Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Gdula: Zatruta przyjaźń |
|
|
Maciej Gdula
|
|
18.02.2007 |
Radosław Sikorski wie,
jak zadbać o swój wizerunek. Jest młody, ale już wpływowy, jest uśmiechnięty,
ale nie brak mu powagi, kiedy trzeba. Uchodzi za kompetentnego i niezależnego,
a jednocześnie unosi się wokół niego aura osoby, która z doradcami prezydenta
najpotężniejszego mocarstwa na świecie zjadła beczkę soli. Nie dziwi zatem, że
jego odejście z rządu spotkało się z powszechnym ubolewaniem. Na tle Leppera i
Giertycha Sikorski świecił w rządzie jak perła w koronie. Za wizerunkiem
światowca kryje się jednak jeden z najbardziej antydemokratycznych polityków
ostatnich lat.
Wojna bez dyskusji
Znacząca była rola
Sikorskiego w sprawie zaangażowania Polski w wojnę w Afganistanie. Zazwyczaj
gdy demokratyczny kraj wysyła żołnierzy na wojnę to toczy się ożywiona debata
wokół celowości takiego posunięcia. U nas jednak decyzja o wysłaniu wojska na
wojnę nie wymagała dyskusji. Trzeba było o niej tylko odpowiednio poinformować.
Zadania tego podjął się minister Sikorski, który zręcznie sączył informacje
przy użyciu socjotechnicznych metod.
Najpierw dowiedzieliśmy
się, że żołnierze do Afganistanu jechać muszą, bo takie zobowiązanie złożył
poprzedni rząd, ale pojedzie tam tylko 700 żołnierzy, którzy będą ochraniać
bazy i nie będą brali udziału w walkach. Potem poinformowano, że może pojawić
się konieczność użycia polskich oddziałów w wyjątkowych sytuacjach. Następnie
ogłoszono, że polski kontyngent liczyć będzie 1000 żołnierzy. Dopiero wtedy
minister mógł powiedzieć całą prawdę, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej
byłaby piorunująca: „Misja w Afganistanie będzie prawdopodobnie
najbardziej wymagającym zadaniem dla polskiej armii od czasów szturmu Berlina w
1945 r.”.
Minister Sikorski twórczo
rozwinął metodę zapoczątkowaną przez jego poprzedników, która polega wyłącznie
na informowaniu ludzi o decyzjach rządu i przekonywaniu ich, że poziom
zaangażowania militarnego zależy od jakichś mechanizmów niezależnych od decyzji
rządu suwerennego państwa. Pewnie dlatego, że Polacy generalnie są przeciw
wysyłaniu wojsk ich kraju na zagraniczne misje bojowe, rządzący wspierani przez
dominujące media tworzą atmosferę zgody na wypełnianie jakichś mitycznych zobowiązań.
Zamiast ważenia racji, charakterystycznego dla demokratycznej debaty, mamy
powtarzane jak zaklęcia frazy o polskiej racji stanu i dotrzymywaniu
zobowiązań. Każdy kto chciałby zacząć dyskusję, jest od razu naznaczony jako
przeciwnik polskich interesów i zwolennik niedotrzymywania obietnic.
Uniwersytet bez dyskusji
Niedawno minister
Sikorski zapragnął przenieść tę atmosferę w mury Uniwersytetu. Podczas debaty
zorganizowanej na UW przez „Dziennik” z udziałem Ryszarda Legutki i
Normana Podhoretza na sali pojawili się przeciwnicy wojny w Iraku i polityki
zagranicznej USA. Po intensywnej wymianie zdań między panelistami a działaczami
antywojennymi tych ostatnich Straż Uniwersytecka i ubrany po cywilnemu oficer
BOR zaczęli wyrzucać z sali. Minister Sikorski mobilizował strażników, aby
skuteczniej wykonywali swą pracę i zapowiedział, że jeśli sobie nie poradzą, to
wezwie Żandarmerię Wojskową. Dla ministra naturalna wydawała się propozycja,
aby problemy różnic w poglądach na temat stosunków międzynarodowych rozwiązać
za pomocą metod policyjnych.
Postawa Sikorskiego godzi
w autonomię Uniwersytetu jako zagwarantowanej przestrzeni otwartej debaty,
gdzie o przewadze ma decydować umiejętność formułowania argumentów, a nie
zdolność do podparcia swych przeświadczeń siłą fizyczną. Gdyby dymisja
nastąpiła po wydarzeniach na Uniwersytecie, byłoby to zrozumiałym przywróceniem
naruszonego porządku, w którym szanuje się niezależność przestrzeni
swobodnej wymiany myśli. Tak się jednak
nie stało. Radosława Sikorskiego nie dotknęła też żadna anatema. Gdy podał się
do dymisji, w jego obronie stanęły rozliczne autorytety od Zbigniewa
Brzezińskiego po Aleksandra Kwaśniewskiego, którym najwidoczniej nie
przeszkadzał fakt, że były minister chce modelować przestrzeń debaty na temat
stosunków międzynarodowych za pomocą żandarmerii.
Sikorski jako symbol
Radosława Sikorskiego
można uznać za symbol tego, co zdarzyło się w naszej polityce zagranicznej po
wejściu do Unii Europejskiej. Przez piętnaście lat to wejście do Unii było celem
zabiegów większości sił politycznych. Choć można było mieć zastrzeżenia co do
poziomu debaty towarzyszącej akcesji, to jednak wizja referendum sprawiała, że
formułowano argumenty i zabiegano o to, aby przekonać Polaków co do zasadności
głosowania na „tak”. Im bliżej było wejścia do Unii, tym bardziej na pierwszy
plan w polskiej polityce zagranicznej wysuwały się stosunki z USA.
Ten nowy cel polityki zagranicznej potwierdzany był znaczącymi
działaniami polskiego rządu, takimi jak wysłanie wojsk do Iraku czy zakup
samolotów F-16. Najważniejsze jest jednak to, że tej zmianie priorytetów
towarzyszyła zmiana sposobu uprawomocniania celów polityki zagranicznej.
Obecnie nie dąży się do przekonania ludzi o sensowności określonych działań.
Zamiast tego mamy moralny szantaż polską racją stanu i podkreślanie, że nie
możemy zawieść naszych przyjaciół. Dominacja języka familiarności i
przyjacielskich więzów sprawia, że polityka zagraniczna staje się coraz
bardziej niezależna od racjonalnych argumentów. Radosław Sikorski z jego
bliskimi związkami z Amerykanami i niechęcią wobec demokratycznej debaty jest
uosobieniem i jednym z najważniejszych architektów takiego sposobu uprawiania
polityki zagranicznej. Byłoby dobrze, gdyby jego odejście było pierwszym
krokiem na drodze do wyrwania się z tej irracjonalnej dynamiki.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.02.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
...to się viking chyba wreszcie poczu...
No to chyba wypadałoby teraz podać te...