|
Grzesiek Napieralski okazał się minigwiazdą pierwszej tury wyborów. Sondaże przedwyborcze dawały mu na początku kampanii jakieś 3% poparcia. 3 przerodziło się w magiczną trzynastkę. To świadczy o żywotności zdychającej już, zdawałoby się, lewicy, ale też o skuteczności jego kampanii. Kampanii, przeciwko której wiele feministek wytoczyłoby ciężką artylerię, mimo że jako jedyny chyba kandydat Napieralski mówił o kobietach, nie odwołując się przy tym tylko do pełnionych przez nie ról żony i matki.
Skąd ta artyleria i głosy krytyki? Chodzi oczywiście o klip promocyjny z dwiema atrakcyjnymi blondynkami w roli głównej, który spowodował, że kandydata oskarżono o seksizm, co zapewne przekreśliło poparcie wielu feministek. Pragnę rozwinąć ten wątek, bo od jakiegoś już czasu obserwuję z uwagą, jak komentuje się w środowiskach feministycznych wystąpienia kobiet w spotach przedwyborczych różnych ugrupowań politycznych. I muszę przyznać, że trochę mnie te głosy zaczynają irytować.
Ale do rzeczy. Najnowszy klip promujący kampanię Grześka Napieralskiego faktycznie jest ciężki do przełknięcia. Tekst, muzyka i cała reszta - słaba strasznie z każdego punktu widzenia. Pachnie mi to festynowym tańcem, który co roku mam wątpliwą przyjemność obserwować w mej rodzinnej miejscowości. Ale przecież nie o muzykę i tekst chodzi w odzywających się krytycznych głosach, ale o atrakcyjne blondynki, które możemy w klipie zobaczyć. Ubrane w zwykłe jeansy i czerwone podkoszulki (czerwień wszak kolorem lewactwa wszelakiego) coś tam sobie śpiewają. Fakt, pierwszy raz, jak to zobaczyłam, grymas na twarzy mi wyskoczył, ale powiem szczerze, nie z powodu tych babeczek, ale, jak już wcześniej pisałam, z powodu oszałamiającej wprost kiepścizny i kiczowatości przekazu.
Czy jest coś złego w wykorzystaniu atrakcyjnych blondynek w kampanii? I czemu akurat kobiety w niej występujące muszą być atrakcyjnymi blondynkami? Ano jest coś na rzeczy. Takie same sprzeczne emocje budziła kampania Partii Kobiet i ich plakaty, na których działaczki pozowały nago.
Stosunek do takich zabiegów mam ambiwalentny. Z jednej strony wkurza żerowanie na kobiecej nagości i atrakcyjności w środowiskach, które powinny być szczególnie uczulone na te kwestie. Z drugiej strony przypominam sobie kampanię PiS z udziałem m.in. Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Aleksandry Natalli-Świat. Nie były młode, nie były tak atrakcyjne jak przysłowiowe blondynki. Były stateczne i profesjonalne. I co z tego?! I tak paprotki. Kompetencja się nie liczy. Liczy się fakt, że są z PiS-u, a tam kobieta tylko paprotką może być, tak samo zresztą jak młoda blondynka kojarzyć się może tylko z…
Więc pytam, na ile jesteśmy uprzedzone/ni do atrakcyjnych blondynek, kobiet z PiS-u, kobiet z PK. I jak, w takim razie, rozwiązać problem kształtowania wizerunku kobiet w mediach? Pokazując wyłącznie te mniej urodziwe ze względu na polityczną poprawność? Po kampanii PiS-u widać, że i to nie skutkuje. Kobietę i tak się obrazi, nazywając ją paprotką. Manuela Gretkowska tłumaczyła nagość kobiet na swych plakatach, mówiąc, że ma ona symbolizować czystość intencji (swoją drogą pomysł na plakat podrzucił jej partner życiowy Piotr). Nie wiem, jak wytłumaczyłby się Napieralski. Dochodzę jednak do wniosku, że nie ma złotego środka, jeśli chodzi o udział kobiet w promocji czegokolwiek. Tak czy siak wyjdzie, że seksizm. Pokażemy młodą, ładną – źle. Pokażemy w wieku średnim - też źle. Nie pokażemy - jeszcze gorzej. Najprościej wrzucić wszystko do jednego wora.
Przypominam, że Napieralski jest po politologii, nie po gender studies. I o wiele bardziej pasuje mi jego inny spot, gdy mówi: „Są nas miliony. Wierzących i niewierzących. Kobiet i mężczyzn. Młodych i starszych”. Wolę to niż ogólnikowe stwierdzenia „Najważniejszy jest człowiek” albo „Zgoda buduje”. Jak słyszę takie hasła, to od razu pytam: jaki człowiek? Biały, młody heteroseksualny mężczyzna z klasy średniej? Dla mnie takie określenie to za mało, bo wiem, że kobiety i osoby starsze oraz ich interesy nie są brane tu pod uwagę. Człowiek to człowiek. Czyli mężczyzna. A jeśli nie bierze się ich pod uwagę na początku kampanii, to i później będzie z tym ciężko.
Zgoda buduje? Fakt. Ale jak tu dojść do porozumienia i zgody w kwestiach tak palących i jednocześnie dzielących, jak aborcja czy in vitro? W Polsce przy obecnym rozkładzie sił politycznych to chyba niewykonalne.
Mnie Napieralski mimo wszystko pozytywnie zaskoczył, choć na cuda nie liczyłam, bo doświadczenie pokazuje, że czy prawica, czy lewica - i tak kompromitacja. Ale może przynajmniej poranna gazeta rzadziej przyprawiałaby mnie o stany przedzawałowe, gdyby to jednak on wygrał. Sączyć jadu z powodu dwóch blondynek nie mam zamiaru, bo speców od kampanii zawsze można zmienić.
*Marzena Gębala – absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, Instytutu Sztuki w Cieszynie, członkini Klubu Krytyki Politycznej na Śląsku, malarka
Tekst ukazał się na portalu Feminoteka.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...