|
To jedna z tych książek, podczas których lektury czujemy się coraz bardziej brudni. Jest w niej jakaś znajoma, perwersyjnie przyjemna lepkość i oślizgłość, która wciąga, ale jednocześnie odrzuca. Gdyby szukać kontekstu stylistycznego dla Kulis Platformy, być może najbliżej byłyby Pamiętniki Anastazji P. Nie tak daleko też książce Palikota do Alfabetu Urbana. Krótko mówiąc: bardzo pouczająca pozycja, ale trochę przerażająca. Jeśli w polskiej polityce, wszystko rozgrywa się tak, jak widzi i opisuje to Janusz Palikota, to należałoby cała naszą sferę rządzącą wsadzić do rakiety i wystrzelić w kosmos. Zresztą Palikot sam tak uważa, a jednocześnie nie reprezentuje żadnej innej wartości. Babrząc się w małostkach i rozgrywkach o dorwanie się do koryta, jest ich nieodłączoną częścią. To samo dotyczy tej książki. W końcu ma służyć zdyskredytowaniu władzy.
Głównym tematem interesującym przewodniczącego Ruchu Poparcia Palikota jest to, kto się z kim trzyma i ile potrafi wypić. Dowiadujemy się np. że Grzegorz Schetyna, gdy się upije, ma zwyczaj prztykania ludzi w ucho. Natomiast Paweł Graś ma najmocniejszą głowę w całej PO. „Na wieczornych posiadówkach, kiedy większość już padała, oni, z Pawłem Grasiem, ruszali do Internetu w poszukiwaniu różnych filmików, często z jakimiś utworami faszystowskimi, pokazujących zachowania tłumów”. Tak się bawi, tak się bawi PLAT-FOR-MA.
Oprócz picia, ważne jest też jedzenie. Tam poszli na śledziki, gdzie indziej jedli jakąś regionalną potrawę. Ważne są też wizyty w posiadłościach oraz latanie samolotami. To tam się robi politykę. Jak? Bardzo prosto. „Siedzi sobie Tusk z Ostachowiczem i na podstawie lektury tabloidów ustalają, jaką ustawę zrobić, co warto ruszyć” – podsumowuje dziennikarka Anna Wojciechowska, której się Palikot zwierza. W ten sposób miała powstać sprawa kastracji pedofilii czy dopalaczy. Żeby sprawowanie władzy odbywało się bez nadmiernych problemów, niezbędne jest manipulowanie mediami. Na szczęście nie jest to specjalnie trudne: „wystarczy, że wmontuje się trzech w miarę znanych dziennikarzy, i reszta mediów już praktycznie nie ma wyjścia, musi chcą nie chcąc, podążyć w tym samym kierunku. […] Oceniam, że w ten sposób ekipa premiera kontrolowała jakieś 90 procent przekazów w mediach”.
Po co więc te wszystkie spotkania, śledziki? Oczywiście nikt nie dyskutuje na nich, co zrobić, żeby w Polsce żyło się lepiej. Jedyny ich cel, poza towarzyskim, to tworzenie się frakcji, badanie, co kto komu może załatwić. Jest więc frakcja Schetyny, Komorowskiego czy Grabarczyka. Chlebowski też potrafił wiele różnym osobom załatwić, aż do feralnego dnia, gdy ujawniono taśmy i skończyła się kolejka pod jego gabinetem. Wszystko rozgrywa się na dworze Tuska. Co nie znaczy, że dworzanie nie mają swoich księstw. Np. Schetyna: „Nie było praktycznie resortu, w którym nie miałby swojego człowieka, nie mówiąc o spółkach skarbu państwa. Polskie Górnictwo Naftowe na przykład? Całe należy do Grzegorza”.
Na każdej stronie przebija małość opisywanego świata. Nie ma w nim żadnej konfrontacji o idee, jeśli są jakieś przyjaźnie, to rozpływają się w powietrzu, gdy kalkulacja pokaże, że inna konfiguracja znajomości może być bardziej korzystna. „Wystarczy tylko dobrze się najeść i znaleźć sobie kobietę” – to motto, które często ponoć powtarza Tusk. Tylko, dlaczego tacy ludzie robią politykę? Dlaczego pozwalamy im ją robić? Czy nihilistyczny cynizm okazuje się niezbędną cechą, żeby w polskiej polityce coś osiągnąć. Cyniczny okazuje się nie tylko Tusk czy Schetyna, ale właściwie wszyscy. Arłukowicz ciągle obiecuje Palikotowi, że będzie w jego Ruchu, gdy już jest po rozmowach z Tuskiem. Mucha, wypromowana przez Palikota, przechodzi do stronnictwa Gowina (plotki głoszą, że mieli romans), aby następnie bezlitośnie niszczyć lubelskiego biznesmena. Walczą na noże, ale nie o sprawy, tylko o pozycje.
Palikot chętnie powtarza plotki i barwnie opisuje postacie. Jak Paweł Śpiewak podsumował Ujazdowskiego? „Trudno ukrywany homoseksualista”. A Drzewieckiego? „Właściciel prowincjonalnego burdelu”. Samego Śpiewaka z kolej spuentował Schetyna, gdy profesor porzucił kolegów z partii i kanapkę w połowie, żeby pobiec za swoją przypadkowo napotkaną doktorantką. „Widzisz, jaki kolega?”
Poza towarzyskim, ciekawy jest też wątek biznesowy. Po co powstała Rada Gospodarza przy premierze? „Po to właśnie, by ci, którzy mają jakieś interesy do załatwienia, chcą kupić jakąś fabrykę, wziąć udział w prywatyzacji, zdobyć koncesję czy zalobbować za jakimś rozwiązaniem, mieli gdzie przyjść”. I chwali Palikot Tuska, że załatwił to bardzo sprytnie. „Nie ma tam ani ksiąg wejść i wyjść, ani możliwości prześledzenia, czym konkretnie się zajmują, jakich rekomendacji udzielają, kto dociera do Bieleckiego”. W ogóle Platforma okazuje się roztropniejsza w załatwianiu stanowisk swoim. Zamiast wykonywać telefony, tak pisze się przetargi, że wygrywa ten, kto ma wygrać.
Można dalej cytować co bardziej pikantne szczegóły. Ale po co? Być może wiedza, że Tusk wydaje 30 tysięcy miesięcznie na garnitury z partyjnych pieniędzy, coś wnosi poznawczo, ale niewiele zmienia. Palikot jest bezlitosny w podsumowaniu byłych kolegów, ale najciekawsze, że sam nic nie proponuje. Co prawda, stwierdza, że ważne sprawy są zamiatane pod dywan, ale sam się za bardzo nimi nie zajmuje. Jest w tym właściwie jakaś bezradność. Palikot ustawia się w pozycji poszczekującego, bezpańskiego psa. Wie, jak ugryźć, żeby bolało, ale wie też, że nie on tu rozgrywa karty.
W gruncie rzeczy jest to kolejna książka, która pokazuje, że dobrze wiemy, co jest nie tak w obecnym systemem, ale jej autor nie ma pojęcia, co z tym zrobić, żeby to zmienić. Właściwie nie ma nawet powodu wierzyć, że rzeczywiście chce to zrobić. Palikot pytany, co go „trzymało przy nadziei” w trudnym dla niego okresie, po katastrofie w Smoleńsku, odpowiada: „Wiara w siebie, w prawdę, ale też w marketing, w PR”. Prawda w tym przypadku oznacza, że Lech sam jest sobie winny. Co znaczą pozostałe wyznawane wartości, nie chce mi się zastanawiać, ale wiem, że nie wprowadzają one raczej żadnej nowej jakości w nasze życie polityczne.
Kulisy Platformy. Z Januszem Palikotem rozmawia Anna Wojciechowska, Czerwone i Czarne, Warszawa 2011.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...