Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Podlasie. Upał. Krowy muczą. Pod drzewami zalegają zziajani rowerzyści, na drzewach wiszą smętnie plakaty z Kaczyńskim. Przed wyborami wiszą, a i długo po. Świerszcze grają. Muchy żyć nie dają, na lepach znamy się jak mało kto i już nas przestały brzydzić. Zasięgu nie ma (dwie kreski koło studni Gienka, a i to nie zawsze), ani internetu (u Wiesia był, ale ostatnio coś nie teges). „Wyborczej” ani widu, o „Przekroju” nawet nie słyszeli. Jest za to w gminnym sklepie takie jedno pismo o hodowli bydła, nie żebym miała kupić, ale jego dostępność daje mi dziwne poczucie zadowolenia. Radio w aucie łapie jedynkę oraz Maryję, które zresztą zdarza nam się pomylić. Wolimy nie ryzykować wpadki, więc puszczamy stare piosenki, Ada to nie wypada, coś tam coś tam, trudna rada. Krótko mówiąc, miesiąc w raju. Szczytowe wydarzenie dnia to przybycie do wsi sklepu, czyli furgonetki, gdzie do wyboru bułka, ser, ogórki. Jak sklep przyjedzie to trąbi, pół wsi się zlatuje.
Aha, dla jasności dodam, że Komorowski na drzewach nie wisi nigdzie w okolicy. Najbliżej to w Supraślu go widziałam na płocie koło ekskluzywnej knajpy o nazwie „Bohema”. Walki politycznej to tu nie było raczej. Wiadomo, krzyżyk przy pierwszym nazwisku i już. „U was w mieście to inaczej głosują, no nie?” - zagaduje sąsiad, przyjaźnie, bez urazy. Na piwo wpadł, bo gorąc taki. Rozmowa zaraz schodzi na dzieci, na remonty i na tę obwodnicę, co ma być koło Wasilkowa, ale kiedy skończą, to nie wiadomo. Sąsiedzi od strony lasu, tacy z dredami i ekoturystyką, podlaski New Age, na wybory nie poszli. Po pierwsze, jak sobie o wyborach przypomnieli to już było po 20. Po drugie wiadomo, że o wszystko i tak zadba energia kosmiczna. I to się zresztą sprawdziło, więc o co chodzi? I w ogóle co ty z tą polityką, wyluzuj, niebo piękne, gwiazdy. To może po piwku?
Czas się snuje powoli, Kaczyński na drzewach płowieje, a najciekawiej to się robi po zmroku, gdy dzieci pójdą spać. Wtedy stare kino z komputera. Pod kątem genderowym i queerowym oglądam, ze szczególnym uwzględnieniem demonicznych i zabójczych kobiet. Analitycznie zatem, ale nie powiem, że na chłodno, co to to nie. Piękna Rita mnie kręci, oj kręci. W dygot pożądania mnie wprawia – Ritą być, czy raczej z Ritą być…. Bo w Gildzie swoim ciałem tańczy, bo tak włosy zarzuca, tak okiem wodzi, że człowiekowi dreszcz po plecach przemyka, tak by człowiek chciał(a)… No trudno powiedzieć co, ale pragnieniem to ten film ocieka. I niespełnieniem. I perwersją niejasną też. No sami zobaczcie
Widz widzi jak na dłoni to, czego ona, znaczy się Rita, nie widzie wcale: że ona niewinna jest, że miłości spragniona, i że porządna z niej dziewczyna
I widzi widz, że ten bubek z laseczką, jej mąż, to perwersyjny jest typ, i że na niego trzeba uważać. I rzeczywiście! Nie dość, że gej, to jeszcze chce świat opanować cały za pomocą monopolu czegoś tam. Gubię się trochę w fabule, ale to nieważne, liczy się tylko ona. Ona. Rita Hayworth z papierosem w boskiej dłoni. Śni mi się, że jestem facetem, muszę ją mieć, poskromić, posiąść. Albo chociaż zostać jej ochroniarzem. Budzi mnie mucha.
Marlena Dietrich w Maroku też mnie kręci, ale inaczej. Bo ja raczej nią chcę być niż z nią mieć do czynienia. Chcę z jej akcentem arystokratki germańskiej mówić po angielsku, chcę mieć takie brwi cudnie wyskubane, i cerę porcelanową, i nogi takie jak ona. Z jednej strony Marlena szacunek budzi, bo dystans trzyma, ale z drugiej po bebechach wali. Wygina się wiotka i ironiczna w męskim stroju, a siła z niej bije nieziemska, tak trzymać, Marlenko.
Kibicuję jej od pierwszej sceny (a podrzyj wizytówkę od milionera, a do morza z nią!). A potem w szpilkach w szacie zwiewnej przez pustynię pruje za ukochanym jak w amoku. I ja też tak chcę. Miłość obłąkana, dzika. Na co jej miliony tego miśka z wąsikiem, skoro ona kocha biednego żołnierza. Ja wiem, czytałam gdzie trzeba, że Marlena to fetysz nad fetysze, że męskie spojrzenie i patriarchat. Ale co robić, skoro miłość i pragnienie niejasne.
Pragnę też, nie powiem że nie, niczym zadziwiająco współczesna Barbara Stanwyck w Podwójnym ubezpieczeniu na zimno kogoś uwieść. Ale żeby przystojny był i męski. Chcę go wzrokiem przykuć stojąc na schodach, nogę pokazać jakby nigdy nic. Chcę go skusić, dialog z nim prowadzić błyskotliwy.
I wykorzystać go nikczemnie. Uknuć z nim zbrodnię doskonałą a potem go w nią wrobić. Najgólniej to chcę śmierć siać wkrąg, a tak w szczególe to chcę przy tym potrząsać sztywną blond grzywką i takie mieć ciuchy jak ona. I takie okulary.
A potem? Potem niech już skonam, niech skonam malowniczo, co mi tam, ważne że mi do twarzy z bronią palną, że cień mój na ścianie majestatyczny i złowrogi.
Apetyt na zbrodnię ciągnie dalej w otchłań upodlenia, aż zniżam się na samo dno – do technikoloru, by zaznać legendarnej perwersji Vertigo. Zgadliście – teraz chcę być jak Kim Novak. Chcę się pojawiać (i znikać) z taką klasą i w takich knajpach.
Chcę być ułudą na tle pastelowego nieba, iluzją, projekcją i echem męskiej obsesji. Snem chcę być i cieniem cienia. Widmem. Niech mnie już będzie trzy, albo cztery, w tym co najmniej jedna martwa i nie wiadomo, która prawdziwa. No niech się facet pomęczy trochę, niech mnie ratuje.
Ogarnia mnie podejrzenie, które powoli przeobraża się w pewność: kobiecość to demoniczna i zbrodnicza jest sprawa. Nie wiem jak was, ale mnie to wkręca, niczym koczek pięknej Kim. Niczym klatka schodowa w wieży, na której, jak wiadomo, za chwilę pojawi się zakonnica.
Nie wykluczam, że po powrocie pójdę na manicure i pedicure i może jeszcze na coś co moją kobiecą moc przypieczętuje. Poza tym zapewne przeczytam jakąś gazetę, udam się pod krzyż pod pałacem i będę znowu udawać, że interesuje mnie polityka.
Wkrótce w cyklu „KP na wakacjach” tekst Anny Delick.
Ja mam w samochodzie stare, kilkunastoletnie radio (jeszcze na kasety) i nie miałem nigdy problemu z odbiorem nawet w najbardziej odosobnionych podlaskich rewirach :)
A na Podlasie gorąco zapraszam.
anuszka
- kulą w płot
|10.08.2010 10:31:04
Pani Graff pisze o Podlasiu z zupełnie niepotrzebną wielkomiejską wyższością, bo akurat Komorowski wygrał i to dużą przewagą w bardzo wielu gminach na Podlasiu: http://prezydent2010.pkw.gov.pl/PZT/PL/WYN/W/0G.ht m
W skali województwa Kaczyński wygrał na Podlasiu z niewielką przewagą, bardzo podobną jak na Mazowszu i w Łódzkiem.
Jak chce pani coś napisać z wyższością o Polsce B, to niech pani najpierw sprawdzi fakty, bo walnie pani jak kulą w płot.
Canela
- Tęsknoty
|11.08.2010 16:06:40
Wydaje mi się,ze w każdej kobiecie jest i demon i anioł.W różnych okresach życia
do głosu dochodzi jedna z opcji,czasem są w równowadze.Wszystkie kobiety mają marzenia,tak różne jak inne jesteśmy.
Pani tekst odebrałam jako potwierdzenie
nastrojów jakim ulegamy…szczególnie jak mamy wakacje:).W przeciwieństwie do -anuszki-nie zauważyłam tonu wywyższania
wielkomiejskiego.Na Podlasiu są tacy sami wyborcy jak wszędzie..durnowaci i mądrzy.Na płotach bledną plakaty wszystkich kandydatów,tak jak bledną ich obietnice gdy zostaną wybrani.
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...