Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Gdzie Krasnodębski krytykiem literackim, tam Michalski narodowym wieszczem. Czyli w „Europie”… |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
02.04.2005 |
Zdzisław Krasnodębski to publicysta wrażliwy na tendencyjność. Szczególnie drażni go tendencyjność w sztuce. Postanowił więc w ostatniej „Europie” („Większego cudu nie będzie”, „Europa” z 23 marca 2005) odsiać ziarna prawdziwej literatury od plew gryzipiórczej miernoty służebnej wobec siucht i układów ukonstytuowanych w złośliwie nieśmiertelnej III RP. I tak po jednej stronie mamy wybitne i niedoścignione dla pozostałych polskich pisarzy dzieła Cezarego Michalskiego, Bronisława Wildsteina i Andrzeja Horubały, a po drugiej artystyczne atrapy produkowane przez Jerzego Pilcha, Dorotę Masłowską czy Wojciecha Kuczoka. Niezadowolenie z Polski zawarte w książkach Masłowskiej i Kuczoka to – jak błyskotliwie zauważa Krasnodębski – nic nowego. „Zapotrzebowanie na emancypującą nas z upadku w kołtuństwo polskości literaturę istniało także za PRL. Specjaliści od dekonstrukcji polskiej kultury potrzebni byli także i wtedy. A usłużni pisarze spełniający mniej lub bardziej świadomie postawione przed nimi wielkie »społeczne zadanie« zawsze się znajdą. Teraz tylko styl owej dekonstrukcji uległ przemianie, stał się subtelniejszy, technicznie bardziej wyrafinowany. Kiedyś potrzebni byli pisarze specjalizujący się w opisach forsowania Odry, obecnie tacy, którzy jak nikt inny ukażą przemoc w rodzinie i polski zaduch nieświeżego katolicyzmu. Czyż nie dlatego okrzyczano geniuszem Dorotę Masłowską? Jerzy Pilch zachwycał się jej »niesłychaną dojrzałością pisarską i darem władania polszczyzną«. Zapewne książka Masłowskiej w porównaniu z prozą Pilcha, który bez litości dla czytelników zalewa rynek masową produkcją książek, i nikt nie odważa się go poprosić, by przestał, jest językowo niezwykle odkrywcza. Ale tylko w tym porównaniu. Bo czy rzeczywiście odkrywcze i »osobliwie poetyckie« są dla współczesnego Polaka obficie przez Masłowską stosowane wyrażenia w rodzaju »Osama i tak cię zapierdoli”? Albo - inny cytat - »Kurwa, chuj i ja pierdolę«? W dzisiejszej Polsce świeży i »osobliwie poetycki« mógłby być raczej język pozbawiony tego rodzaju zwrotów - bo znaczna część polskiego społeczeństwa zapomniała, że także bez nich można się porozumiewać. Czy nie idzie raczej o tak ulubiony przez wszystkich postępowych opis rozkładu, w którym w ogólnym zaćpaniu pozostaje tylko nacjonalizm, »wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną« - i że trzeba opisać, jak ta flaga nurza się w kloace. Wśród bliższych i dalszych znajomych nie udało mi się znaleźć nikogo, kto przebrnął poza 20 pierwszych stron tej książki”.
Zostawmy w spokoju znajomych Zdzisława Krasnodębskiego wystarczająco już publicznie poniżonych przez samego Krasnodębskiego. Choć kuszące intelektualnie wydaje się rozważenie, co konkretnie stanęło na drodze znajomym Krasnodębskiego na 20 stronie Masłowskiej: czy skandaliczna obecność tamże brzydkich słów czy jakaś jeszcze poważniejsza przeszkoda. Autor niestety nie wyjaśnia, jak przenosi się uniesiony artyzmem wybitnej prozy nad takimi choćby sformułowaniami Andrzeja Horubały z Farciarza: „Ha, tylko facet wie, jaka jest radość z mocnego, prawdziwego odpryskania się, odlania, wyjulania, gdy wszystko działa jak należy, gdy strumień moczu wali, że spokojnie przebiłby gazetę. Tak, najlepiej oczywiście praktykować to z kumplami, w plenerze, po paru piwach. Gdy odlewaniu się towarzyszy jeszcze mocne pierdnięcie”. Słowa te znajdują się na 138 stronie powieści, a więc daleko za krytycznym punktem „20” i może tak należy tłumaczyć podwójne standardy krytycznoliterackie Krasnodębskiego. Przyjrzyjmy się, jak Masłowska, Pilch i Kuczok wypadają na tle opisu jasnej strony polskiej literatury. Krasnodębski odnajduje w powieściach Horubały, Wildsteina i - podniesionego do rangi narodowego wieszcza - Michalskiego „ogromny ładunek intelektualny”. Wprowadza prawie rodzinną atmosferę i zdradza nam to, co mówi swoim znajomym: „Gdy mnie więc ktoś pyta, jak się dowiedzieć czegoś o Polsce, radzę: »Wyrzuć w kąt rozprawy niedowarzonych socjologów, zawierające długie kolumny cyfr, z których nic nie wynika, wyrzuć smętne a wtórne książki niedouczonych politologów, lepiej już czytać amerykańskie oryginały, zapomnij o chmurnej publicystyce Graczyka i Majcherka i paru innych les terribles simplificateurs, wystrzegaj się roztrzęsionych felietonistek, których żaden upływ czasu nie wyzwoli z wieku pensjonarskiego, czytaj Wildsteina, Michalskiego i paru innych«…”. Krasnodębski powiada wręcz, że „Rzeczywistość polskiej transformacji i postkomunizmu została w tych książkach opisana nie gorzej niż w protokołach komisji śledczych”. Trudno sobie wyobrazić większą pochwałę dla pisarza. Powieści Michalskiego, Wildsteina i Horubały dorównują nawet raportom komisji śledczych, czego rzeczywiście nie można powiedzieć o Pilchu czy Masłowskiej.
Nie wiadomo, czy z tekstu Krasnodębskiego zadowoleni są jego bliżsi i dalsi znajomi, tak barwnie opisani. Nie zakładałbym się także o to, czy Horubała i Wildstein ucieszą się z krytycznoliterackich pochwał, jakie wypreparował im Krasnodębski. Najpoważniejszym przecież stawianym im zarzutem było, że uprawiają publicystykę a nie literaturę. I porównania pijanego we mgle Krasnodębskiego mogą tylko utwierdzić te przekonania. Nie może być natomiast wątpliwości co do tego, że omawiany tekst spotkał się z dużą przychylnością Cezarego Michalskiego. Wartość poznawcza artykułu musiała zrobić na Michalskim piorunujące wrażenie, skoro zdecydował się wydrukować w redagowanej przez siebie „Europie” tekst, w którym jest głównym bohaterem stawianym na czele literackiego parnasu w Polsce. Krasnodębski musi być naprawdę olbrzymem intelektualnym dla Michalskiego, jeśli redaktor „Europy” pozwolił mu obraźliwie pisać o jedynej autorce, która konsekwentnie broniła Michalskiego przed prymitywnymi zarzutami establiszmentu literackiego i politycznego, kiedy był na dnie. Krasnodębski dużą część swojego tekstu poświęcił na pokazanie, jak represjonowana lub lekceważona była literatura tworzona przez prawicowych publicystów. Wskazał na bardzo krytyczny tekst Adama Krzemińskiego w „Polityce” o powieści Siła odpychania Michalskiego. Reaktorowi „Europy”, który dziś już sam dysponuje – jak widać – możliwościami autopromocji warto przypomnieć, że gdy pisał swoje powieści i znajdował się na zupełnym marginesie, to nie Krasnodębski ale właśnie „roztrzęsiona felietonistka, której żaden upływ czasu nie wyzwoli z wieku pensjonarskiego” czyli Kinga Dunin broniła go przed głupimi zarzutami Krzemińskiego czy Graczyka. Jedyna także spośród głównego nurtu krytyków literackich dostrzegała prawicową literaturę i w swojej książce Czytając Polskę poświęciła jej analizie tyle samo miejsca, co znacznie popularniejszej przecież Masłowskiej czy Kuczokowi. Być może Dunin nie była w stanie dostrzec wszystkich aspektów geniuszu literackiego Michalskiego tak, jak uczynił to Krasnodębski, i wynieść go na literacki szczyt Polski, ale nieładnie jest przecież obrażać kogoś tylko dlatego, że nie jest dostatecznie zdolny i spostrzegawczy.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 03.04.2005 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...