NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Patrząc z optymizmem w przyszłość Drukuj
Maciej Gdula   
06.05.2010

Katastrofa pod Smoleńskiem i późniejsza żałoba skazują nas na powtórkę sporu między PO i PiS w najbliższych wyborach, ale to wcale nie znaczy, że ten spór ma przyszłość. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby były to ostatnie wybory, w których podział na PO i PiS wypełnia polska politykę. Oznaki wypalania się tego zrytualizowanego konfliktu były widoczne przez ostatnie miesiące i w niedalekiej przyszłości podział na dwie prawice albo będzie musiał napełnić się nową treścią albo jego miejsce zajmie po prostu nowa konfiguracja na scenie politycznej.


Na razie nie widać, żeby PiS przygotował na wybory jakiś nowy plan umożliwiający przełamanie impasu, w którym ta partia znajduje się od przegranej w 2007 roku. Przez ostatnie dwa lata PiS był swoim cieniem i w zasadzie cały jego pomysł na politykę polegał na tym żeby trwać. Jarosław Kaczyński czekał na potknięcia Platformy, która w końcu swoim działaniem potwierdzi, że wróci Lew Rywin, czworokątny stolik, układ i polityka zagraniczna uprawiana na kolanach. Jak bardzo się pomylił, pokazała afera hazardowa. Trudno byłoby wymyślić lepsze paliwo dla udanej kontrofensywy PiS-u, tymczasem jeśli ktoś zbił kapitał polityczny na tej aferze, to był to Donald Tusk umiejętnie zarządzający kryzysem. Na razie PiS daje się kołysać do snu Janowi Pospieszalskiemu pokazującemu „zwykłych ludzi” skarżących się na manipulację „Gazety Wyborczej” i mediów komercyjnych, co nie zmusza do pytań o prawdziwe źródła popularności PO.


PO już od dłuższego czasu nie jest antypisem. Nawet jeśli bycie alternatywą dla rządów Kaczyńskich spełniało ważną rolę w budowaniu popularności Platformy, to dziś opiera się ona na innych fundamentach.


Po pierwsze Donald Tusk miał szczęście i skutki kryzysu dotknęły Polskę w mniejszym stopniu niż innych krajów. PO prezentuje się jako partia kontynuacji wzrostu i gwarant ciągłości prosperity poakcesyjnej.


Po drugie rząd Donalda Tuska ogłosił, że transformacja się skończyła i tym samym skończyło się mówienie o koniecznych i bolesnych reformach, których koszty obywatele muszą ponosić. Nawet jeśli przygotowywane zmiany nie odbiegają od polityki prywatyzacji i deregulacji o nieprzewidywalnych skutkach tak jak ma to miejsce w przypadku prywatyzacji szpitali to Platforma raczej stara się to ukryć niż prezentować jako dowód swojej niezłomności w przeprowadzaniu reform.


Po trzecie wreszcie PO o wiele lepiej niż PiS potrafi orientować się na procesy polityczne toczące się poza wąsko rozumianym światem polityki. Bardzo szybko zareagowała na niezadowolenie twórców z działania mediów publicznych i zaproponowała stworzenie obywatelskiego projektu reformy. Podobnie było z projektem parytetów i protestem internautów w sprawie kontroli treści w sieci. PO raczej nie myśli o realizowaniu politycznych postulatów idących z dołu i stara się je rozmydlić przeciągając dyskusje i prace sejmowe, ale na razie udawało jej się podtrzymać wizerunek partii otwartej na dialog i skłonnej rozumieć demokrację nie tylko jako głosowanie co cztery lata, ale także uwzględnianie głosu tych grup i środowisk, które nie mają szans na reprezentację w sejmie.


Od kilku miesięcy na tym wizerunku Platformy zaczynały pojawiać się rysy, a siły społeczne zaczęły się organizować, żeby rozliczyć PO z jej obietnic. Najpierw długo protestowały pielęgniarki domagające się bardziej egalitarnego podziału środków przeznaczonych na pensje w szpitalach, bo zmiany w wynagrodzeniach dotyczyły przede wszystkim lekarzy, a pielęgniarki potraktowano jak pariasów. Potem była manifa, na której zgromadziły się środowiska kobiece, związki zawodowe i przedsiębiorczynie. Tak rozległe sojusze nie zdarzały się nigdy wcześniej. Wspólnym mianownikiem stały się postulaty bezpieczeństwa zatrudnienia, równości i państwa odpowiedzialnego za swoje obywatelki i obywateli. Związek Nauczycielstwa Polskiego rozpoczął akcję zbierania podpisów pod projektem stworzenia sieci publicznych przedszkoli utrzymywanych z budżetu centralnego, żeby dać szanse równości, a nie tylko opowiadać o równości szans. Opozycja wobec rządów PO zaczęła się konsolidować poza polityką partyjna, bo tam są tylko partie rządzące i dwie opozycje w śpiączce – SLD, które nie może pozbierać się po upadku z lat 2003-2005 i PiS rozbity porażką z 2007.


Katastrofa pod Smoleńskiem hamuje proces konsolidacji sił społecznych i oddala moment konfrontacji przebiegającej w ramach haseł i obietnic decydujących o popularności obecnego rządu. Na razie ze względu na niepewność sytuacji wszystkie partie poza PO, która już nie mogła wycofać się z wcześniejszych decyzji, zdecydowały o wystawieniu w wyborach swoich liderów. Wydaje się, że to bezpieczna strategia, ale prawdopodobnie zapowiada ona zmiany na scenie politycznej po stronie opozycji.


Gdyby Jarosław Kaczyński nie zdecydował się na start w wyborach i tak jako depozytariusz pamięci o Lechu Kaczyńskim byłby nieusuwalny z roli przywódcy PiS. Jeśli przegra w kampanii, w której trzymany będzie na zapleczu, żeby nie zrażać do siebie elektoratu i do tego przegra z niewyraźnym Bronisławem Komorowskim, już niedługo mogą pojawić się głosy o niezdolności Jarosława Kaczyńskiego do przewodzenia partii. Dla Grzegorza Napieralskiego start w wyborach to w zasadzie wyrok. Kandydatura Jerzego Szmajdzińskiego była wielkim zwycięstwem przewodniczącego SLD, oddalającym rozliczanie go z przywództwa w partii. Dziś wypchnięcie Napieralskiego do wyborów przy jego przewidywanym słabym wyniku zapowiada zmiany na szczytach SLD. Obie partie mogły postąpić inaczej i wystawić kandydatów zdolnych przynajmniej do częściowego wykorzystania rodzącego się sprzeciwu wobec PO. PiS mógł skorzystać z rady Kingi Dunin i wystawić Joannę Kluzik-Rostkowską zdolną przeciwstawić polityce Tuska bardziej socjalną i propaństwową linię. SLD mogło wystawić Marka Balickiego, który umiałby przekonać do siebie środowiska lewicowe spoza SLD i byłby wiarygodnym krytykiem PO jako znany rzecznik roli państwa w zapewnianiu obywatelom dostępu do usług publicznych.


Co się jednak odwlecze to nie uciecze. Trzeba tylko wynudzić się w obecnych wyborach i wypatrywać zmian w polskiej polityce, bo mogą one czekać tuż za rogiem.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.05.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91260 Seconds