|
Maciej Gdula
|
|
11.10.2005 |
Kampania prezydencka wkroczyła w decydującą fazę. Pojawiły się zatem decydujące racje. Politycy PiS-u wytoczyli mocne argumenty. Dziadek Donalda Tuska miał być ochotnikiem Wermachtu i służyć w tej formacji w czasie II wojny światowej. Sztab Donalda Tuska i on sam szybko dali odpór zarzutom. Jacek Protasiewicz przedstawił dokumenty świadczące o tym, że przodkowie Tuska byli przed wojną działaczami organizacji polonijnych, byli więźniami niemieckich obozów i w walce o Polskę ponieśli uszczerbek na zdrowiu. Zarzuty PiS-u są według Protasiewicza kłamliwe i obrzydliwe. Obrzydliwe dlatego, że kłamliwe. Dziadkowie Tuska byli przecież prawdziwymi Polakami.
Dziś mamy poczucie deja vu. Podobne ataki zdarzyły się przecież 15 lat temu podczas pierwszej kampanii prezydenckiej. Obóz Lecha Wałęsy sugerował żydowskie pochodzenie Tadeusza Mazowieckiego i przekonywał, że Polsce potrzebny jest prezydent Polak. W odpowiedzi Mazowiecki przedstawił świadectwa chrztu swoich przodków, dowodząc ich polskości. W obu przypadkach kandydat na najwyższy urząd w państwie został zaatakowany dlatego, że nie spełnia kryteriów czystej polskości, na którą ma się składać czystość krwi i/albo uczynków przodków. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji powinny zetrzeć się dwie odmienne wizje organizacji życia społecznego. Wizja ekskluzywnej wspólnoty narodowej czystych Polaków z wizją społeczeństwa, gdzie prawo do publicznej obecności nie musi być gwarantowane żadnymi świadectwami normalności, którą definiuje narodowa prawica. Tak nie stało się jednak ani 15 lat temu, ani teraz. Oskarżyciele i ofiary podzielają bowiem tą samą wizję narodowej wspólnoty. Poszukując dowodów na swoją polskość zarówno Mazowiecki, jak i Tusk potwierdzili prawomocność zarzutów.
Kandydaci na prezydenta i dziennikarze przez najbliższe dwa tygodnie będą pracować na to, aby przekonać obywateli, że spór między Tuskiem i Kaczyńskim jest sporem zasadniczym, od którego zależy kształt polskiej rzeczywistości. Jednym z elementów budowania opozycji może być „sprawa dziadka”. Z jednej strony Tusk – ofiara brudnej kampanii, z drugiej rzucający fałszywe oskarżenia Kaczyński. W walce o wyborcę bycie ofiarą może okazać się Tuskowi bardzo pomocne, ale to właśnie „sprawa dziadka” wyraźnie pokazuje, że pomiędzy dwoma kandydatami nie ma różnicy, która sprawiałaby, że od wyborów prezydenckich w istotnym stopniu zależeć może kształt naszej rzeczywistości.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.10.2006 )
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...