|
Trzy prawicowe lęki dotyczą niekonserwatywnego ludu, utraty politycznej sprawczości i prawdziwego końca PRL. Niekonserwatywny lud wydaje się oksymoronem w Polsce, ale prawica dobrze wie, że ten lud jest realny i może pojawić się znienacka, tak jak pojawił się na początku lat 90., domagając się referendum w sprawie aborcji i tak jak pojawił się dziewiątego sierpnia pod Pałacem Prezydenckim, wyraźnie dając znać, że nie cała Polska broni krzyża. Widmo niekonserwatywnego ludu nawiedza prawicę i wtedy bardzo nerwowo mówi ona o chamstwie, hołocie, motłochu i chuliganach. Kiedy pojawia się taki lud nagle ogromną wartością stają się kompromisy zawierane w zgniłej III RP z postkomunistycznymi politykami lewicy. Prawica lęka się, że kiedyś, a nawet niedługo, będzie musiała stanąć oko w oko z tym ludem a potem powtórzyć słowa Rymkiewicza z 1995 roku i zapowiedzieć, że będzie umierać z godnością.
Lęk przed utratą politycznej sprawczości związany jest bezpośrednio z podziałem na PO i PiS. Z jednej strony partie te dominują na scenie politycznej, z drugiej coraz bardziej widoczny staje się ich dryf. PO w coraz mniejszym stopniu odpowiada na oczekiwania reform dokonywanych w duchu neoliberalnym i przekształca się w partię administrującą. PiS z kolei staje się partią żałoby i rozliczania winnych w katastrofie smoleńskiej. Prawica zaczyna dzielić się na pogodzoną z rzeczywistością i odklejoną od rzeczywistości. Jeśli prawicowe partie polityczne nie znajdą sił na wewnętrzną reformę ich perspektywy polityczne rzeczywiście nie są obiecujące.
Ostatnia kwestia, której lęka się prawica, to prawdziwy koniec PRL, bo PRL żyje i ma się dobrze jako antyteza kapitalizmu. Gdy ktoś domaga się większej równości można mu zamknąć usta stwierdzeniem, ze to już było w PRL i się nie sprawdziło. Gdy ktoś domaga się wypełniania roli państwa w gospodarce, zaraz zostanie zdemaskowany jako zwolennik centralnego planowania, które nie zdało egzaminu. Tak samo będzie gdy podniesie się kwestie praw do mieszkania, dostępu do wyższych uczelni ludzi ze środowisk pokrzywdzonych społecznie, czy planowania przestrzennego. Gdyby nie PRL, trzeba byłoby rozmawiać o kształcie budowanego w Polsce kapitalizmu, a tego prawica chce uniknąć, bo łatwiej bronić prywatyzacji, deregulacji i ograniczania roli państwa, gdy nie ma wobec nich alternatywy.
Czytaj cały tekst na portalu „Kultura Liberalna”.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...