tym wypadku chyba wie, co mówi, jest znacznie bardziej „liberalny” (w sensie liberalizmu gospodarczego) od swojego ś. p. brata. W efekcie poza wyborczą retoryką Jarosława, który w ostatnim czasie okazał łaskę „postkomunie” i posunął się do stwierdzenia, że sam jest „po trosze lewicowy”, a nawet użalił się nad losem kobiet z Łodzi, nie mamy nic, żadnego faktu, żadnej konkretnej przesłanki, która uwiarygodniałaby choćby ślad „lewicowej wrażliwości” kandydata PiS. 

  

Jeśli dodać do tego fakt, że na stanowisku prezydenta – jako się rzekło – brak narzędzi do skutecznego realizowania jakiejkolwiek własnej polityki, tyleż wojskowo-policyjnej, co ekonomiczno-społecznej, trudno zaiste nie dojść do trzeźwego wniosku, że „lewicująca” retoryka JK jest warta co najwyżej funta kłaków. Licząc na poszerzenie wyborczej klienteli, kandydat może tej retoryce oddawać się zupełnie bezkarnie, tj. bez żadnych konsekwencji praktycznych – poza możliwym zawróceniem w głowach paru lewicowym frajerom.  

  

Słowem, zyski i straty z ewentualnej prezydentury Jarosława Kaczyńskiego należy rozpatrywać przede wszystkim na poziomie „polityki symbolicznej”. Jest mało prawdopodobne, że prezydentura JK doprowadzi do restytucji państwa ideologiczno-policyjnego. Ale równie, a nawet jeszcze mniej prawdopodobne jest to, że faktycznie utrudni jakiekolwiek „liberalne reformy” w porządku społeczno-gospodarczym. Wysoce prawdopodobne, zgoła pewne jest natomiast to, że walnie przyczyni się do zmiany ogólnej atmosfery ideowo-politycznej i samej „symbolicznej matrycy” naszej wciąż nędznej demokracji.  Zmiana będzie polegała nie tylko na wzroście znaczenia (na ile to jeszcze możliwe) ideologii katolicko- i martyrologiczno-narodowej, ale także – i bodaj to właśnie powinno być z punktu widzenia lewicy kluczowe – na rosnącej pokusie utożsamienia wszelkiego oporu wobec „liberalizmu” z ową ideologią. W praktyce zwalczany będzie wprawdzie przede wszystkim liberalizm światopoglądowy, a nie gospodarczy, ale w porządku symbolicznym utrwali się fałszywa dychotomia: albo liberalizm, albo kato-nacjonalizm. Na utrwaleniu tej dychotomii idee lewicy zyskać w żaden sposób nie mogą, mogą tylko stracić.  

  

Z lektury wyników internetowej sondy prowadzonej na stronie Lewica.pl dowiedziałam się, że ponad 40% głosujących gotowych jest wesprzeć w drugiej turze Kaczyńskiego przeciwko Komorowskiemu. Wygląda na to, że spora część ludzi (zapewne w większości młodych) ”z sercem po lewej stronie” gotowa jest zapłacić każdą cenę za samą choćby retorykę walki z „liberalizmem” - nawet cenę rozpuszczenia się socjalizmu w kato-nacjonalizmie, nawet cenę zawłaszczenia idei lewicy przez resentymentalnych prawicowych nienawistników… Kochani radykałowie, pomyślcie chwilę: czy przypadkiem nie tak właśnie rodził się faszyzm?  


Po namyśle należę do tych, którzy uważają, że w sytuacji, jaką mamy (bez dwóch zdań nieciekawej), obowiązkiem lewicy jest głosowanie przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Przeciwko „polityce historycznej”, zgodnie z którą są lepsi i gorsi Polacy, i tylko ci pierwsi zasługują na „sprawiedliwość”. Przeciwko nowej ofensywie swoiście rozumianego patriotyzmu i „narodowych wartości”. Przeciwko pysze, która kazała wynieść ś. p. Lecha Kaczyńskiego na Wawel i przeciwko całej polityce symbolicznej, która zaowocowała smoleńską katastrofą. Przeciwko hipokryzji i  przeciwko resentymentowi. Przeciwko zapędom wodzowskim. Przeciwko teoriom spiskowym. Przeciwko źle nawiedzonym żarliwym orędownikom tej prezydentury w rodzaju J. M. Rymkiewicza i felietonistów „Rzepy”. Nade wszystko jednak - przeciwko uzurpacji, jaką jest przechwytywanie dziś przez JK niektórych haseł lewicy. Przeciwko pokusie zbliżania socjalizmu do narodowego socjalizmu. Przeciwko ostatecznej korupcji sensu i stawki ideowych sporów. Przeciwko deprawowaniu demokratycznej debaty i sensu samej demokracji. 


Prezydentura Komorowskiego nie ma, z punktu widzenia lewicy, właściwie żadnych zalet. Poza jedną, ale zasadniczą: nie zamazałaby ona i nie zniosła sensu ideowych i politycznych sporów. Nie rozbiłaby i nie zniekształciła demokratycznej „matrycy symbolicznej”. Najprościej rzecz ujmując: nie groziłaby atmosferą faszyzmu.  


Podsumowując, sądzę, że w sytuacji, jaką mamy, ludzie o lewicowych poglądach mają tylko jedno rozsądne wyjście: głosować aktywnie przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, to znaczy – praktycznie – za Bronisławem Komorowskim. Po to, by natychmiast po wyborach dobitnie artykułować swoje racje. Od 4 lipca zwalczajmy konserwatywny liberalizm w stylu PO. Dziś chodzi o to, by zachować pole, w którym lewicowe racje w ogóle będą mogły być artykułowane i słyszane jako racje zasadniczo odmienne od koszmarnej mikstury proponowanej przez JK i jego zaplecze. 

  

*prof. Małgorzata Kowalska - kierowniczka katedry filozofii na Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, autorka rozpraw i esejów poświęconych francuskiej humanistyce w XX wieku. Zajmuje się przede wszystkim filozofią społeczną i polityczną, niegdyś też angażowała się bezpośrednio w politykę - była jednym z członków-założycieli Unii Pracy. Członkini zespołu „Krytyki Politycznej”. 

  

Komentarze
Dodaj nowy
Piotrek Sz.   |28.06.2010 03:26:39
Poprzyjmy Komorowskiego, aby potem zwalczać jego poglądy? Zdumiewający pomysł.


Tekst jest wewnętrznie pęknięty. Najpierw czytamy, że nie ma sensu straszyć IV
RP, zaś kompetencje prezydenta są ograniczone, a potem słyszymy, że trzeba
poprzeć Komorowskiego, bo Kaczyński to groźba faszyzmu. Czegoś tu nie rozumiem.
Czy KP chce coś ugrać na poparciu dla Komorowskiego?

Inna sprawa to kluczowy
dla tekstu argument, że wybór Kaczyńskiego to "narodowo-katolicki głos"
w naszym domu. A czyj głos usłyszymy po wyborze Komorowskiego? Liberalnych
demokratów w stylu Gowina i Niesiołowskiego? A może Janka Pospieszalskiego,
który dostał program od szefa TVP z PO, Jana Dworaka?

Obydwaj kandydaci mówią
tym samym, narodowo-katolickim głosem. Różnica między nimi jest przede wszystkim
estetyczna, o czym zresztą często czytamy na stronie KP. Rzecz w tym, że
estetycznie KP woli Komorowskiego.
druknepf  - NIECH   |28.06.2010 11:49:49
Autorka sam jest hipokrytką, ponieważ namawia do głosowania na kogoś z kim sie
nie zgadza, a ma na celu jedynie wyciągnięcie wątpliwej korzyści z wyboru
Bronka.
Niech zostanie Jarek prezydentem, niech się w końcu zagryzą bojownicy
styropianowi. Niech lewica nie traci żadnej okazji do obnażania sposobu
podejmowania prawicowych decyzji dotyczących przypadkowego społeczeństwa,
decyzji konsultowanych z episkopatem, co nazywają kompromisem.
olek   |28.06.2010 09:51:34
Pani Profesor, czy na pewno brak różnic między Kaczyńskim a Komorowskim pozwala
nam na ograniczenie się do polityki symbolicznej?

Z mojego punktu widzenia,
szukanie racjonalnego punktu zaczepienia i poparcie K. przeciwko K. jest dla
lewicy samobójem, bo różnice wcale nie są tak oczywiste. Polityka symboliczna
PiS będzie "deprawować demokratyczną debatę i sens samej demokracji" w
takim samym stopniu, jak perspektywa technokratycznego zarządzania państwem
przez PO. W obu przypadkach problem rozwiązuje skuteczna lewicowa krytyka, a nie
wybór mniejszego zła.
Eurypides77   |28.06.2010 09:58:08
Nie uważam, żeby możliwość "szkodnictwa" JK ograniczała się wyłącznie do
sfery symbolicznej - a jeśli już to w niewiele mniejszym stopniu takim
szkodnikiem będzie BK.

Podobnie jak autorka nie boję się też powrotu IV RP w
przypadku wyboru JK.

W skrócie - z perspektywy obecnego układu sił i tej
kadencji parlamentu, obaj Panowie wydają się równie mi
niemili.

Ale…

Prezydent wybrany w niedzielę będzie współrządził z tym
rządem tylko przez rok - a potem czeka nas co najmniej jeszcze jedna nowa
kadencja parlamentu. A z wyników GN można wnioskować, że dobry wynik uzyska w
nich lewica, i że PO nie będzie mogła rządzić sama (ani w koalicji tylko z PSL)
i lewica ta może wejść do rządu.

Wtedy - w umiarkowanym zakresie, ale zawsze
- może pojawić się szansa na jakiś postęp legislacyjny w kwestiach obyczajowych
- może nie np. w sprawie aborcji, ale w sprawie sensownej ustawy o in vitro,
parytetów, może ograniczonej koncepcji związków partnerskich itp. I choć zarówno
JK jak i BK nie są zwolennikami takich rozwiązań, to jeśli rząd powiedzmy PO-SLD
takie rozwiązania przyjmie, JK je zawetuje, a BK nie - i tu leży różnica (bo
weto JK w tych sprawach nie zostanie odrzucone).

Tak więc, mimo niechęci
chyba zagłosuję na BK.
Mandark   |28.06.2010 12:15:03
Akurat wpływ SLD (i konieczność dogadywania sie PO z nim) będzie
znacznie
większy, jeśli prezydentem będzie Kaczyński. To chyba jest dość jasne.
Eurypides77   |28.06.2010 17:16:19
Tyle że jeśli prezydentem będzie Kaczyński to z tego dogadywania niewiele
wyjdzie bo i tak zawetuje ustawy jakich chciałaby lewica światopoglądowa, a w
Sejmie PO i SLD większości to obalenia takiego weta mieć nie będzie.

Poza tym
nie jestem zwolennikiem głosowania strategicznego w rodzaju "im gorzej tym
lepiej".
Mandark   |28.06.2010 18:27:19
Ależ o czym Ty mówisz? Tylko perspektywa prezydenckiego weta powoduje, że Lewica
w ogóle jest do czegoś potrzebna. Bez niego PO i PSL są w stanie rządzić
samodzielnie.
ost.  - notatka w kwestii dobra i zła   |28.06.2010 12:42:58
Różnica między wybieraniem "mniejszego zła" a wybieraniem czegoś, co się
jednak uważa za pewne dobro, nie przebiega w sferze deklaracji, lecz praktyki
postępowania. Kto wybiera zło, choćby i "mniejsze", robi to w milczeniu
i z trwogą, w poczuciu winy i bacząc, aby nie obciążyć bliźniego swą winą. Kto
za swym wyborem agituje, ten daje świadectwo głębokiego (tym głębszego, że nie
uświadamianego) pokrewieństwa z tym, co właśnie wybiera. Daje dowód, że wierzy -
choćby i o tym sam/a nie wiedział/a - że to, co wybiera, jest dobre.
Sympatyk lewicy   |28.06.2010 13:20:52
Powrotu RP nr 4 należy się obawiać, a wybór na prezydenta Kaczyńskiego to 50%
realizacji tego scenariusza. Prezydenta wybiera się na 5 lat, w tym czasie
parlament może być zmieniany nawet kilkukrotnie. Wystarczy, że przez najbliższe
pięć lat PIS uzyska przewagę w parlamencie i to bez konieczności koalicji z
niepokornym Lepperem, na którym potknęła się budowa policyjnego państwa
Kaczyńskich. Obawiam się, że po powtórnym dojściu do władzy Kaczyńskiego, jego
usuniecie na drodze pokojowej nie będzie już możliwe. Lepiej odrzucić go teraz
demokratycznie niż później na drodze rewolucji.
Ślepy Masażysta Ichi  - Drogi "Sympatyku lewicy"…   |28.06.2010 17:47:23
"Obawiam się, że po powtórnym dojściu do władzy Kaczyńskiego,
jego
usuniecie na drodze pokojowej nie będzie już możliwe. Lepiej odrzucić go
teraz
demokratycznie niż później na drodze rewolucji."
A to pyszne… Śni
się Towarzyszowi Hiszpania? To niech Towarzysz zacznie liczyć swoje bataliony:-)
Choć może i macie Towarzysze szanse, bo polska armia nie ma swojego Franco -
Tow. Jaruzelski wypędził wszystkich żydowskich oficerów do Izraela…:-)
rebelle   |28.06.2010 18:36:16
Balcerowicz też widzi ogromną różnicę między kandydatami: "Wynik
wyborów wisi na włosku, a stawka jest ogromna. Obawiam się, że wiele
osób nie zdaje sobie sprawy z tej stawki (http://wyborcza.pl/1,75248,8073230,Balcerowicz_…).
KrzysztofMazur   |28.06.2010 22:33:27
Właśnie nazwała Pani swojego szefa "frajerem".
Słusznie.

Z tym
faszyzmem to Pani przesadziła. Raczej należałoby się powołać na sarmackich
jezuitów. Vide P.Jasienica.
Slawczan  - Polecam program NSDAP   |29.06.2010 12:05:42
Toż tam sama lewicowość jest zawarta.Jak u Jarka lewica+patriotyzm. Cud
pieszczący dla lewicowca polskiego
KrzysztofMazur   |28.06.2010 22:41:07
Jesteście przekombinowani.
rebelle   |28.06.2010 22:59:10
A tak wygląda liberalna demokracja, świeckie państwo i prawa kobiet w
wydaniu PO. Podaję link do stron rządowych. Chcecie tego więcej,
to popierajcie :)

http://bip.kprm.gov.pl/g2/2010_06/2872_fileot.pdf
KrzysztofMazur   |29.06.2010 09:23:07
Ja nie jestem bojownikiem praw kobiet, być może z takiego prostego powodu, że w
ogóle jestem nikim.
Nie chodzi o to czyje poglądy są słuszne, a czyje nie. Nie
sądzę, żeby te rządowe strony czytał np. rząd, więc dlaczego ja mam je
czytać?
Chodzi o to gdzie są podejmowane decyzje - nie ważne jakie.

Wasz
błogosławiony Napieralski oddał kościołowi TVP1, PR III, w zamian za wstawienie
Was do TVP 2, TVP info i PR I i w ten sposób to wy staliście się fragmentem -
jak by powiedział Kaczyński - "układu" IV RP. Razem z Pospieszalskim,
CHasińskim, Sobalą, Ziomeckim, Ziemkiewiczem, Wildsteinem, Sakiewiczem. Trzeba
wszystkich ideologów razem wywalić z radia i telewizji, żeby odstawić kościół od
mediów.

Ważne nie są programy zapisane na stronach internetowych ale
działanie.
Prawdziwym zagrożeniem dla kościoła nie jest lewica, a przynajmniej
dotychczas nic lewica w tej kwestii nie zrobiła, ale część Platformy, o czym
możecie się przekonać jak wejdziecie na bloga Palikota.
KLD stoczył pierwszą
bitwę z kościołem w wyborach 1991 i Tusk nie zapomniał jak go wtedy kościół
potraktował. Waszej KP jeszcze wtedy nie było w planach.
Nie chodzi o "prawa
kobiet", ale suwerenność władzy państwowej.
Jeżeli biskupi wejdą w paradę
Tuskowi, to będą mieli na głowie Palikota z Niesiołowskim.

Pani Profesor
Kowalska naiwnie nabrała się na Lecha Kaczyńskiego, a nie nabrał się Palikot,
Niesiołowski, Komorowski, Tusk (nabrał się też Gowin z Rokitą
oczywiście).
Zamiana ideologów kościelnych na ideologów feministycznych nie jest
prawdziwym postępem. Lepsze jest państwo niezależne od ideologów niż państwo z
laicką ideologią. Rozdział religii od państwa należy rozszerzyć na wszelką
ideologię.
Przepraszam za przydługie wywody, ale krócej się nie dało.
Slawczan  - Trafnie ujęte   |29.06.2010 12:03:46
Myślę ,że to jest to.SLD to żadna lewica to apartczyki.Czyż nie rządzili łącznie
przez 8 lat? I jaką lewicowość obstawiali-Kościół napychał sobie kabzę i niczym
nowotwór wgryzł się w organizm państwowy,czyż to nie lewicowiec Kwaśniewski
podpisał konkordat?czy to nie lewica z SLD nie miała odwagi wysłać ten zbiór
przywilejów dla kleru do śmietnika?Po co to? Spokój społeczny?Guzik
prawda.Spokój przy korycie.W cztery lata można się nażreć lepiej niż przez
czterdzieści tzw komuny.Dla kilku stanowisk można dogadać się kolesiami którzy
polewali nas gównem? Można. Bo taka jest mentalność aparatczyków.Z lewica mają
tylko tyle wspólnego ,że siedzą olewej stronie Sejmu.
Slawczan  - Ratujcie ludzie…   |29.06.2010 11:56:18
Pani Profesor jasno wyłożyła swoje racje-mimo wszysko osobie o
lewicowo-liberalnych poglądach jest bliżej do Komorowkiego (z jego
wąsami,hrabiostwem) niż do Kaczyńskiego z jego kato-nacjonalistyczną
polityką.Mam piękną analogię historczną-radze zapoznać się 22 punktami programu
NSDAP-toż to czysta lewicowość podlana patriotycznym sosem.Ukochane ,jak widzę,
danie Polaków-lewicowców.O i sporo użytecznych lewicowych durni głosowało na
Adolfa,nie wiedząc,że ten bierze kasiutę od Kruppa i Thyssena.Czy nie przypomina
to polityki gospodarczej panów Kaczyńskich - ocean patriotyzmu dla pospólstwa i
realna kasa dla bogatych? Duma i chwała Ojczyzny dla Narodu i lumposkie
służalstwo wobec USA (brac tarczę za darmo i ciemno)? Czy ten rząd,który jako
pierwszy postanowił znieść najparszywszy nowtwór polskiego społeczeństwa -
przywileje różnych grup nie jest bliższy niż Jarek i jego przywileje dla
bogatych i kleru?Gdy Jarek przestanie siać terror pseudomoralności może poluzują
nam rządzący.Bo Jarek tylko może zostawić jak jest albo wziąść za mordę cała
towarzystwo
malkowal   |29.06.2010 16:37:08
Ostro Pan to ujął, Sławczynie. Ale w sumie tak, o to chodzi. - MK
rebelle  - dlaczego na pewno nie Komorowski   |29.06.2010 23:57:21
Głos z drugiej strony: http://www.mlodzisocjalisci.pl/pl/Publikacje/10….
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.35659 Seconds