Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Graff: Polacy utracili niewinność w kwestii płci Drukuj
Agnieszka Graff   
24.05.2009
Kwestia kobieca stała się w ciągu tych 20 lat kwestią, która dzieli, i to bardzo głęboko. 20 lat temu te podziały nie funkcjonowały, albo nie byliśmy ich świadomi. Nastąpiła zatem swoista zbiorowa utrata niewinności w kwestii płci, która polega na upolitycznieniu tematu. Zideologizowały nam się pytania, które dawniej omawiało się wśród odniesień do „matki natury”, w atmosferze przaśnej oczywistości: Czym się różni kobieta od mężczyzny? Jakie są granice wolności seksualnej? Na czym polega męskość? Kto powinien decydować o tym, czy kobieta urodzi dziecko? Czy państwo powinno regulować prostytucję? Pornografię? Ingerować w przypadkach przemocy w rodzinie? Co z wiekiem emerytalnym kobiet i mężczyzn? To wszystko stało się przedmiotem namysłu i politycznego sporu. Ten i ów rozwiązuje jeszcze kwestię kobiecą za pomocą dowcipów o blondynkach, ale jako zbiorowość przestaliśmy głupio chichotać. Już widzimy, że tu chodzi o coś ważnego.

Tę zmianę w odbiorze tematu dobrze widać w różnicy pomiędzy Seksmisją Machulskiego z 1984 roku i kultowym statusem tego filmu a pracą Łodzi Kaliskiej o nazwie Niech sczezną mężczyźni, którą parę miesięcy temu pokazało Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Te prace mówią mniej więcej to samo - ale odbiór jest skrajnie inny. To, że Seksmisja nas śmieszy, a praca Łodzi Kaliskiej spotkała się ze wzruszeniem ramion i pewnym zażenowaniem świadczy o zmianie w polskiej mentalności. Seksmisja była zabawna, bo 25 lat temu świetnie w naszej wyobraźni funkcjonował obraz feminizmu jako totalitarnego szaleństwa i absurdu. Seksmisja była kodem, pozwalała też ominąć cenzurę. Dlatego dobrze rozumieliśmy proponowaną przez Machulskiego alegorię: feministki to komuna, a dwaj zagubieni w ich świecie panowie to dzielni opozycjoniści, niezdarni, ale sympatyczni. Dziś ten sam przekaz wydaje się idiotyczny. Po prostu jesteśmy na innym etapie rozmowy, co nie znaczy, że na lepszym, ale na pewno na mniej niewinnym. Nie mówimy już pozornych oczywistości, jak na przykład „chłop jaki jest każdy widzi”, „baba to baba”. Etap przaśnego rechotu mamy za sobą. Dotyczy to zarówno potocznej rozmowy, jak i dyskursu publicznego, medialnego i politycznego.

To, że rola kobiety stała się w Polsce przedmiotem politycznej debaty nie znaczy, że feminizm jest na równych prawach z dyskursem konserwatywnym. Przeciwnie, Polska na tym tle jest jednym z najbardziej konserwatywnych krajów w Unii Europejskiej. A jednak feminizm – a nawet różne jego wersje – przebił się do zbiorowej świadomości. Mówimy o prawach kobiet ze świadomością, że jest to temat sporny, że tu wiele zależy od naszej decyzji jako zbiorowości.

Unia Europejska a sprawa kobiet

W związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej dokonały się istotne zmiany. Przeciętna kobieta zapytana na ulicy nie będzie zapewne wiedziała jakie konkretnie są to zmiany, ale one wywarły znaczący wpływ na zachowania kobiet. W połowie lat 90., gdy się mówiło o dyskryminacji, to ludzie wzruszali ramionami i mówili, że w Polsce nic takiego nie ma. Dziś mówią o niej zarówno prawicowe, jak i lewicowe media. Jest ona faktem powszechnie rozpoznanym. Pewne rodzaje eksploatacji kobiet, w tym seksualnej, są już na cenzurowanym. Żaden szef nie będzie się już chwalił tym, że kobietom płaci mniej, albo że „pomolestował sobie” sekretarkę, bo wie, że na to są paragrafy. Kobieta, którą wyrzuca się z pracy, bo jest w ciąży wie, że to jest dyskryminacja. Obszar świadomości znacznie się poszerzył. Z jednej strony jest to zasługa nacisku Unii Europejskiej, a z drugiej strony bardzo mozolnej pracy ruchu kobiecego. Jest on w Polsce najsilniejszy we wschodniej Europie, zapewne dlatego, że trafia na tak silny opór.

W ciągu ostatnich 20 lat wprowadzono szereg zmian w kodeksie pracy, które zostały wprowadzone pod wpływem Komisji Europejskiej. Zdefiniowano dyskryminację pośrednią i bezpośrednią, pojawiło się w kodeksie pracy molestowanie seksualne i mobbing. Zmiana języka praw kobiet ma ogromny wpływ na świadomość. 20 lat temu kobieta myślała, że jest „podszczypywana” przez szefa, zaś dziś wie, że jest „molestowana”. Ta zmiana języka to nie jest kwestia politycznej poprawności, ale godności. Można wreszcie o swojej sytuacji pomyśleć w kategorii praw, a nie w kategoriach upokorzenia. I można się skutecznie przeciwstawić. Wiele kobiet tak właśnie w ostatnich latach robiło. Sprawa olsztyńska czy afera w Samoobronie to tylko najgłośniejsze przypadki.

Polka potrafi

W sumie kobiety gorzej wyszły na transformacji niż mężczyźni. Mniej zarabiają, łatwiej tracą pracę, bezrobocie uderza w nie boleśniej, a ich emerytury w nowym systemie będą dużo niższe. Pozytywną, ale i kontrowersyjną kwestią jest przedsiębiorczość Polek. Wiele mówi się o tym, że Polski są niezwykle przedsiębiorcze i radziły sobie zaskakująco dobrze w okresie przemian po 1989 roku. Według optymistycznej wizji Polki są przedsiębiorcze, bo kobieca siła i zaradność zapisana jest w krwioobiegu polskiej historii. Kilka lat temu „Wprost” miał bardzo optymistyczną okładkę „Polka potrafi”. Często w podtekście pojawia się myśl, że skoro Polki są takie przedsiębiorcze, to feminizm nie jest nam do niczego potrzebny. Ciemniejsza interpretacja tego samego zjawiska byłaby taka, że w okresie transformacji kobiety masowo zakładały jednoosobowe firmy, często pod presją pracodawcy, po to aby uniknąć bezrobocia i uciec od bardzo dyskryminującego kobiety rynku pracy.

Aktywizacja kobiet w ruchu kobiecym jest kolejną zmianą na lepsze. Na początku lat 90. wydawało się to jakimś dziwacznym importem z Zachodu, a na ostatniej Manifie w 2009 roku w Warszawie było około 10 tysięcy osób. Myślę, że w obecnym kryzysie społeczeństwa obywatelskiego ruch kobiecy w Polsce jest najbardziej autentycznym, spontanicznym, samosterownym i dynamicznym ruchem społecznym. Można się najwyżej zastanawiać zastanawiać, czy bardziej się zaktywizowały kobiety, czy mniejszości seksualne.

Legislacyjna niemoc

Jedną z najdłużej dyskutowanych ustaw tego dwudziestolecia, a zarazem legislacyjnych porażek, jest ustawa antydyskryminacyjna. Nie wprowadzono jej do dziś, choć dyskutowano na ten temat w Sejmie wielokrotnie. Polscy politycy bagatelizowali ten temat – sejmowej debacie za każdym razem towarzyszyły salwy śmiechu i idiotyczne dowcipy (jak ten o przymusowym zatrudnianiu mężczyzn w sklepach z damską bielizną). Dziś ta zwłoka i skłonność do dowcipkowania grozi nam międzynarodową kompromitacją – Komisja Europejska pozwała właśnie Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE za zaniedbania w dziedzinie równości płci. Nie udało się też stworzyć sensownej ustawy przeciwko przemocy wobec kobiet. Ustawa przyjęta w 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie nie ma zapisu, który jest w tej kwestii kluczowy: zakazu zbliżania się sprawcy do ofiary. W praktyce ofiara musi mieszkać ze sprawcą przemocy. Często bywa i tak, że ofiara ucieka, a sprawca wygodnie mieszka w ich wspólnym domu. Ta ochrona mężczyzn jest skutkiem hołubienia rodziny jako najwyższego dobra. Przemoc w rodzinie jest w Polsce ciągle traktowana jako coś, co trzeba tolerować, by tę rodzinę ratować. Kiedy Magdalena Środa kilka lat temu powiedziała, że takie myślenie ma związek z tradycją katolicką, wybuchł skandal. A przecież jest to oczywiste: przekaz Kościoła jest taki, że kobieta ma cierpieć, podporządkować się dla dobra rodziny, ma nieść swój krzyża. Kampania przeciw przemocy (ta o zupie) spotkała się z krytyką Kościoła i konserwatywnych polityków, jako naruszająca autorytet męża i ojca.

Co zostało zaprzepaszczone?

W procesie przemian wolnorynkowych zaprzepaszczono całą sferę zabezpieczeń społecznych. Efekt jest taki, że kobiety w większym stopniu niż mężczyźni niosły ciężar przemian. W latach 90. zlikwidowano na przykład ogromną ilość przedszkoli i żłobków. Kobiety, które chciałyby łączyć wychowanie dzieci z pracą zawodową są obecnie w dramatycznej sytuacji. Jest to szersza kwestia związana z modelem przemian społecznych, które przyjęto w tym dwudziestoleciu. Uznanie, że w zdrowym społeczeństwie każdy odpowiada za siebie doprowadziło do sytuacji, w której państwo nie ma wobec społeczeństwa żadnych zobowiązań. Ten indywidualizm godzi w kobiety – nie dlatego, że są słabsze, tylko dlatego, że to one są de facto odpowiedzialne za dzieci. Dlatego kobiety gorzej wychodzą na rynkowych przemianach niż mężczyźni, zwłaszcza że przeciętnie zarabiają znacznie mniej. Mamy zatem do czynienia z systemową nierównością ekonomiczną – dyskryminacją ze względu na płeć i feminizacją biedy.

Grupą szczególnie pokrzywdzoną w procesie przemian są samotne matki, które pod względem ekonomicznym są fatalnie traktowane. Jedną z ważniejszych spraw ostatnich lat był spór o fundusz alimentacyjny. Wiadomo że 80-90% rozwiedzionych mężczyzn nie płaci alimentów na dzieci, a tymczasem państwo umywa ręce. Ani tych alimentów nie ściąga, ani nie pomaga matkom w utrzymaniu dzieci. To istna groza, że coś takiego mogło wystąpić w kraju, który w sferze deklaracji jest tak prorodzinny i prodziecięcy. Pauperyzacji samotnych matek towarzyszy ich piętnowanie, traktowanie ich z pogardą jako „patologii”.

W okresie przemian zupełnie zaprzepaściliśmy sferę praw reprodukcyjnych. Albo inaczej – w tej sferze wygrała skrajna prawica. Jest to przejawem upolitycznienia praw kobiet, bo w kwestii praw reprodukcyjnych to upolitycznienie jest najbardziej wyraźne. Wprowadzona w 1993 roku ustawa antyaborcyjna została co prawda przyjęta pod hasłem „kompromisu”, ale w istocie jest jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie, a jednocześnie jedną z najbardziej nieskutecznych. W Polsce jest około 100 tysięcy zabiegów aborcji rocznie, odbywających się w podziemiu aborcyjnym. Oznacza to, że ogromna rzesza kobiet co roku trafia poza prawo, a ustawa najsilniej godzi w najbiedniejsze. Jest to niezwykle demoralizujące, a przy tym niebezpieczne z punktu widzenia zdrowia kobiet.

Zakazowi aborcji nie towarzyszy postęp w dziedzinie antykoncepcji i edukacji seksualnej. W tej sferze zaniedbania są ogromne – widać to świetnie z raportów grupy edukatorów seksualnych „Ponton”. Świadomość Polek w tym temacie jest jednak wyższa, niż można by się spodziewać. Z badań wynika, że kobiety jakoś tę wiedzę zdobywają, choć państwo nie dostarcza nam edukacji seksualnej. W sferze praw reprodukcyjnych Polska jest krajem, w którym decydują biskupi w porozumieniu z politykami przy całkowitym ignorowaniu tego, co na ten temat myśli społeczeństwo. W kwestii aborcji Polacy są podzieleni mniej więcej na pół, a takie stanowisko jak Kościół katolicki ma około 10% ludzi. W kwestii edukacji seksualnej 90% Polaków od lat chciałoby, by była ona proponowana w szkołach, a nic takiego się nie dzieje. W kwestii antykoncepcji Polacy zupełnie nie podzielają poglądu Kościoła katolickiego; to samo dotyczy in vitro.

W sferze planowania rodziny – na tak i na nie – rozwiązania prawne są albo za chwilę będą takie, jak sobie życzy Kościół. Tocząca się obecnie debata na temat leczenia niepłodności wskazuje, że losy tego aspektu praw reprodukcyjnych będą podobne jak w przypadku antykoncepcji i przerywania ciąży. Rozwiązania prawne będą odzwierciedlały poglądy Kościoła katolickiego, a nie Polaków. Wszystkie próby dyskutowania na temat praw reprodukcyjnych w ciągu tego dwudziestolecia kończyły się groźnym pomrukiem Kościoła, że o tym dyskutować nie wolno, gdyż są to kwestie moralne, które nie mogą podlegać debacie publicznej. To jest dramatyczne ograniczenie nie tylko praw ludzkich w sferze najbardziej intymnej i osobistej. To także rażące ograniczenie demokracji.

Kwestia kobieca stała się w Polsce przestrzenią, w której różne grupy polityczne krystalizują swoją tożsamość. Tu w ogóle nie chodzi o kobiety, czy dyskryminację, a o to, by panowie z różnych opcji politycznych mogli zaznaczyć swoją orientację polityczną i jednocześnie zaznaczyć odmienność Polski od Unii Europejskiej. Znakiem rozpoznawczym Polski w Unii Europejskiej stał się skrajny konserwatyzm w kwestii płci, chociaż z badań wynika, że Polacy nie są w tej kwestii bardziej konserwatywni niż kraje zachodnie. Kwestia kobieca została zinstrumentalizowana przez konserwatystów bardzo skutecznie.

Z badań wynika jednak, że postawy Polaków idą w innym kierunku. Polacy zliberalizowali swój pogląd na temat miejsca kobiety zarówno w rodzinie, jak i w polityce. Na początku lat 90. byliśmy społeczeństwem bardzo konserwatywnym. Kobieta w najlepszym wypadku mogła być szyją, a mąż głową. Współcześnie, zwłaszcza w młodym pokoleniu, ogromna większość ludzi opowiada się za partnerskim modelem związku. Większość Polaków dostrzega dyskryminację, uważa ją za coś złego. Co ciekawe, większość opowiada się też za zwiększeniem wpływu kobiet w polityce.

Czego możemy się spodziewać


W przyszłości możemy się spodziewać coraz większej rozbieżności między królującym w polskiej polityce konserwatyzmem w kwestii płci a poszerzającym się w społeczeństwie poczuciem, że role kobiet i mężczyzn to sprawa do negocjacji i że należy zmierzać w kierunku równości. Polacy rozsypali się masowo po Europie, a ich powroty będą oznaczały dalsze zmiany w mentalności. Kulturowe różnice w nadal istnieją, co można zauważyć na przykładzie historii, w których Polacy molestują seksualnie Angielki uważając, że to podryw. Powoli uczymy się jednak tego, że kobiety mają prawa, do których w razie czego mogą się odwołać. Jest to proces nieodwracalny i będzie się on toczył szybciej, niż nam się wydaje. Stajemy się częścią Europy, a współczesna Europa traktuje równość płci jako istotną część swojej cywilizacji. Za kilka czy kilkanaście lat konserwatywne poglądy na temat relacji płci będą postrzegane jako zjawisko z kulturowego skansenu. Dyskryminacja i seksizm po prostu będą zanikać, podobnie jak całowanie pań po rękach czy szarmanckie puszczanie ich przodem w drzwiach. Może za tym owym na stare lata zatęsknimy, ale w sumie nie ma czego żałować.

Tekst jest zapisem rozmowy Sylwii Mróz z Agnieszką Graff, ukazał się na portalu Wirtualna Polska.
Komentarze
Dodaj nowy
maciej  - Utopia   |25.05.2009 08:38:29
Zgadzam się, że nastąpią prawne regulacje poprawiające sytuację kobiet, chociaż
biorąc pod uwagę okres od 1989 do 2009 to nie zauważyłem żadnego postępu w tej
kwestii. Napewno będzie poprawność polityczna odnośnie traktowania kobiet.
Jednak to nie będzie miało wiele wspólnego z rzeczywistymi poglądami polityków i
ogólnie mężczyzn. Rozwój społeczny, polityczny, technologiczny nie wiele ma
wspólnego z ewolucją. Problem polega na tym, że ci wszyscy "macho",
politycy, i inni władcy wszelkiej maści boją się kobiet wykształconych,
niezależnych, samodzielnych. Nie mogą ich sobie podporządkować.
maciej  - C.d.   |26.05.2009 01:52:36
Kiedy w 2004 r. trafił do Sejmu projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, który
m.in. zawierał zapisy o edukacji i dostępie do informacji oraz środków
antykoncepcyjnych, dopuszczalności aborcji, a także objęcia leczenia
bezpłodności ubezpieczeniem społecznym, przepadł on już w pierwszym czytaniu.
,,Za” było tylko 183 posłów, w tym 132 z SLD i 29 z SdPl. Przeciw  cała reszta
z obecnym premierem, marszałkiem Sejmu i minister zdrowia na czele." Trybuna
26.05.2009r.
Bez komentarza.
konieckapitalizmu.wordpre   |26.05.2009 20:46:36
Tak naprawde to tendencje sa dokladnie przeciwne. Rowniez dlatego, ze kobiety sa
takze podmiotami ekonomicznymi, a negatywne zmiany jako grupy dyskryminowanej
dotycza ich bardziej. Obnizenie standardow prawa pracy, wymog mobilnosci i
elastycznosci uderza bardziej w kobiety niz w mezczyzn. Likwidacja przedszkoli
to kolejny problem. Kobiety staja sie niewolnikami funkcji opiekunczej. Co
wiecej! Silna pozycja KRK w strefie publicznej blokuje prawo do aborcji (nie
tylko w sposb prawny). Sytuacja kobiet jest de facto gorsza niz w PRL, natomiast
dyskurs feministyczny moze sie rozwijac. To jest intelektualny kwiatek do
ekonomicznego korzucha.
Ewa Charkiewicz   |27.05.2009 10:24:35
Interesuje mnie co ten tekst, napisany przez osobe majaca duzy wplyw na dyskurs
feministyczny |(mowiac jezykiem analizy dyskursu, jego enuncjatorke) mowi nam o
tym co to jest feminizm, a co do feminizmu nie nalezy.

Tu troche Foucaulta w
duzym uproszczeniu. Wladza normatywna (dyscyplinarna), operująca przez dyskurs
ustanawia się poprzez okreslenie granic przedmiotu dyskursu i wykluczenie poza
dyskurs tego co don nie nalezy. Kluczowe takze ‘zarządzanie’ przedmiotem
dyskursu czyli zasady prawdziwosci, zestaw regul jak nalezy przedmiot, oceniac
badac, mierzyc, itp. Foucault pokazuje jak uprzedmiotowienie wytwarza czy
produkuje przedmiot. W tym sensie wladza dyscyplinarna jest produktywna, nie
zabrania, ale wytwarza. ( w Realu, o czym zreszta takze pisze Foucault, rozne
postaci wladzy odzdzialywuja na jednostki jednoczesnie)

W przeciwieństwie do
liberalnych teorii, ktore ujmuja jednostkę ludzka jako racjonalny autonomiczny
podmiot, Foucault mowi o upodmiotowieniu przez wytwarzanie podmiotu i
podkresla, udzial podmiotu w konstruowaniu siebie. Proces ten nazywa
ujarzmianiem jednostki. Uwidaczania nasz udzial w ujarzmianiu siebie, kiedy
dostosowujemy sie do panujacych regul i ich nie kwestionujemy. Przykładem
nowego ujarzmienie przez upodmiotowienie jest Przedsiebiorcza Polka.)

Jak
podkreslaja krytyczne feministki, kluczowe znaczenie ma takze relacja podmiot -
przedmiot dyskursu. Foucault mowi o anonimowej produkcji wiedzy, tzn autorem nie
jest pojedyncza osoba; wypowiedzi padaja w ramach rezimu czy polityki prawdy.
Zamiast mowic o autorze, Foucault okazjonalnie uzywa pojecia enuncjator
dyskursu (uprzywilejowany mowiacy podmiot)

Z tej perspektywy Agnieszka nie
jest autonomiczna autorka swoich wypowiedzi, ale mowi w ramach pewnej
dyskursywnej formacji.

Spojrzmy wiec jak w jej wypowiedzi konstruowane sa
granice tego co jest a co nie jest ‘kwestia kobiecą’, czyli przedmiotem
dyskursu, ktory nazwal sie u nas feminizmem (vide My radykalne feministki -
manifest sprzed 2 lat), a teraz zdaje sie od tej etykiety odchodzi, bo
przestala byc politycznie uzyteczna).

Do kwestii kobiecej nalezy: przemoc w
rodzinie, rozrodczosc, pornografia, prostytucja, wiek emerytalny, molestowanie.
Ale ubostwo, ucisk, odebranie obywatelstwa socjalnego, bezrobocie to nie jest
kwestia kobieca, te sprawy sa usuniete poza granice dyskursu wolnorynkowego
czy neoliberalnego, (bo liberalizm sie w miedzyczasie przepoczwarzyl)
feminizmu. To co mowie nie znaczy ze np. prawa reprodukcyjne czy seksualne to
nie sa wazne sprawy, ktorymi nie trzeba sie zajmowac. Chodzi mi pokazanie
mechanizm konstruowania feminizmu przez ustalanie granic co nalezy, a co nie
nalezy do tego dyskursu.

To co nalezy do kwestii kobiecej, zorganizowane jest
przede wszystkim wokol rozrodczosci i seksualnosci - a wiec lustrzane odbicie
tego ujecia kobiet w wydaniu patriarchatu.

Interesujace jest jak w tym
tekscie granice sa przesuwane, np. przerywanie ciazy, aborcja nie jest ujeta w
pierwszym rzucie jako kwestia kobieca….. co swoja droga duzo daje do myslenia,
zwlaszcza w polaczeniu z Kongresem Kobiet Polskich, ktory przeciez organizuje
ten sam warszawski salon feministyczny, ktory zadysponowal etykiete feminizm
m.in za pomoca Manifestu My radykalne feministki…

Agnieszka posluguje sie
jednolita uniwersalna kategoria kobiety (wszystkie kobiety to ofiary, ale
konkretnych grup kobiet nie ma). Alimenciary maja tu status grupy specjalnej
troski. Interesujace jest kategoria kobiety - ofiary transformacji zamazuje
kobiety zyjace w ubostwie, pracujace za smieciowe wynagrodzenie. W tej grupie
jest raczej wiecej rownosci wynagrodzen, np w UK ubogim kobietom sie
poprawilo a mezczyznom sie pogorszylo w ostatniej dekadze. Ale ubogie kobiety
maja tymczasowe prace, a kobiety z sredniej klasy maja wiecej prac na stale
umowy. U nas ten dyskurs kobiety ofiary, nierownosci placowe (calkiem realne,
ale raczej tylko w warstawach srednich i na gorze) wspiera panie z
establishmentu i z tzw sredniej klasy.

Teraz jak Agnieszka opisuje przyczyny
i rozwiazania. Nie mowi o patriachacie, relacjach wladzy, czy wyzysku - ale o
dyskryminacji (pojecie z neoliberalnego dyskursu ekonomii i z legislacyjnego
kompromisu Unii europejskiej; dyskryminacja jest statystycznie kalkulowana, ten
dyskurs takze posluguje sie kategoria uniwersalnej statystycznej kobiety; jest
scisle okreslone ( i sprzezone z kasa na granty) co jest, a co nie jest
dyskryminacja; w tych ramach nie istnieje dyskryminacja klasowa, a więc takze
dyskurs dyskryminacji ulatwia rekategoryzacje kobiet i porzucenie kobiet
zyjacych w ubostwie.

W tekscie znowu idealizacja Europy, po to zeby
podkreslic polskie zacofanie i dyscyplinowac do przeobrazen.

W ogole
ciekawe co ten tekst czytany w kontekscie innych wypowiedzi mowi o
przesunieciach feminizmu w Polsce. Magdalena Sroda nie moze wejsc do Parlamentu
jako feministka, taka reputacja dyskredytuje w wyborach. Feminizm okazał się
taktycznie potrzebny do walki z PiS (Manifest My radykalne feministki byl po
przegranych przez PO wyborach) teraz My Kobiety staje sie bardziej uzyteczne
dla pan na gorze…

Jeszcze duzo innych ciekawych rzeczy w tym tekscie, np
dyzurnym wrogiem neoliberalnego feminizmu juz nie jest komuna ale kosciol, co
odzwierciedla taktyke dostosowania do POPISu (neoliberalno-konserwatywnego
projektu), ale o tym innym razem
maciej  - Dyskusje nic nie zmieniają.   |27.05.2009 14:11:46
Dopóki feministyki dyskutują, demonstrują nic się nie dzieje. Zobaczymy kiedy
spróbują coś zmienić. Dopiero się zacznie. Kobiety jak lewica nie potrafią się
zorganizować. Wiele głosów, wiele poglądów bardziej lub mniej mądre cytaty i
powoływanie się na autorytety. Dyskusją o języku? A komu to szkodzi. Nic
natomiast nie zmienia. Minie kolejne 20 lat na dyskusjach i wymianie poglądów.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.05.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.05551 Seconds