N areszcie i do nas dotarł kapitalizm kognitywny. Do niedawna na
opowiadających o korzyściach płynących z żywej, zróżnicowanej i wolnej
kultury spoglądano jak na podejrzanych komiwojażerów wciskających
ludziom niepotrzebne graty. Dziś coraz częściej uśmiech politowania
budzą „eksperci” nawołujący do traktowania kultury jak każdej innej
dziedziny gospodarki i zalecający pozostawienie wszystkiego wolnemu
rynkowi. Prawda o konieczności inwestowania z publicznych środków w
kulturę traktowaną jako środowisko niezbędne do tworzenia dobrobytu
trafiła w zasadzie do mainstreamu, nawet jeśli konkretne decyzje
polityków nie do końca zgadzają się z deklarowanymi poglądami. Oprócz
bardzo potrzebnej krytyki oszczędzania na kulturze zrozumieć trzeba
jednak zagrożenia związane z zachłyśnięciem się kapitalizmem
kognitywnym, bo chociaż kognitywny, to jednak wciąż jest to przede
wszystkim kapitalizm.
Ziemia obiecana
Trudno nie polubić kapitalizmu kognitywnego. W pigułce jego przesłanie
brzmi, że dziś liczy się przede wszystkim wiedza. O ile kiedyś podstawą
gospodarki była ziemia i znój rolników, potem maszyny i ciężka praca
robotników, o tyle obecnie podstawą wzrostu jest myślenie i
innowacyjność. Gospodarka oparta na wiedzy to prawdziwa ziemia obiecana.
Dobrobyt nie wynika już ani z dostępu do rzadkich zasobów, których
rozdział jest przypadkowy, ani z dostępu do odziedziczonego kapitału. W
kapitalizmie kognitywnym wartość jest wytwarzana dzięki umiejętności
demokratycznie rozdzielonej między wszystkich ludzi – umiejętności
myślenia. O przewadze konkurencyjnej firm decyduje generowanie
nowatorskich pomysłów, powodzenie poszczególnych krajów nie jest
zdeterminowane historią, ale bierze się ze zdolności do tworzenia
innowacji, a sukces jednostek w większym stopniu zależy od ich
kreatywności niż od bogatych rodziców. Dlatego wejście w erę gospodarki
opartej na wiedzy ma posmak przejścia od ciemnych wieków średnich do
pełnego światła renesansu. Dawne ograniczenia znikają, a ludzie mogą
wreszcie realizować pełnię swojego potencjału.
Dla kapitalizmu kognitywnego wrogiem jest standaryzacja. To, co było
cnotą w czasach kapitalizmu przemysłowego i pozwoliło zgromadzić wielkie
bogactwo za sprawą masowej produkcji i konsumpcji, odeszło w
przeszłość. Nikt za standaryzacją nie płacze, bo oprócz wzrostu
dobrobytu oznaczała ona nudę w pracy, konformizm w kulturze,
przewidywalność w biografii i dodatkowo systematyczne niszczenie
środowiska naturalnego. Kapitalizm kognitywny na sztandarach ma wypisaną
różnorodność, autentyczne emocje, samorealizację i ekologiczny styl
życia. Współczesne wiodące ośrodki gospodarcze opisywane przez Richarda
Floridę to miejsca otwarte na mniejszości, tolerancyjne i kreatywne.
Zamiast przewidywalnej kariery ery fordowskiej stoi przed nami bogactwo
możliwości rozwoju z pracą dopasowaną do naszych indywidualnych
pragnień, oczekiwań, emocji i aspiracji.
W takiej rzeczywistości w zasadzie każdy ma szansę. Kapitalizm
kognitywny składa obietnicę zarówno bogatym, jak i (jeszcze) biednym.
Przecież każdy dysponuje autentyczną osobowością i żyje w
niepowtarzalnej kulturze. Bohaterowie rozmaitych reality show z
mniejszym lub większym wysiłkiem wydobywają się z anonimowości i
awansują na celebrytów. Historie sukcesu dotyczą też całych krajów, jak
choćby Finlandii, której udało się zostać jedną z czołowych gospodarek
opartych na wiedzy, między innymi dzięki przekształceniu fabryki kaloszy
w globalny koncern telefoniczny. Każdy jest zaproszony, by zakręcić
kołem fortuny, odnaleźć siebie, wykorzystać swój potencjał i mieć odwagę
realizować swoje pomysły.
Kapitalizm kognitywny stwarza wrażenie, że przezwyciężył wewnętrzne
napięcia kapitalizmu. Zamiast wyzysku pracujących fizycznie mas przez
nieliczne grupy właścicieli mamy społeczeństwo klasy średniej, w którym
przyzwoicie opłacani pracownicy wykonują przede wszystkim prace
umysłowe. Zanika napięcie między karierą zawodową wymagającą dyscypliny a
autentycznym życiem prywatnym. Pracę można zmieniać, godzić z życiem
prywatnym dzięki formom elastycznego zatrudnienia; często praca zlewa
się z życiem i zarabiamy, robiąc rzeczy, które po prostu dają nam
przyjemność. Dawny kapitalizm obciążał środowisko. Kapitalizm kognitywny
opiera wzrost gospodarczy na czystej wiedzy, a rozwój przyjaznych
środowisku technologii i obsługę ekologicznych stylów życia czyni
ważnymi gałęziami gospodarki. Z kapitalizmu w kapitalizmie kognitywnym
zostaje sama śmietanka – bogactwo, rozwój, wolność i samorealizacja.
Krytyka od środka i z zewnątrz
Rzeczywistość współczesnego kapitalizmu jest niestety mniej
kolorowa niż podrasowany w Photoshopie wizerunek kapitalizmu
kognitywnego. Przyglądając się bliżej społeczeństwom wiedzy, stwierdzić
można, że są one mniej egalitarne i otwarte, niż same to deklarują. Po
spojrzeniu na ład globalny widać z kolei, jakie są koszty rozwoju
społeczeństwa wiedzy.
Dzięki kulturze i informacji miały powstawać nowe miejsca pracy dla
dobrze opłacanych specjalistów, co miało zapewnić impuls dla rozwoju
społeczeństwa klasy średniej. Jednak sektor wiedzy szybko zaczął
odtwarzać mechanizmy budowania nierówności między pracownikami. Praca z
informacją oprócz wysoko wykwalifikowanych specjalistów wymaga rzeszy
mniej wykwalifikowanych pracowników wykonujących proste czynności, takie
jak: zbieranie danych, realizowanie ankiet czy praca „na słuchawkach”.
Tak zwany digitariat, choć niezbędny do funkcjonowania społeczeństwa
wiedzy, podzielił los nisko opłacanej siły roboczej, podobnie jak stało
się to w innych gałęziach gospodarki. Pogłębiające się nierówności w
zakresie zarobków dotknęły także pracowników wykonujących bardziej
„kreatywne” zadania. Niegdyś hojnie wynagradzani programiści zaczęli
dzielić się na elitę i pospólstwo. Wśród naukowców znaleźć można
profesorów inkasujących miliony i nędznie opłacanych wyrobników
niepewnych tego, czy uczelnie zatrudnią ich po wygaśnięciu grantu.
Najbardziej wymownym symbolem narastających różnic w zarobkach klasy
kreatywnej stał się protest scenarzystów w Hollywood, którzy sprzeciwili
się nierównemu podziałowi medialnego tortu.
Kwestia podziału pracy i jej opłacania dotyka też bardziej
fundamentalnego problemu niż same nierówności zarobków. Wytwarzanie
bogactwa zależy nie tylko od pracy świadczonej na rynku, ale przede
wszystkim od aktywności niezdefiniowanej jako praca. Nieformalne i
pozornie nieznaczące działania, jak: opieka, surfowanie w sieci,
niezobowiązujące rozmowy, wychowywanie dzieci i spotkania towarzyskie,
tworzą osnowę dla funkcjonowania systemu społecznego. Tę pracę wykonują
nie tylko zatrudnieni, ale także osoby pozostające poza rynkiem pracy:
młodzież, emeryci, kobiety i bezrobotni. System traktuje ich wysiłek
przy tworzeniu dobrobytu jak powietrze, za które nie musi nikomu płacić.
Z drugiej strony pojawia się tendencja by to, co wypracowane wspólnym
wysiłkiem w nieformalnych sieciach kontaktów, wykorzystać jako towar
zabezpieczony prawami patentowymi i autorskimi. Kultura żywiołowo
wytwarzana przez wielu zaczyna dawać zyski wąskiej grupie, której uda
się przekonać urzędy, że mają na nią wyłączność.
Gdy na społeczeństwo wiedzy spojrzy się z perspektywy globalnej, obraz
staje się jeszcze ciemniejszy. Kapitalizm kognitywny to wciąż przede
wszystkim rzeczywistość krajów, które wcześniej były liderami
kapitalizmu przemysłowego. Do klubu dołączyły wprawdzie Finlandia i
Korea Południowa, ale czołówka to starzy wyjadacze ery fordowskiej jak
USA czy Niemcy. Być może układ sił zmieni się wkrótce i prym przejmą
nowi liderzy, jak: Chiny, Indie i Brazylia, ale jeszcze trochę musimy na
to poczekać. Na razie dawne kraje centrum eksportują wysoko
przetworzone produkty, a reszta wymienia z nimi surowce i towary
wytwarzane dużymi nakładami taniej pracy. Nie pozostaje to bez wpływu na
strukturę zatrudnienia poza centrum. W Chinach miliony pracowników
wykonują codziennie żmudną, powtarzalną, alienującą pracę, żeby w
społeczeństwach wiedzy ludzie mogli nosić tanie podkoszulki, oglądać
filmy na tanich odtwarzaczach DVD i dawać dzieciom tanie zabawki. Do
ukrytych kosztów zalicza się też nielegalna praca imigrantów w krajach
centrum, którzy sprzątają i zajmują się dziećmi, żeby zamożni i
wykształceni mogli pracować i wypoczywać. Zamiast przezwyciężenia napięć
charakterystycznych dla kapitalizmu widzimy ich przesunięcie. Dawna
praca wcale nie odeszła w przeszłość, wykonują ją tylko „niewidzialni”
Chińczycy i imigranci, a niskie koszty ich pracy to jeden z warunków
prosperowania społeczeństwa wiedzy.
Podobnie jak z pracą rzeczy mają się z zanieczyszczeniem środowiska.
Łatwo redukować emisję zanieczyszczeń, jeśli sprowadza się wyłącznie
produkty finalne, a efekty uboczne, przynajmniej w krótkim okresie,
zostawia się w kraju eksportera. Wielka Brytania na przykład zmniejszyła
swój ślad węglowy od lat 70., ale gdy w bilansie uwzględniono również
energię zużytą do produkcji dóbr importowanych do Wielkiej Brytanii,
okazało się, że ślad węglowy znacznie się zwiększył. Rozwinięte
społeczeństwa do globalnego obciążenia środowiska kosztami produkcji
dodają jeszcze eksport niewygodnych odpadów. Na przykład biedne kraje w
Afryce chętnie zgadzają się na składowanie odpadów z ekologicznych
społeczeństw, gdzie wartość tworzą czyste myśli.
O co toczy się walka?
Na szczęście żaden kapitalizm nie sprowadza się do brutalnej
rzeczywistości i maskującej ją ideologii. Choć zmieniają się stawki i
postulaty, to siły społeczne pozostają w ciągłej konfrontacji. W
kapitalizmie kognitywnym do tradycyjnych sporów wynikających z przetargu
płacowego między pracodawcami a pracownikami i nieustających od lat 70.
walk ekologicznych toczących się zarówno w krajach Północy, jak i
Południa dołączają się konflikty dotyczące podstawowych wymiarów
funkcjonowania społeczeństwa wiedzy takich jak kwestia wolnego obiegu
dóbr kulturowych i dyskusje o pomijaniu nieformalnej pracy przy
dzieleniu dochodu społecznego.
Kapitalistyczna akumulacja kapitału zawsze polegała na odpowiedniej
manipulacji dostępem do dóbr. Wielkie grodzenie, które dokonało się w
XVIII-wiecznej Anglii jest bardzo wymownym przykładem tego mechanizmu.
Ziemie, które na mocy tradycji znajdowały się pod kontrolą lokalnych
wspólnot, zaczęto siłą zmieniać w prywatną własność po to, aby można
było wypasać na nich owce i sprzedawać wełnę na potrzeby rozwijającego
się przemysłu. Karl Polanyi, jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX
wieku, z mechanizmu zamiany dóbr wspólnotowych na dobra podlegające
wymianie rynkowej uczynił motyw przewodni swojej opowieści o
kapitalizmie. Proces zawłaszczania i urynkowienia pozwala zwiększać
produktywność, ale prowadzi równocześnie do wzrostu nierówności i
destrukcji tradycyjnych więzi. Nie chodzi jednak tylko o to, że istnieją
nieuchronne koszty zmian. Dynamika kapitalizmu sprawia, że zaczyna on
pożerać własny ogon, niszcząc naturalne zasoby, jakie wykorzystuje w
procesie akumulacji kapitału. Ten proces powstrzymać mogą tylko siły
społeczne, które stawiając tamę dążeniu do urynkowienia, zahamują
tendencje autodestrukcyjne.
Dziś odpowiednikiem dawnych pastwisk są dźwięki, słowa, obrazy i kody
genetyczne. Przeciw grodzeniu występują liczne inicjatywy i ruchy
społeczne, które z jednej strony domagają się zniesienia barier w
dostępie do dóbr kultury, a z drugiej oferują alternatywne modele
produkcji wiedzy i dzielenia się nią. Ruch wolnej kultury domaga się
zniesienia ograniczeń wynikających z praw autorskich i patentowych,
odwołując się do logiki bezinteresowności i daru, która jest bardziej
produktywna i adekwatna wobec dóbr kulturowych. To, że więcej osób
przeczyta tekst, wysłucha piosenki albo obejrzy obraz, nie unieważnia
praw własności, tylko umożliwia partycypację i zwiększa różnorodność
kultury. Do konfliktów o prawa autorskie dołączają dyskusje na temat
patentowania leków i organizmów, a także masowe protesty przeciw
dalszemu urynkowieniu nauki. Wspólnym mianownikiem jest sprzeciw wobec
komercjalizacji wiedzy. Powstają też prężnie działające instytucje i
sieci społeczne wytwarzające dobra kultury na podstawie logiki
bezinteresowności, takie jak choćby ruch wolnego oprogramowania albo
wolnych podręczników. Ich sukces zamyka w zasadzie usta wszystkim,
którzy twierdzą, że nie ma alternatywy dla rozwoju opartego na świętych
prawach własności.
Coraz większy sprzeciw budzi też darmowe wykorzystywanie przez system
nieformalnej aktywności ludzi. Być może kwestia nie byłaby tak paląca,
gdyby nie proces kurczenia się zasobów pracy utowarowionej, czyli
sprzedawanej i kupowanej na rynku. Coraz więcej osób ma problem z
wejściem na rynek pracy i utrzymaniem się na godnym poziomie, a
jednocześnie system nie może sprawnie funkcjonować bez wysiłku, jaki
wkładają oni w utrzymywanie kontaktów, wychowywanie dzieci czy klikanie.
Jedną z propozycji rozwiązania tego napięcia jest wprowadzenie
powszechnego dochodu gwarantowanego. Chodzi o wypłacanie pensji
umożliwiającej życie na minimalnym poziomie wszystkim obywatelom. To
rozwiązanie jest dobrze dopasowane do sposobu funkcjonowania
społeczeństwa wiedzy, bo nie sposób dokładnie wycenić produktywności
jednostek i oszacować ich przydatności dla funkcjonowania złożonych
relacji społecznych. Jednostki z zagwarantowanym minimum mogą
bezpiecznie i z poczuciem godności wynikającym z uniwersalności dochodu
gwarantowanego realizować bezinteresowne działania oparte na logice
daru. Dochód gwarantowany zapewniałby wreszcie materialne podstawy
obietnicy samorealizacji wypisanej na sztandarach kapitalizmu kognitywnego.
Widziane bez retuszu społeczeństwo oparte na wiedzy nie może budzić
euforii, ale gdy pomyśli się o trwających walkach i debatach, można mieć
choć cień nadziei na powstanie bardziej sprawiedliwego ładu. W końcu
słynne trickle down, czyli proces skapywania bogactwa, naprawdę
się zdarza. Rzecz jednak w tym, że bogactwo skapuje tylko wtedy, gdy
bogatych mocno się ściśnie.Podobnie kapitalizm kognitywny będzie
funkcjonował znośnie wyłącznie wtedy, gdy w walkach społecznych wyłonią
się siły i reguły zdolne trzymać go w ryzach.
Tekst ukazał się w książce Ekonomia kultury. Przewodnik Krytyki Politycznej.
—
Zapraszamy na cykl debat: Kultura się z tobą policzy!
WARSZAWA
Udział wezmą: Edwin Bendyk („Polityka”), Joanna Mytkowska (Muzeum Sztuki Nowoczesnej) i Bogna Świątkowska (Fundacja Bęc Zmiana). Dyskusję poprowadzi Maciej Gdula (Krytyka Polityczna).
2 grudnia, czwartek, godz. 19.00, Nowy Wspaniały Świat, Warszawa
GDAŃSK
Udział wezmą m.in.: Aleksandra Szymańska (dyrektorka strategiczna biura Gdańsk i Metropolia ESK 2016), Iwona Zając (artystka wizualna), Adam Orzechowski (Dyrektor Teatru Wybrzeże); prowadzenie: Jacek Żakowski („Polityka”).
13 grudnia, poniedziałek, godz.18, Świetlica Krytyki Politycznej w Trójmieście, ul. Nowe Ogrody 35 (II piętro), Gdańsk
Również w grudniu debaty w Krakowie i Poznaniu.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...