Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Karski, Kowalczyk: Tu nie chodzi o pieniądze. Tu chodzi o godność |
|
|
Jakub Karski, Grzegorz Kowalczyk
|
|
24.07.2007 |
Pierwszy raz od lat rosną zatrudnienie i pensje Polaków. Czym innym jest jednak fakt wystąpienia obiektywnych czynników wzrostu, a zupełnie czymś zgoła odmiennym społeczny odbiór tego zjawiska oraz konsekwencje, które ze sobą niesie.
Na poziomie analizy procesów gospodarczych sprawa wydaje się dosyć oczywista - jesteśmy w Unii Europejskiej i to, czego teraz doświadczamy, dawno zapowiadali eksperci. Płace w krajach biednych muszą nieuchronnie zbliżać się do wynagrodzeń w krajach bogatych, to zasada naczyń połączonych. To, co zaskakuje, to to, że jak na razie rolnicy i robotnicy najwięcej wygrali na wejściu do Unii. Ci, którzy najbardziej się jej obawiali.
Jest w tym, z jednej strony, wielka „sprawiedliwość dziejowa”, gdyż właśnie te grupy najwięcej straciły po roku 1989. Z drugiej - to wielka szansa dla nas wszystkich na stworzenie zdrowszej struktury społecznej, która będzie bardziej stabilna, bo będzie bardziej czytelna i akceptowana przez większą grupę obywateli.
To Unia daje wykluczonym szansę na pełnoprawny udział w życiu społecznym i gospodarczym. Pojęcie partycypacji i „godności” jest kluczowe dla zrozumienia tej sytuacji. Wszak negatywnym efektem transformacji ustrojowej była marginalizacja milionów obywateli: niedostosowanych do nowej rzeczywistości, gorzej wykształconych, mniej energicznych (pracowników fizycznych, emerytów, rencistów, mieszkańców prowincji). To im w sposób symboliczny odebrano szacunek do samych siebie. Zbiorową wyobraźnię zdominowały postacie przedsiębiorców, prawników, pracowników marketingu, agencji reklamowych i mediów. Ale odbierano też godność w sposób jak najbardziej realny. Wszyscy pamiętamy historię kasjerek w supermarketach zmuszanych do pracy w pampersach, aby nie tracić czasu na wychodzenie do toalety.
Jeszcze nie tak dawno, dwa-trzy lata temu, pracownikami rządził strach o utratę pracy i środków do życia. Teraz supermarkety i sieci fast foodów rozpaczliwie poszukują pracowników poprzez reklamy, oferując pracę „w zgranym, życzliwym zespole, w dogodnym i uzgadnianym czasie pracy, niemal bez ograniczeń wiekowych”.
Ludzie poczuli, że wyrywają się z pułapki „trzy języki obce, pięć lat stażu i zgoda na pracę w nienormowanym czasie”. Nawet jeżeli nie ma pracy w pobliżu miejsca zamieszkania, to jest wyjście. Duże miasta potrzebują ludzi, a w razie czego można spróbować za granicą.
To wielka zmiana sytuacji psychologicznej - pracownicy widzą, że są potrzebni, czują się więcej warci, także jako ludzie, a nie tylko siła robocza.
Chociaż jednak nastroje w polskich domach są najlepsze od dziesięciu lat, to trudno jeszcze mówić o euforii. Polacy przyglądają się zachodzącym zmianom z ostrożnością, a nawet wyrażają sceptycyzm co do ich zasięgu oraz genezy. Wzrost płac i spadek bezrobocia, choć spektakularne, nie są odbierane jako trwałe i mające związek z poprawą sytuacji gospodarczej. Główne przyczyny to masowa emigracja za pracą i pomoc Unii, a nie modernizacja gospodarki i państwa.
Wygląda na to, że Polacy są zaskoczeni pierwszymi od wielu lat pozytywnymi zmianami na rynku pracy. Nie należy się temu dziwić. Przez lata odbieraliśmy bolesną lekcję ekonomii - pracuj wydajniej, a zarobisz tyle, co zwykle. Co więcej, wzrost wydajności wpływał na obniżenie zapotrzebowania na dodatkową pracę, co przy największym w Europie bezrobociu hamowało skutecznie presję na wzrost wynagrodzeń.
Sytuacja się odwróciła. Emigracja zarobkowa Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz innych krajów Unii jest pozytywnym przykładem silnie oddziałującym na wyobraźnię zbiorową. Tam jesteśmy cenieni i poszukiwani. To znacząco podnosi samoocenę oraz zmienia identyfikację pracowników także w kraju. Zwiększa poczucie własnej godności. Tworzy mit wyjątkowości polskiego pracownika - wyróżniają go zaradność, kompetencje i samodzielność. Jeżeli dołożymy do tego obrazu Euro 2012, to pojawia się coś, co z pełną odpowiedzialnością można nazwać dumą narodową. Takie nastroje w sposób oczywisty pobudzają oczekiwania płacowe, ale umieszczają je w racjonalnym kontekście efektywnej i rzetelnej pracy.
Konsekwencją wzrostu płac pracowników fizycznych, ale też ogólnie pracowników w sektorze prywatnym, będzie nieuchronny nacisk na wzrost wynagrodzeń w administracji, służbie zdrowia i szkolnictwie, co już się dzieje. Znamienne, że obecne strajki lekarzy odbywają się pod hasłem „godziwej płacy” - nie może być tak, że lekarz zarabia tyle, co niewykwalifikowany robotnik na budowie - twierdzą lekarze.
Wystarczyły trzy lata, abyśmy poczuli się prawdziwymi Europejczykami. Możemy zarabiać nieco mniej niż Niemcy, w ostateczności połowę tego co nasz kuzyn w Londynie na budowie, ale nie mniej. Do tego, co było, nie ma powrotu.
Z całą pewnością w najbliższych latach oczekiwania płacowe Polaków będą rosły. To zła informacja dla pracodawców - owocami dobrej koniunktury gospodarczej będą musieli podzielić się z pracownikami.
Artykuł ukazał się w „Gazecie Wyborczej” 25 maja 2007 r.
—
*Jakub Karski, Grzegorz Kowalczyk - analitycy trendów społecznych i rynkowych w MB SMG/KRC
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.08.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...