Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Reedukacja niepodległościowa Drukuj
Maciej Gdula   
12.11.2005
Wczoraj mieliśmy dzień wyjątkowo podniosły. Z okazji odzyskania niepodległości łopotały flagi, armaty strzelały na wiwat, a po mieście przemieszczał się oddział ułanów. Podniosły nastrój udzielił się politykom ze świeżo zaprzysiężonego rządu.
Premier powiedział, że: „patriotyzm w naszych sercach cały czas się rozgrzewa i narasta. Szczególnie ważne jest, by patriotyzm narastał przede wszystkim w sercach młodych ludzi”. Ten postulat szybko zapragnęli przemienić w działania jego ministrowie. Minister odpowiedzialny za kulturę i dziedzictwo narodowe Kazimierz Ujazdowski zapewnił, że: „Rzeczypospolita wraca do odpowiedzialności za edukację historyczną i edukację patriotyczną w Polsce”. Dalej posunął się minister edukacji i nauki Michał Seweryński, który zaproponował konkretne rozwiązania edukacyjne: „Dobrze byłoby w szkole - wśród uczniów, wśród młodzieży - wzbudzić poczucie dumy z własnej rodziny. Marzy mi się taki specjalny konkurs na pamiętniki rodzinne, które pozwoliłyby odkryć młodym ślady przeszłości o swojej rodzinie. Co wiedzą nasze wnuki o swoich dziadkach? W moim pokoleniu nie było dziadków, bo wojna ich zabrała”. Zrozumiałem mój brak entuzjazmu dla militarystycznych rytuałów z marszami, salwami i proporcami. Nie jestem wystarczająco wyedukowany. Jeśli wciąż zaliczam się do młodzieży, może na reedukację nie jest jeszcze za późno? Zastosuję się do wskazówek ministra i spróbuję rozbudzić w sobie poczucie dumy z własnej rodziny przez poszukiwanie śladów przeszłości. Wtedy na pewno narośnie mi w sercu patriotyzm. Przez rodzinę z powrotem na łono narodu!
Jeden z przodków mojej mamy nazywał się Koryga i pamiętam, że odegrał jakąś rolę w Rabacji Galicyjskiej. Oto co znalazłem po wpisaniu hasła „Koryga Rabacja” w Googla: „Akcja chłopów przeciwko szlachcie organizującej powstanie narodowe rozpoczęła się 18 lutego 1846 r. Ruch ten o antyfeudalnym obliczu był odwetem chłopów za lata pańszczyźnianego upokorzenia, wiekowych krzywd i niesprawiedliwości. Ale był też akcją, która sparaliżowała powstanie narodowe szlachty. O aktywności chłopów «od Rzepiennika» mówią wzmianki we współczesnych pamiętnikach. Niechlubnie zapisał się niejaki Koryga z Turzy «pijak i rabuś», który stał na czele chłopów i chciał się przedostać za Ropę”. Sprawa wydaje się beznadziejna. Mój przodek zdławił narodowe powstanie szlachty. Koryga, „pijak i rabuś”, dał się namówić Austriakom, do wystąpienia przeciw swoim rodakom wtedy, gdy oni potrzebowali jego pomocy w walce z zaborcą.
Na szczęście jest jeszcze rodzina od strony taty. Mój pradziadek, Zygmunt Zuziak, który wyuczył się na cukiernika w Wiedniu, był w Legionach! Co za szczęście, można zapomnieć o pijaku Korydze. W każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. Pradziadek Legionista to zupełnie inna sprawa. Nie każdy ma takiego pradziadka. Leży w honorowej kwaterze Legionistów na żywieckim cmentarzu. Już czuję jak narasta mi patriotyzm. Moja rodzina przyczyniła się do odzyskania niepodległości swoją krwią, potem i znojem. Poznając dzieje moich przodków, włączam się w historię Polskiego narodu – rodziny rodzin.
Grób pradziadka nie jest jednak wojenną mogiłą. Zygmunt Zuziak przeżył wojnę i urządził się w niepodległej Polsce. Koledzy z Legionów pamiętali o jego zasługach. Nie musiał piec ciast i produkować tortów. Został urzędnikiem żywieckiego magistratu odpowiedzialnym za pobór podatków. Nie był jednak zbyt skrupulatny w oddawaniu zebranych sum do kasy państwa. Kilka miesięcy spędził w sanacyjnym więzieniu za malwersacje. Przy odrobinie szczęścia mógłby tam spotkać swojego brata Franka. Franek nie trafił do sanacyjnego więzienia za oszustwa. Znalazł się tam za działalność polityczną i uczestnictwo w rozruchach robotniczych. Franek był bowiem, jak to się w rodzinie mówiło, komunistą (należał albo do PPS, albo do KPP). Bez Franka wszystko byłoby łatwiejsze. Zygmunt był jak przystało na Polaka antykomunistą i mojego tatę wychowywał w tym duchu. Ojciec rzucił nawet w szkole wyzwanie oficjalnej żałobie po śmierci Stalina, trafiając ścierką do tablicy w jego portret. (Pradziadek nie żył jednak wiecznie i  nie mógł uchronić mojego ojca przed wykolejeniem. Ojciec został wysokim funkcjonariuszem PZPR-u).
Patriotyzm mi opada. Mam w rodzinie przynajmniej kilku zdrajców narodu. Nie mam chyba szans w konkursie ministra Seweryńskiego na pamiętniki rodzinne. Coś musi być z moją rodziną nie tak.
Ale może problem leży gdzie indziej. Może wizja historii narodu polskiego jako rodziny rodzin walczącej z obcą nawałą pomija napięcia, jakie pojawiały się w społeczeństwie polskim w toku jego dziejów? Na przykład antagonizm między chłopstwem i szlachtą albo walki między sanacją i opozycją. Pamiętniki rodzinne mają jednak chyba pewną wartość, bo mogą stać się alternatywą dla oficjalnej ideologii historycznej, którą niedługo wpajać będą za pomocą aparatu państwowego politycy PIS-u.
Komentarze
Dodaj nowy
Waran z Komodą  - ***   |12.11.2005 14:19:22
Szacun za Rabację, bo to rzeczywiście świetnie pokazuje, jak przygodne i
nietrwałe są korzenie narodu polskiego.

- za złapanie się na nieznośnie
męskocentryczny język Ujazdowskiego. A może poszukać również czegoś w
pamiętnikach naszych babć? A nuż trafiłaby się jeszcze jakaś sufrażystka? ;>
Publius  - Ein Reich, Ein Volk…   |14.11.2005 10:16:32
No cóż…

Zgadzam się w stu procentach z autorem; tym bardziej że takie
"historyczne" spojrzenie na rodzinę zdaje się odbierać naszym zmarłym
bliskim człowieczeństwo - każdy nagle staje się właśnie "dobrym" bądź
"złym" wujem w zależności od tego po której stronie konfliktu się
znalazł, a nie na podstawie tego jakim był człowiekiem w całości.

Często
znajdujemy się po jakiejś strony przypadkowo… przypomina mi się film
"Europa, Europa"…

Moi przodkowie byli Nazistami z jednej strony i
żołnierzami Radzieckimi z drugiej.

Nie śmiem uważać siebie zatem jako godnym
zwycięzscą owego konkursu, aczkolwiek z rodzinny jestem bardzo dumny.

Publius
blofeld  - eksponujmy nasze pamietniki!   |15.11.2005 21:19:11
Może to projekt dla Krytyki i innych środowisk lewicowych: Bądźmy dumni z
naszych przodków, którzy walczyli o lewicową sprawiedliwość społeczną. Przecież
prawie każdy ma w rodzinie jakiegoś KPP-powca, PPS-iaka, żołnierza Brygad
Międzynarodowych, kościuszkowca, partyzanta AL, żołnierza Armii Czerwonej
wyzwalającego Auschwitz czy komunistycznego powstańca w getcie.

Tą historię
warto opowiedzieć!

Myślę, że w polu historycznym my też możemy być silni,
możemy odkrywać tradycje naszych przodków, którzy polegli w walce z faszyzmem
hiszpańskim i niemieckim. Trzeba stworzyć inną historię - taką, której nieudaną
parodią była dominująca narracja PRLowskiej historiografii, a która dziś
odpowiada europejskiemu rozumieniu dziejów.
eumenes  - warto opowiedzieć każdą historię   |24.11.2005 17:57:13
Nie mogę się zgodzić z użytkownikiem blofeld. Pisząc "lewicowo" też
dzielimy ludzi. Zresztą, a jeśli oprócz tego "PPS-iaka" znajdzie się
wyjątkowo usłużny czynownik albo żołnierz Wehrmachtu? Zresztą i tak zapewne
okazałoby się, że rewolucyjnej elity było mało, a nasi przodkowie usłużnie
robili pańszczyznę, byli zabobonnie religijni i czapkowali szlachcie. Po
uwłaszczeniu ich dzieci poszły do miasta za chlebem, tam kolejne pokolenie
robiło w fabrykach po 12 h, by ich dzieci mogły nauczyć się czytać, w
międzyczasie któraś z praprababci machała chorągiewką naszemu wojsku w 1920, z
których jeden wojak został w jej mieszkaniu już na zawsze, jednak okazał się nie
być "malowanym chłopcem", lecz urzędnikiem zapijającym się z rozpaczy w
II RP itd… Trzeba odkryć najzwyklejszą historię najzwyklejszych ludzi, dla
których wielka historia się nie liczyła i po prostu starali się budować własne
szczęście. Przytłoczeni wojnami, rewolucjami, powstaniami zapominamy o tej
masie, o której nie pisano w gazetach, lecz co najwyżej w księgach parafialnych.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94542 Seconds