|
KID: Wesołego Święta Niepodległości |
|
|
KID
|
|
11.11.2004 |
Dwa koncerty, jeden w Sali Kongresowej, drugi, jeśli nas wzrok nie mylił, w Teatrze Wielkim. Oba z okazji. Jeden nazywał się szumnie: koncert religijno-patriotyczny, drugi, żeby nie zniechęcić widzów patosem: „Śpiewnik Polaka”. Na pierwszym pod wodzą uśmiechniętego ojca Rydzyka widzowie trzymali się za ręce, falowali, śpiewali chórem. Pani na scenie głosem artystki ze spalonego teatru czytała wyimki z niezapomnianej twórczości kardynała Wyszyńskiego, siostra elżbietanka uśmiechała się zalotnie do ojca R., grupy „Strzelca” z całej Polski i harcerze prężyli się i śpiewali po strzelecku i harcersku. Czerwone Gitary i Gang Marcela udzielały się z rozkoszą. Wszystko to oczywiście w naszej ulubionej telewizji Trwam.
W telewizji publicznej zimna, wypracowana pompa udająca brak pompy. Maryla Rodowicz ze Stanem Borysem śpiewa spontanicznie. Marian Opania w roli dziadka odpowiada pretensjonalnym bachorom na pytanie: Dziadku, czy każda piosenka może być hymnem? - Tak, kochane dzieci. W czasie komunistycznej nocy nasz wielki artysta napisał piosenkę, która popraowadziła do boju Solidarność i cały naród. Witamy na scenie Pietrzaka Jana. Brak oklasków. I „Żeby Polska była Polską”! (Nie pedalska, nie kreolska, tylko nasza, nasza polska.)
W tym wyścigu patriotycznych rytuałow jesteśmy po stronie ojca Rydzyka. Ze względu na autentyzm wykonania. A mając do wyboru dwie patriotyczne formy: żywy nacjonalizm i pusty rytualizm czujemy się jak Kandyd, którego pytano, czy woli być powieszony, czy zasieczony rózgami. (Jak pisał Wolter – a on, chociaż miał wolną wolę, nie chciał ani tego, ani tego.)
Kid policzył zaś spontanicznie wywieszone w oknach flagi - od Rakowca do Centrum. Było ich pięć. Możemy zatem z całą pewnością stwierdzić obecność w Warszawie przynajmniej pięciu spontanicznych patriotów i pozdrawiamy ich serdecznie z okazji Świeta Niepodlegości.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 08.10.2006 )
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...