Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Niebezpieczne macki Kościoła Drukuj
Maciej Gdula   
06.01.2006
Ostatnio w mediach pojawiły się doniesienia o tym, że przynajmniej kilku członków rządu należy do Opus Dei. Ta założona przez Josemaríę Escrivá de Balaguera organizacja oficjalnie zajmuje się szerzeniem wiary katolickiej przez zapewnianie „środków formacji duchowej” i „uświęcanie pracy zawodowej”. Opus Dei przekonuje, że świętość może być realizowana przez zwykłych ludzi i organizuje warunki, w jakich łatwiej jest tę świętość osiągnąć. Nieoficjalnie wiadomo, że członkowie Opus Dei nie są zwykłymi ludźmi, ale starannie wyselekcjonowanymi, wpływowymi ludźmi polityki, nauki i biznesu. Członkostwo w organizacji jest zazwyczaj zachowywane w tajemnicy, a reguły sformułowane przez założyciela dają na przykład podstawy do kłamstwa, jeśli tylko przyczynia się ono do obrony wiary katolickiej.
Powinniśmy się zatem zacząć niepokoić. W instytucjach naszego państwa działa półtajna organizacja związana z Kościołem katolickim, która być może skutecznie oddziałuje na polityków prawicy. Niedawno przekonywali oni, że zagrożeniem jest układ związany z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, tymczasem widać, że politycy prawicy sami są pod wpływem tajnej organizacji i nieformalnych układów.
Krytyka roli Opus Dei w Polsce budzi jednak poważne wątpliwości.
Po pierwsze zainteresowanie rolą Opus Dei w rządzie wiąże się ze sposobem definiowania problemów publicznych zaproponowanym przez prawicę. Problemy wynikają z nieformalnych układów, a ich rozwiązywanie polega na walce z zakulisowymi wpływami w sferach władzy. W miejsce WSI podstawione zostaje Opus Dei. I tyle.
Po drugie krytyka związków prawicowych polityków z Opus Dei zasłania prawdę dość oczywistą: w Polsce Kościół katolicki ma wielki wpływ na polityków. Wskazywanie, że niektórzy przedstawiciele rządu są członkami półtajnej organizacji w ramach Kościoła, pozwala nie mierzyć się wprost z faktem, że cały rząd jest pod całkiem jawnym wpływem Kościoła i stosuje się posłusznie do jego zasad w formowaniu polityki państwa. Krytyka roli Opus Dei to zatem tylko złudzenie krytyki.
Zadanie, jakie stoi przed rzeczywistą krytyką, to zakwestionowanie jawnej dominacji Kościoła katolickiego w Polsce.  
Komentarze
Dodaj nowy
artur  - niebezpieczne zestawienie Macieja   |06.01.2006 22:55:41
Autor komentarza - kierując się nie znanymi mi intencjami - dokonał absurdlanego
porównania Opus Dei do WSI. Czy ja naprawdę musze tłumaczyć na czym ten absurd
polega, czy mogę liczyć na wiedzę szanownych forumiczów, którzy niewątpliwie się
do tego komentarza i jego krytyki odniosą?
Nie to jednak jest horrendalne w tym
komentarzu. Rumieniec wstydu powinien oblać pana Macieja za wniosek numer dwa:
"w Polsce Kościół katolicki ma wielki wpływ na polityków. Wskazywanie, że
niektórzy przedstawiciele rządu są członkami półtajnej organizacji w ramach
Kościoła, pozwala nie mierzyć się wprost z faktem, że cały rząd jest pod całkiem
jawnym wpływem Kościoła i stosuje się posłusznie do jego zasad w formowaniu
polityki państwa. Krytyka roli Opus Dei to zatem tylko złudzenie krytyki. "
Czy autor odróżnia ureligijnienie polityki i upolitycznienie religii? Bo tutaj
wuchodzi jasno, że niekoniecznie. Nie sądzę, że politycy będący teraz u władzy
"stosują się posłusznie do jego [Kościoła] zasad w formowaniu polityki
państwa. Na czym to ma niby polegać? Jakie to są zasady? Gdzie ich szukać? Czy
naprawdę pana Maciej jest tak zaczadzony swoim antykatolicyzmem, że starym
zwyczajem niezbyt wyrafinowanych krytyków Kościoła i religii utożsamia
katolicyzm z jego radykalnym i fundamentalistycznym odłamem, którego ekspozyturą
jast "katolicki dom w Twoim domu"?
Zatem proszę o zachowanie jakiegoś
minimum wiedzy i rozeznania w formułowaniu takich tez.
Jeżeli tak ma wyglądać
"rzeczywista krytyka" to o czym tu dyskutować? Bardzo dziwię się, że nie
można na takim forum porozmawiać poważnie o sprawach katolicyzmu i jego
odziaływania w Polsce bez ideologicznego zacietrzewienia…
moze czerwone  - Struktury, potulnosc i debata   |07.01.2006 16:52:42
Porownanie Opus Dei do WSI wcale nie wydaje sie absurdalne jesli dotyczy
struktur myslenia o problemach publicznych, a nie literalnego podobienstwa.
Autorowi wyraznie nie chodzi o zrownywanie OD i WSI, czy szukanie podobienstw
(przeciez wiadomo ze czlonkowie WSI nie odbywaja "prywatnych
rekolekcji", ale zdaja raporty). Chodzi natomiast o krytyke struktury
myslenia o problemach publicznych, wystepujacej zarowno w przypadku podejrzen
wobec WSI jak i OD.
Jesli chodzi o posluszne stosowanie sie do glosu kosciola
to przypomne chocby kilka wydarzen: pacyfikacjav parady rownosci, becikowe
(farsa polityki socjalnej sprowadzajaca problemy demograficzne do samego faktu
narodzin), propozycje rozszerzania zakresu finansowania przedsiewziec
koscielnych z budzetu. A to chyba tylko ostatnie trzy miesiace.
Ciekawe, ze
jakakolwiek krytyka polityki Kosciola Katolickiego, bo nie katolikow, czy
religii w ogole, spotyka sie z zarzutem "ideologiczneg zacietrzewienia".
Westchnienia o powazna debate to palka ideologiczna Kosciola, uzywana po to, aby
zadna powazna debata, ktora moglaby cos naprawde zmienic nigdy sie nie odbyla.
mwystanski  - Opus Dei, Gazprom i Bruksela. O suwerenn   |09.01.2006 20:13:49
Dwa lata temu, z apogeum przed referendum akcesyjnym do Unii, mieliśmy do
czynienia z wysypem głosów zatroskania o utratę suwerenności państwowej na rzecz
Brukseli. Następnie uwaga społeczna skupiła się na suwerenności, że się tak
wyrażę, paliwowo-energetycznej, a leitmotivem był (i ciągle jest) imperialny
Gazprom. Różne są argumenty na rzecz zagrożenia suwerenności państwa ze strony
tych potęg. Co ważne, trwała i trwa dyskusja, i nawet jeśli nie ma zgody z
argumentami, to nikt nie neguje istnienia problemu.
Tymczasem cicho jakoś wokół
Opus Dei i nawet artykuł opublikowany w pierwszym tegorocznym numerze Newsweeka
Polska („Opus Dei w rządzie”) poprzestaje tylko na barwnym opisie. A
przecież Opus Dei potencjalnie stanowi istotne zagrożenie państwowej
suwerenności i problem ten wymaga dyskusji. Dlaczego?
Jak pisze Newsweek
Polska, Opus Dei jest jedyną w Kościele katolickim organizacją podporządkowaną
bezpośrednio papieżowi. Papież jest głową państwa Watykan. Członkowie
organizacji bezpośrednio podporządkowanej głowie tego państwa wchodzą w skład
rządu innego państwa (Polski) i jego najwyższych władz politycznych, a z ich
mianowania i przy ich przyzwoleniu, także administracyjnych i biznesowych.
Członkowie Opus Dei są silnie podporządkowani regułom swej organizacji, a więc
lojalni wobec głowy państwa, którego nie są obywatelami (jak mniemam). Nieco
podobny problem istnieje z lojalnością członków rządu, którzy mają nie tylko
polskie obywatelstwo. Ale podobieństwo jest w istocie pozorne. Nie dlatego, że
to przypadki jednostkowe, natomiast członków Opus Dei jest wielu. I nie dlatego,
że przynależność do Opus Dei nie jest obywatelstwem. Lojalność wobec
bezpośredniego przełożonego, jednocześnie głowy obcego państwa, wydaje się w
przypadku Opus Dei równoważna tej, która wynika z obywatelstwa. Problem leży
gdzie indziej.
Otóż, obywatele państwa, głosując w wyborach na polityków
najrozmaitszych szczebli powinni wiedzieć o tak istotnych ich znamionach, jak
przynależność partyjna czy lojalność wobec innych państw. Tak wybrani politycy
winni również wiedzieć o lojalności wobec innych państw osób, które zamierzają
promować na stanowiska publiczne. Nawet, gdyby ich samych to nie interesowało,
to czuliby się zobligowani mieć tę wiedzę, skoro dokonują promocji z mandatu
wyborców.
Niestety, Opus Dei unika rozgłosu, a jego członkowie zachowują
anonimowość (Newsweek Polska). W tej sytuacji, wyborcy nie mogą dokonać
racjonalnego wyboru, opartego na niezbędnej wiedzy. Niewykluczone, że wybraliby
tych samych ludzi, że zaaprobowaliby te same nominacje do służby publicznej.
Może nawet członków Opus Dei byłoby we władzach więcej. Nie w tym rzecz. Ważne
jest, że wyborcy pozbawieni są możliwości dokonania wyboru poinformowanego. W
niezwykle istotnej kwestii: lojalności wobec innego państwa osób powoływanych na
stanowiska państwowe i publiczne oraz decydujących o nominacjach
administracyjnych i innych istotnych z punktu widzenia państwowej suwerenności.
Zakładanie a priori tożsamości celów różnych państw i permanentnej bilateralnej
ich dobrej woli nie jest racjonalne. Obywatele powinni mieć możność dokonania
wyboru.
Więcej na - http://opinia.blog.pl
Publius  - Halo -Czym jest Katolik?   |11.01.2006 19:37:20
Wybaczcie, ale to trochę żałosne.

Przecież czym innym jest Katolik aniżeli
osoba której lojalność dzieli się pomiędzy dwoma państwami?

Watykan też jest
państwem.

Każdy Polski Katolik mógłby zaś być podejrzewany o to że ma
"podwójne lojalności."

Czy mam dodać że od Chrześcijanina oczekuje
się "Podwójną lojalność?" Że jest Miasto Boga i Miasto
Ziemi?

Filozof, żeby nie było że to tylko dotyczy religii, równiesz ma
podzielną lojalność - zachęcam do lektury Apologii w zestawieniu z
Fados’em.

Tutaj akurat muszę bronić prawo członków Opus Deii do zajmowania
funkcji w Państwie.

Opus Deii jest organizacją religijną, niczym Kościół
Katolicki czy inne kościoły i związki wyznaniowe.

Dyskryminacją byłoby
zabraniać Obywatelom Polskim udział w życiu politycznym na podstawie
przynależnosći religijnej.

Dyskryminacją jest zabronić obywatelom Polskim
udział w życiu politycznym gdy obywatelstwo mają więcej niż jedno.

Powiem
więcej: podejrzewania członków Opus Deii o podwójnej lojalności na skutek
przynależności do organizacji religijnej jest równie jałowe jak podejrzewania
kogośo podwójną lojalność za przynależność do jakiegoś klubu politycznego,
literackiego, studenckiego, itp itd.

W wolnym społeczeństwie, lojalność wobec
państwa nie może wymagać zrzeszenia się lojalności wobec religii, osobistej
etyki, organizacji poza-rządowej której się wspiera, a nawet z obywatelstwa w
innym kraju.

Szczególnie jeżeli mówimy o Unii Europejskiej w którym dążymy do
czegoś czego określamy jako Europejczyka, nie wspominając już Obywatela Świata;
kogoś kto stoi na straży praw ludzkich - które są ponad państwem i jego
prawem.

Co do WSI - sytuacja nie jest tak jednoznaczna jak się
wydaje.

Przecież Minister Sikorski jest przeciwnikiem reformy WSI w wersji
Ministra Wasserman’a - bynajmniej na samym początu kadencji tegoż rządu tak
było.

Powód prosty: WSI służy sojusznikom Polski w Iraku; i Amerykanom
wszystko jedno czy oficerowie WSI to byli UB-cy czy też nie.

Wracając do Opus
Deii -

problem nie w tym że członkowie Opus Deii zajmują stanowiska w
rządzie.

problem w tym że przynależność do Opus Deii może przesądzać o tym że
jest się doradzcą Ministra Finansów.

Oczywiście, członek Opus Deii może
zarazem być świetnym ekonomistą - ale nie musi być…a w tym wypadku chyba,
niczym Minister Teresa Lubińska - nie był.

Tu jest merytum - trzeba tylko
trochę pogrzebać.

Publius
Rylew  - Opus Dei w rządzie ?   |12.01.2006 12:24:32
Nie czytałem przedmiotowego artykułu w Newsweeku, bo nie kupuję tego pisma, a
przez internet nie ma dostępu. Znam tylko komentarze do tego tekstu.
Moje
pierwsze odczucie – tytuł artykułu zamiast „Opus Dei w
rządzie” powinien brzmieć „Opus Dei w rządzie ?”, wszak nie
padają, o ile wiem, ani żadne nazwiska, ani żadne fakty, oprócz znanych faktów z
najnowszej historii kościoła katolickiego. To pozwala też pomyśleć, że w tym
przypadku mamy więcej do czynienia z insynuacją niż z wiedzą.
Druga refleksja
bazuje na konstatacji, że oto mamy do czynienia z walką totalitaryzmów
głoszących „Jedyne Prawdy”.
Jednym z totalitaryzmów jest
neoliberalizm głoszący kult pieniądza, majątku, kapitału oraz nadrzędnej roli
korporacji w rozwoju świata, w imię wolności jednostki.
Drugim jest Kościół
Katolicki głoszący Boga i ewangelię, moralność chrześcijańską, a przy okazji
swoją społeczną naukę, głosząc również tezę o ograniczonej wolności
jednostki.
Kościół umocnił się w Polsce po upadku innego totalitaryzmu – 
socjalizmu, czy jak inni wolą mówić – komunizmu, z którym miał duże
zbieżności ideowe, żeby nie powiedzieć zajął jego miejsce.
Każdy totalitaryzm
tworzy swoje struktury i dąży do indoktrynacji ludzi w celu powiększenia strefy
wpływów.

Człowiek ma rozum i sumienie i może wybierać. I tak się dzieje,
dlatego mamy tyle dyskusji i staramy się przekonać innych do swojego zdania.
Stać na uboczu prawie się nie da.
Ja na podstawie obserwacji i doświadczeń
swojego przydługiego życia wybrałbym „mniejsze zło” – KK (
jestem niewierzący ).
Dlaczego tak – to już może przy innej
dyskusji.

P.s. Czy Newsweek to jest to czasopismo, które należy do koncernu
Axela Springera ?
jah  - ad rem   |23.01.2006 15:09:19
"Powinniśmy się zatem zacząć niepokoić’ - to zbyt dosadna reakcja na artykuł
zamieszczony w periodyku, który żyje w cyklu tygodniowym. Nie od dzisiaj
wiadomo, że także w dziennikarstwie rządzi przesada, zwłaszcza, gdy ma
prowadzić do wzrostu sprzedaży. Członkowie Opus De w rządzie? Patrząc na tak
liczną reprezentację dawnego ZChN-u w PiS-ie zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.
A AWS? Fronda i telewizyjne środowisko ongiś młodych, a dziś prezesujacych
licznym instytucjomi firmom pampersów? To są oczywistości i to dlatego, mimo że
Newsweek chciał (?) podnieść larum, mamy tylko burzę w szklance wody.
Opus
Dei jest jedną z wielu organizacji katolickich i jak każda - niezależnie zreszą
jakiej proweniencji - bierze udział, mniej lub bardziej - w kształtowaniu
rzeczywistości.
Kiedyś obawiano się dominikanów, rozpisywno się o tajnych
spiskach jezuitów. Fakty mieszały się i będą nadal mieszać z domysłami, i
hipotezami. Im krwawsze, tym bardziej przemawiające do wyobraźni. Ludzie kupują
je jak "kod Leonardo da Vinci".
Wraz z sekularyzacją natarczywa
nagonka rozpętała się wokół masonów i ta nagonka zdaje się trwać do dzisiaj.

Na dramatyczniejszą skalę ofiarami wietrzenia wszędzie spisków padli Żydzi.
Antysemitym jest silny i swego czasu uległ mu sam K. Marks piętnując w
młodzieńczych pismach żydowską burżuazję.
Co do wpływu kościola katolickiego.
Nie jest on silny siłą swoich hierarchów, lecz słabością polityków, ktorzy
ustawiają się w relacji podległości wobec duchownych. Dodajmy, nie ze strachu
lecz z pobudek koniunkturalnych, z chęci przypodobania się społeczeństwu.
Nie
mamy więc do czynienia z realną siłą (na podobienstwo dawnych feudalnych
aliansów), sterującą życiem społecznym, lecz dobrowolnym ubezwłasnowolnieniem.
"Z kościołem trzeba się liczyć, bo kościół powszechny to kilkadziesiąt
procent aktywnych katolików". To jest potencjał, który chcą własnie
zagospodarować i ojciec dyrektor i politycy, niezależnie od opcji. Vide:
ostatnio PO na dniach skupienia w Łagiewnikach albo kuriozalna wypowiedź
Olejniczaka lub Borowskiego o kolejnym cudzie w Częstochowie.
agat   |28.01.2006 01:36:30
ummm, to jaka jest różnica między upolitycznieniem religii a ureligijnieniem
polityki? taka jak między awersem monety a jej rewersem?
Rylew  - Gdzie ta nagonka ?   |01.02.2006 10:59:24
Hallo Jah ! Napisałeś:
>Wraz z sekularyzacją natarczywa nagonka rozpętała się
wokół masonów i ta nagonka zdaje się trwać do dzisiaj.<
Jakoś nie widzę tej
„nagonki”, mglisty wydaje się też jej ew. związek z sekularyzacją,
która ma miejsce raczej w zachodniej Europie.

Agat,
religia funkcjonuje w
sferze społecznej zatem nie może być całkiem apolityczna, natomiast
ureligijnienie polityki to już rodzaj patologii nie zawinionej chyba przez
religijne struktury ?
agat   |01.02.2006 19:39:24
nie?
artur   |01.02.2006 21:20:42
Zasadniczy problem polega na tym, że rozmawiając o Kościele z jednej strony i o
polityce z drugiej, traktuje się te dwie sfery jako pewną homogeniczną całość. A
tak nie jest. Owszem umizgi do instutucji Kościoła miały miejsce także za rządów
ekipy Millera. Ale nie o to tu chodzi. Ureligijnienie polityki to efekt zabiegów
niektórych polityków i niektórych środowisk kościelnych. Upolitycznienie religii
również. Podkreślam słowo niektórych. Poza tym Kościół katolicki nie składa się
tylko ze swoich "elit" - czyli kleru. Także - mówiąc waszym żargonem -
wykluczanej …większości (czyli laikatu). Ale to są sprawy wewnętrzne Kościoła
- co nie znaczy, że nie może stac się przedmiotem szerokiej krytycznej debaty.
Wprost przeciwnie.Czym innym są zatem działania, którym przypisujemy cechę
polityczną ludzi świeckich, ale identyfikujących się otwarcie z nauczaniem
społecznym Kościoła, a czym innym działania o charakterze czy konsekwencjach
politycznych duchownych. Religia w rękach czy ustach Rydzyka to narzędzie
polityczne. Celem jest rząd dusz - w skrócie. Zatem tu dochodzi do
upolitycznienia religii. Ureligijnienie polityki wychodzi z drugiej strony od
aktorów życia politycznego. Polityka jest narzędziem do ziemskeigo zbawienia.
Ten podział jest nieostry - i w tym cały ambaras…zeby dwoje chciało naraz.
Tylko pytanie czy my tego chcemy?!Oczywiście, że nie. A poza tym konkubinat
ołtarzu z tronem kończyło się i zawsze kończyć się będzie jak Nowy Testament -
apokalipsą. I t w najgorszym jej wydaniu - peryferyjnym.
Rylew  - o rząd dusz   |02.02.2006 14:48:53
Arturze,
>Religia w rękach czy ustach Rydzyka to narzędzie polityczne<
To
zdanie z waszego żargonu brzmi podobnie jak to z naszego:
>Balcerowicz musi
odejść< :-)
Zwracam jednak raz jeszcze uwagę, że nie można mówić tylko o
religii mówiąc o kościele, bo kościół to część społeczeństwa, a sprawy społeczne
podlegają polityce. Dzisiaj wielu wytyka o. Rydzykowi, mieszanie się do
polityki, podobnie jak kiedyś ci z innej „parafii” wytykali to ks.
Popiełuszce i innym,
jednak czyż dobry pasterz dba tylko o dusze swych owiec,
nie dbając o ich zdrowie i odpowiedni przyrost wełny? Czy może pozostać
obojętny na zagrożenia dotyczące egzystencji dużej części stada przez
wilki?

Dzisiaj jednak to wilki przebierają się za owczarki, udają się do
arcypasterza, potrafią nawet zawyć kolędę po arcypastersku. I po co ? Żeby się
popisać swoimi wokalnymi talentami ? Może chodzi o przejęcie opieki nad stadem
?
Innymi słowy o rząd dusz, który dla kościoła i religii jest czymś na czym on
stoi, a polityce jest także potrzebny do realizacji jej celów, nie zawsze z
dobrem stada zbieżnymi.
Mogę sobie wyobrazić apokalipsę jako skutek przekazania
opieki nad stadem wilkom.
sawa56  - Każdy ma swoją "Ordynacką"   |04.02.2006 14:29:31
Jak wszystko wskazuje, każde ugrupowanie ma swoją "Ordynacką". Tylko
nazwa się zmienia, założenia pozostaj atakie same. Działania pozapolityczne mają
słuzyć celowi obranemu przez członków. Nie zawsze, a jak praktyka pokazuje
prawie nigdy, są one kontynuacją szcztnych ideii przedwyborczych. Tak kwitnie
polskie piekło, gdzie jedni, działający dla inwalidów, inni na rzecz Kościoła,
jeszcze inni wspierajćy biznes tworzacej sie demokracji demokracji walcząc z
bezrobociem i zastojem gospodarczym "nabijają w butelke" kolejne rzesze
oddanych wyborców. Nawet nie napawa ich zdziwienim fakt odejścia elektoratu. to
ryzyko wkalkulowane. Kolejne zmiany i odchodzenie tych porządnych tworzy nowe
partie pod nowymi chwytliwymi hasłami, elktorat ciągnie do nich, by po raz
kolejny przekonać sie, że to jest to samo i Ci sami lub tacy sami ludzie.
Trudano więc powiedzieć co lepsze, Ordynacka czy Opus De. jedno ingeruje w
kieszeń drugie w duszę, kieszeń jedynie nadwyrężająć. Ponadto, nie sądzę, aby
wywieranie presji na przynależność do Kościoła zmieniło cokolwiek na lepsze.
Może wręcz przeciwnie. Tyle mamy Świąt Kościelnych, że na pracę pozostaje
/dzisiejszym politykom/ niewiele czasu. Jeżeli dodamy do tego inne uroczystości
państwowe i święta grup społecznych czy zawodowych, czasu na inne zajęcia poza
świętowaniem nie starczy. Trochę to przypomnina "za króla Sasa…" i
wiadomo do czego doprowadziło. Ponadto takie grupowe przynależności rodzą
niepokojące zjawiska prowadzące od pozakonstytucyjnych nacisków na
społeczeństwo, przez rządzenie nie dla kraju ale dla obranej grupy społecznej
/Ordynacke, Opus De/ do działań noszących znamiona mafijności. Potem kolejna
grupa trzymajaca władzę, oczywiście nieskazitelna i przynależna do
innej"ordynackiej". I działaniom takim nie będzie końca. Polskie
piekiełko, dokąd nas ono zaprowadzi? Za kim/czym będzie ten kondukt żałobny?
artur  - Rylew sie myli   |26.02.2006 18:44:07
"Zwracam jednak raz jeszcze uwagę, że nie można mówić tylko o religii mówiąc
o kościele, bo kościół to część społeczeństwa, a sprawy społeczne podlegają
polityce." Takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że nie ma rozdziału
państwa i Kościoła w sensie konstytucyjnym, a to jest sprzeczne z faktami i
zdrowym rozsądkiem. Zatem mamy Kościół wpisany w społeczeństwo, które podlega
działalności politycznej i stąd Rydzykowe postępowanie nie dziwi. Otóż, nie jest
tak szanowny kolego. Jest dokładnie odwrotnie. Od czasu Soboru Watykańskiego II,
ustaw majowych z 1989 i następnie konstytucji z 1997 mamy pewien model rozdziału
Kościoła od państwa. Ale to dotyczy relacji instytucjonalnych. Mamy jeszcze
praktykę polityczną na poziomie społeczeństwa politycznego oraz obywatelską na
poziomie społeczeństwa obywtaelskiego. I tu jest pies pogrzebany. To w tych
sferach i na ich przecięciu dochodzi do wycieczek świata polityki w świat
katolicyzmu i na odwrót. Z tym ,że w obszarze społeczeństwa obywatelskiego jest
to pożądane.
Rylew  - Czyżby ?   |27.02.2006 22:29:55
Zdaje się, że mój oponent próbuje uwarzyć jakąś zupkę, która z daleka pachnie
grochem z kapustą.
Mówiłem o kościele katolickim w Polsce gdzie instytucja ta
jest wrośnięta w społeczeństwo od ponad tysiąca lat i związana z nim takimi
korzeniami jak światopogląd, moralność, kultura, solidaryzm, patriotyzm.
>
Takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że nie ma rozdziału państwa i kościoła w
sensie konstytucyjnym, a to jest sprzeczne z faktami i zdrowym
rozsądkiem.<
Takie rozumowanie nie prowadzi do wniosku, że nie ma rozdziału
kościoła od państwa, a tym bardziej rozdziału konstytucjonalnego czy
instytucjonalnego, bo to są komponenty nie z tej zupki.
Innymi słowy rozdział
instytucjonalny państwa od kościoła istnieje, może nie w tym stopniu w jakim
byśmy sobie tego życzyli, ale nie o to przecież chodzi, tylko właśnie o to, że
nie ma rozdziału kościoła od społeczeństwa, od jego istotnych spraw i problemów.

Kościół ma prawo zabierać głos w sprawach istotnych dla społeczeństwa, uważam
nawet, że ma taki moralny obowiązek, a wybór medium, czy to będzie ambona,
gazeta, radio czy telewizja to już sprawy czysto techniczne.
Praktyki
politycznej od obywatelskiej nie da się rozdzielić w rzeczywistości, (można to
uczynić tylko na papierze), tak samo jak nie uda się rozdzielić kościoła
narodowego od społeczeństwa i od jego istotnych spraw obywatelskich.
Zdaje się,
że rozumie to większość hierarchów KK w Polsce.
Zatem media o. Rydzyka nie
powinny dziwić, a jeśli wzbudzają sprzeciw to na zasadzie nieuczciwego
zwalczania konkurencji, bo naruszony został pewien monopol.
mamele  - kontr kontra kontry   |10.03.2006 20:15:25
Początkwo chciałam skomentować porównanie w samym artykule WSI czy układu z nim
związanego do Pus Dei. Porównanie jest o tyle bezpodstawne, że WSI sa instytucja
państwową decydującą o życiu każdego obywatela i całego państwa. Natomiast Opus
Dei, bez względu na otoczkę stworzoną wokół niego, że dobiera ludzi wpływowcyh,
wykształconych, etc. etc., lepiej nadaje się do porównania z ekskluzywnym klubem
dżentelmenów, pływackim, rybackim czy farmerskim. Jak kto woli. Nie posiada
ustawowego wpływu na państwo i życie obywateli, ani też nikt go z podatków nie
utrzymuje.
Jeżeli o tym się zapomni, a tak niestety zapomniał M. Gdula,
niebezpieczne stają się wszelkie stowarzyszenia, kluby czy jakiekolwiek
związki…
Ale: rzeczywiście, może to prowadzić do refleksji nad wpływem
Kościoła na państwo i polityków w Polsce. Jednak jest to temat na ogromną
dyskusję. O czym rozmowa, skoro 70%?, 80%? obywateli tego kraju raz w tygodniu
od dziecka chodzi do Kościoła. Zaczyna się od pojęcia grzechu i pokuty, a kończy
na wyobrażeniu o państwie i zasadach w nim działających. Struktura wewnętrzna
obywateli tego kraju jest katolicka, więc jak można nie mówić o wpływie
Kościoła Katolickiego na państwo?;)
stonka z ameryki   |27.03.2006 01:33:39
He he, niezły ubaw serwują redaktorzy tej strony. Zwierzęcy antyklerykalizm
ziejący kosmopolityzmem. Zważywszy na korzenie redaktorów, warto może zacisnąć
zęby i sięgnąć po Freuda. Blisko przecież to osobnik sercu wielu lewaków. Po
nitce do kłębka… i może dr Zygmunt pomoże odkryć tajemnicę wstrętu do klechów.

Ale niech autor odpowie jeszcze na jedno pytanie: czy boi się, że obudzi się
któregoś dnia z lufą trzymaną przez żołnierza Gwardii Szwajcarskiej?????
Tak
naprawdę chce się powiedzieć jedno: są granice bzdury, poza którymi nie ma juz
dyskusji, a tylko terapia.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.96465 Seconds