Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Zatruta przyjaźń Drukuj
Maciej Gdula   
18.02.2007
Radosław Sikorski wie, jak zadbać o swój wizerunek. Jest młody, ale już wpływowy, jest uśmiechnięty, ale nie brak mu powagi, kiedy trzeba. Uchodzi za kompetentnego i niezależnego, a jednocześnie unosi się wokół niego aura osoby, która z doradcami prezydenta najpotężniejszego mocarstwa na świecie zjadła beczkę soli. Nie dziwi zatem, że jego odejście z rządu spotkało się z powszechnym ubolewaniem. Na tle Leppera i Giertycha Sikorski świecił w rządzie jak perła w koronie. Za wizerunkiem światowca kryje się jednak jeden z najbardziej antydemokratycznych polityków ostatnich lat. 

Wojna bez dyskusji

Znacząca była rola Sikorskiego w sprawie zaangażowania Polski w wojnę w Afganistanie. Zazwyczaj gdy demokratyczny kraj wysyła żołnierzy na wojnę to toczy się ożywiona debata wokół celowości takiego posunięcia. U nas jednak decyzja o wysłaniu wojska na wojnę nie wymagała dyskusji. Trzeba było o niej tylko odpowiednio poinformować. Zadania tego podjął się minister Sikorski, który zręcznie sączył informacje przy użyciu socjotechnicznych metod.

Najpierw dowiedzieliśmy się, że żołnierze do Afganistanu jechać muszą, bo takie zobowiązanie złożył poprzedni rząd, ale pojedzie tam tylko 700 żołnierzy, którzy będą ochraniać bazy i nie będą brali udziału w walkach. Potem poinformowano, że może pojawić się konieczność użycia polskich oddziałów w wyjątkowych sytuacjach. Następnie ogłoszono, że polski kontyngent liczyć będzie 1000 żołnierzy. Dopiero wtedy minister mógł powiedzieć całą prawdę, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłaby piorunująca: „Misja w Afganistanie będzie prawdopodobnie najbardziej wymagającym zadaniem dla polskiej armii od czasów szturmu Berlina w 1945 r.”.

Minister Sikorski twórczo rozwinął metodę zapoczątkowaną przez jego poprzedników, która polega wyłącznie na informowaniu ludzi o decyzjach rządu i przekonywaniu ich, że poziom zaangażowania militarnego zależy od jakichś mechanizmów niezależnych od decyzji rządu suwerennego państwa. Pewnie dlatego, że Polacy generalnie są przeciw wysyłaniu wojsk ich kraju na zagraniczne misje bojowe, rządzący wspierani przez dominujące media tworzą atmosferę zgody na wypełnianie jakichś mitycznych zobowiązań. Zamiast ważenia racji, charakterystycznego dla demokratycznej debaty, mamy powtarzane jak zaklęcia frazy o polskiej racji stanu i dotrzymywaniu zobowiązań. Każdy kto chciałby zacząć dyskusję, jest od razu naznaczony jako przeciwnik polskich interesów i zwolennik niedotrzymywania obietnic.

Uniwersytet bez dyskusji

Niedawno minister Sikorski zapragnął przenieść tę atmosferę w mury Uniwersytetu. Podczas debaty zorganizowanej na UW przez „Dziennik” z udziałem Ryszarda Legutki i Normana Podhoretza na sali pojawili się przeciwnicy wojny w Iraku i polityki zagranicznej USA. Po intensywnej wymianie zdań między panelistami a działaczami antywojennymi tych ostatnich Straż Uniwersytecka i ubrany po cywilnemu oficer BOR zaczęli wyrzucać z sali. Minister Sikorski mobilizował strażników, aby skuteczniej wykonywali swą pracę i zapowiedział, że jeśli sobie nie poradzą, to wezwie Żandarmerię Wojskową. Dla ministra naturalna wydawała się propozycja, aby problemy różnic w poglądach na temat stosunków międzynarodowych rozwiązać za pomocą metod policyjnych.

Postawa Sikorskiego godzi w autonomię Uniwersytetu jako zagwarantowanej przestrzeni otwartej debaty, gdzie o przewadze ma decydować umiejętność formułowania argumentów, a nie zdolność do podparcia swych przeświadczeń siłą fizyczną. Gdyby dymisja nastąpiła po wydarzeniach na Uniwersytecie, byłoby to zrozumiałym przywróceniem naruszonego porządku, w którym szanuje się niezależność przestrzeni swobodnej  wymiany myśli. Tak się jednak nie stało. Radosława Sikorskiego nie dotknęła też żadna anatema. Gdy podał się do dymisji, w jego obronie stanęły rozliczne autorytety od Zbigniewa Brzezińskiego po Aleksandra Kwaśniewskiego, którym najwidoczniej nie przeszkadzał fakt, że były minister chce modelować przestrzeń debaty na temat stosunków międzynarodowych za pomocą żandarmerii.

Sikorski jako symbol

Radosława Sikorskiego można uznać za symbol tego, co zdarzyło się w naszej polityce zagranicznej po wejściu do Unii Europejskiej. Przez piętnaście lat to wejście do Unii było celem zabiegów większości sił politycznych. Choć można było mieć zastrzeżenia co do poziomu debaty towarzyszącej akcesji, to jednak wizja referendum sprawiała, że formułowano argumenty i zabiegano o to, aby przekonać Polaków co do zasadności głosowania na „tak”. Im bliżej było wejścia do Unii, tym bardziej na pierwszy plan w polskiej polityce zagranicznej wysuwały się stosunki z USA.

Ten nowy cel polityki zagranicznej potwierdzany był znaczącymi działaniami polskiego rządu, takimi jak wysłanie wojsk do Iraku czy zakup samolotów F-16. Najważniejsze jest jednak to, że tej zmianie priorytetów towarzyszyła zmiana sposobu uprawomocniania celów polityki zagranicznej. Obecnie nie dąży się do przekonania ludzi o sensowności określonych działań. Zamiast tego mamy moralny szantaż polską racją stanu i podkreślanie, że nie możemy zawieść naszych przyjaciół. Dominacja języka familiarności i przyjacielskich więzów sprawia, że polityka zagraniczna staje się coraz bardziej niezależna od racjonalnych argumentów. Radosław Sikorski z jego bliskimi związkami z Amerykanami i niechęcią wobec demokratycznej debaty jest uosobieniem i jednym z najważniejszych architektów takiego sposobu uprawiania polityki zagranicznej. Byłoby dobrze, gdyby jego odejście było pierwszym krokiem na drodze do wyrwania się z tej irracjonalnej dynamiki.
Komentarze
Dodaj nowy
rewolucyjna poetka  - no proszę…   |25.02.2007 03:49:17
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,394 4487.html

- Obecność
Kazimierza Marcinkiewicza i Radka Sikorskiego w PO bardzo by mnie ucieszyła -
powiedział lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk w wywiadzie dla tygodnika
"Wprost".
pawlica1  - Takie jest wojsko, taka jest polityka   |26.02.2007 01:01:14
Tak, to wszystko sie zgadza, tylko to nie jest cała "prawda" o Radku S.
Są jeszcze conajmniej dwa argumenty, których tu nie ma więc wyszła z tego nie
krytyka tylko panflet.Jeden, to taki, że sprawy wojska, obronności, nawet
dzisiaj definiowanego zagrozenia terroryzmem, jako odpowiednika wojny -to są
sprawy nie za bardzo nadające sie do demokratycznych procedur i dywagacji.
Czyli- demokracja nie jest panaceum na wszystko i to trzeba umieć zauważyc też.
Po drugie, nie ma tu nic o patriotyźmie a przecież każdy kto sie z nim zetknął,
to wie że to jego misja, która go najsilniej motywuje do działań w polityce.
Można się sprzeczać o model partiotyzmu jaki jest nam dzisiaj najbardziej
potrzebny, ale nie można tego nie zauważyć.
Co do sesji na UW uważam tak samo
jak autor. To był błąd.UW jest i ma pozostać świątynią tych co chca i umieją się
spierać. Mógł to zrobić w Gazecie Wyborczej, tam sie przedstawia wszystko tylko
z jednej strony . Ale już "Wytykanie " Radkowi S., że jest
pragmatyczny i skuteczny to juz jakies nieporozumienie? A jaki ż to polityk ma
być? Pełen dobrych intencji z których mu nic nie wychodzi? Bezbarwny birokrata
bez wizerunku i osobowości jak nie przymierzając Szczygło?
thomas  - wręcz przeciwnie   |27.02.2007 05:03:43
Otóż oba argumenty są bezwartościowe.

1. Akurat standard demokratycznej
kontroli nad wojskiem jest standardem dobrym i w szczególności decyzje o
wysyłaniu wojska powinny podlegać publicznej dyskusji. Brak takiej dyskusji
świadczy o rodzeniu się autorytarnej władzy. Argumenty o wojnie z terroryzmem
obalają się same; tak jak nie można prowadzić wojny z opryszczką, paleniem
papierosów czy gubieniem skarpetek przy użyciu wojska, tak i wojskiem nie
zwalczy się terroryzmu. Terroryzm to nie jest państwo, to nie jest wojsko, to
jest zjawisko, które nie lokalizuje się tak łatwo. Zresztą jest to zjawisko,
które nasiliło się dzięki tzw. wojnie z terroryzmem. Wystarczy poczytać, co
dzieje się w Bagdadzie. Za Saddama było w Iraku spokojniej i bezpieczniej, a to
naprawdę nie był wtedy ani spokojny, ani bezpieczny kraj.

W innych krajach
europejskich debata nad wysyłaniem wojsk do Afganistanu istnieje, nie mówiąc o
debacie na temat tarczy antyrakietowej. Mam nadzieję, że wreszcie albo dadzą za
to w tyłek Blairowi, albo wyleci. Miliony ludzi demonstrowały w wielu
europejskich krajach przeciwko wojnie w Iraku i dziś jest jasne, że mieli racje.
W Iraku jest sytuacja "zamienił stryjek siekierkę na kijek".

2.
Patriotyzmem to gębę sobie wyciera co drugi idiota, więc to żadna zaleta.
Zresztą nieważne, co motywuje polityka. Ja tam nie miałbym nic przeciwko
wybujałym ambicjom, gdyby skutki działania były inne. Tymczasem Sikorski jest po
pierwsze podejrzany o współpracę z obcym (brytyjskim wywiadem); po drugie,
cierpi na zaburzenia paranoidalne (bo inaczej nie wiadomo, dlaczego postawił
przed swoim domem tabliczkę "Strefa zdekomunizowana" - może u sąsiadów
mieszka Mao?); po trzecie, podjął kilka debilnych decyzji w wojsku. Kilka
przykładów: likwidacja WAT, łączenie, a raczej eliminacja różnych uczelni
wojskowych (świetny pomysł szkolenia pilotów bez szkoły w Dęblinie, gratuluję,
mieli pewnie ćwiczyć na oplach astra, co?), a także zgoda na działalność
Macierewicza. Tak, zgoda - bo gdyby miał jaja, to dawno by wywalił tego drugiego
paranoika.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.02.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91442 Seconds