Biografia Krzywonos
KP22: prze-moc
Komentarze
CYTAT DNIA
Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.
Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
|
|
Hermeliński-Ayache: Bossnapping - reaktywacja |
|
|
Paweł Hermeliński-Ayache
|
|
03.02.2010 |
Na początku zeszłego roku we francuskiej fabryce Caterpillara, amerykańskiego producenta maszyn budowlanych i górniczych kierownictwo podjęło decyzję o likwidacji 733 etatów (na 2 580 ogółem). Dodatkowo nie przedłużono 500 umów na czas określony, zawartych z pracownikami zatrudnionymi za pośrednictwem agencji pracy. Wszystkie te decyzje podjęto pomimo tego, że grupa Caterpillar ostatni kwartał 2008 roku zakończyła zyskiem 661 milionów dolarów. Władze zakładu ignorowały płynące ze strony załogi wezwania do rozmów, bojkotowały organizowane spotkania; pracownicy odpowiadali pikietami, blokadami zakładu. Manifestacje poparcia pod zakładem przeprowadzili również studenci (ok. 1 500 uczestników). Żądania załogi dotyczyły ograniczenia liczby likwidowanych stanowisk i zwiększenia świadczeń osłonowych dla zwalnianych.
Napięcie rosło, determinacja pracowników oczywiście również, zważywszy, że już od początku 2009 roku protestujący pracowali w ograniczonym wymiarze godzin (za odpowiednio zmniejszona płace). Protest przybierał coraz gwałtowniejsze formy (palenie opon, przepychanki z ochroną i policją).
Wreszcie pod koniec marca doszło do strajku okupacyjnego, a zaraz potem nastąpiła kulminacja konfliktu: pracownicy uwięzili 4 osoby z kierownictwa na terenie zakładu. Zatrzymani byli dobrze traktowani i mogli poruszać się po całej fabryce (nie wychodząc poza bramę). Zapewniono im jedzenie i mogli swobodnie korzystać z telefonu. Mieli przez cały czas kontakt ze światem zewnętrznym i nie życzyli sobie interwencji policji. Po ok. 24 godzinach pracownicy wypuścili pracodawców, uzyskawszy od nich zgodę na kilka doraźnych postulatów, m.in. gwarancje otrzymania płacy za czas trwania strajku i deklaracje woli negocjacji z załoga warunków zwolnień grupowych.
Podobnie w kilkunastu innych zakładach, m.in. we francuskich fabrykach SONY, Scapa i 3M, planujących zwolnienia lub zamknięcie, szefowie zostali czasowo zamknięci na terenie zakładu przez pracowników domagających się wyższych odpraw dla zwalnianych. W lutym kierownik fabryki części samochodowych BRS w Devecey został zatrzymany na 48 godzin przez pracowników, którzy zorientowali się, że próbuje po cichu zorganizować wywóz maszyn produkcyjnych i surowca do Słowacji. W tym roku media informowały o co najmniej 11 takich akcjach.
Zatrzymywanie właściciela lub kierownictwa zakładu przez pracowników nazwane zostało w anglojęzycznej prasie „bossnappingiem”. Na wiosnę tego roku, po wypadkach francuskich, rozpisywały się o tym zjawisku największe gazety amerykańskie i brytyjskie.1 Dominował ton zainteresowania „egzotyczną” praktyką, zastanawiano się również, czy tego rodzaju działania są francuską osobliwością. Jak się okazuje, nie: przy tej okazji przypomniano, że podobne praktyki nazywane „gherao” były stosowane przez pracowników w zachodnim Bengalu w latach 70. XX wieku.
Na fali obecnego zainteresowania tym zjawiskiem łatwo przeoczyć, że tradycja akcji podobnych do tych opisanych wyżej sięga we Francji strajków roku 1937; niestosowana po II wojnie światowej praktyka została przypomniana na fali wydarzeń roku ‘68 i później stosowana często w latach 70. Szerokim echem odbiły się wówczas wypadki podczas konfliktu załogi z kierownictwem w kombinacie metalurgicznym SMN pod koniec 1969, gdzie w proteście przeciwko nielegalnemu zwolnieniu pracownika (zwolnienie miało na celu zastraszenie załogi), kilka osób z kierownictwa zostało zatrzymanych na parę godzin przez robotników. Akcja zakończyła się sukcesem - decyzję o zwolnieniu odwołano. Z kolei w fabryce Férodo w 1970 roku, podczas trwającego tam strajku, gniew załogi wywołało nielegalne zwolnienie 55-letniego pracownika o długim stażu pracy. Odpowiedzialnego za zwolnienie przedstawiciela dyrekcji fabryki przetrzymywano przez prawie 2 dni, w rezultacie czego wymuszono rozpoczęcie rozmów z delegacja pracowników zakończonych przywróceniem zwolnionego do pracy (bilans całej akcji był jednak niekorzystny – dyrekcja zastosowała represje, i skorzystała z pretekstu do pozbycia się z zakładu aktywnych działaczy związkowych, którzy uczestniczyli w akcji; 10 osób zostało zwolnionych, a na wniosek zatrzymanych kierowników, wszczęto postępowania karne zakończone wyrokami od 1 do 3 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu).
Jako ciekawostkę można w sieci obejrzeć (niestety bez polskich napisów) archiwalne telewizyjne relacje ze strajków w fabryce Egelec-Somarel w Chantpie i CITEP we Flixecourt w 1971 r., gdzie doszło do eskalacji konfliktu i zatrzymania przedstawicieli kierownictwa.
Teraz kiedy we Francji setki tysięcy ludzi traci prace, zakłady są zamykane, a strumień pieniędzy trafia raczej do banków i kieszeni zwalnianych z sutymi odprawami menadżerów, a nie do szeregowych pracowników, powracają metody walki klasowej z czasów ekonomicznego kryzysu lat 70. Bossnapping okazuje się w większości przypadków skutecznym narzędziem presji, nawet jeśli zwycięstwo jest względnie skromne, jak w przypadku Caterpillara, gdzie dyrekcja zgodziła się zmniejszyć liczbę redukowanych etatów z 773 do 600 i podnieść sumę przeznaczoną na organizację zwolnień i reorganizację pracy z 48,5 miliona euro do 50 milionów (zwolnienia już się rozpoczęły i objęły dotychczas 418 osób, spośród których, wg danych związku zawodowego Force Ouvrière, jedynie 25 znalazło nową pracę). Przede wszystkim jednak protest w Caterpillarze zdobył ogromne zainteresowanie mediów, to przy jego okazji prezydent Sarkozy – wywołany do tablicy przez związkowców domagających się od niego interwencji na rzecz wsparcia fabryki środkami z Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji – zaczął publicznie deklarować, że uratuje fabrykę („Sarko” czyni podobne deklaracje nie po raz pierwszy – robotnicy z huty Arcelor Mittal w Gandrange pamiętają, że obiecał w lutym 2008 uratować ich zakład, rok później definitywnie zamknięty).
Jeśli chodzi o inne zakłady, w których doszło do zatrzymania dyrekcji, to np. w Scapie wywalczono podwojenie wysokości świadczeń osłonowych dla zwalnianych pracowników, z kolei w 3M i w Sony podniesiono wysokość odpraw.
Ogólnie rzecz biorąc, protesty podczas których doszło do uwięzienia menadżerów, nie przyniosły korzyści wykraczających poza zwiększenie finansowania zwolnień zbiorowych, ewentualnie pewnego ich ograniczenia.
Tylko raz zatrzymanych odbijała policja. Stało się to wówczas, gdy François-Henri Pinault, syn miliardera François Pinault, dyrektor PPR (Pinault-Printemps-Redoute), został zablokowany w taksówce przez pracowników sieci Redoute, Fnac i Conforama protestujących przeciwko likwidacji 1.800 etatów na terenie całej Francji pomimo tego, ze grupa wypracowała w 2008, przy zmniejszonych obrotach, 875 milionów euro zysku (protest nie przyniósł rezultatów, a 2 miesiące później PPR wypłaciło swoim akcjonariuszom dywidendy o łącznej wysokości 418 milionów euro).
Nie są też w zasadzie podejmowane postępowania karne przeciwko pracownikom uczestniczącym w zatrzymaniach, i to pomimo apeli środowisk pracodawców czy wniosków składanych przez zatrzymanych (tak było np. w Caterpillarze).
Brak większych represji pozostaje zapewne z związku ze społeczna akceptacja przypadków bossnappingu.
Z sondażu przeprowadzonego w kwietniu na zlecenie „Paris Match” wynika, że tylko 7% badanych potępia zatrzymania pracodawców, 62% rozumie pracowników, którzy zatrzymują w ten sposób pracodawców, ale nie popiera takich działań, a 30% popiera zatrzymania (odsetek ten 40% wśród robotników i innych pracowników najemnych). Na pierwszy rzut oka widać, ze odsetek osób potępiających stosowanie „bossnappingu” jest bardzo mały (nawet wśród pracowników wyższego szczebla i wolnych zawodów wynosi on tylko 14%). Trzeba do tego dodać, że stanowisko „rozumiem, nie popieram” odpowiada dokładnie powtarzanej publicznie przez polityków centrolewicy (m.in. Segolene Royal) formułce, powszechnie interpretowanej jako ciche poparcie dla „bossnappingu”.
Duże zainteresowanie bossnappingiem opinii publicznej wiąże się w oczywisty sposób z jego ostrym, bezkompromisowym charakterem. Bądź co bądź jest to działanie na granicy prawa zmieniające spór pracowników z kierownictwem, o którym nawet w sytuacji strajkowej można jeszcze w zasadzie mówić w oględnych kategoriach „dialogu społecznego”, w „wojnę”.
Nietrudno jednak równocześnie zauważyć, że ostre środki stosowane są w walce o umiarkowane postulaty – bossnaperzy domagali się zaledwie ograniczeń zwolnień zbiorowych, i zwiększenia odpraw, nawet tam gdzie planowano zamkniecie całego zakładu, jak np. w fabryce Sony. Tymczasem w obecnych warunkach kryzysu, można by sobie przecież wyobrazić, że pracownicy likwidowanych fabryk będą żądać więcej, może nawet domagać się nacjonalizacji zakładów, powołując się chociażby na przykłady nacjonalizowanych banków. Z tego co wiem takie postulaty nie były na poważnie zgłaszane.
Czy powinniśmy zatem moralizować, ganić francuskiego robotnika, że tak naprawdę jest ugodowy, że „już nie żąda się niemożliwego”, itp.? Oczywiście nie. Tym którzy chcieliby w dzisiejszej fali bossnappingu widzieć wyrosłą z rewolucyjnego ducha ‘68 roku formę, pozbawioną jednak rewolucyjnej treści, trzeba odpowiedzieć, że to być może właśnie forma liczy się tu najbardziej. I że to w niej zawiera się istotna treść – otwartej, ostrej walki o prawa pracownicze.
fot. takomabibelot CC (by)
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 03.02.2010 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Na samym początku juz się zaczęłam śm...
bogaci mają zdolne dzieci Często ta...