Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Polityka sondaży Drukuj
Maciej Gdula   
05.03.2005
Naturalny rytm naszemu życiu publicznemu nadają publikowane co miesiąc badania popularności rządu, partii politycznych i poszczególnych polityków. Przy okazji każdej ważnej medialnej debaty społeczeństwo symbolizowane jest za pomocą podzielonego na sektory, kolorowego talerzyka stanowiącego wizualizację społecznych opinii. Dla polityków i dziennikarzy badania opinii publicznej to swoista ostatnia instancja, do jakiej można się odwołać. Premier powinien odejść, gdyż „utracił społeczne zaufanie”, a lustracja jest konieczna ponieważ „ludzie domagają się prawdy”. Naturalności, z jaką politycy i dziennikarze używają wyników badań sondażowych chcę przeciwstawić krytykę wykazującą, że sondaże nie są neutralnym odwzorowaniem rzeczywistości społecznej, ale politycznym narzędziem jej kształtowania. Nie chodzi tu o krytykę wymierzoną w niedostatki badań sondażowych, które związane są z doborem próby, realizacją badania, czy stronniczością ośrodków. Spróbuję pokazać, jakie są społeczne i polityczne warunki wytwarzania i wykorzystywania sondaży. Za inspirację posłużyły mi tezy wybitnego francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu.

O czym milczą respondenci

Istnieje kilka milczących założeń leżących u podstaw tak powszechnego używania sondaży. Przede wszystkim zakłada się, że każdy z badanych ma opinię. Każdy przecież wie co sądzi o aborcji, wojnie w Iraku, czy Unii Europejskiej. Posiadanie opinii nie jest jednak przywilejem wszystkich ankietowanych. Część respondentów odpowiada przecież „nie wiem”. Braki odpowiedzi wykazują przy tym systematyczny charakter i związane są z nierównościami społecznymi. Osoby gorzej wykształcone nie wiedzą częściej niż te lepiej wykształcone. Kobiety częściej powstrzymują się od odpowiedzi niż mężczyźni. Brak odpowiedzi i zdefiniowanie tym samym obszaru polityki, jako obszaru „nie dla mnie”, oznacza rezygnację z możliwości wpływu na jej kształt. Milcząca mniejszość nie jest bowiem w ogóle brana pod uwagę i pozostaje wykluczoną, niezrozumiałą „resztką”.
Można jednak przyjąć, choć jest to decyzja polityczna, że nie bierze się pod uwagę milczących respondentów. Wtedy oczywiste jest, że wśród odpowiadających, opinie na dany temat znaczą dokładnie to samo. Jeśli respondenci uważają, że są za przyjęciem planu oszczędnościowego dla budżetu państwa, to wszyscy odpowiadający na „tak” wiedzą dokładnie o co w nim chodzi. A przecież jest inaczej. Dla części respondentów odpowiedź na pytanie o oszczędności w budżecie jest polityczną odpowiedzią na polityczny temat, dla innych jest wyrazem ich codziennych przyzwyczajeń i dyspozycji. Poparcie dla oszczędności budżetowych wyrażone przez maklera giełdowego oznaczać może zupełnie co innego niż poparcie wyrażone przez kasjerkę supermarketu. Makler opowiada się w ten sposób za pewnym modelem organizacji życia społecznego, dla kasjerki poparcie planu jest przedłużeniem nawyku oszczędności, który jest dla niej życiową koniecznością. Nie trzeba chyba dodawać kto z większym prawdopodobieństwem ucierpi na oszczędnościach budżetowych. Obecne w sondażach gotowe formuły języka polityki (np. oszczędności budżetowe) dokonują transformacji codziennych odruchów w politycznie brzemienne formuły.

O czym warto rozmawiać?

Pytania pojawiające się w sondażach traktuje się w sferze publicznej tak jakby istniała zgoda co do zasadności ich stawiania. Jednocześnie opinia publiczna uznawana jest za instancję podającą tematy publicznych debat. Zgoda jest jednak pozorna, a opinia publiczna więcej ma w sobie ze słuchacza niż z rozmówcy. W sferze publicznej definiuje się to, co politycznie jest do pomyślenia i to, co zastaje z góry wykluczone jako niedorzeczność. Konstruowane są prawomocne tematy polityki i sposoby mówienia o nich. Pracownie badań opinii publicznej pytają respondentów o te kwestię, które aktorzy sceny publicznej uznają za temat warty zachodu. Dziennikarze i politycy przywołują przede wszystkim badania dotyczące „palących” problemów. Moc kreowania publicznych tematów jest określona przez zróżnicowaną władzę, jaką określone osoby, grupy i instytucje mają w sferze publicznej. Aktorzy dysponujący dostępem do uprzywilejowanych pozycji w polityce i mediach mają zdecydowaną przewagę w narzucaniu tematów, które interesować mają wszystkich. Nie oznacza to oczywiście, że lista tematów jest zamknięta i określana wyłącznie przez wąską grupę trzymającą władzę. Trzeba wziąć jednak pod uwagę, że wprowadzenie nowego wątku do debaty publicznej jest niezwykle trudne. Na przykład sytuacja pielęgniarek kilkakrotnie stała się tematem sondażowym dzięki organizacji protestów, wymagających dużego wysiłku i zaangażowania struktur związków zawodowych. Grupy słabiej zorganizowane, o mniejszej sile przebicia mają małe szanse na przeforsowanie ważnych dla nich kwestii jako tematów, o które warto pytać respondentów. Doskonałą ilustracją mogą być tu losy kwestii ekologicznej, w zasadzie nieobecnej w polskich debatach publicznych.
Popularność badań opinii publicznej i skłonność do posługiwania się nimi wiąże się, z przekonaniem o ich naukowej wartości. Komentowane szeroko wyniki sondaży traktowane są jak obiektywny zapis rzeczywistości społecznej. Dobrze oddają to metafory badań opinii publicznej – sondaż określa się jako „termometr nastroju”, albo „barometr opinii”. Instytuty badania opinii przede wszystkim potwierdzają prawomocność dominujących sposobów mówienia o rzeczywistości społecznej. Sprzyja temu realizowanie badań jako zleceń, co utrudnia zdobycie dystansu wobec zadanych tematów i wymaganych sposobów stawiania pytań, gdyż jedno i drugie silnie wiąże się z oczekiwaniami zamawiającego. Produkcja wiedzy w tych instytucjach występuje pod presją czasu, co uprzywilejowuje korzystanie z gotowych formuł badawczych, jako sposobu na poprawienie wydajności. Komentatorzy wyników badań, często legitymujący się stopniami naukowymi, włączeni są w logikę mediów masowych, gdzie pierwszeństwo ma nowe, wyraziste i atrakcyjne, przed tym, co wieloznaczne i nadmiernie złożone. Badania naukowe, w odróżnieniu od badań opinii publicznej wykonywanych przez wyspecjalizowane instytuty badawcze, charakteryzują się dystansem wobec potocznych kategorii i specyficznym podejściem do czasu, które przez zewnętrznych obserwatorów może być rozumiane tylko jako jego marnotrawienie. Sondaże, choć nie spełniają kryteriów postępowania naukowego, w przestrzeni publicznej są uważane za wytwory naukowe. Na tym opiera się ich pozycja i dzięki temu mogą odgrywać doniosłą rolę. Brak autonomii w konstruowaniu kategorii i problemów nie jest bowiem przeszkodą w „użyczaniu” naukowej legitymizacji, dla polityków i dziennikarzy.

Sondaż wyalienowany

Sondaż uważa się za narzędzie kontroli publiczności nad życiem politycznym. Głos opinii publicznej traktowany jest jako uobecnienie wspólnoty politycznej. Wyrażanie opinii przez sondaż, któremu implicite przypisuje się cechy wyborów, ma być narzędziem oceny i sposobem kontroli rządzących. Instytucja opinii publicznej interpretowana jest jako wyraz postępującej demokratyzacji. Logika sondażu nie narusza jednak autonomii polityki, ale ją podtrzymuje. Sondaże nie są bowiem rodzajem komunikacji, której celem jest porozumienie między politykami a społeczeństwem. Widać to wyraźnie, jeśli przyjrzeć się wieloznaczności pytań stawianych w badaniach sondażowych i sposobie ich funkcjonowania w przestrzeni publicznej. Za wymowny przykład może posłużyć jeden z ostatnich programów Tomasza Lisa z cyklu Co z tą Polską. Zaprezentowano w nim wyniki odpowiedzi na pytanie „Czy Polska potrzebuje rewolucyjnych zmian?”. Ponad 80 procent ankietowanych odpowiedziało twierdząco. Samo sformułowanie pytania, odwołujące się do retoryki rewolucji, stało się możliwe dzięki postawieniu przez polityków prawicy postulatów dokonania rewolucji moralnej. Niezwykła wieloznaczność pytania, wobec której nie protestowała obecna w studiu socjolog - Jadwiga Staniszkis, stała się przedmiotem sporu o mianowanie i rywalizacji o znaczenie opinii. Jarosław Kaczyński interpretował wynik jako niezbity dowód na konieczność realizacji jego postulatów. Tadeusz Mazowiecki mówił o potrzebie zmian, ale w granicach dotychczasowych urządzeń ustrojowych. Nikt nie mówił o potrzebie zmiany stosunku do środków produkcji, choć ten sens wyniku sondażu też nie jest przecież wykluczony przy tak sformułowanym pytaniu. Pytanie sondażu „alienuje się” wobec publiczności, wpadając w tryby politycznej debaty, w której reprodukują się ugruntowane już wcześniej podziały. Zarówno tematy, jak i sposoby mówienia o nich są zatem w przeważającym stopniu produktem politycznej pracy dziennikarzy i polityków.

Jaką rolę odgrywają sondaże skoro nie przyczyniają się do wprowadzania nowych tematów do debaty publicznej i nie są narzędziem kontroli nad politykami? Sondaże mają ważne miejsce w życiu publicznym, gdyż legitymizują działania polityczne przez powołanie większości, użyczającej polityce uwagi. Opinia publiczna to wyobrażone społeczeństwo, które wiernie śledzi wydarzenia i jest zainteresowane bieżącymi debatami, toczącymi się utartymi koleinami sporów o lustrację albo termin wyborów. Nie miejmy zatem złudzeń, że zmiana polityczna przychodzi ze strony opinii publicznej. Zmiana możliwa jest przez rekonstrukcję reguł publicznego dyskursu dzięki aktorom, grupom i instytucjom dążącym do podważenia ugruntowanych podziałów.
Komentarze
Dodaj nowy
ali g  - i szto delat?   |06.03.2005 10:12:09
Czyli ludzie nie wiedza, czego chca i ich motywacje dla tej samej odpowiedzi sa
tak odmienne, ze wynik badania niczego nie oddaje. Tyle ze ten problem mozna tez
ekstrapolowac do wyborow czy chocby heterogenicznych powodow do zakupu akcji
firmy x. Czy swiadczy to o tym, ze demokracja i gielda sa nieefektywne? Pewnie
tak, udowodniono to teoretycznie juz jakies 40 lat temu (bounded rationality,
impossibility theorem Arrowa etc). Tylko czemu akurat robi sie z tego odkrycie
jak ‘wiekszosc’ mowi, ze chce prawdy i lustracji, a nie wycofania z Iraku i
aborcji na zyczenie?
thomas  - sprostowanie   |09.03.2005 14:12:57
Akurat większość chce liberalizacji ustawy aborcyjnej, ali g. Masz nieaktualne
dane. Większość też nie chce wojny w Iraku. Sorry.
ali g  - dobra i zla wiekszosc   |09.03.2005 17:12:22
Wlasnie o to mi chodzilo, Thomasie. Fakt ze wiekszosc chce liberalizacji aborcji
i wycofania z Iraku nie ma zadnego znaczenia, jesli uznamy wady sondazy za dane
(jak kolega Gdula). Chyba ze wskazywanie na te problemy lub nie zalezy od
zadanego pytania i odpowiedzi…
mojatytusicencja   |23.09.2008 06:21:43
Sondaz tym sie rozni od badania, ze pytania sondazu konstruuje sie w wyniku
zapotrzebowania pytajacego. Przykladowo pytania o Irak mozna zadac tak:
- czy
nalezy wycofac zolnierzy z Iraku? tak, nie
- czy w swietle tego, ze nie mamy
korzysci ekonomicznych z obiecanych kontraktow nalezy wycofac zolnierzy z Iraku?
tak, nie
- czy interwencja w Iraku obnizyla zagrozenie terroryzmem? tak,
nie

Tego typu pytania zawieraja mase zalozen podstawowych ktore sa mniej lub
bardziej sprytnie ukryte a ktore otrzymuja swoje milczace potwierdzenie
niezaleznie czy odpowiemy "tak czy tez "nie". Na przyklad w pytaniu
trzecim niezaleznie co odpowiemy przyznajemy, ze naszym zdaniem zagrozenie
terroryzmem rzeczywiscie kiedykolwiek istnialo. w drugim milczaco przyznajemy,
ze to w ogole dobry pomysl zeby wysylac gdzies zolnierzy z uzasadnien
ekonomicznych. W pierwszym uznajemy, ze w ogole dobrze bylo, ze tam pojechali
lub w najlepszym przypadku nie odnosimy sie do tej kwestii. A jest przeciez dla
odpowiadajacego w tym momencie kluczowa. Jednoczesnie jednak taki sondaz poprzez
swoja zewnetrzna forme przyominajaca rzetelne badanie korzysta z autorytetu
naleznego naukom empirycznym. Czyli publikujac sondaz z pytaniem trzecim z moca
naukowego autorytetu dowodzimy, ze istnialo zagrozenie terroryzmem, jednoczesnie
w ogole nie podejmujac na ten temat dyskusji. Nie chodzi tu wiec o to, czy
ludzie wiedza czy nie wiedza czego chca, ale o to, ze ich nie pytaja czego chca,
tylko ich pytaja czy chca isc na Przeminelo z Wiatrem do kina przed poludniem
czy po poludniu.
pshemko   |10.11.2009 04:34:17
WITAM NIEJAKA YUMIKI, KRADNIE BEZCZELNIE , ROZNE tekty z sieci, miedzy innymi
Pana tekst , prosze zobaczyc.
http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem
/35226,polityka_sondazy__komentarzy,artykul.html

Jak na to wpadłem, po prost
zrobiłemm kopiuj wklej do google jej tekst , jej artykułu i znalazło Pana
tekst.To oszustka wiec to dla niej norma.
Rozumiem gdyby zacytowała Pana tekst
i dała cudzysłow i napisała źróło,lecz tego nie było:)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88976 Seconds