|
Jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości, który z kandydatów na prezydenta jest bardziej lewicowy, to chyba po dzisiejszej debacie mieć ich już nie będzie. Kandydaci nawzajem pilnowali się, aby nie pójść za bardzo w lewo i nie narazić się na łatkę przyjaciela czerwonych lub gejów. Nie byłem uprzedzony i starałem się szukać różnic podczas debaty, ale gdy już wydawało mi się, że kandydatom udaje się od siebie odróżnić, zaraz wspominali o czymś, co te różnice unieważniało. Jarosław Kaczyński podkreślał na przykład, że w polityce regionalnej nie można faworyzować i tak już rozwiniętych regionów i raczej należy promować zrównoważony rozwój. Co z tego jeśli chwilę później zachwalał obniżanie podatków i wskazywał Zytę Gilowską jako swoją doradczynię ekonomiczną. Jeśli obniża się podatki, tak jak robili to Kaczyńscy, to raczej wspiera się bogatych mieszkających w rozwiniętych regionach i osłabia budżet, który mógłby wyrównywać różnice miedzy mniej i bardziej rozwiniętymi częściami kraju. Bronisław Komorowski przekonywał, że nie chce już polityki zagranicznej polegającej na wysyłaniu żołnierzy na zagraniczne misje. Co z tego, jeśli zaraz zachwycał się ustawą swojego projektu gwarantującą 1.95% budżetu przeznaczonego na armię. Jeśli militaryzm jest zapisany w budżecie, trudno brać na poważnie deklaracje odnośnie do bieżącej polityki wojskowej. Z kwestii światopoglądowych zapamiętałem przede wszystkim, że obaj kandydaci są za utrzymaniem obecnej pozycji kościoła katolickiego w jego stosunkach z państwem i przeciwko legalizacji związków jednopłciowych. Jeśli były tu jakieś różnice, to może rozgrywały się poniżej mojego poziomu wrażliwości i po prostu je przeoczyłem. Po debacie jasne jest, że lewicowe postulaty będzie można zrealizować tylko wtedy, gdy będą silne lewicowe partie lub ruchy społeczne, które o te postulaty będą się upominać. Ani Kaczyński, ani Komorowski niczego nam nawet jako lewicowym wyborcom nie obiecują. Dlatego tak ważne jest zachowanie dziś dystansu do wyścigu dwóch konserwatyzmów. Wyszukiwanie różnic między kandydatami i straszenie możliwymi konsekwencjami końca świata po wyborze Kaczyńskiego lub Komorowskiego może stworzyć fałszywe wrażenie, że wybór między jednym bądź drugim jakoś posuwa nasze sprawy do przodu. Czytaj też: Maciej Gdula ocenia debatę dla portalu Gazeta.pl. Sławomir Sierakowski, Wybierzmy działanie
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...