|
– Mamy trzy lata na poprawę opieki w szkołach, będą na to pieniądze z Unii – mówiła w marcu 2009 roku minister Katarzyna Hall, chwilę po przyjęciu przez Sejm reformy, zgodnie z którą do szkoły od 2012 roku miały pójść wszystkie sześciolatki. Resort jednak ostatecznie tych funduszy nie znalazł. Jeszcze na początku roku 2009 rząd – na pierwszej fali oszczędności kryzysowych – zabrał Ministerstwu Edukacji 300 milionów złotych na wprowadzenie reformy. Na dostosowanie szkół pod względem wyposażenia i aranżacji przestrzeni do potrzeb najmłodszych uczniów i uczennic już na starcie nie było dodatkowych pieniędzy.
Ale zabrakło czegoś więcej: sprawnego wdrożenia zmian i przekonywania rodziców do wczesnego rozpoczynania edukacji – niemal w całej Europie do szkół idą sześciolatki, a nawet młodsze dzieci. Nikt już dzisiaj nie mówi o korzyściach z wczesnej edukacji, o wyrównywaniu szans, o zmniejszaniu różnic edukacyjnych, o jakości kształcenia. To jest największa porażka tej reformy. Jak do tego doszło?
Resort powinien monitorować gminy, sprawdzać ich możliwości, stan przygotowania szkół, wyposażenie klas i toalet. Miał na to czas – trzy lata okresu przejściowego, kiedy rodzice decydowali, czy do szkoły posłać swoje dziecko w wieku sześciu czy siedmiu lat. I zdecydowali: większość z nich wybrała przedszkole. Według danych MEN (z 30 września 2011 roku) we wrześniu naukę w klasach pierwszych szkół podstawowych rozpoczęło ok. 20% wszystkich dzieci sześcioletnich; wcześniej było jeszcze gorzej. Resort jednak nie reagował na te dane. Przez długi czas obawy sceptyków były ignorowane, aż część rodziców znalazła oparcie w akcji Ratuj Maluchy.
W sprawie ostatniej propozycji MEN, by obowiązek szkolny dla sześciolatków wszedł w życie o dwa lata później, kropkę nad „i” postawi Sejm. A tam co klub, to inny pomysł. Pytanie na dzisiaj nie brzmi jednak: kiedy polskie sześciolatki powinny pójść do pierwszej klasy, tylko: jak przygotować do tego szkoły, pomóc samorządom i jak rozwiać wątpliwości rodziców?
Co się bowiem zmieni w 2014 roku? Czy klasy będą lepiej przygotowane? Czy krytycznie nastawieni do reformy rodzice zmienią zdanie? Raczej nie, będą mieli tylko dodatkowy argument: skoro można było raz przesunąć wejście obowiązku szkolnego dla sześciolatków, to dlaczego nie zrobić tego po raz kolejny?
A pierwsi poszkodowani reformy, która miała wyrównywać szanse edukacyjne, już są. To pięcioletnie przedszkolaki. W 2012 r. miały pójść obowiązkowo do szkoły, ale jeśli ich rodzice się na to nie zdecydują, będą powtarzać roczne przygotowanie przedszkolne.
*Magdalena Kaszulanis - rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...