|
Po prezentacji klipu promującego objęcie przez Polskę prezydencji Rady Unii Europejskiej grupa „Żądamy odebrania Tomaszowi Bagińskiemu nominacji do Oskara” zyska pewnie kolejnych fanów. Bagiński po raz kolejny rozczarował naród, któremu tak wiernie służy. Rozczarował go poniekąd na własne narodu życzenie. A przynajmniej zamówienie. Naród zamówił i zapłacił, a teraz wydaje się niezadowolony z tego, co może zobaczyć. A przynajmniej niezadowolone są jego liczne elementy, które mam okazję obserwować. Klip wideo zrobiony przez Platige Image nie jest taki dobry, jak można by się spodziewać po nominowanym do Oskara. Jednocześnie można zapytać, dlaczego miałby być dobry?
Szkoda też, że nie bardzo wiadomo, co właściwie ma promować klip promujący polską prezydencje. Ale skąd mielibyśmy wiedzieć, skoro sam Bagiński nie bardzo wie. Na pytanie: „Czy przygotowanie takiego filmu wymaga jakiejś wiedzy merytorycznej na temat polityki czy Unii?”, odpowiada: „Staram się polityki w to nie mieszać. Zawsze stawiam na pomysły dość uniwersalne, które będą pasowały niezależnie od opcji politycznej”. To słodkie, jak ktoś stara się tak wszystkim dogodzić. Choć być może, jeśli żyje się z państwowych zamówień, to nie ma innego wyjścia. Ale jeśli Unia nie jest gigantycznym projektem politycznym, to ja naprawdę nie wiem, czym jest. Film promujący polską prezydencje, który abstrahuje od polityki, może być tylko wydmuszką. Napisałem „może”? Przecież nią jest.
Może zresztą musiał nią być. Wszyscy chyba pamiętamy, jak premier Tusk, na pytanie, jakie są główne cele polskiej prezydencji, odpowiedział, że bardzo lubi lato. Również bardzo lubię lato, więc rozumiem premiera. Rozumiem go tym bardziej, gdyż sprawowanie prezydencji jest w gruncie rzeczy funkcją czysto honorową. Przysłowiowym guzikiem na torcie. To znaczy wisienką na guziku. Czy jak to tam było. Nie staniemy się nagle szeryfami Unii, którzy ją obronią przed złem czy choćby zreformują. Prezydencja jest funkcją zarządzającą. Nawet jeśli Unia rzeczywiście jest smutną kobietą, która siedzi samotna, otoczona wieżowcami, to Polska nie weźmie jej do tańca i nie wyobraca na wszystkie strony. Zresztą, czy wizja Polski jako silnego faceta, który bierze smutną Unię do tańca, nie jest ściśle polityczna? I co pokazuje, jeśli, jak chciałby Bagiński, pokazuje „czym jest Polska i co potrafią Polacy”?
Jak sądzę, nieprzypadkowo Unia jest smutna. W końcu przeżywa kryzys. Nie bez powodu również otaczające ją biura są puste. Przecież szaleje bezrobocie. Na pustym placu nikogo nie ma, bo wszyscy strajkują pod Parlamentem Europejskim, którego na filmie nie widzimy. Liście szumią na wietrze niepokojąco, gdy z jasności wyłania się podejrzany typ w ciemnoczerwonej (brunatnej?) koszuli. Robi jakiś fiku-miku. Zgwałci? Nie zgwałci. Rozprostuje nogi i porwie z lekka przerażaną Unię do tańca. Unia się uśmiecha, ale ciągle jej smutno, bo wie, że taniec będzie to ostatni. I rzeczywiście. Ledwie wstanie, a coś niepokojącego zaczyna się dziać z budynkami. Czyżby trzęsienie ziemi? Co prawda Unia stara się reagować na zmiany klimatyczne, ale nie da się ich zatrzymać bez radykalnej zmiany światowego ładu. Polska globalny porządek ma oczywiście ani w głowie, ani w sercu, więc gdy świat dookoła się wali, Polska tańczy. Świat, jaki znamy, czy może raczej do jakiego aspirujemy, wylatuje w powietrze, a Polska tańczy walca. Prawie zrzuciła Unię z przepaści, ale w ostatniej chwili wyrosły tańczącym pod nogami stopnie. Na koniec wszyscy już tańczą i nie przejmują się tym, co się dzieje dookoła. Unia nawet przez chwilę pokazuje majtki, ale potem spada na ziemie i znowu zostaje sama. Wszyscy, którzy tańczyli na jej zgliszczach, ostatecznie ją opuścili. Kto za to wszystko odpowiada? Dowiadujemy się w napisach końcowych. Polska prezydencja.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...