NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Grela: Demonstracje studenckie w Londynie Drukuj
Szymon Grela   
12.12.2010

Przypadfot. ucloccupation CC flickr.comkowy, niedoinformowany przechodzień poruszając się w czwartkowe popołudnie po centrum Londynu mógłby odnieść wrażenie, że w mieście odbywa się jakaś rewolucja. Na ulice wyszły tysiące ludzi, wszędzie roiło się od policji, a przed budynkiem parlamentu powyrastały namioty i stalowe płoty. W całym tym zamieszaniu dostało się praktycznie wszystkim i wszystkiemu: studentom, policjantom, przypadkowym gapiom, sklepowym witrynom i londyńskim pomnikom. Dostało się nawet parze książęcej i ich luksusowemu Rolls-Royce’owi. Londyn tymczasem sprawiał wrażenie, jakby z demonstracjami nie miał żadnych wcześniejszych doświadczeń. Policjanci pilnujący manifestujących na Parliament Square emanowali raczej przerażeniem, niż zorganizowaniem. Zamiast obstawiać miejsca, na których mógłby skupić się gniew protestujących, bez żadnej bezpośredniej przyczyna rozpoczęli starcie. Skutek: około 35 rannych po obu stronach. Najbardziej jednak w tym dniu dostało się brytyjskim uniwersytetom.

Wszystko dlatego, że Izba Gmin, głównie głosami Konserwatystów, przegłosowała tego dnia ustawę niemal trzykrotnie podnoszącą limit wysokości czesnego na wyższych uczelniach. W obliczu około 80% cięć wydatków budżetowych na wyższą edukację czesne ma się stać głównym źródłem utrzymania uniwersytetów. Dotychczasowe finansowanie zostanie utrzymane tylko dla kilku kierunków. Większość (głównie kierunki humanistyczne i artystyczne) zostanie pozbawiona 100% rządowych subsydiów.

Torysi uruchomili tymi działaniami mechanizm, który w krótkim czasie doprowadzi do upadku brytyjskiego systemu edukacji. Grupa ludzi, która wyższe wykształcenie odbierała za darmo, dla kolejnych pokoleń postanowiła uczynić je dobrem luksusowym. Utrudniony dostęp do niego będą mieli tylko najbiedniejsi,  ale praktycznie wszyscy, poza kilkuprocentową warstwą najbogatszych. Fundusze stypendialne w Wielkiej Brytanii praktycznie nie istnieją, a czesne na poziomie 9 tysięcy funtów rocznie jest nie do udźwignięcia prawie dla nikogo. Dalej będzie, co prawda, istnieć system nisko oprocentowanych pożyczek, ale perspektywa 30 tysięcy funtów długu w momencie skończenia licencjatu przerazić może wielu. Pociągnie to za sobą ogromy spadek liczby studentów i zamykanie kolejnych uniwersytetów. W perspektywie kilku/kilkunastu lat oznacza to jeszcze większe pogłębienie nierówności społecznych w kraju, w którym już teraz są one jednymi z największych w Europie, a może wręcz ustanowienie oligarchii.

Koalicja rządząca nie ugięła się pomimo masowych demonstracji studenckich, jakie przetoczyły się ostatnio przez Londynu. W dwóch największych wzięło udział w sumie ponad 70 tysięcy osób. W czwartek dodatkowe 20 tysięcy osób manifestowało swój sprzeciw pikietując pod budynkiem parlamentu w dzień głosowania. Tak masowej mobilizacji przeciwko działaniom rządu Wielka Brytania nie widziała chyba od czasów reform rządu Thatcher w latach osiemdziesiątych. Cameron wygrywał majowe wybory do parlamentu, jako ostoja racjonalizmu mająca przeciwstawić merytoryczne działania 13-letnim, ideologicznym rządom Laburzystów. Jak najbardziej stronił od radykalizmu, był „umiarkowanym Torysem”, „dobrym człowiekiem na złe czasy”, jakiego w tym momencie potrzebowało Zjednoczone Królestwo. Powszechny zachwyt nowym premierem powiększyła w dodatku szybko i sprawnie uzgodniona koalicja z jeszcze bardziej umiarkowanymi i „nieskalanymi” centrowymi Liberalnymi Demokratami. Bardzo szybko okazało się, że Cameron w żadnym razie umiarkowanym być nie zamierza. Wygląda raczej na to, że ma ambicje zostać nową Żelazną Damą. Pęka więc pewnie z dumy, że działania jego rządu spotkały się prawie z takim odzewem jak reformy Thatcher.

Ogłoszone w październiku plany cięć w wydatkach państwowych pozwoliło nam zobaczyć w praktyce to, o czym Klein pisała w Doktrynie Szoku. Torysi wykorzystując największy od wielu lat dług publiczny i rozkręconą jeszcze na długo przed wyborami apokaliptyczną propagandę, rozpoczęli ideologicznie nacechowaną transformację struktury państwa, maskując ją pod przykrywką racjonalnej drogi, jedynego słusznego sposobu poradzenia sobie ze „spustoszeniem”, jakie wywołał kryzys. A droga ta ma na celu demontaż państwa opiekuńczego. Znamienny jest fakt, że w wielkich planach redukcji wydatków obejmujących prawie wszystkie sfery życia, wydatki na zbrojenia i utrzymanie armii pozostały praktycznie nienaruszone. Lub że jedną z pierwszych decyzji przegłosowanych przez  parlament po objęciu władzy przez Camerona, Clegga i spółkę było obniżenie podatku dla przedsiębiorstw z 28 do 24%. Trudno takie posunięcia racjonalnie tłumaczyć, zwłaszcza w czasach, gdy tak desperacko potrzebuje się pieniędzy.

Zamiast dotychczas funkcjonujących organów państwa opiekuńczego Konserwatyści zaproponowali brytyjskiemu społeczeństwu bajeczkę o nazwie „Big Society”. Sam pomysł brzmi dosyć ładnie: spontaniczne zaangażowanie i samoorganizacja obywateli na rzecz powszechnej poprawy warunków życia ogółu ma prowadzić do krainy wiecznej szczęśliwości. Trudno się nie uśmiechnąć. Jednak, co do metod wcielenia tego pomysłu w życie, ideolodzy Partii Konserwatywnej na razie wielu pomysłów nie mają.

Trzeba jednak przyznać, że inwencji na innych polach, zwłaszcza odważnych interpretacji rzeczywistości, obu partiom rządzącym nie brakuje. Tym razem nikt na szczęście nie twierdzi, że „nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo”. Ale zdarzały się inne śmiałe tezy. Na przykład pogląd wypowiedziany przez kilku działaczy Konserwatystów, że tak naprawdę zaciągnięcie przez studenta kredytu na opłacenie czesnego oznacza, że jest w studia bardziej zaangażowany.

Jeszcze większym przegranym ostatnich wydarzeń, od każdego brytyjskiego studenta, jest lider Liberalnych Demokratów Nick Clegg. Do parlamentu wybrany został, podobnie jak chyba cała jego partia, jako zdecydowany przeciwnik podwyżek czesnego. Podporządkowanie się konserwatystom w tej kwestii doprowadziło jego partie do największego od dawna wewnętrznego rozłamu. Przeciwko podwyżkom było 21 z 56 posłów Lib-Dems’ów, 8 nie wzięło udziału w głosowaniu. Clegg, popierając cięcia budżetowe, strzelił najgorszego samobója w swoim życiu. Podobnie jak jego odpowiednik w Partii Konserwatywnej śnił o wielkości, obecnie utrata przez niego funkcji przewodniczącego Liberalnych Demokratów jest prawdopodobna jak nigdy, nie mówiąc o najniższym sondażowym poparciu partii w jej ponad 25-letniej historii. Cameron tymczasem zapisał się w historii brytyjskiej polityki wielkimi literami, zajął „godne miejsce” w historii premierów z Partii Konserwatywnej, zaraz obok pani Thatcher, w którą wydaje się tak zapatrzony.

Margaret Thatcher, pozbawiona władzy we własnej partii przez byłych współpracowników, skończyła na salonowej kanapie, popijając herbatkę z Pinochetem. Nie mam pojęcia, jak skończy David Cameron, ale oby stało się to jak najszybciej.

  

Komentarze
Dodaj nowy
ubik   |12.12.2010 20:25:28
W Polsce prawie nic się nie mówi o wielkich manifestacjach studenckich w Anglii.
Coś tam się działo chyba też w Irlandii. To nie jest przypadek.
malgo   |12.12.2010 21:16:47
W Polsce o niczym sie nie mowi, tylko o Kuzik i jej stowarzyszeniu albo o
Smolensku.
umesh   |12.12.2010 22:17:46
Nie mówi się, bo media mają nie mówić, o wielu rzeczach się nie mówi
krzyś.pacewicz   |12.12.2010 22:46:05
Bardzo ciekawy artykuł…
To przerażające, że 70 tysięcy ludzi może wyjść na
ulicę i wszyscy mają to gdzieś.
Jan.Lete   |12.12.2010 23:55:10
Świetny artykuł.
Rzeczywiście Cameron z Cleggiem (z przymocowanym juz na stałe
sztucznym uśmiech)zaorają Brytanię.
Demokratyczne Zrzeszenie Stude  - 13 XII 18:00 Solidarni z Londynem   |13.12.2010 02:28:55
Serdecznie zapraszamy na manifestację solidarnościową z protestującymi w
Wielkiej Brytanii. Spotykamy się 13 XII o godz. 18:00 pod Ambasadą Brytyjską
(ul. Kawalerii 12).

http://www.facebook.com/home.php?#!/event.ph
p?eid=137946016260636
DZS  - Solidarni z Londynem   |13.12.2010 02:48:12
Prawie nic się nie mówi, ale jednak jutro (w zasadzie dziś - w poniedziałek
13.12) o godzinie 18 pod Ambasadą Brytyjską w Warszawie (ul. Kawalerii 12)
odbędzie się demonstracja solidarności z brytyjskimi studentami. Wszystkich,
którym to, co dzieje się na Wyspach nie jest obojętne zapraszamy do wzięcia
udziału!
Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie
www.demokratyczne.pl
kasiafalęcka   |14.12.2010 01:23:36
Kod:
Szymon-super! trafna analiza. nareszcie polskie media piszą o całej
sytuacji (nawet gw zwlekała do ostatniej chwili..). a radykalne reformy
nie dotyczą jedynie edukacji, ale też pomocy socjalnej, co doprowadzi
do znaczego pogłębienia różnic społecznych. za kilka lat będzie tu
kocioł, a rząd strzela sobie samobója.
pawelpawel   |14.12.2010 09:26:35
Wysokosc podatku dochodowego w najwyzszym progu podatkowym wynosi 50%. Dotyczy
to wszystkich zarabiajacych powyzej 150tys. funtow rocznie, a takze praktycznie
wszystkich, takze ponizej tego progu, bonusow, w postaci ktorych wiekszosc
swoich zarobkow odbieraja bankowcy i pracownicy hedge fundow. Dodajmy to tego
wszystkie inne podatki (VAT, podatek kapitalowy - CGT, od odsetek bankowych,
council tax, road tax..) i wychodzi, ze temu znienawidzonemu bankierowi z
kazdego dodatkowego zarobionego 1 funta zostaje byc moze 25, 30 pensow..
Krzyczenie o niesprawiedliwosci spolecznej i poszkodowaniu "biednych" to
jedno, ale czy obciazenie podatkowe w proporcjach, o ktorych pisze, nie jest
inna, skrajna niesprawiedliwoscia?

Co najwyrazniej umknelo wszystkim tu
komentujacym, ciecia skoncentrowane beda na kierunkach
artystycznych/humanistycznych etc. Pomysl odrobine podobny do polskiego z
kierunkami sponsorowanymi (glownie scislymi i inzynierskimi). Moge zrozumiec, ze
wsrod przecietnych czytelnikow KP teza dosc niepopularna, ale powiedzmy sobie
wprost - jesli gdzies trzeba ciac, rozsadnie jest wybrac kierunki humanistyczne
przed tymi z bardziej "zyciowymi" zastosowaniami. Z jakiej racji
brytyjski podatnik, juz teraz w skrajnym stopniu obciazony daninami na rzecz
panstwa, ma sponsorowac dziewietnastolatka, ktory nie wiedzac co pozytycznego
moglby zrobic z wlasnym zyciem, wybiera studia w stylu "media studies"
etc??
pawelpawel   |14.12.2010 09:32:48
Cytat:
że jedną z pierwszych decyzji przegłosowanych przez parlament po objęciu
władzy przez Camerona, Clegga i spółkę było obniżenie podatku
dla przedsiębiorstw z 28 do 24%.

Inna decyzja bylo utrzymanie skandalicznego 50% progu podatkowego,
wprowadzonego jeszcze przez labourzystow.
Anonimowy  - re:   |14.12.2010 13:19:50
"wychodzi, ze temu znienawidzonemu bankierowi z kazdego dodatkowego
zarobionego 1 funta zostaje byc moze 25, 30 pensow"

Pawlepawle, bez
wielkiej przesady mozna powiedziec, ze te ‘zarobione’ pieniadze to pieniadze
ukradzione, poniewaz przerosniety system finansowy zajmuje sie glownie
produkowaniem papierow wartosciowych dla samego siebie. Ale pomijajac sektor
finansowy, w spoleczenstwie nikt sam nie zarabia swoich pieniedzy, wiec
nazywanie redystrybucji i progresywnego opodatkowania jest naduzyciem. Korzysta
sie z dotowanej przez panstwo infrastruktury, technologii, etc. Zarabia sie
takze na pracy biedniejszych. Skoro oni sami zarabiaja te swoje funty, a potem
sa okradani, to czemu nie wyprowadza sie do Nigerii lub Bangladeszu? Wszelkie
bogactwo powstaje w takich a nie innych panstwowych i spolecznych
uwarunkowaniach.
wtret  - re:   |14.12.2010 13:39:44
krzyś.pacewicz napisa?:
Bardzo ciekawy artykuł…
To przerażające, że 70 tysięcy ludzi może wyjść
na ulicę i wszyscy mają to gdzieś.


Protesty przeciw wojnie w Wietnamie jeszcze mialy jakis oddzwiek. Teraz
elity nauczyly sie je olewac jako ‘demokratyczny rytual’ bez
znaczenia. I same sie prosza, zeby kolejni niezadoweleni zaczeli sie
uciekac do przemocy. Co jest dla lewicy katastrofa, bo leprzy brak lewicy,
niz nowa Rewolucja Pazdziernikowa.
Slawczan   |14.12.2010 16:05:57
Niektórzy piszą ,że GB obowiązuje 50% stawka podatkowa dla
najzamożniejszych.Tak? Tylko kto ją płaci? Skoro w skład Zjednoczonego Królestwa
wchodzi 6 rajów podatkowych? Jersey,Guernsey,Isle of Man,Gibraltar, Kajmany i
Wyspy Dziewicze.Tak się nazywają ulgi podatkowe dla biednych milionerów.Podatek
50% Tony zostawił by pospólstwo myślało ,że on lewica.Tymczasem on był tylko
,,lewy".Teoria M. Thatcher o bogactwie skapującym w dół to jedno z
największych oszustw XXw (chyba zaraz po komunistycznym raju made in ZSRR).
Owszem bogactwo nie skapnęło ale spłynęło społeczeństwu ale owych kilku
wysepek.A koszta tych ulg+zachłanności bankierów solidarnie,tak miłośnicy
liberalizmu-solidarnie, spłacą wszyscy ci ,którzy nie maja dośc kasy by
spierdzielić na którąś z tych wysepek albo do Dubaju
kot   |14.12.2010 18:30:06
A więc punkty Sutowskiemu, który
nie miał moich wątpliwości co do Camerona.
Gdy
nie wiadomo o co chodzi, to można założyć, że klasowe uwarunkowania wyjdą na
wierzch. Czy to samo da się powiedzieć o inicjatywie Kluzik?
Rzecz w tym,że u
nas jakby nie było partii klasowych, ale właśnie dlatego klasowy punkt widzenia
polityki zwycięża.
Oczywiście chodzi tu o ten klasowy sposób patrzenia, który
prowadzi do rozwiązań korzystnych dla bogatych .
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97463 Seconds