|
Jak się żyje berlińczykom? |
|
|
ASz
|
|
09.11.2004 |
Donosi Stanisław Krajski w „Naszym Dzienniku”, a my drukujemy ku przestrodze.
Jak się żyje berlińczykom? Bardzo kiepsko. Żeby utrzymać jaki taki poziom muszą jeść byle co i ubierać się w byle co (dlatego wyglądają przy Polakach jak łachmyci; szczególnie kobiety, które ubierają się na ulicę i do pracy tak, jak Polki do cięższych zajęć domowych). Dzięki temu mają pieniądze na samochody, telewizory, komputery itd.
Jednak i tak coraz trudniej przeciętnemu berlińczykowi związać koniec z końcem. Oszczędzają zatem aż do bólu. Restauracje i kawiarnie są puste. Nawet w centrum Berlina pojawiły się sklepy z używaną odzieżą (tzw. second hand). Te szmaty, które przez tyle lat wysyłali do Polski, i to często za dopłatą, teraz sami kupują. Mnożą się też sklepy z używaną elektroniką i sprzętem domowym. Kiedyś w Berlinie używane pralki, lodówki itp. wystawiano na ulice i zabierali je Polacy. Teraz berlińczycy często kupują nawet zardzewiałe z wierzchu lodówki (sam widziałem, jak młode małżeństwo tachało taką lodówkę ze sklepu do samochodu). Dziesiątki tysięcy berlińczyków dochodzi do wniosku, że nie stać ich na przejazd do pracy ani środkami komunikacji miejskiej, ani samochodem. Kupują więc rowery albo skutery i jeżdżą codziennie, latem i zimą nawet po 40 km (tam i z powrotem). Ulice, chodniki są pełne rowerów. Stoją setkami pod wszystkimi zakładami pracy, biurami, sklepami itd. Ci, którzy myślą dotąd mitem bogatego Zachodu, być może mi nie uwierzą. Moja rodzina, która ten mit dawno odrzuciła, była po pobycie w Berlinie w szoku. Dzieci, na których ten cały zewnętrzny blichtr powinien robić wrażenie, stwierdziły krótko: „Ale nędza”. Popijając kawę (dzieci jadły lody) w pustych kawiarnianych ogródkach i patrząc na zgrzebnie ubrane Niemki, uginające się pod ciężarem siat z kupioną okazyjnie cebulą, czuliśmy się prawie tak samo, jak czuli się obywatele RFN odwiedzający Polskę za czasów PRL-u. W Berlinie dominuje smutek i beznadzieja. Tak jest zawsze, gdy pogarszają się drastycznie materialne warunki życia i wszystko wskazuje na to, że tak będzie dalej, że każdy następny rok będzie tylko gorszy. Niemcy są smutni, bo nie mają alternatywy. Nie mają rodzin, dzieci. Odrzucili chrześcijaństwo (właśnie splajtowała diecezja berlińska i wyprzedaje kościoły) i zasady moralne. Po mieście oblepionym reklamami prezerwatyw i kolejnych sabatów czarownic w stylu Harry’ego Pottera (na które berlińczycy udają się tłumnie całymi rodzinami) jeżdżą samochody z podobizną ryby rozrywanej przez orła i napisem „Odyn statt Jezus” („Odyn zamiast Jezusa”). Cóż dało to nowe pogaństwo Niemcom? Co dał im kult złotego cielca? Co dał im relatywizm poznawczy i moralny? Czy naprawdę Polacy chcą ich naśladować?
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...