NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Bez uforii - ale z nadzieją Drukuj
Maciej Gdula   
02.12.2010
Nfot. Wydawnictwo Krytyki Politycznejareszcie i do nas dotarł kapitalizm kognitywny. Do niedawna na opowiadających o korzyściach płynących z żywej, zróżnicowanej i wolnej kultury spoglądano jak na podejrzanych komiwojażerów wciskających ludziom niepotrzebne graty. Dziś coraz częściej uśmiech politowania budzą „eksperci” nawołujący do traktowania kultury jak każdej innej dziedziny gospodarki i zalecający pozostawienie wszystkiego wolnemu rynkowi. Prawda o konieczności inwestowania z publicznych środków w kulturę traktowaną jako środowisko niezbędne do tworzenia dobrobytu trafiła w zasadzie do mainstreamu, nawet jeśli konkretne decyzje polityków nie do końca zgadzają się z deklarowanymi poglądami. Oprócz bardzo potrzebnej krytyki oszczędzania na kulturze zrozumieć trzeba jednak zagrożenia związane z zachłyśnięciem się kapitalizmem kognitywnym, bo chociaż kognitywny, to jednak wciąż jest to przede wszystkim kapitalizm.

  

Ziemia obiecana

Trudno nie polubić kapitalizmu kognitywnego. W pigułce jego przesłanie brzmi, że dziś liczy się przede wszystkim wiedza. O ile kiedyś podstawą gospodarki była ziemia i znój rolników, potem maszyny i ciężka praca robotników, o tyle obecnie podstawą wzrostu jest myślenie i innowacyjność. Gospodarka oparta na wiedzy to prawdziwa ziemia obiecana. Dobrobyt nie wynika już ani z dostępu do rzadkich zasobów, których rozdział jest przypadkowy, ani z dostępu do odziedziczonego kapitału. W kapitalizmie kognitywnym wartość jest wytwarzana dzięki umiejętności demokratycznie rozdzielonej między wszystkich ludzi – umiejętności myślenia. O przewadze konkurencyjnej firm decyduje generowanie nowatorskich pomysłów, powodzenie poszczególnych krajów nie jest zdeterminowane historią, ale bierze się ze zdolności do tworzenia innowacji, a sukces jednostek w większym stopniu zależy od ich kreatywności niż od bogatych rodziców. Dlatego wejście w erę gospodarki opartej na wiedzy ma posmak przejścia od ciemnych wieków średnich do pełnego światła renesansu. Dawne ograniczenia znikają, a ludzie mogą wreszcie realizować pełnię swojego potencjału.

  

Dla kapitalizmu kognitywnego wrogiem jest standaryzacja. To, co było cnotą w czasach kapitalizmu przemysłowego i pozwoliło zgromadzić wielkie bogactwo za sprawą masowej produkcji i konsumpcji, odeszło w przeszłość. Nikt za standaryzacją nie płacze, bo oprócz wzrostu dobrobytu oznaczała ona nudę w pracy, konformizm w kulturze, przewidywalność w biografii i dodatkowo systematyczne niszczenie środowiska naturalnego. Kapitalizm kognitywny na sztandarach ma wypisaną różnorodność, autentyczne emocje, samorealizację i ekologiczny styl życia. Współczesne wiodące ośrodki gospodarcze opisywane przez Richarda Floridę to miejsca otwarte na mniejszości, tolerancyjne i kreatywne. Zamiast przewidywalnej kariery ery fordowskiej stoi przed nami bogactwo możliwości rozwoju z pracą dopasowaną do naszych indywidualnych pragnień, oczekiwań, emocji i aspiracji.

  

W takiej rzeczywistości w zasadzie każdy ma szansę. Kapitalizm kognitywny składa obietnicę zarówno bogatym, jak i (jeszcze) biednym. Przecież każdy dysponuje autentyczną osobowością i żyje w niepowtarzalnej kulturze. Bohaterowie rozmaitych reality show z mniejszym lub większym wysiłkiem wydobywają się z anonimowości i awansują na celebrytów. Historie sukcesu dotyczą też całych krajów, jak choćby Finlandii, której udało się zostać jedną z czołowych gospodarek opartych na wiedzy, między innymi dzięki przekształceniu fabryki kaloszy w globalny koncern telefoniczny. Każdy jest zaproszony, by zakręcić kołem fortuny, odnaleźć siebie, wykorzystać swój potencjał i mieć odwagę realizować swoje pomysły.

  

Kapitalizm kognitywny stwarza wrażenie, że przezwyciężył wewnętrzne napięcia kapitalizmu. Zamiast wyzysku pracujących fizycznie mas przez nieliczne grupy właścicieli mamy społeczeństwo klasy średniej, w którym przyzwoicie opłacani pracownicy wykonują przede wszystkim prace umysłowe. Zanika napięcie między karierą zawodową wymagającą dyscypliny a autentycznym życiem prywatnym. Pracę można zmieniać, godzić z życiem prywatnym dzięki formom elastycznego zatrudnienia; często praca zlewa się z życiem i zarabiamy, robiąc rzeczy, które po prostu dają nam przyjemność. Dawny kapitalizm obciążał środowisko. Kapitalizm kognitywny opiera wzrost gospodarczy na czystej wiedzy, a rozwój przyjaznych środowisku technologii i obsługę ekologicznych stylów życia czyni ważnymi gałęziami gospodarki. Z kapitalizmu w kapitalizmie kognitywnym zostaje sama śmietanka – bogactwo, rozwój, wolność i samorealizacja.

  

Krytyka od środka i z zewnątrz

Rzeczywistość współczesnego kapitalizmu jest niestety mniej kolorowa niż podrasowany w Photoshopie wizerunek kapitalizmu kognitywnego. Przyglądając się bliżej społeczeństwom wiedzy, stwierdzić można, że są one mniej egalitarne i otwarte, niż same to deklarują. Po spojrzeniu na ład globalny widać z kolei, jakie są koszty rozwoju społeczeństwa wiedzy.

  

Dzięki kulturze i informacji miały powstawać nowe miejsca pracy dla dobrze opłacanych specjalistów, co miało zapewnić impuls dla rozwoju społeczeństwa klasy średniej. Jednak sektor wiedzy szybko zaczął odtwarzać mechanizmy budowania nierówności między pracownikami. Praca z informacją oprócz wysoko wykwalifikowanych specjalistów wymaga rzeszy mniej wykwalifikowanych pracowników wykonujących proste czynności, takie jak: zbieranie danych, realizowanie ankiet czy praca „na słuchawkach”. Tak zwany digitariat, choć niezbędny do funkcjonowania społeczeństwa wiedzy, podzielił los nisko opłacanej siły roboczej, podobnie jak stało się to w innych gałęziach gospodarki. Pogłębiające się nierówności w zakresie zarobków dotknęły także pracowników wykonujących bardziej „kreatywne” zadania. Niegdyś hojnie wynagradzani programiści zaczęli dzielić się na elitę i pospólstwo. Wśród naukowców znaleźć można profesorów inkasujących miliony i nędznie opłacanych wyrobników niepewnych tego, czy uczelnie zatrudnią ich po wygaśnięciu grantu. Najbardziej wymownym symbolem narastających różnic w zarobkach klasy kreatywnej stał się protest scenarzystów w Hollywood, którzy sprzeciwili się nierównemu podziałowi medialnego tortu.

  

Kwestia podziału pracy i jej opłacania dotyka też bardziej fundamentalnego problemu niż same nierówności zarobków. Wytwarzanie bogactwa zależy nie tylko od pracy świadczonej na rynku, ale przede wszystkim od aktywności niezdefiniowanej jako praca. Nieformalne i pozornie nieznaczące działania, jak: opieka, surfowanie w sieci, niezobowiązujące rozmowy, wychowywanie dzieci i spotkania towarzyskie, tworzą osnowę dla funkcjonowania systemu społecznego. Tę pracę wykonują nie tylko zatrudnieni, ale także osoby pozostające poza rynkiem pracy: młodzież, emeryci, kobiety i bezrobotni. System traktuje ich wysiłek przy tworzeniu dobrobytu jak powietrze, za które nie musi nikomu płacić. Z drugiej strony pojawia się tendencja by to, co wypracowane wspólnym wysiłkiem w nieformalnych sieciach kontaktów, wykorzystać jako towar zabezpieczony prawami patentowymi i autorskimi. Kultura żywiołowo wytwarzana przez wielu zaczyna dawać zyski wąskiej grupie, której uda się przekonać urzędy, że mają na nią wyłączność.

  

Gdy na społeczeństwo wiedzy spojrzy się z perspektywy globalnej, obraz staje się jeszcze ciemniejszy. Kapitalizm kognitywny to wciąż przede wszystkim rzeczywistość krajów, które wcześniej były liderami kapitalizmu przemysłowego. Do klubu dołączyły wprawdzie Finlandia i Korea Południowa, ale czołówka to starzy wyjadacze ery fordowskiej jak USA czy Niemcy. Być może układ sił zmieni się wkrótce i prym przejmą nowi liderzy, jak: Chiny, Indie i Brazylia, ale jeszcze trochę musimy na to poczekać. Na razie dawne kraje centrum eksportują wysoko przetworzone produkty, a reszta wymienia z nimi surowce i towary wytwarzane dużymi nakładami taniej pracy. Nie pozostaje to bez wpływu na strukturę zatrudnienia poza centrum. W Chinach miliony pracowników wykonują codziennie żmudną, powtarzalną, alienującą pracę, żeby w społeczeństwach wiedzy ludzie mogli nosić tanie podkoszulki, oglądać filmy na tanich odtwarzaczach DVD i dawać dzieciom tanie zabawki. Do ukrytych kosztów zalicza się też nielegalna praca imigrantów w krajach centrum, którzy sprzątają i zajmują się dziećmi, żeby zamożni i wykształceni mogli pracować i wypoczywać. Zamiast przezwyciężenia napięć charakterystycznych dla kapitalizmu widzimy ich przesunięcie. Dawna praca wcale nie odeszła w przeszłość, wykonują ją tylko „niewidzialni” Chińczycy i imigranci, a niskie koszty ich pracy to jeden z warunków prosperowania społeczeństwa wiedzy.

  

Podobnie jak z pracą rzeczy mają się z zanieczyszczeniem środowiska. Łatwo redukować emisję zanieczyszczeń, jeśli sprowadza się wyłącznie produkty finalne, a efekty uboczne, przynajmniej w krótkim okresie, zostawia się w kraju eksportera. Wielka Brytania na przykład zmniejszyła swój ślad węglowy od lat 70., ale gdy w bilansie uwzględniono również energię zużytą do produkcji dóbr importowanych do Wielkiej Brytanii, okazało się, że ślad węglowy znacznie się zwiększył. Rozwinięte społeczeństwa do globalnego obciążenia środowiska kosztami produkcji dodają jeszcze eksport niewygodnych odpadów. Na przykład biedne kraje w Afryce chętnie zgadzają się na składowanie odpadów z ekologicznych społeczeństw, gdzie wartość tworzą czyste myśli.

  

O co toczy się walka?

Na szczęście żaden kapitalizm nie sprowadza się do brutalnej rzeczywistości i maskującej ją ideologii. Choć zmieniają się stawki i postulaty, to siły społeczne pozostają w ciągłej konfrontacji. W kapitalizmie kognitywnym do tradycyjnych sporów wynikających z przetargu płacowego między pracodawcami a pracownikami i nieustających od lat 70. walk ekologicznych toczących się zarówno w krajach Północy, jak i Południa dołączają się konflikty dotyczące podstawowych wymiarów funkcjonowania społeczeństwa wiedzy takich jak kwestia wolnego obiegu dóbr kulturowych i dyskusje o pomijaniu nieformalnej pracy przy dzieleniu dochodu społecznego. 

  

Kapitalistyczna akumulacja kapitału zawsze polegała na odpowiedniej manipulacji dostępem do dóbr. Wielkie grodzenie, które dokonało się w XVIII-wiecznej Anglii jest bardzo wymownym przykładem tego mechanizmu. Ziemie, które na mocy tradycji znajdowały się pod kontrolą lokalnych wspólnot, zaczęto siłą zmieniać w prywatną własność po to, aby można było wypasać na nich owce i sprzedawać wełnę na potrzeby rozwijającego się przemysłu. Karl Polanyi, jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, z mechanizmu zamiany dóbr wspólnotowych na dobra podlegające wymianie rynkowej uczynił motyw przewodni swojej opowieści o kapitalizmie. Proces zawłaszczania i urynkowienia pozwala zwiększać produktywność, ale prowadzi równocześnie do wzrostu nierówności i destrukcji tradycyjnych więzi. Nie chodzi jednak tylko o to, że istnieją nieuchronne koszty zmian. Dynamika kapitalizmu sprawia, że zaczyna on pożerać własny ogon, niszcząc naturalne zasoby, jakie wykorzystuje w procesie akumulacji kapitału. Ten proces powstrzymać mogą tylko siły społeczne, które stawiając tamę dążeniu do urynkowienia, zahamują tendencje autodestrukcyjne.

  

Dziś odpowiednikiem dawnych pastwisk są dźwięki, słowa, obrazy i kody genetyczne. Przeciw grodzeniu występują liczne inicjatywy i ruchy społeczne, które z jednej strony domagają się zniesienia barier w dostępie do dóbr kultury, a z drugiej oferują alternatywne modele produkcji wiedzy i dzielenia się nią. Ruch wolnej kultury domaga się zniesienia ograniczeń wynikających z praw autorskich i patentowych, odwołując się do logiki bezinteresowności i daru, która jest bardziej produktywna i adekwatna wobec dóbr kulturowych. To, że więcej osób przeczyta tekst, wysłucha piosenki albo obejrzy obraz, nie unieważnia praw własności, tylko umożliwia partycypację i zwiększa różnorodność kultury. Do konfliktów o prawa autorskie dołączają dyskusje na temat patentowania leków i organizmów, a także masowe protesty przeciw dalszemu urynkowieniu nauki. Wspólnym mianownikiem jest sprzeciw wobec komercjalizacji wiedzy. Powstają też prężnie działające instytucje i sieci społeczne wytwarzające dobra kultury na podstawie logiki bezinteresowności, takie jak choćby ruch wolnego oprogramowania albo wolnych podręczników. Ich sukces zamyka w zasadzie usta wszystkim, którzy twierdzą, że nie ma alternatywy dla rozwoju opartego na świętych prawach własności.

  

Coraz większy sprzeciw budzi też darmowe wykorzystywanie przez system nieformalnej aktywności ludzi. Być może kwestia nie byłaby tak paląca, gdyby nie proces kurczenia się zasobów pracy utowarowionej, czyli sprzedawanej i kupowanej na rynku. Coraz więcej osób ma problem z wejściem na rynek pracy i utrzymaniem się na godnym poziomie, a jednocześnie system nie może sprawnie funkcjonować bez wysiłku, jaki wkładają oni w utrzymywanie kontaktów, wychowywanie dzieci czy klikanie. Jedną z propozycji rozwiązania tego napięcia jest wprowadzenie powszechnego dochodu gwarantowanego. Chodzi o wypłacanie pensji umożliwiającej życie na minimalnym poziomie wszystkim obywatelom. To rozwiązanie jest dobrze dopasowane do sposobu funkcjonowania społeczeństwa wiedzy, bo nie sposób dokładnie wycenić produktywności jednostek i oszacować ich przydatności dla funkcjonowania złożonych relacji społecznych. Jednostki z zagwarantowanym minimum mogą bezpiecznie i z poczuciem godności wynikającym z uniwersalności dochodu gwarantowanego realizować bezinteresowne działania oparte na logice daru. Dochód gwarantowany zapewniałby wreszcie materialne podstawy obietnicy samorealizacji wypisanej na sztandarach kapitalizmu kognitywnego. 

  

Widziane bez retuszu społeczeństwo oparte na wiedzy nie może budzić euforii, ale gdy pomyśli się o trwających walkach i debatach, można mieć choć cień nadziei na powstanie bardziej sprawiedliwego ładu. W końcu słynne trickle down, czyli proces skapywania bogactwa, naprawdę się zdarza. Rzecz jednak w tym, że bogactwo skapuje tylko wtedy, gdy bogatych mocno się ściśnie.Podobnie kapitalizm kognitywny będzie funkcjonował znośnie wyłącznie wtedy, gdy w walkach społecznych wyłonią się siły i reguły zdolne trzymać go w ryzach.

Tekst ukazał się w książce Ekonomia kultury. Przewodnik Krytyki Politycznej.

 — 
Zapraszamy na cykl debat: Kultura się z tobą policzy! 


WARSZAWA
Udział wezmą: Edwin Bendyk („Polityka”), Joanna Mytkowska (Muzeum Sztuki Nowoczesnej) i Bogna Świątkowska (Fundacja Bęc Zmiana). Dyskusję poprowadzi Maciej Gdula (Krytyka Polityczna).
2
grudnia, czwartek, godz. 19.00, Nowy Wspaniały Świat, Warszawa

 GDAŃSK

Udział wezmą m.in.: Aleksandra Szymańska (dyrektorka strategiczna biura Gdańsk i Metropolia ESK 2016), Iwona Zając (artystka wizualna), Adam Orzechowski (Dyrektor Teatru Wybrzeże); prowadzenie: Jacek Żakowski („Polityka”).
13 grudnia, poniedziałek, godz.18, Świetlica Krytyki Politycznej w Trójmieście, ul. Nowe Ogrody 35 (II piętro), Gdańsk

Również w grudniu debaty w Krakowie i Poznaniu.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.13764 Seconds