|
Łukasz Warzecha, Piotr Semka czy Tomasz Wróblewski nie rozumieją, co to skala. Niemiecka antifa interesuje ich bardziej niż rozwalenie Placu Konstytucji, regularna bitwa z policją, zdemolowane radiowozy, ciągłe ataki prawicowych bojówek na „Kolorową niepodległą”, spalenie wozów transmisyjnych, petardy wrzucane na teren ambasady Rosji i Belwederu. To wszystko dla nich sprawy drobne, ginące w morzu prawicowego spokoju.
Czytam na salonie24 relację Łukasza Warzechy z jego udziału w marszu: „całość kilkunastotysięcznego zgromadzenia została potraktowana jakby uczestniczyła w zajściach, które rozpoczęła garstka chuliganów. Choć plac w 99 procentach był wypełniony jak najspokojniej zachowującymi się ludźmi, policja zaczęła grozić użyciem siły, spychając zdezorientowanych manifestantów w stronę ulicy Nowowiejskiej”. Tłum spokojny, policja agresywna a między nimi jakaś garstka chuliganów, którzy przypałętali się nie wiadomo skąd. Warzecha potępia też palenie dziennikarskich samochodów pisząc, że organizatorzy ich bronili, ale wygrali chuligani nie wiadomo skąd. Poza tym jest dużo o podniosłym nastroju i o tym, że Łukasz Warzecha chciałby móc zabierać na marsz swoje dziecko, ale na razie się boi, bo mogą zaatakować lewaccy bojówkarze. Wiadomo skąd.
Z kolei Piotr Semka dla portalu wpolityce.pl mówi: „Jeśli ktoś organizuje marsz, dostaje zgodę i uzgadnia trasę policja ma obowiązek nie dopuścić by ktokolwiek przemocą czy inna akcją ich blokował, uniemożliwiał im przemarsz. A tak się stało 11 listopada na ulicach Warszawy. Policja powinna była użyć siły, a była bierna. Od razu stworzyło to wrażenie, że są dwie kategorie demonstrantów. Cieszący się akceptacją policji, tolerowani – to lewica. I drudzy, ciągle na muszce, brutalnie i bez pardonu atakowani”.
Przecieram oczy i czytam jeszcze raz, ale nie, Semka na serio twierdzi, że prawica jest przedmiotem ataku. Według Semki policja powinna spałować legalną „Kolorową niepodległą”, rozpędzić ją armatkami wodnymi tak, żeby naziści z ONR I Młodzieży Wszechpolskiej mogli swobodnie przejść po Marszałkowskiej. Wtedy na pewno byłby w Warszawie spokój. Spokojnie można by na przykład skandować „Polska cała tylko biała”, albo „Zrobimy z wami (pedałami, lewakami, feministkami) co Hitler z Żydami”.
Każdy przytomny widz oglądał w piątek w Warszawie prawicowy festiwal destrukcji. Doszło do niego w takiej skali tylko dlatego, że prawicowy mainstream dał nazistom i kibicom glejt prawomocności. Poczuli się oni na tyle silni, żeby atakować policję i palić samochody. Jednak ci, którzy odpowiedzialni są za przemoc, nie czują żadnego wstydu i bez żenady wciskają ludziom kit. Zamiast tego powinni w czynie społecznym układać płyty chodnikowe na MDM-ie albo odwiedzać w szpitalu rannych policjantów.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...