Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kitliński, Szadkowski: Strategia na strategię Drukuj
Tomasz Kitliński, Krystian Szadkowski   
10.02.2010

Brak ideowego zaplecza w ogłoszonej publicznie 3 lutego 2010 strategii, przygotowanej przez Ernst & Young oraz Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Autorzy, grono męskich technokratów (w piętnastce zespołu znalazła się tylko jedna kobieta) zredukowali obciążone wielowiekową tradycją pojęcie uniwersytetu do wizji kolejnego zakładu produkcyjnego gospodarki rynkowej opartej na wiedzy. Przedsiębiorczość, konkurencja, umiejętności przywódcze to klucze do uzdrowienia edukacji.

Blisko sto lat temu, w jednym z wykładów Max Weber wskazywał na niebezpieczeństwa związane ze stopniowym przekształcaniem się uczelni w przedsiębiorstwa na modłę kapitalistyczną. Zmiany te jednak, mimo aplikowania uniwersytetom rynkowych kryteriów efektywności, dokonywały się pod kontrolą państwa narodowego. Nie powstrzymało to autora Etyki protestanckiej a ducha kapitalizmu od wskazania, że nieodłącznie z tym procesem będzie stopniowa i trwała proletaryzacja. Cóż powiedziałby dziś?

Dziś  otwarcie postuluje się, by uczelnia kominem wypuściła nieudaczników rynku, gdyż liczy się „działalność Polaków jako przedsiębiorców”. Nauka miałaby zostać wprzęgnięta w służbę biznesu: jej rola sprowadzałaby się do „zapewnienia wystarczającej ilości wykwalifikowanej siły roboczej” - już nawet nie liczby wykształconych jednostek, lecz abstrakcyjnej (niepoliczalnej, zdehumanizowanej) pracy. Dialektyka ilości i jakości panuje także w artykule ministry Barbary Kudryckiej w „Gazecie Wyborczej”: „musimy wspólnym wysiłkiem przekuć ilościowy sukces szkolnictwa wyższego (mamy jeden z najwyższych odsetków studiujących w Europie i największą liczbę uczelni) w sukces jakościowy”.

Stan szkolnictwa wyższego nie pozostawia wątpliwości – zmiany są dzisiaj konieczne. Czy jednak rzeczywiście nie ma żadnej alternatywy dla urynkowienia?

Uniwersytet lokomotywą  gospodarki rynkowej

Dokumenty podpisane przez przedstawicieli 29 krajów Europy, składające się na ustalenia Procesu Bolońskiego zakładały, że uniwersytet ma działać po to, by wzmacniać konkurencyjność europejskiej gospodarki opartej na wiedzy. Dwustopniowy system kształcenia, umożliwiający szybkie wypuszczanie na rynek nowych, wykwalifikowanych pracowników, promowanie mobilności studentów i kadry, czy postulat kształcenia przez całe życie. Jak do tej pory Polska najsumienniej realizuje założenia strategii. Jednocześnie opór społeczny wobec przekształceń szkolnictwa wyższego jest u nas jednym z najmniejszych pośród krajów Zjednoczonej Europy. Zamówiona przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego strategia niewiele odbiega od postanowień realizowanych w ramach Procesu Bolońskiego. Jest ich konsekwentną realizacja. Tymczasem masowe protesty młodzież w różnych częściach Europy nie dają spać spokojnie. Coś jest nie w porządku. W Wiedniu i Budapeszcie odbędą się w marcu tego roku kongresy studenckie przeciw bolonizacji uczelni pod hasłem: „Urządźmy proces Procesowi Bolońskiemu”.

Jeśli w XIX wieku Uniwersytet Humboldtów - a za nim wiele uczelni światowych - był lokomotywą nacjonalizmu, to w trakcie polskiej transformacji ustrojowej akademia napędzała ideologię neoliberalizmu. Przez ostatnich dwadzieścia lat Uniwersytet to jedna z najważniejszych instytucji legitymizujących rynkowe przemiany w Polsce. Dziś postawiony został w samym ich centrum.

Znamienne sformułowanie, pojawiające się we wstępie do strategii oddaje całą atmosferę  rządów PO: „Liczymy na to, że konsultacje »Strategii« dadzą możliwość »niekonfrontacyjnej konfrontacji« proponowanych rozwiązań z założeniami alternatywnych koncepcji rozwoju szkolnictwa wyższego”. Jest to symptomatyczny model rozumowania o wszelkich konsultacjach społecznych, łatwy do odnalezienia we wszystkich wcześniejszych posunięciach Platformy - od Kongresu Kultury po ostatnie rozmowy premiera z internautami w kwestii cenzury. Proces legislacyjny w Polsce jest otwarty właśnie tylko na pozorną debatę i dyskusję. Możemy debatować nad kosmetycznymi zmianami w wielkich, przygotowywanych i opracowywanych miesiącami strategiach. Pozostawia nam się możliwość tej paradoksalnej czynności - niekonfrontacyjnej konfrontacji.

Z czym do ludu?

Nie można odmówić autorom strategii tego, że jest ona odpowiedzią na niektóre dość realne i niepodważalne problemy polskiego szkolnictwa wyższego. Musimy się zgodzić, że wytykana na kartach strategii gnuśność i amobilność polskich pracowników naukowych to coś zasadniczo szkodliwego - prowadzącego do skrajnych patologii, intelektualnego nepotyzmu i skostnienia. Wiele z jej aspektów wydaje się mieć prospołeczny potencjał. W samym tekście strategii, jak i poprzedzającej ją diagnozy jest więcej takich wskazań i sugestii rozwiązań.

Jednym z takich wątków jest jednoznaczne odcięcie się od promowania kredytów studenckich jako jedynego i właściwego rozwiązania finansowania studiów w ramach systemu z powszechnym czesnym. Autorzy strategii chcieliby „umożliwienia kandydatom na studia ubiegania się o promesę stypendium socjalnego, które zacznie być wypłacane w przypadku podjęcia studiów”. Czy ktoś powie, że to neoliberalny postulat? Również idea likwidacji stypendiów naukowych, które np. w przypadku studiów humanistycznych wzmacniały głównie studentów na uprzywilejowanych pozycjach klasowych, na rzecz szerokiego spektrum stypendiów socjalnych nie jest na pierwszy rzut oka kompletnie pozbawiona sensu, a na pewno należy ją gruntownie przemyśleć.

Zaaplikowanie rynkowych kryteriów efektywności jako miernika powodzenia uczelni wydaje się jednak być w niej przesądzone. Samo zbliżenie szkolnictwa wyższego z potrzebami gospodarki i rynku nie wydaje się niczym przerażającym. Nie oszukujmy się: większość studentów odwiedza uczelnie po to, by lepiej odnaleźć się później na rynku pracy. Nie ma powodów, by im to utrudniać czy uniemożliwiać. Nie możemy jednak dopuścić do tego, by rola uniwersytetu sprowadzała się wyłącznie do kształcenia zawodowego i wytwarzania wiedzy niezbędnej w procesie innowacji produkcji. Przy lekturze strategii jednak możemy odnieść wrażenie, że takie marzenie kryje się za planami ustawodawcy.

Kompletnie przeoczona wydaje się kwestia „otwartej nauki”. Merytoryczne argumenty przedstawicieli Ernst & Young ciężko jednak zbijać felietonistycznym ferworem. Jednym z narzędzi, które śmiało może do tego posłużyć, jest stworzony niedawno Przewodnik po Otwartej Nauce. Zarzut, jaki można w tej sprawie postawić jest dość prosty - jeśli mamy lokować pieniądze publiczne na badania w ledwie kilku instytucjach (a tego zdaje się domagać Strategia), to niech wyniki ich badań realizowanych ze środków publicznych będą dostępne - tak aby podnosić jakość badań w reszcie ośrodków. Wiedza raz wyprodukowana nie wymaga dziś (dzięki sieci, Internetowi) praktycznie żadnych kosztów dla jej dystrybuowania. W inny sposób ciężko sobie wyobrazić by ośrodki, które raz utraciły środki na badania, odpadły w postulowanych przez strategię konkursach, mogły prowadzić je dalej utrzymując zbliżony do wcześniejszego poziom - skutkować to może (również jedno z novum zawartych w strategii) ogłoszeniem upadłości uczelni, decyzja o tym należałaby do odpowiedniego ministra. W ten sposób otworzyłoby to drogę np. do prostego przejmowania majątków uczelni publicznych przez podmioty prywatne. Jednak w strategii pobrzmiewają raczej tony zafiksowania na patentach i własności intelektualnej.

Wiedza, czyli przystosowanie do władzy

Raport UNESCO z ubiegłego roku wymienia trzy elementy misji uniwersytetu: kształcenie, badanie, służba publiczna. Ostatnia kwestia jest zupełnie zaniedbana w Strategii proponowanej przez Ernst & Young. Opisując kształcenie w 2020 roku ogólne przystosowanie i konformizm obiera się tu za ideał. Umiejętności absolwentów pozwalają im „przystosowywać się do zmian gospodarczych i społecznych”. „Pracodawcy uczestniczą w zarządzaniu uczelniami”, współdziałanie między uniwersytetami a biznesem jest absolutem. Chodzi o „wiedzę potrzebną na rynku pracy”. Misja szkolnictwa wyższego to bowiem „przyczynianie się do podwyższania jakości życia Polaków”.

Strategia rządzi się zasadą konkurencji, a jest rządzona przez „opinię  kluczowych osób”. Rząd – cytowany tu – wypowiedział  się przeciw odpłatności za studia. Strategia uczula na możliwość zmiany w jej stanowisku, jeśli nastąpią zmiany „na stanowisku”. Postawa tak zasadnicza, czyli na baczność wobec władzy mierzi. To koniunkturalna podległość, która w raporcie nazwana jest „uwarunkowaniem”, czujna na grymasy i kaprysy władzy. Nauka miałaby być służebnicą władzy. Dużo bardziej kluczowe wydaje nam się wprowadzenie w życie samo-rządność wewnątrz uniwersytetu. Czas, aby studenci, doktoranci i „niesamodzielni” mieli wpływ na decyzje o uczelniach. Zwłaszcza studentkom, doktorantkom, „pracownicom niesamodzielnym” przychodzi starać się o równouprawnienie.

Wyklęty lud uniwersytetu

Przekształcanie uczelni w przedsiębiorstwo uderza w pracownice i pracowników. Tak dzieje się na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej, gdzie w ramach restrukturyzacji chciano zwolnić 400 osób. W wyniku protestów i samoorganizacji zagrożonych wyrzuceniem, zmniejszono liczbę zwalnianych do 150. Wyrzucanie na bruk najmniej uprzywilejowanych pracownic uświadomiło nam, że uczelnie w Polsce upadły etycznie: praktykują bez pardonu darwinizm społeczny.

Protesty przeciw bolonizacji uniwersytetów wybuchły w ubiegłym roku w Austrii i w Niemczech. W Kalifornii studenci i wykładowcy buntowali się przeciw podwyżce opłat za studia. Do tej pory wyrażana jest niezgoda na komercjalizację uczelni w Europie Zachodniej i USA. Trwa okupacja Auditorium Maximum na Uniwersytecie Humboldtów, a studenci w Santa Cruz wydali niedawno manifest o koniecznej zmianie statusu studentów i jednoczesnej zmianie społecznej: „Nie żądamy wolnego uniwersytetu – pisali w październiku 2009 roku - ale wolnego społeczeństwa. Wolny uniwersytet w środku kapitalistycznego społeczeństwa jest jak czytelnia w więzieniu; służy jedynie oderwaniu się od marności codziennego życia”.

W trakcie protestu przeciw masowym zwolnieniom na UMCS, wypracowaliśmy postulaty: wykształcenia akademickiego o ludzkiej różnorodności, a nie jednowymiarowego przygotowania do zawodu; bezpłatnego dostępu do edukacji uniwersyteckiej; demokratyzacji i całościowego finansowania uniwersytetów; dostępu niepełnosprawnych, uchodźców, imigrantów i mniejszości do uniwersytetów; godnych warunków pracy dla pracownic obsługi uniwersytetu; parytetu – 50 proc. kobiet pośród kadry uniwersytetu na każdym szczeblu; feminizmu oraz praw i kultury queer jako ważnej część uniwersytetu; i wreszcie szerszej zmiany społecznej przeciw wykluczeniom.

Na razie codzienność naszych polskich uczelni to przymus, ujednolicenie, dla studentów  – standaryzacja, dla kadry – habilitacja. Ochocze, dobrowolne poddanie się cechuje różne szczeble uniwersytetu – od dziekanów służalczo podwładnych rektorowi, zamiast samorządzących się w senacie, do studentów wykonujących rozkazy wykładowcy. Świat uniwersytecki wytwarza fałszywą świadomość konformizmu i naśladownictwa.

Ku idei zmiany

Namysł  nad edukacją mieści się w tradycji sokratejskiej i w najnowszej problematyce filozofii. By zmienić kształcenie w Polsce, potrzebujemy myśli i idei, a nie wykresów i tabelek. Autorzy Strategii zauważają  „nierówności społeczne w dostępie do studiów”, ale nie zdobywają się na dogłębną analizę tego zjawiska.

Edukacja nadal w Polsce służy reprodukcji klasy rządzącej. Powiela stereotypy i uprzedzenia, utrwala podziały społeczne, wspiera kazirodztwo ciał  władzy. I tak, wyłącznie zachowaniu przywilejów profesury służyłoby utrzymanie habilitacji. Rozprawy habilitacyjne są bezpieczne metodologicznie i konserwatywne merytorycznie, aby spełnić oczekiwania recenzentów. Kreatywność studentów jest ograniczana w podobny sposób.

W strategii wszechobecna jest doktryna sukcesu ekonomicznego jako celu życia. Spełnienie w dobrobycie stawiane jest za najwyższe dobro. Miejmy, posiadajmy, zawłaszczajmy. Należy stworzyć ekonomię polityczną  uczelni, która zanalizowałaby ich położenie finansowe i poszukała możliwości oddłużenia uniwersytetów. Należy napisać bilans nędzy studentek/studentów i doktorantek/doktorantów na podobieństwo broszury, stworzonej dwa lata przed wydarzeniami maja 1968 przez tunezyjskiego studenta Mustaphę Khayati (Uczynić hańbę jeszcze bardziej haniebną, rozgłaszając ją. O nędzy w środowisku studenckim rozważanej w jej aspekcie ekonomicznym, politycznym, psychologicznym, seksualnym, a zwłaszcza intelektualnym, i o kilku sposobach wydobycia się z niej.- tytuł mówi sam za siebie). Rozprowadzana wspólnie przez środowiska studenckie i sytuacjonistyczne wywołała niejeden skandal wśród władz państwowych i uniwersyteckich, ale przede wszystkim przyczyniła się do mobilizacji ruchu studenckiego.

Dziś, w dobie zapowiadanych gruntownych reform szkolnictwa wyższego autonomia uniwersytetu jest czymś zadanym i możliwym do osiągnięcia. Stać się tak może jednak dopiero w negocjacjach zjednoczonego środowiska akademickiego z zarówno rynkiem, jak i państwem.

Pamiętajmy, że o odnowie uczelni w Polsce zadecydują idee. Jeśli szkolnictwo wyższe znalazło się w kryzysie, to przyniesie on być może okazję do wysiłków twórczych skierowanych ku zmianie. Tak przedstawia rozwój nauki filozofka Alina Motycka: chaos — ->regres — ->idea. Chodzi o kreatywną postawę studentek i naukowczyń w sytuacji problemowej, gdy zapaść przynosi „integrację energii twórczej” i wytworzenie tego, co nowe. Wielką rolę odegrać tu mogą nauki społeczne i odnowiona po przełomie postmodernistycznym i antyhumanizmie humanistyka.

Słusznie pisze profesora University of Chicago, doctora honoris causa New School, Martha C. Nussbaum: „Humanistyka to wiedza i pedagogika mająca na celu wzbogacenie życia, a nie jego ograniczenie”. Postuluje ona, konieczną w Polsce, edukację kosmopolitek, w której „zadaniem nas, nauczycielek, jest pokazanie studentom piękna i zainteresowania życiem, które jest otwarte na cały świat, wskazania im, o ile więcej jest radości w takim typie obywatelstwa, które raczej kwestionuje niż wychwala; o ile więcej fascynacji w studiowaniu ludzi w całej ich rzeczywistej różnorodności i złożoności niż w upartym pędzie za powierzchownymi stereotypami; o ile więcej prawdziwej miłości i przyjaźni w życiu stawiającym pytania i samorządnym niż w poddaniu władzy.”

Każda/każdy może wymyślić swoją niepowtarzalną edukację. Obyśmy wytrwali w przyjemności i bólu zdobywania wiedzy. Zmiana zależy od nas!

 — 
Dr Tomasz Kitliński
pracuje na Wydziale Filozofii i Socjologii UMCS. Absolwent anglistyki, studiów u Julii Kristevej w Paryżu i b. stypendysta Fulbrighta w New School. Autor książek „Obcy jest w nas”, (z P. Leszkowiczem) „Miłość i demokracja. Rozważania o kwestii homoseksualnej w Polsce” oraz artykułów w „Zagadnieniach Naukoznawstwa”, oficynach Routledge, New York University Press, Paris VIII i wydawnictwach Polskiej Akademii Nauk. Członek Krytyki Politycznej.

Krystian Szadkowski
jest studentem filozofii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Koordynator Projektu Agamben, członek zespołu Pracowni Pytań Granicznych, redaktor czasopisma Praktyka Teoretyczna, aktywista Krytyki Politycznej. Prowadzi audycję „Godzina Krytyczna” w Radiu Afera.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00362 Seconds