NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Jezusek: Promocja katolicyzmu, czyli o kilku nieporozumieniach w debacie o symbolach religijnych Drukuj
Andrzej Jezusek*   
17.09.2010

flickr (cc) ehodges 2004W ostatnich tygodniach w naszym kraju wybuchła dyskusja o stosunkach między państwem polskim a Kościołem katolickim, w szczególności o miejscu krzyża w przestrzeni publicznej. W wielu wypowiedziach pojawiły się nieścisłości i pomyłki, które warto sprostować.

  

  

Jak to jest w Ameryce

  

Zakaz wystawiania symboli religijnych w miejscach związanych ze sprawowaniem władzy państwowej nie jest wymysłem państw zlaicyzowanych, takich jak Francja czy państwa skandynawskie. Obowiązuje on również w społeczeństwach religijnych, np. w Stanach Zjednoczonych. Wprowadziły one ten zakaz w trosce o poszanowanie pluralizmu światopoglądowego, który charakteryzuje każdą nowoczesną zbiorowość ludzką. Wczerwcu 2005 roku w sprawie McCreary County v. ACLU Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że wystawienie w budynkach sądów monumentu przedstawiającego biblijny dekalog narusza rozdział Kościoła od państwa, wynikający z pierwszej poprawki do amerykańskiej konstytucji. Wyrok ten jest jednym z wielu orzeczeń zapoczątkowanych słynnym orzeczeniem Engel vs. Vitale z 1962 roku, w którym SN zakazał odmawiania, nawet dobrowolnego, modlitw wszkołach publicznych. Sąd uznał, że taka praktyka stanowi przejaw promocji religii.

  

Warto zauważyć, że brzmienie pierwszej poprawki, zakazującej m in. wprowadzania przez Kongres religii państwowej, jest pod względem normatywnym znaczenie uboższe i mniej stanowcze niż regulacja polskiej konstytucji z 1997 roku, która przewiduje, że „władze publiczne (…) zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych”(art. 25 par. 2), a „stosunki pomiędzy państwem a kościołami i związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii i wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie” (art. 25 par. 3).

  

Miłość i tolerancja?

  

Zwolennicy obecności krzyża w instytucjach państwowych i samorządowych wskazują, że jest on symbolem miłości, przebaczenia oraz zbawienia i dlatego nie powinien nikogo razić, a tym bardziej nikomu przeszkadzać. Zupełnie nie dostrzega się, że krzyż sam w sobie jest jedynie symbolem okrutnej metody zadawania śmierci, a głębszego znaczenia nabiera dopiero przez swój związek z chrześcijaństwem. W Polsce krzyż jest przede wszystkim symbolem Kościoła katolickiego, a wystawienie krzyża w instytucjach publicznych oznacza, że  utożsamiają się one z tym związkiem wyznaniowym. Tymczasem działalność Kościoła katolickiego nie cieszy się w społeczeństwie polskim powszechną akceptacją; dla znacznej jego części jest ona powodem irytacji i niepokoju. Brak entuzjazmu dla katolicyzmu nie wynika, jak chcą niektórzy publicyści katoliccy, z przesadnej pamięci o Savonaroli czy Torquemenadzie; ma on swoje źródło w wydarzeniach nam współczesnych takich jak sceptycyzm kościoła wobec liberalnej demokracji, wspieranie frankizmu, prawicowych reżimów w Ameryce Łacińskiej czy systemowe tuszowanie skandali obyczajowych wśród duchowieństwa. W Polsce szczególne rażące w postawie Kościoła jest pomieszanie przekonań religijnych z nacjonalizmem, niechęć wobec wszelkich odmienności, sceptycyzm wobec jednoczącej się Europy, próby narzucenia całemu społeczeństwu katolickiego systemu wartości za pomocą przymusu państwowego oraz nadmierna troska o doczesne interesy duchowieństwa.

  

Okazując przywiązanie do krzyża, państwo manifestuje swój światopogląd religijny, podważa zaufanie obywateli, którzy się z takim światopoglądem nie utożsamiają, do instytucji publicznych i w konsekwencji wyklucza znaczną część społeczeństwa ze wspólnoty obywatelskiej.

  

Postulat usunięcia symboli religijnych z instytucji publicznych często zwalczany jest poprzez odwołanie się do dwóch wartości: tolerancji i swobody religijnej. Mniejszość sceptyczna wobec obecności krzyża w instytucjach publicznych powinna ją okazać wierzącej większości, a każdy człowiek powinien mieć swobodę wyrażania swojego światopoglądu religijnego w życiu publicznym.

  

Odwołanie się do idei tolerancji jest w tym przypadku zupełnie chybione. Tolerancję może okazać jedynie podmiot lub grupa społeczna mająca w społeczeństwie przewagę wobec osóbo słabszej pozycji. A nie ulega przecież wątpliwości, że mimo postępującej powoli laicyzacji, polskie społeczeństwo jest nadal w przeważającej mierze katolickie i religijne. Tolerancja zakłada też, że społeczeństwo (państwo) nie będzie zakazywało pewnych zachowań i poglądów tylko dlatego, że są mniejszościowe, ani dyskryminowało obywateli, którzy te zachowania i poglądy uważają za swoje. Tolerancja nie wymaga, co do zasady, aby państwo lub społeczeństwo podejmowało pozytywne działania, w szczególności czynnie wspierało określone poglądy i zachowania. Obecność symbolu religijnego w instytucji publicznej, obrzęd religijny podczas uroczystości państwowej nie jest przejawem tolerancji wobec ludzi wierzących, lecz aktywną promocją światopoglądu religijnego i wyraźnie określonego systemu wartości. Kosztem tych obywateli, którzy się z tym światopoglądem i z tą aksjologią nie utożsamiają.

  

A może da się obronić obecność krzyża w instytucjach publicznych argumentem z wolności religijnej? Na pierwszy rzut oka postulat wolności religijnej i neutralności światopoglądowej państwa są ze sobą w sprzeczności: bezstronność państwa wymaga bowiem ograniczenia publicznej ekspresji uczuć religijnych. To mylne wrażenie. Wolność religijna, zresztą jak prawie każde prawo człowieka, podlega ograniczeniom, wszczególności wtedy, gdy jej realizacja może zagrozić wolności i prawom innych osób. Sędzia Black w uzasadnieniu orzeczenia w sprawie Engel stwierdził: „Gdy władza, prestiż i wsparcie finansowe rządu jest udzielane konkretnemu przekonaniu religijnemu, pośredni, przymusowy nacisk wobec mniejszości religijnych mający na celu ich dostosowanie się do przeważającej, oficjalnie pochwalanej religii, jest oczywisty”.[1]Neutralność światopoglądowa państwa ma uniemożliwić najsilniejszej grupie religijnej wywieranie presji ideologicznej na pozostałą część społeczeństwa. Dlatego wymóg bezstronności państwa w kwestiach światopoglądowych nie ogranicza - wręcz przeciwnie - wzmacnia gwarancje wynikające z wolności religijnej. Zauważmy, że konstytucja ogranicza prawo do publicznego wyrażania swoich przekonań religijnych tylko do osób. Państwo (instytucje) mają zachować bezstronność.

  

Marks obok krzyża?

  

Zasadniczym nieporozumieniem w dyskursie publicznym jest utożsamianie sfery publicznej z sferą działalności władzy publicznej (sferą władczej działalności państwa). To nieporozumienie jest podstawą tezy, że rygorystycznie przestrzeganie zasady neutralności światopoglądowej państwa prowadzi do eliminacji symboli religijnych (i tym samym wiary) z sfery publicznej i spycha je wyłącznie do sfery prywatnej. Takie rozumowanie byłoby poprawne tylko w państwie, które aspiruje do kontrolowania całej sfery publicznej, takim jak  PRL. W państwie demokratycznym, z rozbudowanym społeczeństwem obywatelskim sfera działalności państwa to tylko część (i to wcale nie największa) sfery publicznej. Zasada neutralności światopoglądowej państwa wymaga jedynie, aby instytucje państwowe lub samorządowe oraz piastuni władzy publicznej w czasie i w związku z pełnieniemich funkcji zaprzestali z korzystania z symboli religijnych. W przeciwnym razie obywatel może nabrać wątpliwości co do bezstronność władzy i zwątpić w jej sprawiedliwy osąd oparty na dążeniu do zachowania dobra wspólnego. W konsekwencji może utracić zaufanie do instytucji państwowych w ogóle.

  

Zasada neutralności światopoglądowej państwa nie zabrania posługiwania się przez poszczególne osoby symbolami religijnymi w sytuacjach publicznych, np. na uroczystościach religijnych, podczas spaceru, zabawy, pracy, przy prowadzeniu działalności gospodarczej lub podczas legalnej manifestacji, chociażby i przed pałacem prezydenckim. Zakaz posługiwania się symbolami religijnymi nie obejmuje także osób korzystających z instytucji publicznych. Krzyż nie powinien być wystawiany nasali obrad Sejmu, rady miasta, w klasie szkolnej czy w pomieszczeniu szpitalnym. Ale swoje przywiązanie do krzyża może okazywać turysta zwiedzający Sejm, uczeń w szkole publicznej czy chory w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej. Chrześcijanin może nosić w sposób widoczny wisiorek z krzyżem, a dziewczyna wyznająca islam - chustę.

  

Trzeba rozróżnić dwie kwestie. Posługiwanie się (przez poszczególne osoby) symbolem religijnym w celu uprawiania kultu albo manifestowania światopoglądu w instytucji publicznej jest przejawem ekspresji ich poglądów. To rdzeń wolności tych osób. Natomiast wystawianie takiego symbolu przez władzę lub za jej zezwoleniem w instytucji publicznej ma na celu jedynie zademonstrowanie pozycji danej religii. Jest przejawem triumfalizmu. Ma na celu zdeprymowanie osób o przeciwnych poglądach i ma za zadanie utrwalać przeważające przekonania światopoglądowe.

  

Pojawił się pomysł, aby neutralność światopoglądową państwa zagwarantować nie poprzez zakaz wiązania się instytucji publicznych z określoną religią, ale poprzez ich równe uwikłanie w różne nurty światopoglądowe. Co by to konkretnie oznaczało? W instytucjach publicznych obok krzyża miałyby zostać wystawione również innych symboli religijnych. Mam wątpliwości co do sensu takiego rozwiązania.

  

Po pierwsze, czy chodzi o wystawienie symboli wszystkich możliwych wyznań? Jeżeli tak, to może zabraknąć miejsca na powieszenia godła państwowego. A jeśli chodzi tylko o niektóre symbole, to jak je wybrać? I co z konstytucyjną zasadą równouprawnienia wszystkich kościołów i wyznań?

  

Po drugie inne niż krzyż symbole religijne są nie mniej kontrowersyjne. Czy naprawdę większość Polaków zgodziłaby się na wystawienie w instytucji publicznej półksiężyca - symbol religii, w imieniu której jeszcze dziś wiesza się homoseksualistów (Iran), ścina się czarownice (Arabia Saudyjska) czy dyskryminuje chrześcijan (Sudan)? A gwiazda Dawida? Oprócz tego, że jest ona symbolem religijnym, to jest ona także symbolem państwa Izrael, pod którym żołnierze tego państwa dokonują czynów budzących wątpliwości prawne i etyczne.

  

Po trzecie należałoby uwzględnić największą mniejszość światopoglądową w Polsce - ateistów. Ciekawa byłaby reakcja zwolenników obecności symboli religijnych w instytucjach publicznych na żądanie osób niewierzących, aby obok krzyża lub zamiast niego powieszono portret Karola Marksa - najbardziej znanego przedstawiciela ateizmu naukowego.

  

 ***

  

W Europie symbole religijne albo zostały usunięte z instytucji publicznych, albo - w nielicznych już państwach - nadal są tam eksponowane. Wówczas stanowią pozostałość po państwie wyznaniowym, swoistą zaszłość kulturową, która nie niesie z sobą politycznie i prawnie istotnej treści i jak każdy atawizm kulturowy może trwać, dopóki nie staje się dysfunkcjonalny. W Polsce krzyż w instytucjach publicznych stał się znakiem dominacji Kościoła katolickiego w życiu publicznym, dominacji, którą Kościół wykorzystuje do prowadzenia działalności wywołującej obawy iniechęć znacznej części społeczeństwa. Dlatego też kojarzy się on z opresją w sferze obyczajowej i kulturowej i jako taki budzi złość, a nawet agresję. Jego usunięcie będzie nie tylko oznaką wprowadzenia rozdziału Kościoła od państwa, który powinien charakteryzować każde europejskie państwo w XXI wieku, pozwoli także na przywrócenie mu znaczenia, jakie przypisują mu chrześcijanie. Krzyż jako symbol miłości i przebaczenia naprawdę nie potrzebuje publicznego eksponowania w miejscach, które na co dzień nie mają wiele wspólnego z ewangelicznymi wartościami, a państwo posiada własne symbole, wokół których powinni się skupiać obywatele.

  

  

*Andrzej Jezusek -prawnik, absolwent stosunków międzynarodowych i prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktorant na Wydziale Prawa i Administracji UJ

  



[1] Uzasadnienie orzeczenia w sprawie Engel v. Vitale, 370 U.S. 421 (1962)

Komentarze
Dodaj nowy
humanozerca   |17.09.2010 10:19:56
Dlaczego redakcja katuje nas takim tekstem z samego rana? Nie mówiąc o
notorycznym braku spacji, który powoduje powstanie oryginalnych neologizmów:
"ostatnichtygodniach", "wystawianiasymboli",
"monumentuprzedstawiającego"… Pojawiają się dziwne sprzeczności.
"Zakaz wystawianiasymboli religijnych w miejscach związanych ze sprawowaniem
władzy państwowejnie jest wymysłem państw zlaicyzowanych, (…) Wprowadziły one
ten zakaz w trosce o poszanowanie pluralizmuświatopoglądowego,". Zatem ja
już nie wiem, czy chodzi o wymysł, czy sensowne działanie wywołane troską o..
Chyba, że nie warto troszczyć się o pluralizm lub jest ona przeciw-skuteczna.
Czy szanowna redakcja KP postanowiła skompromitować swoje własne idee…? Czy
też ma kolektywnie czytelników w pewnej )wulgarnie określanej) części ciała?
AndrzejRoztocki   |17.09.2010 10:55:37
Znaczy czy ma nas w dupie? Otoz ma - odpowiadam koledze bezkompromisowo bo im
szybciej kolega sie wyleczy ze zludzen tym mniej to bedzie bolalo.
humanozerca   |17.09.2010 19:28:10
Proszę nie przeszkadzać w zadawaniu pytań retorycznych, jeśli znajduje się ku
temu tak świetny powód, jak zła redakcja tekstu. :) Zgadzam się, że może zaboleć
również fanów tego środowiska, którzy już zaczęli węszyć wrogów w tym, co można
uznać za życzliwość. Nadmienię też, że nie ograniczyłem się do wymienienia
neologizmów.

Ogólnie tekst robi w warstwie merytorycznej wrażenie słodzenia i
mydlenia oczu. Ot, porównajmy zakaz noszenia chust w szkołach we Francji z tym,
o czym nas pseudo-jezusek poucza. :)

Pozdrawiam.
Frankfurcki przybysz   |17.09.2010 12:06:55
Naczelna idea tekstu wydaje się być zacna, ale ale… No właśnie jak zauważyli
moi przedmówcy pojawiają się pewne "dziwności" (abstrahując od
wspomnianych "neologizmów").

Po pierwsze - autor zwraca uwagę najpierw
na ambiwalencję znaczeniową krzyża, po czym w ostatnim akapicie
pisze:

"Krzyżjako symbol miłości i przebaczenia naprawdę nie potrzebuje
publicznegoeksponowania w miejscach, które na co dzień nie mają wiele wspólnego
zewangelicznymi wartościami, a państwo posiada własne symbole, wokół
którychpowinni się skupiać obywatele."

??!??

Rozumiem, że to celowy zabieg
erystyczny podkreślający szacunek do idei neutralności światopoglądowej państwa
(a co za tym idzie wyznawców jednej z religii), lecz biorąc pod uwagę tematykę
argumentacja oparta na antytezach mnie nie przekonuje.
trzeciak   |17.09.2010 12:19:34
To się nie da czytać
m_v_m  - re:   |17.09.2010 12:31:56
humanozerca napisa?:
Dlaczego redakcja katuje nas takim tekstem z samego rana? Nie mówiąc o
notorycznym braku spacji, który powoduje powstanie
oryginalnych neologizmów:
"ostatnichtygodniach", "wystawianiasymboli", "monu
mentuprzedstawiającego"…


Może autor tekstu czytał ostatnio Szatańskie Wersety Rushdiego i stąd
taka naleciałość ;)
Swojski  - a gdzie sa symbole 17 wrzesnia ?   |17.09.2010 12:57:35
czyzby to juz powrot kompletny ducha PZPR ?

Radzieccy lewicowi zolnierze
zdobywajacy Grodno w dniach 20-22 wrzesnia 1939 przywiazywali polskie dzieci do
swoich czolgow, zupelnie tak samo, jak czynili to hitlerowcy w sierpniu 1944.


Skupcie sie na swoj lewocowo-szczegolancki sposob na 17 wrzesniu tak samo
jak probujecie to zrobic na krzyzu.
AndrzejRoztocki   |17.09.2010 12:58:11
Paczpan! Poprawili! Odwoluje te dupe bo widze swiatelko w tunelu.

To jeszcze
poprawcie srodtytuly i bedzie git.
cursorium  - czy wy jesteście klonem GW ?   |17.09.2010 13:31:26
NIE PRAWDA czyli Kłamstwo.

Ostatnim wyrokiem poważnego sądu w USA nakazano
pozostawienie krzyża w wielkim i sławnym parku narodowym.

szukajcie a
znajdziecie .. na necie
vibhisana  - dobry artykuł - celne konkluzje   |17.09.2010 13:33:21
Moi przedkomentatorzy tylko z trudem ukrywają niechęć do potrzebnego i trafnego
artykułu Pana Jezuska. Kwieciste słowa i czepiactwo do błędów tekstu nie zmieni
faktu, ze konklucje Autora precyjzyjnie wyjaśniają choćby Europejski standart
obecności Krzyża w przestrzeni publicznej. Tryumfalizm KK po 1989 jest sprawą
ewidentnie oczywistą. Wprowadzenie choćby religii do szkół z powołaniem się na
przeszłość to klasyczna schizofrenia dla mojego pokolenia. Ja na religię
chodziłem do Koscioła i było to naturalne.
trzeciak   |17.09.2010 16:02:52
Weż mi tu kurwa nie imputuj. Tryumfalizm KK jest tak samo "ewidentnie
oczywisty" jak fakt, że brak korekty czyni tekst niemożliwym do czytania.
Niezależnie od poglądów politycznych.
kot   |17.09.2010 17:41:24
Trollerstwo się rozpanoszyło. Nic do rzeczy- wszystko od rzeczy.
Taki Goebbesls
wielogłowy.
Jeżeli szanowni trolle nie potrafią przeczytać i ustosunkować się
do analizy i polemizować, tylko podnoszą nieartykułowany wrzask!
To w dużej
mierze jest to wina stepa, któremu zachciało się tu na dole robić Spartę i
redakcji, która nie stanęła na wysokości zadania.
Tak to rozpierducha goni
rozpierudchę,
a miejsca na rzeczywistą dyskusję jak nie było tak nie ma.Psujemy
sobie z zamiłowaniem wszystko co się da zepsuć.
I wtedy dopiero czujemy się
dobrze.
nikt.br   |17.09.2010 21:17:48
Pierwszy Komendator (och, ta korekta!) zgubił "nie" z cytowanego zdania,
no i wyszło, jak zamyślił. Ale, tak bywa z religiami, co "chodzą" na
rynku idei w promocjach wiązanych (czasem mocno do pala przy stosie), że
odciskają się na synapsach. Ujęcia syntetyczne zagadnienia, może raczej problemu
(coraz więcej osób zauważa i temu się sprzeciwia, że rozpychanie się łokciami
przez poddanych aktualnie odwiedzającego Zjednoczone Królestwo, jest problemem
społecznym - co pokazał nocny sprzeciw przeciwników "krzyża"), jak to w
opracowaniu Autora, są użyteczne, ba, konieczne. Czy "humanozerca" pojął
sens poprzedniego zdania złożonego? Strona Krytyki jest odwiedzana przez
młodych, chłonnych wiedzy, czy starszych (dla trolli: też gąbczastych ale do
wyciskania nad tacą). A wiedza, w przeciwieństwie do wiary, pozwala przesyłać
prąd także do komputerów trolli. Pozdrawiam Autora. nikt.
humanozerca   |18.09.2010 19:01:31
Wątpliwe, abym mógł zgubić owo "nie", bo zdanie wstawiałem metodą
kopiuj- w klej i niczego nie usuwałem. Redakcja musiała owo "nie" dodać
sobie później, podobnie jak spacje. Jeśli zaś pamięć mnie zawodzi, wszytko
zaszło przez zbyt dużą rozdzielczość jaką używam.. .

A jeśli Cię interesuje pod
jakimi poglądami na wiarę i niewiarę, faktycznie się podpisuję, możesz poczytać
posty niejakiego Neosceptyka vel Neosceptycyzma tutaj:
I tu:
http://kowalczyk.blog.polityka.pl/?p=87
http://deb
aty.tezeusz.pl/node/201733/talk.html
Szczerze wątpię, abyś Ty wielebny
wiedzący miał mi coś ciekawego do powiedzenia. :)
nikt.br   |18.09.2010 20:25:55
Foucault, może warto sięgnąć przed drugie zlodowacenie, nim zacznie się używać
terminu "dyskurs".
Wittgenstein (późny, z "Dociekań
filozoficznych") objaśni przestrzeń słowa, języka, logiki (chociaż w
"Traktacie" fajniej pisał).
Teoria gier (od ewolucji na poziomie
biologicznym - rok 1859 pamiętamy co było? - po ewolucje społeczne) zawsze górą
- warto pamiętać przy pisaniu o ideach, czy czymkolwiek innym
"napędzającym" ludzkie dzieje.
Dociekanie światopoglądu rozmówcy o tyle
mało mnie zajmuje, że bardziej wolę widzieć u interlokutora logikę i
meritum.
Drobna sugestia: nadmiernie widoczna (zapewniam: można to zrobić
subtelnie, przez co prawdziwie skutecznie) wzgarda dla rozmówcy ujawnia brak
sprawności w objawieniu przewag rzeczywistych, przez to, lęk/lęki (polecam
poczytać o tym w dziełach znawców psychologii). No, i chyba to wszystko o
"nikt.br" onieśmielonym światłem wiedzy(?).
humanozerca   |18.09.2010 21:10:16
Nie jestem Foucaultem (swoją drogą z logiką był na bakier podobnie jak
Nietzsche) chociaż go czytałem, podobnie jak innych autorów, Rozumiem, że
wyrażasz ironię i pogardę, typowe dla obłudnych laickich dewotów, którzy wylali
tony pogardy na ludzi religijnych wszelkich wiar. A potem uciekają się do
różnych sztuczek, byleby nikt przypadkiem nie zechciał im odpłacić pięknym na
nadobne.

Jeśli idzie o moje tu komentarze, cóż ten drugi pod artykułem, był
przesadnie szczery, przyznaję. :)
xanti   |18.09.2010 13:37:00
"Okazując przywiązanie do krzyża, państwo manifestuje swój światopogląd
religijny, podważa zaufanie obywateli, którzy się z takim światopoglądem nie
utożsamiają, do instytucji publicznych…"

Manifestuje, propaguje i
finansuje.
Dla mnie to nie było,tak widoczne, do momentu słynnego pochówku na
Wawelu, gdzie nastąpiła manifestacja władzy kleru, a politycy reprezentujący
Państwo, ze zgiętymi karkami i na kolanach,prezentowali postawę wiernopoddańczą.
Natomiast krzyże w instytucjach publicznych - np. w szpitalu państwowym,
zawieszony w holu, po dwóch godzinach przymusowej kontemplacji zwłok w agonii -
odbieram jako bezczelną indoktrynację obywatela przez państwo oraz sugestię, że
szpital jest dla katolików i że w tym kraju Chrystus ludzi leczy, zanim trafią
do grobu! Żenada.
MOSCARDI  - +Ciekawe..   |18.09.2010 16:14:09
Tekst interesujący, gratuluję panu autorowi.
1. Krzyż katolik (chrześcijanin)
nosi właśnie po to, by w miejscach, które nie mają wiele wspólnego z ewangelią,
tą ewangelię nieść. i żyć według niej. Jest nas w Polsce (Katolików) ok. 13 - 15
milionów. Co Pan autor na taką kwestię, że my chcemy symboli religijnych w
przestrzeni publicznej (w tej z jakiej wy chcecie je usunąć - sejm, szkoła
itd.);
2. W szpitalu krzyż i kapelan mają bardzo ważne zadanie. Ludzie, którzy
są już blisko śmierci szukają pomocy. Komunizm (czy jak kto woli naukowy ateizm
itd.) nie wynalazł nic, co mogło by dać ludziom jakąś nadzieję, coś, co
pozwoliło by im się w tym ostatnim momencie chwycić i nie rozpaczać. To Kościół
niesie tym ludziom Dobrą Nowinę o Zbawieniu i Życiu po życiu;
3. Pani/Panie
xanti, czy umiał by pan podać kto wyszedł z inicjatywą pochówku na Wawelu?
Proszę prześledzić informacje w sieci z tamtych dni. Dziś wysuwa się hipotezę,
iż zrobiło to.. Środowisko naukowe Krakowa. Nie biskup, nie rodziny.
4. Pan
prezydent Kaczyński przyznawał się do swojej wiary w związku z czym pogrzeb
Katolicki był tu jak najbardziej na miejscu.
5. Krzyż nie jest tylko znakiem
okrutnej śmierci, od momentu gdy ktoś przelał ZA NIEGO krew. Tak samo jest z
godłem i flagą Polski. To już nie są tylko dwa dowolne kolory i Haliaeetus
albicilla.
nikt.br   |18.09.2010 17:25:02
Przepraszam, że zaczepię. "(…) by (…) tą ewangelię nieść i żyć według
niej.". Cytat inspiruje pytanie: którą? Że ograniczę też to do kanonu, który
ukształtował się późno po zakończeniu drogi Nazareńczyka. G. Vermes w swoich
"Twarzach Jezusa" wnikliwie też rozróżnia wspomnienie synoptyczne
(Marek, Mateusz, Łukasz) od wizji Janowo-Pawłowej. Kilka lat temu natknąłem się
też na ciekawy dokument watykański (nie pamiętam dykasterii czy kongregacji ani
też tytułu), który przy odczytywaniu kanonu ST czy NT już zaleca kontekstualizm
(historyczny, kulturowy, językowy, czy chociażby z nakładających się na siebie
translacji), zachęca do traktowania warstwy metaforyki tak, jaką ona jest (czyli
mamy już porzucenie zgubnej dosłowności, która wielu zawiodła na stos). Po
pytaniu zatem, którą (ewangelię)? jedno jeszcze tylko: Co Pan/Pani MOSCARDI na
to, że my ateiści (których pewnie i kilkanaście procent w dojrzałej populacji by
się uzbierało, że o oseskach nie wspomnę) chcemy mieć przestrzeń wspólną (zwaną
w komentarzu publiczną, czyli w domyśle: "niczyją", a to nieprawda, bo
to jest wspólność, współwłasność niepodzielna a nie ułamkowa) wolną od
naznaczania przez poszczególne (nieraz sprzeczne) grupy interesów ? Gdyby zaś,
przed czym niech Bóg nasz ateistyczny chroni, doszło do kolejnego rozłamu
(schizmy, wyodrębnienia sekty) i mesjasz toruński by zapragnął mieć Watykan w
Licheniu, to jaka w on czas ewangelia i jaki wzór krzyża będzie zatwierdzony i
obowiązujący? Problem duchownych w szpitalach (bo to jest problem, wystarczy
przypomnieć sprawę nieletniej "Agaty", której usiłowano uniemożliwić
zgodne z prawem polskim usunięcie ciąży) czy problem głowy państwa obrażającej
Rzeczpospolitą w geście całowania dłoni głowy innego państwa (przy czym tak
całowany facet nie był raczej kobietą) - czyli problem ostentacji religijnej
osoby sprawującej urząd publiczny (czy przypadkiem Nazareńczyk nie rzekł:
zamknij się sam w pomieszczeniu aby nikt nie widział i wtedy módl się do Ojca -
to moja trawestacja, więc proszę nie czynić w tym zarzutu) - te rzeczy pomijam,
bo ich subiektywne i jakże spłaszczone ujęcie w komentowanym komentarzu są
raczej oddalone od zobiektywizowanej analizy (w przyzwoitej przestrzeni
dyskursu) a nadają li tylko walor racji zachwalających na targu świeżość jarzyn
bądź nabiału.
Ufam, że uczuć niczyich nie uraziłem nadmiernie. nikt.
AndrzejRoztocki   |18.09.2010 17:35:01
Troche kolega ironizuje ale dalby bog katolicki atiestyczny i jaki tam jeszcze
sie znajdzie zeby wszyscy tutaj zachowywali ten poziom testosteronu. Moze daloby
sie wtedy rozmawiac.

Problem ze ‘sfera publiczna’ moze byc niestety
rozwiazany tylko bardziej lub mniej autorytarnie. Ktos pokazuje ze on tu rzadzi
i koniec.

Jesli wyznawca dowolnej religii albo ideologii uwaza ze ma
obowiazek prezentowac kim jest w kazdej sferze to nie mozna mu powiedziec ‘rob
to w domu po kryjomu’. Jesli taka odzywka jest homofobia w stosunku do geja to
tak samo jest katolofobia w stosunku do katolika czy leninofobia w stosunku do
leninisty /Agata straszona konstytucja mi sie przypomniala…/
nikt.br   |18.09.2010 19:05:21
Taaaak; ma Kolega rację. W sferze publicznej autorytarność rozstrzygnięć jest
podstawą. Ryte na obeliskach kodeksy czy później delikatniej pisane od zawsze to
potwierdzają. Fajny rysunek widziałem ongi: trzech kolesi w czarnych
powłóczystych szatach z dużymi drewnianymi przedmiotami w rękach, naprzeciw
trzech dresów, też z bejsbolami; ci pierwsi: "pokażemy im, kto rządzi na
dzielnicy".
No i w realu mamy "cywilizację miłości",
"cywilizację życia". Orwell ładnie też pisał o "ministerstwie
prawdy". Wszelki totalitaryzm lubi mieć lud jednolity moralno-politycznie
(Polak-katolik 4 lipca już prawie znów witał się z gąską). A jak nie chcą z nami
być w jedności, to my ich do tego zachęcimy, czasem i bardziej stanowczo (kodeks
karny nazywa to zmuszaniem). Stąd misiu, którego komentarz komentowałem mówił,
że oni są jedność, no i chcą w przestrzeni publicznej. Nie tak dawno temu
jedność w przestrzeni publicznej maszerowała z pochodniami. Od tego zajęła się
Europa. A jeszcze bardziej nie tak dawno na Krakowskim Przedmieściu znów
widziano pochodnie. Mam dalej pisać? U Fromma w "Ucieczce od wolności"
rzecz jest zgłębiona.
Ależ, Bozia!, Bozia! ratuj!! Jam nie katolofob; jam tylko
przypomniał co Nazareńczyk zalecał swoim prawdziwym naśladowcom.
Autor
wcześniej komentowanego przeze mnie komentarza już pewnie szuka taniego straganu
z kamieniami dobrze leżącymi w dłoni przy kamienowaniu (jest świetna scenka w
"Żywocie Briana").
Z uszanowaniem dla AR. nikt.
humanozerca   |18.09.2010 21:23:10
Dobra, a co nam szanowny Autor proponuje w artykule? Mięciutką eliminację
wszelkich religii z życia człowieka przez zniszczenie ich realnych, materialnych
podstaw i obniżenie jej społecznego statusu. Z góry wiadomo, że religie to
pocieszne bajki więc nie powinny niczym się od nich różnić a jeśli się różnią i
na przykład prowadzą do tego, że ludzie chcą zakazu aborcji trzeba:

- zapomnieć
o takich jak Camus, bo z ich myśli da się wywieść postulat zakazu aborcji.
- po
zagonieniu religijnych do domku, uświadomić ich, że takie wariactwa mają
podstawę tylko w religii a one nie mogą zobowiązywać.
- totalnie pominąć problem
samoświadomości osób niepełnosprawnych, którym można zabrać godność w imię prawa
rodziców do wybierania tego, czy się urodzą. Samo istnienie takiego prawa,
prowadzi też do faktycznej dyskryminacji osób, które urodziły dzieci
niepełnosprawne. Pełnią rolę frajerów, których wpędza się w alienację. Wyraża
się ona w przekonaniu, że paraolimpijskie sukcesy są równie, albo wartościowsze
od olimpijskich, chociaż obiektywnie takie nie są.
humanozerca   |18.09.2010 21:28:40
Kompletnie też nie kupuję rozumowania, że trzeba uwzględnić wszelkie możliwe
religie. Nie trzeba, zadaniem prawodawcy nie jest rozpatrywanie wszelkich
możliwych religii, obyczajów, społecznych konwencji, czy sposobów zawierania
małżeństwa. Zadaniem prawodawcy jest dbanie o zastane społeczeństwo i
umożliwienie mu swobodnego rozwoju, ekspresji itp.
Karaluch  - @humanozerca   |19.09.2010 10:36:31
"Dobra, a co nam szanowny Autor proponuje w artykule? Mięciutką
eliminację
wszelkich religii z życia człowieka przez zniszczenie ich realnych,
materialnych
podstaw i obniżenie jej społecznego statusu."

Heh, czyżbyś
właśnie przyznawał, że Kościół Kat. w oparciu jedynie o rzeszę zdyscyplinowanych
wiernych, łożących na jego potrzeby nie będzie w stanie przetrwać? Nie mój
problem.

BTW - proponuję czytać uważnie komentowane teksty. W tym autor
przecież nie proponuje całkowitej eliminacji religii ze sfery publicznej. Wbrew
pozorom wolność religijna mieści się w kanonie lewicowych wartości.
humanozerca   |19.09.2010 11:43:41
>Heh, czyżbyś
>właśnie przyznawał, że Kościół Kat. w >oparciu jedynie o rzeszę
>zdyscyplinowanych
>wiernych, łożących na jego potrzeby >nie

Mylisz
świadomość własną ze świadomością katolików, którzy bynajmniej nie czują się
dyscyplinowani, ponieważ tego nie uwzględniłeś twój opis jest daleki od
obiektywizmu. Ponadto przyznaję znacznie więcej niż myślisz. Otóż, uważam
wnętrze człowieka za w pełni wtórne względem tego, co zewnętrzne. Bez silnych
podstaw w sferze obiektywnej nie przetrwa żadna religia. Oczywiście laiccy
dewoci, kiedy jest im to wygodne, mydlić ludziom oczy, że jest inaczej, łudzą
innych, że bez silnej obecności w sferze publicznej, zobiektywizowanej powiedzmy
taki Koran, byłby odróżnialny od bajek etc.

>będzie w stanie przetrwać? Nie
mój
>problem.

Nic dziwnego, problemem laickiej dewocji jest to, że jakaś
religia może jednak przetrwać i się "wtrącać w życie" laickim dewotom.


>BTW - proponuję czytać uważnie >komentowane teksty. W tym autor
>przecież nie
proponuje całkowitej >eliminacji religii ze sfery >publicznej. Wbrew
>pozorom
wolność religijna mieści się w >kanonie lewicowych wartości.

Autor mydli oczy,
że lewicowość nie zmierza do ograniczenia naturalnej i zwyczajnej ekspresji
religijnej. Skądinąd wiemy, że jest inaczej - o czym świadczy na przykład zakaz
noszenia symboli religijnych w francuskiej szkole.
kot   |19.09.2010 18:08:09
Na tym Festiwalu Nauki padło pytanie zadane przez socjologów:,,co to
jest-społeczeństwo?,, Ciekawe!… Co? Że tego nie rozumieją socjologowie, nie
tylko pierwszego roku ale także ci z tytułami.? Dla Małgosi
Thatcher,społeczeństwo nie istniało-też ciekawe( dla przypomnienia mowa tu o
premierze jednego z najważniejszych teraz państw, a nie na przykład Zimbabwe -
bez obrazy Zimbabwe, którego przywódca w ten sposób się nie wygłupił).
Sfera
publiczna, z tym, to mamy -Polacy- kłopot. Co to takiego, czy to się je nożem,
czy widelcem?
Miał z tym kłopot @step, Redakcja i oczywiście szanowni
trolle- goście (i żeby nie wspominać kolejny raz tych od krzyża z jednej i
drugiej strony) którzy gośćmi nie są (sam pierwszy palnąłem to głupstwo, a za
mną step), tylko użytkownikami strefy publicznej! Lecz użytkownik to nie
kibol.
Gdy wychodzimy na ulice, umyka nam, jak wielu regulacjom(kulturowym i
administracyjnym) jesteśmy poddawani.
Wyobraźmy sobie,że na ulicy wolno jest
to, co na niejednym forum internetowym: ktoś wrzeszczy, ktoś przeszkadza innym
w poruszaniu się po linii prostej, podchodzi do rozmawiających i buczeniem
przeszkadza im w rozmowie. To nie możliwe, każdy powie,
takie zachowania
spotkałyby się z reakcjami kulturowymi i
policyjno-administracyjnymi. Powiecie,
internet to internet, a ulica to ulica. Odpowiem, regulacja to regulacja. Albo
coś jest regulowane i wszyscy na tym zyskują; albo robimy uzgodnioną -przez
wszystkich ( jesteśmy w strefie publicznej, a nie jak mogłoby się
wydawać-prywatnej)- regulację i staramy się być, tutaj, kulturalni, (ja się
staram z różnym skutkiem) i zachowywać się tak, aby robić to, co, się tu
powinno robić-forum ateńskie, a nie inną Grecję! Bo wtedy robimy destrukcję.
(Musze przyznać,że nasi trolle, którzy przyszli tu tylko dla destrukcji zaczęli
gadać ludzkim głosem i nawet mimo,że to niektórym nie w smak, czasami im się to
udaje.)Dając świadectwo, że nie potrafimy ani siebie szanować, ani uznać, że
ktoś może mieć inne poglądy niż ja. A więc jak? Skąd o tym ma wiedzieć
przeciętny użytkownik internetu? Skoro socjologowie nie wiedzą co to jest
społeczeństwo!
Powyżej zamieszczony tekst Jezusa jest znakomitym, rzadkim,
ważnym materiałem, nadającym się do tego, aby rzeczowo porozmawiać o tym co to
jest społeczeństwo, co to jest sfera publiczna i jak powinna wyglądać.
Ciekawy
był głos tego kto stwierdzał,że tam gdzie jest większość, tam powinna być
dyktatura większości. Tyle, że na to powinni, chyba, odpowiedzieć jego koledzy z
prawa.
kot   |19.09.2010 18:11:11
Bez obrazy Jzuska, a nie Jezusa!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.19286 Seconds