NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Hardt: Edukacja w USA a kryzys finansowy Drukuj
Michael Hardt, tłum. Krystian Szadkowski   
04.12.2010

european_day_of_action.jpgRządy na całym świecie drastycznie tną wydatki publiczne na edukację i podnoszą czesne. Niekiedy przedstawia się te posunięcia jako odpowiedź na obecny kryzys gospodarczy, jednak w rzeczywistości wdrażanie ich rozpoczęło się długo przed nim. Podczas gdy w Wielkiej Brytanii, Włoszech czy w innych krajach Europy studenci na ulicach ścierają się z policją i eksperymentują z nowymi formami protestu przeciwko działaniom rządów, na amerykańskich kampusach możemy zaobserwować względny spokój.

Jeszcze czterdzieści, pięćdziesiąt lat temu ruchy studenckie w USA należały do najbardziej aktywnych i innowacyjnych na świecie, nie tylko protestując przeciwko militaryzmowi, rasizmowi i innym społecznym hierarchizacjom, ale żądając również demokratycznej reformy systemu edukacyjnego. Dlaczego dziś wydaje się, że ruch studencki w USA znajduje się daleko w tyle z odpowiedzią na ten globalny kryzys edukacyjny?

W ostatnich latach w Stanach Zjednoczonych miały miejsce znaczące protesty, nie skupiły one jednak należytej uwagi. Najistotniejsze z nich dotyczyły podniesieniu czesnego w systemie publicznych uczelni stanu Kalifornia. Opłaty za studia rosły stopniowo, ale w ostatniej dekadzie czesne zwiększyło się dwukrotnie. Dopiero jednak w listopadzie 2009 roku gwałtowna podwyżka, o 32 proc., wywołała stanowczy opór. W trakcie największych od lat 70. działań na amerykańskich kampusach studenci okupowali uniwersyteckie budynki i urządzali demonstracje.

Głównym przedmiotem ataku kalifornijskich studentów stały się nierówności społeczne będące skutkiem wysokich stawek czesnego oraz zmniejszenia finansowania uniwersytetów. Te zmiany w pierwszej kolejności i najmocniej uderzają w ubogich. Jak nieustannie podkreślali studenci, pogłębiający się podział klasowy ściśle pokrywa się z podziałem rasowym, ponieważ czarni i latynoscy studenci stanowią większość tych, których wyższe opłaty za studia dotknęły najboleśniej.

Skromny sukces prowadzonego w poprzedniej erze projektu otwierania edukacji wyższej jest stopniowo niweczony. Jak wyjaśnia profesor Christopher Newfield z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara: „Przez ostatnie 30 lat publiczne uniwersytety, do których uczęszcza większość amerykańskich studentów, były systematycznie niedofinansowywane, co sprawiło, że wszystkie korzyści edukacyjne czerpała zaledwie jedna czwarta najbogatszych studentów, co niszczyło wcześniejszą globalną przewagę kraju w osiągnięciach edukacyjnych”.

Ruch studencki w Kalifornii był istotny, jednak nie aż tak silny, szeroko zakrojony i trwały jak jego europejskie odpowiedniki. Jednym z oczywistych powodów tej różnicy jest zasięg i charakter zmiany. W Stanach Zjednoczonych była ona stopniowa i mniejsza. Przez długi czas czesne w USA było wyższe niż w większości krajów Europy, a ostatnie podwyżki były względnie niewielkie. Podwyżkę w wysokości 32% w Kalifornii w 2009 roku przyćmiło proponowane w Wielkiej Brytanii podniesienie czesnego o blisko 300%. Kolejnym czynnikiem, który mógł się przyczynić do zmniejszenia skali protestów, jest fakt, że warunki na amerykańskich uniwersytetach nie są ujednolicone na poziomie państwowym. Finansowanie uniwersytetów oraz stawki czesnego różnią się znacznie w poszczegolnych stanach, a rozległy system prywatnego szkolnictwa wyższego przyczynia się do jeszcze istotniejszego zróżnicowania.

Jednakże najważniejszy powód mniejszego niż w Europie aktywizmu może wyrastać z głębszych uwarunkowań. Społeczna wartość przyznawana prawu do edukacji dla wszystkich, szczególnie edukacji wyższej, dramatycznie się obniżyła. Jest to z pewnością problem też w innych krajach, jednakże spadek w Stanach gwałtowniejszy. Studencka polityka może wybrzmieć w sposób zdecydowany jedynie wówczas, gdy edukacja wyższa jest społecznym priorytetem.

Rozważmy w tym kontekście reakcję amerykańskiego rządu na kryzys wywołany wysłaniem Sputnika w kosmos przez Związek Radziecki. W ramach zimnowojennej logiki było to postrzegane jako wyzwanie dla bezpieczeństwa USA oraz ich pozycji w globalnym systemie. W odpowiedzi Stany Zjednoczone pokaźnie zwiększyły finansowanie uniwersytetów, szczególnie zaś nauk ścisłych i technologii. Celem jednak nie było jedynie podniesienie poziomu kształcenia z zakresu nauk ścisłych czy postęp militarny, ale rozwój wszystkich szczebli systemu edukacji, z głębokimi i zróżnicowanymi tego konsekwencjami. Nawet Donna Haraway, pionierka teorii feministycznej, często określa siebie mianem „dziecka Sputnika”.

Wzrost poziomu wiedzy oraz inteligencji w społeczeństwie był wtedy narodowym priorytetem. Rozwój masowego szkolnictwa przełożył się bezpośrednio na wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych. Co więcej, właśnie w kontekście tego projektu edukacyjnego protesty studenckie lat 60. i 70. odbiły się szerokim echem w narodowych debatach.


Można śmiało twierdzić, że Sputnik sprawił, iż Stany zmądrzały; ataki z 11 września natomiast, uważane obecnie za podstawowe wyzwanie dla pozycji państwa, tylko ten kraj ogłupiły. „Wojna z terrorem” nadała znaczenie jedynie najbardziej specjalistycznej wiedzy z zakresu wojskowości i technologii oraz idiotyzmowi bezpieczeństwa, który zaczął dominować w dyskursie publicznym. W takiej atmosferze argumenty za rozwojem masowej publicznej edukacji, jak również studenckie żądania równego i otwartego dostępu do uniwersytetów mają słabą nośność.

Masowa edukacja nie jest bynajmniej mniej ważna dla wzrostu gospodarczego, niż była pięćdziesiąt lat temu, zmieniło się jednak jej ekonomiczne znaczenie. Toni Negri i ja, wraz z liczną grupą ekonomistów twierdzimy, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci nastąpiło przejście od produkcji przemysłowej do produkcji biopolitycznej, la production de l’homme par l’homme [wytwarzania człowieka przez człowieka], związanej z tworzeniem idei, obrazów, kodów, afektów i innych dóbr niematerialnych. Jeśli to prawda, masowe edukowanie inżynierów i naukowców nie jest już dłużej kluczem do  gospodarczej konkurencyjności. W gospodarce biopolitycznej to inteligencja masowa – nawet, a może szczególnie zdolności językowe, konceptualne i społeczne – napędza ekonomiczne innowacje.

Strategie rozwoju szkolnictwa wyższego na całym świecie nie nadążają za tymi zmianami. Prywatne pieniądze, których domagają się uniwersytety, by wyrównać spadek w publicznym finansowaniu, w większości przeznaczane są na dziedziny techniczne i związane z naukami ścisłymi. Nauki humanistyczne, coraz istotniejsze dla gospodarki biopolitycznej, pozbawione są środków i usychają. Dzisiejsze protesty studenckie potwierdzają ogólna zasadę polityki: walki społeczne dążą do rozwoju społecznego i go poprzedzają.

Jestem zasadniczo sceptyczny wobec lamentów nad upadkiem amerykańskiej cywilizacji. W istocie przewiduję utratę dominującej pozycji militarnej zapowiadającą dużo bardziej dynamiczny i twórczy okres rozwoju społecznego w USA. Niepowodzenie w uznaniu masowej edukacji na wszystkich poziomach za społeczny priorytet jest z pewnością jednym z czynników świadczących o schyłku. Względną ciszę panującą na amerykańskich kampusach w obliczu ekonomicznego kryzysu i cięć budżetowych odbieram jako symptom tego problemu.

Artykuł ukazał się w „Libération” z 1 grudnia 2010 roku. Przełożył Krystian Szadkowski.

*Michael Hardt - amerykański filozof polityczny. Autor Gilles Deleuze: an Apprenticeship in Philosophy (1993). Wraz z Antonio Negrim jest autorem trylogii: Imperium (2000, polskie wydanie: WAB 2005), Multitude (2004), Commonwealth (2009, polskie wydanie: Korporacja Ha!art 2011).

Zobacz też: Uniwersytet zaangażowany. Przewodnik Krytyki Politycznej

  

Komentarze
Dodaj nowy
student  - no tak…   |05.12.2010 16:18:32
no tak, musiałem przeczytać cały artykuł,żeby w końcu dojść do głównego
problemu, który został wyjawiony dopiero na końcu, czyli zmniejszenie
finansowania kierunków bezproduktywnych, gdzie się studiuje dla samego
studiowania, czyli politologia, socjologia, itp.
Mandark  - @student   |06.12.2010 00:10:15
A czego spodziewałeś się po tym portalu? Najbardziej "ścisłe"
wykształcenie, z jakim można się tu spotkać, to socjologia i psychologia - bo na
tych kierunkach jest trochę statystyki (której i tak studenci nie
rozumieją).

Autor zdaje się uważać, że odpowiedzią na problemy współczesnego
świata - przeludnienie, zniszczenie środowiska naturalnego, globalne ocieplenie,
a nawet (co bardziej kontrowersyjne) brak alternatywy dla kapitalistycznego
modelu gospodarki - jest kształcenie większej liczby humanistów.

Nie chcę
zostać źle zrozumiany - uważam, że humanistyka jest ważna, ale to nie brak
(przynajmniej formalnych) humanistów jest problemem, tylko analfabetyzm w
zakresie nauk ścisłych i przyrodniczych.

Smuci mnie trochę, że w Polsce w
takiej izolacji funkcjonują ludzie nauk "twardych" i
humanistyczno-społecznych. Nawet w temacie edukacji głos zabierają jedynie
filozofowie i socjologowie. Co nie wynika ze złośliwości humanistów, ale też z
zupełnego braku zainteresowania tematyką społeczną wśród "ścisłowców"
(co obserwuję wśród moich znajomych - studentów nauk przyrodniczych).
ubik   |06.12.2010 23:50:23
@Mandark dywaguje: "A czego spodziewałeś się po tym portalu? Najbardziej
"ścisłe"
wykształcenie, z jakim można się tu spotkać, to socjologia i
psychologia". No pewnie, bo w zakresie socjologii, politologii i ekonomii,
czyli tego czym się zajmuje KP powinni się wypowiadać fizycy i chemicy, bo oni z
natury swej "ścisłości" świetnie znają się na wszystkim. Dosyć wsiowe
wyobrażenia o wyższości nauk ścisłych nad humanistycznymi. Nie uwłaczając naukom
ścisłym, talent do których ma znacznie mniejsza część populacji, niż do
humanistycznych i stąd znacznie cenniejsze.
Mandark  - @ubik   |07.12.2010 11:48:09
Akurat ludzi z wykształceniem ekonomicznym to tu w redakcji nie widzę. A
szkoda.

Ludzie z wykształceniem ścisłym mogą mieć sporo do powiedzenia na temat
edukacji czy społeczeństwa w ogóle w kontekście swoich dyscyplin i wpływu, jakie
na to społeczeństwo mają. Sami humaniści nie zapewnią tutaj holistycznego
spojrzenia. A już zwłaszcza trudno dyskutować o edukacji, kiedy wypowiadają się
tylko przedstawiciele nauk humanistycznych.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.59250 Seconds