Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Graff: Urealnić kobiety Drukuj
dr Agnieszka Graff   
22.06.2009

Mam do powiedzenia trzy rzeczy, a każda z nich jest na swój sposób kłopotliwa i trochę w poprzek naszych dotychczasowych obrad.

Pierwsza dotyczy kobiecej jedności - i dlaczego ja w tę jedność wątpię. Druga dotyczy mężczyzn: dlaczego ich tu nie ma - albo prawie nie ma - i dlaczego jednak są. Trzecia dotyczy upolitycznienia religii, czyli kwestii, o której w Polsce zbyt często się milczy.

Zanim jednak zacznę rozrabiać i bruździć, muszę wam się przyznać do wzruszenia. Wielkiego wzruszenia. Chwilami mam wrażenie, że śnię. Sala Kongresowa pełna kobiet? Wielka kobieca debata o prawach kobiet w 20-lecie demokratycznego przełomu? Niemożliwe. A jednak możliwe! Ten kongres jest spełnieniem moich marzeń, a jestem pewna, że to dopiero początek.

Jedność kobiet? Niezupełnie

Pod koniec lat 60. feministki ukuły hasło „Sisterhood is powerful” [Siostrzeństwo jest potężne], ale już po paru latach zaczęto wątpić w jego prawdziwość. Zaczęły się nieuchronne rozłamy, spory, waśnie. „Sisterhood is impossible” - kpiono.

Siostrzeństwo, jedność ponad podziałami to utopia. Piękna, ale groźna. Jeśli w nią uwierzymy, czeka nas rozczarowanie. Prędzej czy później ktoś nas oskarży o to, że uzurpujemy sobie prawo do mówienia w imieniu kobiet, o których życiu nie mamy pojęcia. Nie jesteśmy ich siostrami ani nawet kuzynkami. Kobiet, które różnią się światopoglądem, przynależnością religijną, rasową, kulturową, orientacją seksualną, priorytetami, a także - co istotne - zasobnością i dostępem do życiowych szans.

Obawiam się np., że królujący na tej sali optymizm na temat sukcesu ekonomicznego kobiet po 1989 r. to wynik naszej uprzywilejowanej pozycji społecznej.

Podam jeden przykład. Wczoraj mówiono tu często i radośnie o przedsiębiorczości Polek - prasa donosi, że 35 proc. menedżerów to kobiety. Otóż warto pamiętać, że lwia część tych firm to firmy jednoosobowe. Zatem chodzi tu w dużej mierze o pracę na własny rachunek. Kobiety wybierają tę drogę, by ominąć bariery, jakie stawia im dyskryminujący rynek pracy. Często też założenie firmy wymuszają na nich pracodawcy, a samozatrudnienie wiąże się z brakiem osłon socjalnych. Czasem jest to „sukces”, ale chyba częściej - trudna konieczność.

Zamiast o kobiecej jedności ponad podziałami mówmy więc raczej o kobiecej solidarności. Debatując o transformacji, pamiętajmy o wykluczeniu, jakie dotknęło masę ludzi - ocenia się tę grupę na 30 proc. Polaków, a kobiet jest tu więcej niż mężczyzn - szczególnie wykluczone są te samodzielnie wychowujące dzieci.

Jako kobiety miewamy wspólne interesy, ale przecież nie jesteśmy jednością. Kobieta pracodawczyni nie jedzie na jednym wózku z kobietą, którą zatrudnia. Tu jest realny konflikt. Zamożna kobieta, która korzysta z prywatnej służby zdrowia, niewiele wie o sytuacji pielęgniarek żyjących z głodowych pensji. Musimy słuchać się nawzajem, nie zakładając, że usłyszymy echo własnych poglądów, nie uciszając tych, które mówią coś, co nie mieści się w horyzoncie naszych doświadczeń.

Transformacja ma wiele twarzy. Kobiety, którym się powiodło, mają zobowiązania wobec tych, które zostały zepchnięte na margines. Henryka Bochniarz wspominała wczoraj, że nie wie, na czym we współczesnej Polsce miałaby polegać lewicowość. Otóż właśnie na tym, by dostrzec nierówności - także te między kobietami. I zająć się ich niwelowaniem.

Do równości trzeba dwojga

Moja druga refleksja dotyczy wielkiego nieobecnego naszego kongresu, czyli mężczyzn.

Rozumiem, dlaczego ich tu nie ma. Od 20 lat działam na rzecz równości płci i cenię sobie czysto kobiece spotkania - ich szczególną atmosferę, swobodę, uważność. Jestem zmęczona protekcjonalnym tonem, lekceważeniem i dobrymi radami, z jakimi mężczyźni wpadają na spotkania poświęcone nierówności płci. Dają do zrozumienia, że oni zrobiliby ten cały feminizm dużo lepiej. Zadają pytania w rodzaju: chyba nie chcecie nas zmusić do karmienia piersią? Na osłodę dodają, że ładnie wyglądamy. Czysto kobiecy kongres pozwolił nam nie tracić czasu na tego rodzaju dialogi. Poczułyśmy naszą siłę, kompetencję, kobiecą wspólnotę.

Pamiętajmy jednak, że do równości - jak do tanga - trzeba dwojga. Bez mężczyzn ani rusz - bez ich dobrej woli, wysiłku, świadomości, że równość im także się opłaca. Że tu chodzi o lepszy, sprawiedliwszy świat.

Dlatego postuluję: zawalczmy także o ich stronę równości. Domagajmy się - oprócz parytetów, które wzmocnią pozycję kobiet w sferze publicznej - mechanizmów, które wzmocnią rolę mężczyzn w sferze domowej. Np. prawdziwych urlopów ojcowskich z prawdziwego zdarzenia. Nie opcjonalnych czterech tygodni, które kobieta może oddać mężczyźnie ze swego urlopu macierzyńskiego, ale niezależnego, pełnowartościowego urlopu tylko dla ojca. Niech to będą dodatkowe dwa miesiące, które para traci, jeśli ojciec nie zdecyduje się zostać w domu z dzieckiem.

Ustawodawca już planuje pewne zmiany - ale zbyt ostrożnie. Od stycznia 2010 r. ojcu przysługiwać będzie tzw. urlop ojcowski w wymiarze jednego tygodnia. W 2012 r. nastąpi rewolucja - tata dostanie już dwa tygodnie. To śmiesznie mało. Zwłaszcza że ma to być urlop - uwaga! - równoczesny z macierzyńskim. Czyżbyśmy tak mało ufali mężczyznom, że boimy się zostawić ich sam na sam z własnymi dziećmi? Ustawodawca jest wobec polskich ojców nieufny. Proponuję, by kongres spróbował go ośmielić.

A na razie doceńmy tych mężczyzn, którzy zostali w domu z naszymi wspólnymi dziećmi, podczas gdy my obradujemy o równości płci. Doceńmy też manifest feministów napisany specjalnie na nasz kongres przez prof. Wiktora Osiatyńskiego, a podpisany już przez kilkudziesięciu znanych mężczyzn. Ukazał się już na łamach „Gazety Wyborczej” [20 czerwca br.], ale pozwolę sobie przytoczyć kilka zdań z tego pięknego, mądrego tekstu:

„Jestem feministą, ponieważ wiem, iż nierówność i dyskryminacja płci są tak powszechne, że niemal niedostrzegalne. ( ) Jestem feministą, ponieważ wiem, że w większości kultur współczesnego świata małżeństwo sprowadza się do tego, iż kobieta wobec wybranego mężczyzny wyrzeka się tych środków ochrony przed przemocą i gwałtem, jakie przysługują jej wobec obcych ludzi. ( ) Jestem feministą, ponieważ marzy mi się świat ludzi prawdziwie równych, bez względu na płeć, rasę, wyznanie, orientację seksualną lub jakąkolwiek inną przyczynę. Jestem feministą, ponieważ wiem, że nierówność płci czyni mnie samego gorszym i odziera także mnie z godności. Wierzę zatem, że jeśli będziemy się traktować z równym szacunkiem, to będzie lepiej nie tylko kobietom, ale także mężczyznom”.

Dziękujemy! Doceniamy. Naprawdę doceniamy.

Polityczność, religijność, kobiety

Na koniec kilka uwag o polityce. O trudnej, bolesnej polityczności kwestii kobiecej. Parytety są ważne i potrzebne. Jestem za, podpiszę każdą petycję. Ale dyskusja o kobietach i polityce to nie jest tylko debata o tym, ile procent nas jest w parlamencie czy rządzie. Dużo ważniejsze jest to, by rozumieć, jak nasze prawa i interesy są przez polityków rozgrywane, instrumentalizowane. Jak unieważnia się interesy kobiet. Jak, nie pytając nas o zdanie, podporządkowuje się nasze sprawy sprawie narodowej czy tzw. wyższym wartościom. Musimy znaleźć sposoby, by się tym procesom przeciwstawić.

To nie jest problem czysto polski. Tak dzieje się wszędzie tam, gdzie rośnie w siłę nacjonalizm sprzężony z fundamentalistycznymi formami religii. W wielu miejscach na świecie życie kobiet, ich prawa, ich wolność okazują się wtedy przeszkodą na jedynie słusznej drodze obranej przez wspólnotę. Kobieta staje się odrealnionym, uwznioślonym symbolem. A realne kobiety - pionkami przesuwanymi po politycznej szachownicy. Nagle okazuje się, że honor narodowej wspólnoty, „tradycja” czy „specyfika kulturowa” wymagają od kobiet poświęceń, zasłaniania twarzy, rezygnacji z podstawowych praw. Kobiety są w imię tak pojętego honoru bite, okaleczane, zabijane.

Zmagając się z tymi procesami, światowy ruch kobiecy posługuje się kategoriami praw człowieka. Hasło „prawa kobiet są prawami człowieka”, które towarzyszyło IV Światowej Konferencji ONZ w sprawie Kobiet (Pekin 1995), do dziś przyświeca działaniom ruchu kobiecego na świecie - to hasło nie jest truizmem, lecz bronią polityczną. Bowiem przemoc wobec kobiet, niszczenie ich godności, ograniczanie ich swobody odbywają się w poczuciu, że kobiety to nie obdarzone niezbywalnymi prawami jednostki, lecz coś w rodzaju zasobu naturalnego, własność wspólnoty. Kobiety okazują się zawsze czyjeś, zwłaszcza podczas wojen czy konfliktów. Naszych się pilnuje, ogranicza ich wolność, okrutnie karze za przejawy autonomii. Cudze się gwałci. W imię wartości religijnych, narodowych, kulturowej tradycji z „naszymi kobietami” mężczyźni robią rzeczy urągające ludzkiej godności.

Warto tu podkreślić, że zagrożeniem dla praw kobiet nie jest religia jako taka, lecz religia podporządkowana polityce. Zwłaszcza religia uwikłana w nacjonalizm. Bóg nie ma tu nic do rzeczy. Wiedzą to katoliczki, muzułmanki, protestantki, żydówki, ateistki i agnostyczki. Gdy podważa się zasadę rozdziału instytucji państwowych i religijnych, gdy prawa grupy stawia się ponad prawami jednostki, kobiety są szczególnie zagrożone.

Podczas kongresu raz po raz przewijał się temat praw reprodukcyjnych. Helena Łuczywo w filmie otwierającym kongres mówiła, że jest przeciw obecnemu prawu antyaborcyjnemu. Maria Janion i Izabela Jaruga-Nowacka przypomniały, że wprowadzono je z pominięciem zasad demokracji. Olga Krzyżanowska apelowała do mężczyzn, by zostawili te sprawy nam, kobietom.

Cieszę się, że te słowa padły. Nie uciekniemy przed tym tematem. Możemy mieć rozmaite poglądy na temat aborcji - ale jest faktem niezaprzeczalnym, że obecne restrykcyjne prawo, zakaz ingerujący w najintymniejszą sferę życia, przyczynia się do wielu ludzkich dramatów. Polscy fundamentaliści mają wobec nas dalsze plany - dążą przecież do zakazu in vitro. W imię swoich przekonań politycznych i religijnych chcą milionom ludzi odebrać prawo do starania się o upragnione dziecko.

Jak mówiła wczoraj prof. Janion, polska wspólnota narodowa to w wymiarze symbolicznym męska wspólnota uświęcona przez pewien uwznioślony obraz kobiety - matki panów braci. Nie dla niej nowoczesna medycyna. Nie dla niej prawo wyboru. Ona jest świętością obdarzoną prawem do cierpienia.

Jesteśmy zakładniczkami tych wspólnotowych fantazji. Politycznych i religijnych. Istnieje w tych wizjach naród i kobieta jako symbol, narodowa świętość. Nie istniejemy natomiast my: realne kobiety, obywatelki, podmioty praw. Ten kongres odbywa się po to, by nas urealnić.

Wystąpienie Agnieszki Graff podczas Kongresu Kobiet Polskich, 21 czerwca 2009.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej”

 — -
Czytaj też:

Henryka Krzywonos Polką Dwudziestolecia.

Zatrzymała tramwaj, ruszyła Polskę - laudacja dla Henryki Krzywonos.

Tramwajem do domu dziecka - wywiad-rzeka z Henryką Krzywonos.

Język kobiet, język solidarności - o panelu poświęconym kobietom w związkach zawodowych.

 —  — 
Więcej o Kongresie Kobiet:

Feminoteka.pl

 Kongreskobiet.pl

  

Komentarze
Dodaj nowy
Thome   |23.06.2009 05:51:52
"(…) prawdziwych urlopów ojcowskich z prawdziwego zdarzenia. Nie
opcjonalnych czterech tygodni, które kobieta może oddać mężczyźnie ze swego
urlopu macierzyńskiego, ale niezależnego, pełnowartościowego urlopu tylko dla
ojca."

To rozwiązanie spowoduje zwiększenie się bezrobocia i
upośledzenie rodziny na rynku pracy. Tym gorsze, jeżeli nie pociągnie zasady
"urlop za urlop". Przy naborze premiowani będą bezdzietni kawalerowie
oraz homoseksualiści.
bedzie_dobrze   |23.06.2009 06:42:11
>Niech to będą dodatkowe dwa miesiące, które para traci, jeśli ojciec nie
zdecyduje się zostać w domu z dzieckiem.

Pani Agnieszko z calym szacunkiem,
ale nie Pani bedzie decydowac, ktore z nas pojdzie na urlop w celu opieki nad
dzieckiem. Ja bym to chcial miec prawo wspolnie z moja partnerka ustalac. Nie
wydaje mi sie, zeby Pani wiedziala lepiej niz ja, ona i nasze dziecko co jest
dla nas dobre. Poza tym jest absolutna nieprawda, ze opieka ze strony kobiety i
ze strony mezczyzny jest w kazdym okresie rozwojowym wymienna i rownowazna. Jest
cala masa badan ktore dowodza, ze wzorce przywiazania sa w duzej mierze wrodzone
a pomysly typu zlobki i przerzucanie dziecka od jednego opiekuna/instytucji do
drugiego skutkuja jedynie epidemia zaburzen osobowosci. Polecam Bowlby’ego na
poczatek poczytac. Male dziecko potrzebuje glownie kontaktu z matka. Zapachem
kobiety, piersiami itp. Nie z ojcem. Gdyby bylo wszystko jedno, rownie dobrze
mozna by dzieci trzymac w automatycznych maszynach do opiekowania, ktore by
podmywaly, pocieraly, karmily i kolysaly, podczas gdy mlode gniewne kreatywne
mamusie rozwijalyby osobowosc na spotkaniach integracyjnych "teamu". To
nie dziala.
maciej  - Świat jest pełen misjonarzy.   |23.06.2009 07:34:44
Polska to kraj misjonarzy tj. ludzi, którzy chcą uszczęśliwiać innych na siłę.
Kobiety, które mogą mieć dzieci i mają, podpisują się pod projektem
zabraniającym in vitro. Heteroseksualni pochylają się nad mniejszościami
seksualnymi. Katoliczki są przeciw ustawie antyaborcyjnej - a kto im każe usuwać
ciążę? Same wysyłają swoich synów na misje wojskowe gdzie mają zabijać innych.

Amerykanie chcą za wszelką cenę uszczęśliwiać muzułmanów. A czy ktoś pytał ich
czy chcą?
Kobiety na ich Kongresie doszły do wniosku, że jednak mężczyźni są im
potrzebni prawda jakie humanitarne podejście?( to ironia). Po prostu z nie
zrozumiałych dla mnie powodów, ludzie o innym światopoglądzie, religii, usiłują
prawnie narzucać swoje wartości innym, którzy akurat w te wartości nie wierzą.
To niech sobie uchwalają ustawy jakie chcą z dopiskiem dotyczy tylko np.
katolików. I będzie święty spokój. Każdy ma wybór jeżeli nie chce katolikiem być
nie musi. Zresztą czy ktoś pyta? Czy chcemy? Przecież większość jest chrzczona
jako małe dzieci. To jaki mamy wybór? Większość problemów poruszonych w
felietonie p. Agnieszki Graff można rozwiązać po przygotowaniu racjonalnych
opartych na naukowych podstawach ( obiektywnych )projektach ustaw w ciągu dwóch
albo jednego posiedzenia sejmu. Jednak sądze, że będzie tak jak w piosence
Skaldów - nie o to chodzi aby dogonić króliczka, ale by gonić go. I tak minie
następne 20 lat.
krzysia  - rewelacyjny tekst Agnieszki Graff   |23.06.2009 18:38:51
Wystąpienie Agnieszki Graff na Kongresie Kobiet uzyskało niebywały aplauz -
Agnieszka miała owację na stojąco w Sali Kongresowej, dostała 3 minutowe brawa
od wszystkich kobiet tam zgromadzonych ( ode mnie też ) bez względu na poglądy
polityczne,religijne, status materialny, orientację seksualną, wiek, zawód itd
każdej z nas. Po prostu uznałyśmy w jednej chwili, ze Agnieszka Graff wyraża
naszą wspólna prawdę i mimo naszej różnorodności właśnie wszystkie (4 tysiące
kobiet) solidarnie poparłyśmy jej słowa ! I to było fantastyczne wydarzenie !
Asia  - style przywiązania   |24.06.2009 14:22:22
Bowlby nigdy nie zakładał, że dziecko potrzebuje "kobiecego zapachu" -
psychologiczne teorie przywiązania mówią tylko, że dziecko w dwóch pierwszych
latach życia potrzebuje jednego, głównego opiekuna i na bazie tego kontaktu
tworzy wzorzec dla przyszłych relacji. Opiekunem tym może także być ojciec. A
skok od opieki mężczyzny do "automatycznych maszyn do opiekowania, ktore by
podmywaly, pocieraly, karmily i kolysaly" jest troche niejasny. Ogólnie
trzeba skończyć z sztywnym i esencjonalistycznym rozumieniem obowiązków kobiet i
mężczyzn - nie są one ani wrodzone ani niezmienne.
bedzie_dobrze   |25.06.2009 09:49:52
Cytat:
Bowlby nigdy nie zakładał, że dziecko potrzebuje kobiecego zapachu -
psychologiczne teorie przywiązania mówią tylko, że dziecko w
dwóch pierwszych latach życia potrzebuje jednego, głównego opiekuna


Bowlby nie badał cech tego opiekuna u ludzi, ale wskazywał na wyniki
badań na zwierzętach, pokazujące, że w samej biologii zawarte są
pewne cechy obiektu opiekuńczego, po którym zwierzęta go rozpoznają.
Na przykład u małpek było tak, że druciana opiekunka dająca mleko była
odrzucana na korzyść nie dającej mleka opiekunki futrzatej. Tak więc
Bowlby sygnalizował, że istnieje jakiś wzorzec. Co stanowi treść tego
wzorca u ludzi to tego nie wiemy, ale skoro tego nie wiemy, to
bez sensu są buńczuczne odezwy typu "czas skończyć ze sztywnym i
esencjalistycznym rozumieniem" bo NIE WIEMY.
W miejscu zaś, gdzie
Bowlby pisał o jednym opiekunie ewidentnie nie pisał o wymienności
opiekunów tylko właśnie o jednym. Czyli kiedy się proponuje wymienność, to
jest to z teorią przywiązania niezgodne.

Cytat:
Opiekunem tym może także być ojciec.


moze nim też być wilczyca, albo małpka Czita, jak nas o tym naucza film
o Tarzanie. Prawda jest taka, że nie wiemy. Wiemy tyle, że dziecku
robi jakąś różnicę kto/co to będzie i że potrzebuje jednej osoby w tym
okresie. Jak pójdziesz do zoo, to zobaczysz samice noszące małe małpki,
które trzymają się ich futra. Samców noszących w ten sposób nie
zobaczysz. Jak pojedziesz do Afryki, albo obejrzysz dowolny film
krajoznawczy zobaczysz kobiety noszące dzieci. Iles tam milionow lat
tym jednym opiekunem w pierwszym okresie rozwojowym była kobieta.
Jeśli nie wierzysz w to że dla dziecka płeć tego opiekuna ma znaczenie,
to dlaczego wierzyć w to, że ma dla niego znaczenie gatunek, lub że ma
dla niego znaczenie, czy to w ogóle będzie zywa istota? Rozumiesz już
moje przejście do automatycznego karmiciela? Jaka jest róznica między
automatycznym karmicielem a mężczyzna? Jaka jest rożnica między mężczyzną
a kobietą? Dlaczego jedna róznica jest ważna a druga nieważna i skąd
to wiesz? Dzieci doskonale rozpoznają płeć od samego początku, kiedy
tylko rozpoznają rysy twarzy. Jest masa badań na to.

Cytat:
nie są one ani wrodzone ani niezmienne.


to jest pobożne życzenie wielu osób, żeby one nie były wrodzone i
niezmienne. Głównie osób homoseksualnych i osób które podział ról
wedle płci traktują jako zapowiedź straszliwej meskiej przemocy i
rywalizacji. Problem w tym, że to właśnie jest życzenie wynikające z
psychicznej potrzeby, a nie odkrycie. Co może nie jest
wielkim grzechem, ale na pewno nie daje prawa do ustawiania czyjegoś
zycia wedle wlasnych nieudowodnionych i niczym nie popartych
wyobrazen. Jesli chcesz ustawiać mi wychowanie mojego własnego dziecka
według założeń nieesencjalistycznych, to najpierw dostarcz mi twardych
niepodważalnych dowodów na to, że te esencjalistyczne są tylko przesądem.
Ideologiczny bełkot nie jest dowodem. Dowodem to by było, jakbyś
wykazała, że zastrzyk progesteronu wzmaga zdolności rywalizacyjne zamiast
osłabiać, jeśli biorące ten zastrzyk osoby pokontemplują
wczesniej symbolikę Byka na przykład. Póki co takich dowodów nie ma,
jest za to masa dowodów przeciwnych.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.08237 Seconds