NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Grant: Na ulicach Londynu Drukuj
Jason Grant*   
14.08.2011

To wszystko wygląda jak jakiś kiepski horror. Przez kilka ostatnich dni na przedmieściach Londynu grasowały grupy zakapturzonych chłopaków, którzy niszczyli i kradli wszystko, co napotkali na swojej drodze. Kolumny policji osłaniały centra handlowe, podczas gdy młodzi gniewni robili, co im się żywnie podobało.

  

london_riots_grant.jpgNiektórzy z tych młodzieńców zostali zatrzymani, za parę dni może nawet odpowiedzą przed sądem za swoje wykroczenia. Zamiast wymierzać klapsa jednostkom, może jednak czas najwyższy zastanowić się, skąd wzięły się te zamieszki i jak je teraz zatrzymać?

  

Gwoli uściślenia: sam wychowałem się w jednej z najbiedniejszych dzielnic Londynu, miejscu, za które ci chłopcy się nie zabrali, głównie dlatego, że nie ma tu co niszczyć ani plądrować. Dorastałem w dzielnicy, gdzie przestępczość jest codziennością, gdzie dorośli nie mają pracy, a dzieci – jedzenia. Nasi nauczyciele starali się nas zachęcać do nauki, jak tylko mogli, ale w domu z pustą lodówką trudno się było skoncentrować nad pracą domową. 

  

Ulicami rządziły gangi. Jeśli nie należałeś do jednego z nich, czasami wracałeś ze szkoły posiniaczony. Jeśli chciałeś przeżyć, musiałeś kierować się zasadą: zrób coś, inaczej ktoś zrobi coś tobie. Rodzice rzadko bywali w domu, najczęściej wracali albo właśnie udawali się do aresztu, psychiatryka albo narkotycznego raju. Młodzi ludzie z południowego Londynu dorastają w przyspieszonym tempie.

  

Urodziłem się w latach 80., a gdy po 30 latach przyglądam się temu miastu, widzę, że – mówiąc szczerze – niewiele się zmieniło. Mnie się udało – mój nauczyciel, który pochodził z Peru, skutecznie zachęcał mnie do kontynuowania edukacji. Nie było łatwo, ale w końcu zrobiłem licencjat, później obroniłem magisterkę. Dziś jestem dziennikarzem, pracuję dla najbardziej renomowanych firm w kraju i obracam się w środowisku ludzi, którzy zarabiają ogromne pieniądze… Miałem okazję przyjrzeć się drugiej stronie naszego społeczeństwa. 

  

Tu, w centrum Londynu, bardzo dużo mówi się o sukcesie, ale jak ognia unika się jednego tematu – między płacami w centrum a zarobkami na obrzeżach miasta zieje ogromna przepaść. 

  

Mieszkańcy londyńskiego śródmieścia są do tego stopnia oddaleni od reszty dzielnic, że nie ma się co dziwić, że dzisiejsze zamieszki są dla nich niezrozumiałe i wyrwane z kontekstu. 

  

Po ostatniej tragedii w Norwegii, premier Jens Stoltenberg prosił swoich obywateli o „więcej demokracji, otwartości i społeczeństwa” – dzisiaj marzy mi się, że takie słowa usłyszę od premiera Camerona. 

  

Parę dni temu (apogeum zamieszek) wyszedłem ze znajomymi z pracy do pubu w Islington. Tłum ludzi, pracujących głównie dla brytyjskich mediów, dyskutował o zamieszkach: „popatrz na te dzieciaki, zbóje kradną telewizory i komputery”.

  

Wieczorem pojechałem rowerem na południe miasta. Po drodze mijałem spokojne, cichutkie ulice. Islington, Angel, Farringdon, St Paul’s, London Bridge – śródmieście, bezpiecznie jak u pana Boga za piecem. Kiedy dojechałem do Old Kent Road, zaczął się horror. Setki smarkaczy biegały po ulicach, przejęli całkowitą kontrolę. Ani jeden dorosły nie wyszedł im naprzeciw, nie kazał się rozejść do domów.

  

Mijałem grupę muzułmanów, przechadzających się po ulicy, później dwie kawiarnie, w jednej grupa Somalijczyków, w drugiej Algierczyków. Wszyscy szczęśliwi, że mogli się ze sobą spotkać i nie przyciągać uwagi młodych gniewnych. W zasięgu wzroku ani jednego policjanta. 

  

Przy New Cross grupa policjantów, trzy radiowozy zatrzymały się, by zatrzymać jednego z rabusiów. Przy Lewisham wszystkie sklepiki pozamykane (choć mijała dopiero 23.00 w weekendowy wieczór). Od Lewisham po Catford kordony policji ochraniały centra handlowe. 

  

Postanowiłem wrócić do domu, na mojej komórce (wysiadła mi bateria) czekała na mnie masa wiadomości i nieodebranych połączeń. Wszyscy znajomi po obejrzeniu porno-zamieszek w telewizji, chcieli się dowiedzieć, czy jestem cały. 

  

Jeśli mam być szczery, pierwszy raz w życiu widziałem coś podobnego. Młodzi gniewni niszczyli ogromne budynki, okradali sklepy i trudno o racjonalne wytłumaczenie ich postępowania. Problem jednak w tym, że oni nie działają racjonalnie. To nie są wykształcone dzieciaki, które marzą o naprawie świata. To młodzież, która widziała porażki swoich rodziców, oni dobrze wiedzą, że nie czeka ich świetlana przyszłość. 

  

Pamiętam jeszcze czasy, kiedy pracowałem w tzw. pupil referral unit (centrum dla młodzieży wydalonej ze szkoły). Pierwszego dnia, chciałem się zapoznać z dzieciakami i dowiedzieć się, kim chciałyby zostać, gdy dorosną. Większość marzyła o karierze dilera. Byłem zszokowany, dopytywałem czy chcieliby zostać jednym ze sławnych i bogatych przemytników z Kolumbii czy Afganistanu… Nikt nigdy nie słyszał o tych państwach, marzyło im się raczej dilowanie regionalne, towar w małych foliowych woreczkach. Tak zarabiali na życie dorośli, których znali. 

  

Tym dzieciakom nikt nigdy nie stawiał żadnych wyzwań, nikt im nigdy nie otworzył oczu, nie pokazał innego życia. Za długo już zadzieramy nosy, a nasza jedyna reakcja na problemy tych młodych ludzi to demonizowanie i karanie. Separujemy ich najpierw od szkoły, później pracy, w końcu społeczeństwa. Potem dziwimy się, że sytuacja się powtarza. 

  

Ludzie potrafią się zmieniać, ale trzeba dać im szansę, trzeba dać im znać, że się w nich wierzy. Znam parę świetnych fundacji i organizacji, większość z nich musi się jednak polegać na wolontariacie i borykać się z finansami, z kolei fundusze rządowe (często bardzo konkretne sumy pieniędzy) często nie trafiają do najbardziej potrzebujących.

  

Mógłbym tak pisać w nieskończoność, ale czas już wziąć się do pracy. Kiedy będziemy sprzątać ulice Londynu, warto się zastanowić, czy chcemy powtórki z rozrywki?

Przełożyła Urszula Papajak.

  

* Jason Grant – brytyjski dziennikarz, pisał m.in. dla BBC i „The Guardian”. Mieszka w Londynie.

Czytaj też:

Bauman: O zamieszkach londyńskich, czyli konsumeryzm zbiera swoje owoce

Grela: Palę Londyn

Malko: Letnia wyprzedaż

Fotorelacja: Zamieszki w Londynie

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
a.a.b   |14.08.2011 23:57:22
w angli chlopcy dokonali wykroczenia, podpalajac budynek. w polsce niebezpieczni
mezczyzni dokonuja przestepstwa podpalajac fifke.
chatte botte   |15.08.2011 05:52:16
A jednak na koniec autor pozostawia pisanie na bok i bierze się do grabienia
ulic? Aż dziw, że KP to puściła, zazwyczaj gdy się tutaj powie coś, o wyjściu na
ulicę od razu jest odzew: ‘nie wychodź na ulicę!’ (i to od, chciałoby się móc
rzec, współbraci).
kot   |15.08.2011 10:47:22
W komentarzach teraz ( i nie dziwota, bo lewica to niemoty) więcej białego
niż czerwonego. Gadają, polemizują -są.
Rzecz w tym, że co by nie
mówili to jest ciągle to samo do znudzenia. Bo omijają
wielkim łukiem
coś takiego:"To młodzież, która widziała porażki swoich rodziców, oni dobrze
wiedzą, że nie czeka ich świetlana przyszłość…Separujemy ich najpierw
od szkoły, później pracy, w końcu społeczeństwa"
I tak nic sie nie zmieniło w Londynie od lat osiemdziesiątych. Biały
potrafisz się z tym zmierzyć? -Nie potrafisz, schowasz się w krzaki.
a.a.b   |15.08.2011 13:24:25
czerwoni, no prosze.

jeszcze jednego z panow autorow z poczatkiem weekendu w
nazwisku moglbym sobie wyobrazic z mlotem w reku, a nawet w skorzanym plaszczu
czekisty, ale reszta to raczej podupadla arystostokracja.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95126 Seconds